MG owszem przygotowuje się do sesji, ale tworząc przede wszystkim preposition - świat przedstawiony wraz z postaciami oraz potencjalnymi wątkami wydarzeń.
(...) Opowieść w RPG jest więc sumą oraz wypadkową tego, co wszyscy uczestnicy razem stworzyli.
Czyli taki sandbox, gdzie wrzucasz graczy i niech robią co chcą. Można i tak, ale trudno mi uznać to za opowieść - czyli przedstawienie (i udział) graczy w jakiejś historii. A w niej jest kilka punktów, postaci kluczowych. I tu mechanika może wejść w paradę z opowieścią.
Można wrzucić graczy do karczmy i niech się tam bawią (cholera, ja bym się dobrze bawił samym odgrywaniem i konwersacja z resztą drużyny), ale co to by była za opowieść?
MrSpellu napisał/a:
Rzadko też decydujemy się na otwartą napaść, preferujemy knucie i organizowanie pułapek
Moja ekipa - jeśli siły są wyrównane - preferuje stracie twarzą w twarz
MrSpellu napisał/a:
Czasami jednak opowieść wymagała tego, by postać zmierzyła się, wbrew wszelkim przeciwnościom, z dużo silniejszym przeciwnikiem.
Ha. Mówisz o młotku, więc co znaczy silniejsza postać? Więcej doświadczenia, lepsze statystyki, wyższa pozycja społeczna, lepszy ekwipunek? U nas trudno było znaleźć "silnego" przeciwnika - szampierza, który prawie mnie zatłukł, gracz - były pirat - załatwił jednym trafieniem. Ale do czego zmierzam - MG tworząc historię, stawia na drodze przeszkody, a gracz ma drużynę, ekwipunek, zdolności, oraz głowę i ma wymyślić, jak tu sobie z nimi poradzić. Ja np. bardzo lubię odgrywać coś, wykorzystywać schematy i zawsze cieszę się, gdy MG da mi do tego szansę
Tak więc nie byłbym taki radykalny w byciu "skazanym" na widzimisię MG. W opowieści ktoś musi być narratorem
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?
MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.
Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew?
No właśnie. Uznaniowość MG. Czyli w praktyce to, że tylko od Mistrza Gry ma rzekomo zależeć to, jak fabuła i rozgrywka się potoczy. Do tego czysto uznaniowe rozstrzyganie, czy "ktoś ma przeżyć czy nie".
Ja tam preferuję wyważoną grę. Jeżeli opowieść proponowana przez Mistrza Gry jest ciekawa, to jak najbardziej zgadzam się i godzę się na pewne liniowe elementy. Niemniej nie lubie rozgrywki całkowicie liniowej, ale także proponowanego przez Ciebie modelu. RPG to nie teatr? Owszem, ale teatr improwizacji już tak. Masz pewien narzucony schemat, gdzieniegdzie fabuła musi dojść do pewnego punktu, ale w jaki sposób tam dotrzesz... to już Twój problem. Gramy tak od lat i doskonale się to sprawdza. Nasz Mistrz Gry wie jak nam dogodzić, ale też skurczybyk wie jak nam dosrać
Cytat:
Ha. Mówisz o młotku, więc co znaczy silniejsza postać? Więcej doświadczenia, lepsze statystyki, wyższa pozycja społeczna, lepszy ekwipunek?
Wszystkiego po trochu. Nie rzucamy się na gości, którzy mają plecy jak stąd do Altdorfu. Nie rzucamy się na smoki, trolle i armie goblinów. Nie rzucamy się na gości, których ekwipunek wskazuje na to, że mogą być naprawdę niezłymi zabijakami. To znaczy w ostatnim wypadku ja się nie rzucam, bo kumpel nie ma takich zahamowań i zazwyczaj źle na tym wychodzi
Niemniej nie lubie rozgrywki całkowicie liniowej, ale także proponowanego przez Ciebie modelu.
Najwyraźniej nie lubisz Grać.
Moim zdaniem, RPG to nie tylko "odgrywanie", ale także granie postacią.
MrSpellu napisał/a:
RPG to nie teatr? Owszem, ale teatr improwizacji już tak.
MrSpellu napisał/a:
Masz pewien narzucony schemat, gdzieniegdzie fabuła musi dojść do pewnego punktu, ale w jaki sposób tam dotrzesz... to już Twój problem.
To najwyżej sprawdza się w jednostrzałach, ale nawet tam - nie zawsze. Generalnie wolałbym nie grać w kampanię, na którą w praktyce nie mam żadnego wpływu, a moja postać jest, by... po prostu być. Gdzie gracz jest nikim.
Nie rzucamy się na gości, którzy mają plecy jak stąd do Altdorfu
Brat, na dworze jednego z bretońskich książąt, wdał się w "kulturalną" wymianę obelg z lordem, któremu nie podobał się nasz cel wizyty. Brat liczył, że ten wyzwie go na pojedynek "tu i teraz", a tchórz nasłał na nas wynajętych zabijaków. Przynajmniej mieli takie fajne buty z ukrytym ostrzem
MrSpellu napisał/a:
Nie rzucamy się na smoki, trolle i armie goblinów
No ale jak traficie na drodze na dajmy na to - olbrzyma - to uciekacie, chowacie się, czy stajecie do walki? Ja miałem w ekipie zabójcę trolli, więc w zasadzie nie miałem wyboru
MrSpellu napisał/a:
Nie rzucamy się na gości, których ekwipunek wskazuje na to, że mogą być naprawdę niezłymi zabijakami.
Ale to mógłby być wasz ekwipunek
von Mansfeld napisał/a:
Generalnie wolałbym nie grać w kampanię, na którą w praktyce nie mam żadnego wpływu
Zaraz, chwilę - wpływ "jak" czy wpływ "co"?
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?
MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.
Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew?
Ale wiesz co to jest teatr improwizowany? Oczywiście analogia nie jest całkowita, bo istnieje jakiś szkielet scenariusza, tylko że zna go tylko MG, gracze muszą go sobie poskładać z poznanych elementów. Odgrywanie nie wyklucza grania.
von Mansfeld napisał/a:
Najwyraźniej nie lubisz Grać.
Lol Dobra, z autorytetem już się nie spieram.
Tixon napisał/a:
No ale jak traficie na drodze na dajmy na to - olbrzyma - to uciekacie, chowacie się, czy stajecie do walki?
Oczywiście, że spieprzamy gdzie pieprz rośnie (lub się chowamy), chyba że w walce mamy realną szansę.
Tixon napisał/a:
Ale to mógłby być wasz ekwipunek
Dlatego czekamy, aż pójdą spać...
von Mansfeld napisał/a:
To najwyżej sprawdza się w jednostrzałach, ale nawet tam - nie zawsze. Generalnie wolałbym nie grać w kampanię, na którą w praktyce nie mam żadnego wpływu, a moja postać jest, by... po prostu być. Gdzie gracz jest nikim.
Tak czytam, czytam i wychodzi na to, że się absolutnie nie rozumiemy.
Ale wiesz co to jest teatr improwizowany? Oczywiście analogia nie jest całkowita, bo istnieje jakiś szkielet scenariusza, tylko że zna go tylko MG, gracze muszą go sobie poskładać z poznanych elementów. Odgrywanie nie wyklucza grania.
O ile kojarzę, LARP jest zdecydowanie bliżej teatru improwizowanego. RPG to jednak ten obszar "RP", który zawiera element gaming ("gry"). Nie bez powodu niektórzy nazywają RPG "hybrydą gier strategicznych oraz opowiadania historii".
Oczywiście to zależy od tego, co rozumiemy poprzez "grę". Dla mnie jest róznica pomiędzy "odgrywaniem" a "graniem". To pierwsze to ekspresja dramy w oparciu o jakąś postać fikcyjną. To drugie to stosowanie i używanie postaci fikcyjnej w rozgrywce. Oczywiście oba wyjaśnienia pod kątem RPG.
No właśnie. Uznaniowość MG. Czyli w praktyce to, że tylko od Mistrza Gry ma rzekomo zależeć to, jak fabuła i rozgrywka się potoczy. Do tego czysto uznaniowe rozstrzyganie, czy "ktoś ma przeżyć czy nie".
Preferuję współtworzenie historii razem z graczami. Raz graczka we wprowadzeniu do postaci mówiła, że jest żoną Gomułki (i izraelskim szpiegiem) i z tego ciągnąłem historię o jego zniknięciu i poszukiwaniu (niestety nie rozkręciłem tego, bo zrobiło się zimno). A to wszystko na ognisku w czasie spływu kajakowego, więc zero podręcznika(a był to w sumie Zew Cthulhu) i kości. Dla mnie najważniejsze jest, żeby wciągnąć graczy w historię i żeby wszyscy dobrze się bawili.
Tak czytam i doszłam do wniosku, że chętnie zagrałabym sobie - zwłaszcza w coś typu Zew Cthulhu ze względu na klimat. Akurat jedyna sesja w tym systemie, w którą grałam, skończyła się za wcześnie i atmosfera nie zdążyła zgęstnieć, więc wyszła nam historia sensacyjna w duchu nieco bardziej kryminalnym niż Lovecraftowym, chociaż i tak była bardzo fajna zabawa. Ale właśnie przez dyskusję na ten temat naszła mnie ochota, żeby się nieco poschizować grając.
Gdzie, kiedy i czemu beze mnie? . Chociaż w sumie nie gram w Earthdawna . No, chyba że wietrzniakiem piratem . Karwia, muszę w koncu wziąć się za prowadzenie DH .
_________________ * W celu uzyskania dalszych informacji uprasza się o ponowne przeczytanie tego postu.
Daj mi wcześniej znać czy sobota robocza, bo muszę dać wcześniej znać MG. Ogólnie w ten weekend będę miał ostrą jazdę, bo w piątek przyjeżdża teściowa, w sobotę jedziemy do moich rodziców, wracam w okolicach 17.00, od 18.00 gramy (żona zabiera matkę na Noc Muzeów), a w niedzielę jadę do Krakowa zakładać kaganiec oświaty
A wypadałoby się zobaczyć, bo jak mam w wakacje skuć Twoją wilczą mordę, to raczej muszę poznać wroga
A wypadałoby się zobaczyć, bo jak mam w wakacje skuć Twoją wilczą mordę, to raczej muszę poznać wroga
A kto tym twoim Aniołkom Charliego ręce rozbuja? . Sobota jak większość sobót pewnie w kombinacie, skończyło się babce sranie, ale pożyjemy, uwidzimy. Bajdełej, nie masz w okolicy jakichś 40k-owych fanbojów na gwardyjską kampanię w Dark Heresy? . Ewentualnie na WFRP 2. ed w nastroju wojen hussyckich w Averlandzie . Tyle koncepcji, tak mało graczy .
_________________ * W celu uzyskania dalszych informacji uprasza się o ponowne przeczytanie tego postu.
Kurde, kiedyś się grało 3 razy w tygodniu po 28 godzin, a teraz churwa praca, rodzina, obowiązk
Pamiętam takie jedne wakacje, trzy różne drużyny, trzech mistrzów gry, sesja niemal dzień w dzień... a wieczorem chlanie w parku. Heh...
Stary Ork napisał/a:
Widziałem i trzeba przyznać, że fpytne, co prawda still not as gay as Twilight, ale całkiem całkiem
To teraz mi powiedz skąd ja mam wytrzasnąć tanio dwa lc. Są dwie opcje:
1) Kupuję weterana SM z opcją na 2 x lc. Problem? Figurka metalowa i nie wiem czy plecak jest doklejany czy jest też może integralną częścią figurki
2) Kupuję blister z bitsami dla termosów 5 par lc. I konwertuję. Problem? 65 PLN za, kórwa, części zamienne
Pamiętam takie jedne wakacje, trzy różne drużyny, trzech mistrzów gry, sesja niemal dzień w dzień... a wieczorem chlanie w parku. Heh...
Skąd, churwa, masz moje wspomnienia?
MrSpellu napisał/a:
To teraz mi powiedz skąd ja mam wytrzasnąć tanio dwa lc. Są dwie opcje:
1) Kupuję weterana SM z opcją na 2 x lc. Problem? Figurka metalowa i nie wiem czy plecak jest doklejany czy jest też może integralną częścią figurki
2) Kupuję blister z bitsami dla termosów 5 par lc. I konwertuję. Problem? 65 PLN za, kórwa, części zamienne
Czatuj na Allegro albo na Ebayu na okazję, czasem pojawiają się pojedyncze bitsy, wtedy zapłacisz za 2 lc dychę, plus piętnaście za przesyłkę, co też jest nieco chujawą opcją . A ponieważ dyskusja zbacza z tematu, zdecydowanie opowiadam się po stronie klimatu. Ale turlanie musi być. Bez turlania nie ma zabawy.
_________________ * W celu uzyskania dalszych informacji uprasza się o ponowne przeczytanie tego postu.
Preferuję współtworzenie historii razem z graczami. (...). Dla mnie najważniejsze jest, żeby wciągnąć graczy w historię i żeby wszyscy dobrze się bawili.
Pytanie tylko, na ile jest to "współtworzenie historii z graczami", a "narzucenie historii graczom przez MG".
W tym pierwszym mechanika może pomóc? W jaki sposób? Wystarczy wyjść poza aksjomat "mechanika to wróg opowieści" i spróbować wpływać na fabułę poprzez korzystanie z reguł systemu RPG.
Odpiszę na starsze, bom dopiero teraz zauważył:
Cytat:
Czyli taki sandbox, gdzie wrzucasz graczy i niech robią co chcą. Można i tak, ale trudno mi uznać to za opowieść - czyli przedstawienie (i udział) graczy w jakiejś historii.
Opowieść opowieści nierówna. To kwestia tego, jak rozumieć słowo "opowieść". Ja to rozumiem jako zestaw wydarzeń spleciony wątkami postaci przedstawionycy w utworze (opcjonalnie - wątkami tła). Sesja RPG nie musi mieć dostojewskiego, tolkienowskiego czy martinowskiego rozmachu i blichtru. Zresztą, w sandboxie postacie tworzą swoją Historię. To, że nie jest to "genialna epickość" od MG, nie oznacza, że nie jest to "historia". W sandboxie ciężar kreacji historii przeniesiony jest na postaci graczy. Zresztą, RPG polega właśnie na tym, by tworzyć tę historię w trakcie gry, a nie przed grą gdzieś w kącie jakiegoś "emgie". Dlatego:
Cytat:
A w niej jest kilka punktów, postaci kluczowych. I tu mechanika może wejść w paradę z opowieścią.
Nie rozumiem, dlaczego udział nie więcej niż jednej osoby we wprowadzaniu opowieści (MG) ma być tym słusznym w RPG? To tak, jakby na kilku uczestników grała tylko jedna osoba (MG), a reszta przyglądałaby się temu jednoosobowemu widowisku. Najwyraźniej jednak w polskim światku RPG "chodzi tylko o show prowadzącego grę i odgrywanie".
Cytat:
Można wrzucić graczy do karczmy i niech się tam bawią (cholera, ja bym się dobrze bawił samym odgrywaniem i konwersacja z resztą drużyny), ale co to by była za opowieść?
Kto powiedział, że karczma? Zresztą, znów kompletnie mylisz pojęcia - na odgrywaniu i konwersacji drużynowej RPG się nie kończy (jeśli odjąć dyrdymały literackie MG). Gracze mogą podejmować decyzje, działania, akcję - tym samym tworzyć fabułę. Mechanika do tego służy - by rozstrzygać skutki decyzji graczy i wynikających z nich działań postaci, a także stanowić narzędzie do wpływania na opowieść.
Aż mi się ciśnie na usta - "mechanika jest po to, aby gracz nie był Nikim na sesjach RPG, a MG - Wszystkim".
Pytanie tylko, na ile jest to "współtworzenie historii z graczami", a "narzucenie historii graczom przez MG".
Ciężko narzucać coś, czego się nie przygotowało - nie trzymam się twardo planów, bo ich nie mam. Mam tylko ogólną koncepcją, reszta wychodzi z działań graczy. Oczywiście jeśli gracze decydują nic nie robić to muszę ich kopnąć w dupę.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum