FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Anime
Autor Wiadomość
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2009-01-26, 20:38   

Polecam wypożyczalnię mininova.org (torrenty). Do tego Bestplayer do ściągnięcia polskich napisów. Przynajmniej na Bebopa wystarcza.
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Project2501
Puppet Master

Posty: 42
Skąd: CyberSpace
Wysłany: 2009-01-26, 22:13   

Liv napisał/a:
http://peb.pl/anime/

Korzystam wyłącznie z tej stronki. Większość anime można oglądać na youtube z ang. subem.


Jeżeli ktoś ma ochotę na jakość z youtube :/

Osobiście sciągam anime z tych stron:

www.animea.net

www.zone-anime.com

a napisy z www.animesub.info

Radzę sciągać pliki z megaupload - Nie ma limitu ściągania plików.
 
 
Gand 
Smart Guy


Posty: 680
Wysłany: 2009-01-26, 23:36   

Maeg napisał/a:
Przyznam się, że Ghost in the Shell obejrzałem dopiero kilka tygodni temu. Na początku stycznia dokładniej. Jedynka to faktycznie całkiem dobra pozycja, choć nie zachwyciła mnie tak jak innych. Może to efekt tego, że kiedy polecano mi ten film byłem młodszy i bardziej podatny na takie klimaty niż teraz?
Obejrzałem też dwójkę i porównując go z jedynką przynajmniej w mojej opini nie ma sensu, film o wiele gorszy. Argumenty? Przykro mi, to czysto subiektywne odczucie.

Z filmów oglądałem tylko 1. (fajny), za to polecam serial, zwłaszcza 1 sezon, gdzie idealnie zrównoważono ilość wszystkich składników składających się na anime i można śmiało stwierdzić, że to świetny kawałek anime z niebanalną fabułą, klimatem i ciekawymi postaciami. Sezon 2 nieco przegadany ale nadal ogląda się fajnie (mam 3 odc. do końca), akcja z odc. na odc. się rozkręcała chociaż zdarzają się przestoje i odcinki w których zwyczajnie za mało się dzieje.
Aha - nie wiem czy ktoś polecał Triguna, a jeśli nie - polecam. :P
_________________
We care a lot about the army navy air force and marines
We care a lot about the SF, NY and LAPD
We care a lot about you people, about your guns
about the wars you're fighting gee that looks like fun

We care a lot about the Garbage Pail Kids, they never lie
We care a lot about Transformers cause there's more than meets the eye

We care a lot about the little things, the bigger things we top
We care a lot about you people yeah you bet we care a lot.
 
 
ASX76 
zrzęda


Posty: 15600
Skąd: z grzędy
Wysłany: 2009-01-28, 09:08   

"Trigun" był polecany, niemniej każdy głos "za" się liczy. :-)
Udało mi się dorwać na Hubie gostka, który ma ów serial i właśnie się ściąga, tyle że z przerwami. Gdyby nie był łajzą, to dałby zassać do końca w jednym rzucie, tym bardziej, że tranfser sięgał powyżej 6 mega, więc nie trwałoby to długo. A ten wziął i zwiał. ;)

Czy nowa wersja Best Player potrafi sama ściągnąć odpowiednie (dopasowane) polskie napisy do danego filmu?

Na stronie Merlina jeszcze trwa promocja na filmy anime:
http://merlin.pl/browse/p...sion_anime.html
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2009-01-28, 11:41   

ASX76 napisał/a:
Czy nowa wersja Best Player potrafi sama ściągnąć odpowiednie (dopasowane) polskie napisy do danego filmu?

Sama nie. Trzeba je wybrać na liście i kliknąć. Dopiero resztę zrobi sam.
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
ASX76 
zrzęda


Posty: 15600
Skąd: z grzędy
Wysłany: 2009-01-28, 12:17   

Jander napisał/a:
ASX76 napisał/a:
Czy nowa wersja Best Player potrafi sama ściągnąć odpowiednie (dopasowane) polskie napisy do danego filmu?

Sama nie. Trzeba je wybrać na liście i kliknąć. Dopiero resztę zrobi sam.


No toż właśnie o to mi chodziło. Ona wykonuje lwią część pracy. ;) :-P
 
 
Jander 
Nonholik


Posty: 6189
Skąd: Kolabo. miasto Tichy
Wysłany: 2009-01-28, 12:39   

Nowa wersja Allplayera robi już to samo, ale używam go tylko jak nie działa Bestplayer i VLC.
_________________
www.lovage.soup.io
 
 
Liv 
Sine Qua Non


Posty: 1045
Wysłany: 2009-02-09, 11:42   

Polecam Napi-projekt ;) Jeśli napisy znajdują się w sieci, programik szybko i łatwo ściągnie odpowiednią wersję i dopasują ją do filmu/serialu/anime.

Trzy pierwsze odcinki Death Note za mną ... i na chwilę obecną nie jestem szczególnie zachwycona :-| Już Hell Girl mi się bardziej podobała, choć każdy odcinek rozgrywał się wg. tego samego schematu.
_________________
"Life is a bitch and then you die."
Laura Roslin "Battlestar Galactica"

chomikuj.pl/pchlaszachraika
 
 
Astarte 


Posty: 61
Wysłany: 2009-03-01, 12:29   

Anime ma swój niepowtarzalny urok i jeśli zacznie się od dobrego filmu, to na pewno zostanie chętka na więcej - wnioskuję na podstawie własnych doświadczeń of course :mrgreen: Z tytułów, które aktualnie pląsają gdzieś tam w pamięci polecam:
Final Fantasy
Princess Mononoke
Highlander
Spirited Away


Za szczególnie ciekawy i warty obejrzenia uznałabym Vampire Hunter D, który porywa opowiadaną historią - mnie bynajmniej porwał - o mało w monitor nie wlazłam :P Jako średni uznałabym Blood: The Last Vampire, po prostu nie przypadł do gustu i tyle, może przez koncepcję filmu, która polegała na zarzynaniu tego, co tylko posiadało przerośnięte siekacze i było włochate. o_O W każdym razie obejrzałam i nie tęsknię do ponownego spotkania.
Ghost_Lord napisał/a:
A ja Elfen Lieda lubię bardzo :-> . A z tym pieskiem było najlepsze hehe

Co do Elfen Lied, to dla mnie rewelacja, obejrzałam chyba w trzy wieczory i planuję powtórkę. Fakt, krew leje się fontannami i jak ktoś ma wrażliwą percepcję, to nie zdzierży zbyt długo ;)

EDIT: Poza tym mam jeszcze za sobą fascynację Sailor moon, której kolejne odcinki śledziłam zaciekle daaawno temu w TV...
 
 
Lady_Aribeth 
Concerned Citizen


Posty: 593
Wysłany: 2009-03-01, 15:10   

Poszukuję osoby, która obejrzała anime Darker Than Black i się nim zachwyciła. Taki osobnik jest mi potrzebny po to, by mi wytłumaczył czym się zachwycać Oo.

Jako osoba bardzo wrażliwa, bardzo łatwo się emocjonuję, wzruszam tym co oglądam, jednak to anime nie wykrzesało ze mnie żadnej emocjonalnej reakcji (poza zdenerwowaniem, że zmarnowano tyle fajnych pomysłów, ale chyba nie o to chodziło twórcom Oo). Dodatkowo DTB kończy się zanim tak na dobrą sprawę się rozkręca, co u mnie wywołało wrażenie, że chyba nie ściągnęłam całej serii, bo czegoś ewidentnie brakuje Oo.
Może to moja wina, może niezbyt uważnie oglądałam DTB (ale jednak ciarki mnie przechodzą po plecach, na myśl, że miałabym to obejrzeć jeszcze raz...), dlatego szukam kogoś kto mi to tak zwyczajnie wytłumaczy wtf. Bo spotkałam w necie mnóstwo pozytywnych recenzji i mam wrażenie, że oglądałam coś zupełnie innego od tych recenzentów Oo.
_________________
"Nie tak to trudno zostać filozofem, jak waszmość pan rozumiesz: chwal tylko, co drudzy ganią, myśl jak chcesz, byleby osobliwie,
kiedy niekiedy z religii zażartuj, decyduj śmiele a gadaj głośno; przyrzekam, iż ujdziesz wkrótce za wiellkiego filozofa..."
"Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki" Ignacy Krasicki
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2009-05-25, 01:15   

Nekojiru-so
Chyba nie muszę komentować - klasa sama sobie. ;>

Co ostatnio oglądałem?
"Wolf's rain" - szit. Nudy, pseudomistyczna papka, przewidywalna akcja i aż do niemiłosiernego bólu sztampowe postaci. Wielu się tym zachwca... Sorry, ja tu widzę badziew. Nudna taśmówka operująca do litej skały wytartymi ścieżkami - jak widać z powodzeniem...
"Fullmetal panic" - maaaatkooo... Zapowiadało się fajnie, ale tylko gdy skręciło w stronę "school drama" i paskudnego "hurra-heroizmu" zrezygnowałem. Brakło mi sił po prostu. :P
"Texhnolyze" - kolejne dziecko twórcy "SEL". Więc jakież ono mogło by nie być? ;> Świetny świat, doskonała muzyka... Fabuła - szybko zmarginalizowana. Fantastyczna kreska i oczywiście duża dawka surrealizmu. Warto poświęcić temu trochę czasu, choć nie jest to łatwa seria.

Tyle na dziś - Amen!
Wierzę w jednego Boga...
:P
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-07-13, 14:30   

Z braku innego tematu, tutaj dam :>
Uwaga, możliwe spoilery!
Code Geass


Historia... Historia jest następująca - Imperium Brytyjskie, które obok Unii Europejskiej oraz Chin stanowi jedną z potęg świata, atakuje w 2010 roku Japonię. Do walki używa nowoczesnej broni - Rycerzy Mroku - wysoce mobilnej, silnie opancerzonej i uzbrojonej człekopodobnej maszyny, która to zmiata Japońskie Siły Obronne z powierzchni ziemi. Kraj zostaje podbity, ludność zniewolona, kultura wymazana, a sama Japonia zamienia się w Strefę 11. Z lekcji historii wiedzieć musicie jeszcze tylko to, iż Brytania nie wyznaje zasady równości - ktoś jest wysoki, ktoś niski, ktoś urodził się w bogatej rodzicie, ktoś w biednej, ktoś ma talent, a ktoś nie - jak więc mieli by wprowadzić równość? Zamiast tego wprowadzili rywalizację, wprowadzili ścisłą hierarchię wartości człowieka w której im ktoś ma wyższy tytuł, tym jest "lepszy", zmusili do walki o pozycję, a wszystko po to, by wygrał - zgodnie z teorią ewolucji - najlepszy.
Koniec lekcji historii.
Czas na akcję - główny bohater wracając na uczelnię jest świadkiem wypadku - jadąca za nim ciężarówka, by nie potrącić jego pojazdu, gwałtownie skręca, uderzając w ścianę budynku. Kierowca, jak i pasażer tracą przytomność. Lelouch, bowiem tak zwie się protegowany, wściekły z powodu reakcji tłumu, rusza im na pomoc. Nie wie jednak, iż jest to operacja jednej z licznych organizacji konspiracyjnych, która wykradła "śmiertelnie trujący gaz" Brytyjczykom. Dla tych zaś sprawa jest za poważna, by można uważać, że to "zwykła" broń - rozkaz brzmi zniszczyć całą dzielnicę. Siły specjalne ruszają do boju, czego efektem jest masakra, otwarcie pojemnika, zdobycie przez bohatera mocy kontrolowania umysłu, kolejna masakra, a potem, kiedy do akcji wkracza reszta ruchu oporu, zamieszki. Zaczyna się prawdziwym trzęsieniem ziemi. A potem jest tylko ciekawiej.

Code Geass przedstawia nam swoją historię niczym zbiór puzzli - dawkując informacje, by domyślać się wszystkiego tylko na podstawie tych otrzymanych już kawałków układanki. Każdy kolejny odcinek daje nam odpowiedź na postawione wcześniej pytania, ale zadaje też nowe. A także pozwala spojrzeć na całość z coraz to większej perspektywy, jednak bez ostrości widzenia szczegółów i detali.

Sezon drugi:
Jak już pisałem wcześniej, pierwszy sezon Code Geass, zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Była to wypadowa odpowiednio skonstruowanej fabuły (owszem, zdarzały się nieścisłości, ale drobne niedociągnięcia szło przeżyć), nagłych zwrotów akcji, ciekawie przedstawionej walki mechów (jako nowoczesnych zastępców czołgów, chociaż do teraz nie wiadomo na co chodzą ^^), ciekawych wątków obyczajowo-uczuciowych oraz odpowiedniej ilości sosu dramatycznego. Nawet odrobina głupich fabularnych zabiegów w stylu utraty pamięci po postrzale nie psuła efektu, tylko dodawała pewnego smaczku.
Teraz zaś, po obejrzeniu 21 odcinków drugiej serii, mogę śmiało powiedzieć, że jestem zawiedziony. Code Geass - Lelouch of the Rebellion R2 po prostu nie spełnia pokładanych w nim nadziei na to lepiej i więcej w stosunku do R1. Jest więcej, ale kosztem lepiej. Z rzeczy które ewidentnie rzucających się w oczy chyba najśmieszniejszy jest fanservice. Owszem, występował w poprzedniej serii, ale nie tak nachalnie jak w drugiej. Minął rok od zdarzeń, część bohaterów się zmieniła - postarzała, urosła, więc i niektóre proporcje Kallen (wolę Karen, tak lepiej brzmi) zmieniły się. Dobrze, rozumiem to, ale dlaczego co chwila występuje w kusym i obcisłym wdzianku, maksymalnie prezentującym swe wdzięki (skoro fabuła przedstawia ją jako osobę skromną :> ), w dodatku z tendencyjnych ujęć kamery? Alternatywa dla Misy? I nie, nie oglądam Code Geass dla widoku piersi jakiejkolwiek bohaterki. A jak już się pojawiają w kusych wdziankach, to wymagam tylko jednego - by to było fabularnie usprawiedliwione (jak podczas festynu z Violet). Dobrze usprawiedliwione. I nie w aż takich ilościach - to wtedy nie jest zabawne, a już tylko śmieszne w negatywnym znaczeniu.
Osobiście nie czuję rozczarowania z powodu sylwetki będącej znakiem charakterystycznym CLAMPa, dziwacznymi fryzurami w różnych kolorach, zawsze czystymi i niezniszczalnymi ubraniami i nieodczuwającymi potrzeb fizjologicznych bohaterami.
Rozczarowuje mnie natomiast fabuła. W wielu miejscach i na różnych poziomach. Ewidentnie widać drogę którą podążyli autorzy - bitwy z udziałami mechów zamieniły się w przebajerowane bitwy przypakowanych mechów i ich niezłomnych pilotów. W R1 wiadomo było kto jest znakomitym pilotem : Kallen, Touda, Suzaku, Cornelia, jej rycerz i ci z Glastonu. Nawet jeśli nie posiadali potężnych maszyn, byli w stanie stawić czoła przeciwnikowi - dowodem na to niech będzie pojedynki Corneli z Zerem, który ten, niezależnie od posiadanej maszyny, ciągle przegrywał. W R2 zamienia się to w wyścig "kto ma lepszego mecha". Im bardziej naszpikowany morderczymi technologiami, tym większa szansa na rozwalenie wszystkich wrogów w okolicy samemu nie odnosząc przy tym ŻADNYCH obrażeń. No do licha, Tygrysy podczas II wojny światowej królowały na polu bitwy, bo były na wyższym poziomie technicznym i praktycznie żaden czołg nie miał z nimi szans podczas frontowego starcia. Ale ostrzał z flanki, od tyłu... To jest właśnie taktyka. A co zrobić, jeśli wróg odbija wszystkie strzały ze wszystkich rodzajów broni ze wszystkich kierunków (wliczając w to górę i dół)? No i szczytem przegięcia jest motyw z przyłączeniem się systemu latającemu i ręki do Gurena. Podczas spadania. :roll:
Drugim punktem in minus są działania Zero. Z jednej strony jest dobrze - przez cały rok jest obserwowany jako przynęta na C.C, nie przejawia żadnych działań potwierdzających odzyskanie wspomnień; także w chwili ujawnienia się Zero, Lulu stoi wprost przed pilnującą go osobą, więc jak tu go posądzać o to? To jest dobrze rozegrane. Z drugiej jednak wykonuje całą masę numerów praktycznie bez sprzętu i przygotowania. I o ile szybkie myślenie można mu zaliczyć na poczet bycia bystrym, to sprzętu wyciągniętego z powietrza nie daruję. Numer z Milion cudów jest dobry, tylko, że... niewykonywalny. Logika niektórych zdarzeń co prawda jest, ale "lekko" naciągana. Tak samo przejścia na drugą stronę - w wielu przypadkach brakuje tego czegoś, co by sprawiło, że my - widzowie - czulibyśmy sie przekonani.
Punkt trzeci to zwiększenie nacisku na akcję (co samo w sobie nie jest złe, w końcu praktycznie każdy odcinek nas czymś zaskakuje), kosztem fabuły, co już jest złe. Fabuła w niektórych momentach została potraktowana brutalnie i bez litości, co u mnie (w końcu to ceniłem w R1) powoduje smutek. Wątek śmierci matki bohatera wyszedł kiczowato. Jeszcze bardziej spalono motyw(ację) imperatora. A już rolę VV w tym wszystkim... Jeden wielki żal.
Punkt czwarty to postacie. Trafiają się nam cudeńka w postaci przepakowanego na maksa Oranżowego, czy też pewnej kobiety Ninja (co prawda jest potem z tego trochę zabawy, jednak jest ona z innej bajki), potężni i budzący respekt Rycerze Okrągłego Stołu to banda wesołych frajerów i mhrocznych wariatów, a jednym z oddziałów jest zespół Valkirii składający się z młodych dziewczynek...
Często przesadzają też z ekspresją bohaterów. Ale nie uważam, by z powodu wahań Lulu zasłużył sobie na przydomek emo.
W sumie to były by wszystkie istotne rzeczy, które mi się nie podobały. Gdybym miał oceniać, dałbym 7, ale wstrzymajmy się z ostateczną opinią do ostatniego epka. W końcu jeszcze tyle można zepsuć... :)
A i swoja drogą - jest kilka bardzo dobrych, wyciskających łzy, scen. I to wcale nie głupich (:p Infi).

Godzina Zero nadchodzi. Czy jesteście gotowi na rebelię?
"Jeśli ktoś wygra, walka się skończy..."

Wiemy jak się skończyła Rebelia Lelucha. Są jednak ludzie, dla których wojna trwa nadal: zdziesiątkowani Czarni Rycerze nie poddają się w próbach odnalezienia i odbicia ich przywódcy. I w końcu, rok później, Zero po raz kolejny staje na czele rebelii przeciwko Imperium, rebelii przeciwko całemu światu. Tyle na temat fabuły.
Code Geass: Leluch of the Rebelion R2 miał trudne zadanie - musiał być lepszy niż pierwszy sezon. Powiem to wprost i otwarcie - zawiódł w tym aspekcie. Po prostu nie był w stanie przeskoczyć poprzeczki, jaką ustanowił poprzedni. Nie oznacza to, że R2 jest zły, a tylko (albo i aż) tyle, że jest słabszy. Co tylko mówi nam, jak dobry jest sezon pierwszy :)
Fabuła drugiej części jest dobra - jest zaskakująca i wciąga, lecz - i co stanowi wielki ból, niektóre aspekty rozwiązuje na siłę - jak na przykład wątek matki Lulu. Zdarzają się sytuacje, które mają nas zaciekawić, żeby w następnym odcinku uznać ją za niebyłą (tak jest np z 3 odcinkiem, który kończy się pewnymi słowami Li Xingke, żeby w następnym nie było absolutnie nic na ten temat). Zastrzeżenia miałbym też do części rozwiązań, które - i owszem - są ciekawe, ale za proste. A Zero przyzwyczaił nas do nieoczekiwanych i efektownych rozwiązań. A taki np. finał Zero Requiem jest przeciętny (pomijając całą otoczkę emocjonalną, bo ta jest niezrównana). Tak więc fabuła, chociaż pełna zwrotów akcji, nie robi już takiego wrażenia.
Muszę pomarudzić też na to, że CG jest za bardzo Shōnen. Wiem, że w Angel Sanctuary narzekałem na coś zupełnie odwrotnego (za dużo Shōjo), ale w tym wypadku jest to ewidentne. Rycerze Okrągłego Stołu są jeszcze do przełknięcia, ale co chwila pojawiający się super Knightmare Fram jest już - delikatnie mówiąc, irytujący. Dopóki było ich względnie mało (Lancelot, Guren MK-II, Gawain), ich siła jako eksperymentalnych maszyn, była uzasadniona. Ale gdy już 7 generacja występuje masowo, każdy z mechów jest jakiś ekstra - Tristan, Mordred, Galahad z Excaliburem - to już było przegięcie, Shenhu - kolejne przegięcie; nie wspominając już o modelach 9 generacji, które rozrywają wprost pozostałe mechy (Nowy Guren, czy Lancelot Albion). Mechy nie są już bronią przeznaczoną do osiągnięcia wyznaczonego celu, a wyścigiem, kto będzie miał bardziej dopakowanego. I to wyścigiem durnym. Bo o ile Lancelot przypominał naprawdę coś nowego - tarcza, Varis, Haken Booster, zwiększona szybkość i zwrotność - to była nowa jakość, logiczne następstwo w drodze rozwoju Knightmare Frame. Tej logiki brakuje mi w nowych typach. Są szybsze, potrafią latać, mają masakryczne pole siłowe i olbrzymią siłę ognia. I tyle. Wrzucenie wszystkich cech w jedną maszynę. Szczytem jest nietykalny Damokles. Wyścig zbrojeń zamienił się w wyścig urojeń. Krótkie porównanie : w R1 dobry pilot mógł dokopać gorszemu, chociaż tamten miał lepszą maszynę, w R2 nie ma na to szans - pilot potężnej maszyny jest w stanie stawić czoła kilkudziesięciu wrogom nie przejmując się tym, że walą do niego ze wszystkich dział jakie mają, bo ma w końcu znakomity pancerz... Pfff!
O czym jeszcze należało by wspomnieć?
W sumie mam mieszane uczucia do sposobu narracji, czyli tego przeskakiwania od postaci do postaci, dzielenia wypowiedzi na fragmenty i pozostawiania niedopowiedzeń. No właśnie - o ile ten przeskok jest bardzo dobrze wkomponowany w akcję i buduje odpowiednią atmosferę, to te niedopowiedzenia w pewnych momentach powodują pewną irytację typu - o co im, do diabła, chodzi!
Jeszcze jedno - drażni nieśmiertelność pewnych postaci. Trwa wojna, widać jak giną setki żołnierzy, a kilku nie idzie rozwalić bo tak! I nie chodzi tylko o przywódców siedzących w świetnych maszynach, ale też o tych szaraczków w podrzędnych. Mogą obrywać, ale zawsze dadzą radę katapultować się. Jak na moje, trochę bohaterów powinno zginąć.
Dobra, a co jest dobre? W skrócie - cała reszta. Cała reszta, pomimo wyżej wymienionych mankamentów ostro trzyma w napięciu, wydarzenia dramatyczne są dramatyczne, komiczne są komiczne, a gdy potrzeba patosu, to go nie zabraknie.
Dodać ciekawą galerię nowych postaci plus ewolucję starych, dodać plusy z poprzedniej serii i mamy R2.
W sumie oceny :
R1 - 9,5
R2 - 8.
Oceniał Tixon :)

Claymore
Cytat:
Claymore jest mangą z kategorii dark fantasy stworzoną przez Norihiro Yagi dla Monthly Shōnen Jump. Do tej pory ukazało się 14 tomów w originalnym języku Japońskim i 12 po Angielsku. Każdy rozdział jest nazywany przez autora "sceną".

Aktualnie manga Claymore ukazuje się w japońskim miesięczniku Jump Square od 7 października 2007.

Anime oparte fabularnie na mandze było emitowane w Japonii od 3 kwietnia 2007 do 25 września 2007.

Niedobre anime, niedobre. Bo z założenia jest dużo krwi i to zupełnie absolutnie nierealistycznej i niezgodnej z układem krążenia człowieka; wojowniczki odcinają sobie ręce, łamią karki, a potem jak gdyby nigdy nic regenerują to niczym naskórek. No i krew nie jest w stu procentach czerwona.czegoś trzeba się czepić. Nawet jeżeli chodzi o realistyczność anime...
Co z tego, że jest to wyraźnie uzasadnione w fabule i tego schematu anime trzyma się do końca,
I jakie banalne... Do walki z potworami, wystawia się inne potwory, a one, o zgroza, mają czelność myśleć, mieć uczucia i posiadać głęboką psychikę. No nie, przecież to takie banalne - pragnienie zemsty, obsesja na punkcie swojej siły, chęć sprawdzenia swoich możliwości, czy też taka "pitfull" chęć życia. Toż to banał wałkowany tyle razy... No i w Wiedźminie było, a wiadomo, że wszystko co podobnego niego, to nihili nowi...
A konflikt z bestią wewnątrz - w końcu cały Vampir się na tym opiera...
no nie? A ta pseudofilozofia, którą nam serwują? Przecież nic nie znaczy - jest li tylko przerywnikiem pomiędzy bezsensownymi pojedynkami na odcinanie kończyn i robienie dziur w brzuchach.
Takie postacie jak Teresa of the Faint Smile widujemy codziennie w dziesiątkach innych filmów. Albo Irene. Albo samą Clare. A co z szaloną Ophelią?
A jakby tego mało, to świat akcji jest taki naiwny - wszędzie luźne wioski, bez centralnej władzy, chłopi bez pól, fatalny ekosystem oparty na 4 zwierzątkach i tajemnicza organizacja będącą pseudoarmią. No nic...
Dobra, a teraz poważnie. Odrzucając wszystkie bezpodstawne uprzedzenia i akceptując taką, a nie inną wizję autora, można naprawdę wpaść w klimat Claymore. Ale od początku.
Anime zakłada, że oprócz ludzi istnieją też bestie - Yomas, żywiące się ludzkim mięsem. Są na tyle silne, że zwykli ludzie nie mają szans. Dlatego też istnieje specjalna grupa wojowniczek, przez ludzi zwana Claymore's, które powstały poprzez przyjęcie w ciało człowieka krwi i duszy demonów. Dzięki temu dysponują ich mocą i mogą efektywnie chronić ludzi.Na skutek posiadania mocy Yoma mają srebrne oczy (przez co zwane są srebrnookimi wiedźmami), oraz wzbudzają strach zwykłych ludzi. Jednak główny problem w tym, że korzystając z mocy demonów, mogą same się nimi stać poprzez tak zwane Przebudzenie.
Wykorzystując 10% mocy, oczy zmieniają kolor na złoty; przy 30% następują zmiany twarzy; dojście do 50% widać po zniekształceniu ciała; przekroczenie (tak zwanego Limitu) 80% oznacza niemożliwość powrotu do poprzedniej postaci, następuje Przebudzenie.
Jak na razie wszystko jasne,jednak w trakcie fabuły granica ta zaczyna się zacierać - tym lepiej.
Zanim przejdę do opisu zdolności wojowniczek, sprawa facetów. Czemu nie ma mężczyzn machających mieczami? Początkowo byłem skłonny przyznać, iż to z powodu, że lepiej ogląda się śliczne dziewczyny szatkujące niemilców na kawałki, jednak, ku mojemu zadowoleniu, zostało to zgrabnie wyjaśnione.
Początkująca pogromczyni demonów wybiera (zgodnie ze swoim charakterem) styl, którym będzie walczyć: defensywny, bądź też ofensywny. Ten pierwszy polega na maksymalnym zabezpieczeniu swojej zgrabnej pupci przed wrogiem, bądź też szybkim regenerowaniu ran i utraconych kończyn. Tym ofensywny dąży zaś do najszybszego zabicia wroga, przez wyrafinowane techniki ataków.
Moce srebrnookich (pomijając ich fizyczną niemożliwość - anime prosi, żebyśmy uwierzyli, to smok wierzy) polegają na wyczuwaniu aury demonów i innych wojowniczek, zwiększonej szybkości ataku (w skrajnych przypadkach nie widać nawet ruchu ostrza), siły fizycznej, odporności na obrażenia (przebicia ciała, odcinanie kończyn), w dodatku każda z nich posiada odmienną technikę walki: błyskawiczne cięcia, "wirujący" cios(dzięki skręceniu 21 razy ramienia), wyciąganie ramienia niczym gumy, tworzenie iluzji swojej postaci, odpychanie ataków innych, wyczuwanie ruchów wroga, czy niewykrywalność. Wszystkie posiadają swój znak oraz numer w "rankingu".
Praktycznie każda występująca postać ma niepowtarzalny charakter oraz charakterystyczne cechy. Budowa psychiki postaci (nie tylko bohaterów) jest bez zarzutów - wszystko jest zgodne z wewnętrzną logiką anime. Świetnie uchwycono walkę z własnym sobą, ze swoimi ograniczeniami, zdobywanie nowych mocy, ale czy cena za to jest dopuszczalna? Osobnym problemem jest regulamin, który zabrania zabijać ludzi, lecz co zrobić, gdy ci sami są gorsi od potworów?
Zaś co do fabuły - historia Clare jest świetna, doskonale rozumiemy jej motywy (zawarte w słowach "Walczyć za pamięć zmarłych jak i dla bezpieczeństwa żywych:), zawiera odpowiednią ilość dramatyzmu, niepewności i romantyzmu. Zaś co do historii Teresy - GENIALNA!
SPOILER
Od uchwycenia jej zimnej osobowości i niezrównanej mocy, poprzez stopniowego wypełnienia pustki jej życia, do tragicznej śmierci, z powodu przestania bycia "cold bitch".
Grafika jest ładna, postacie ślicznie narysowane, chociaż trudno rozpoznać poszczególne kobiety.


Muzyka... tutaj jestem niepewny. Czasami rzucą bardzo pasujące mocne kawałki, ale jak dla mnie za mało. Chociaż nie sposób odmówić ope i end smutnego uroku. Porównania z lilium jednak nie ma :)
Końcowe odcinki... Czy skopali, to nie wiem, jednak nie grają mi tak jak należy. Trochę banalności, trochę naiwności, za dużo zmiany perspektywy - emocjonująca walka, zmiana na jaskinie, znowu walka, znowu jaskinia. To mi się nie podoba.
Porównania do mangi nie mam (Nathan, załatwisz to, prawda?), jednak wszystkie opinie, które słyszałem brzmią jasno - lepsza.
No ale jednanak czekam na kontynuacje: Clare to co prawda nie Teresa, jednak jej losy też są ciekawe.
Ogólnie anime jest piekielnie wciągające, włączając pierwszy odcinek w niedzielę, zaraz po śniadaniu, odchodziłem od laptopa tylko w niezbędnych sprawach, tak, że skończyłem o 23 przy bitwach na północy. A dzisiaj od 7 rano oglądałem do samego końca. I tak jakoś smutno na zakończenie.


A jeżeli anime jest niedobre, to manga jest po prostu ZŁA... Nie dość, że wciąga jad diabli, to jeszcze jest tak ładnie narysowana... nie przeszkadza brak muzyki ani ruchomych scen walki (i znowu tu jest na plus), walki są szybsze oraz brakuje flashbacków (i bez nich jest lepiej... ale ale - w anime mają sens i są zrealizowane poprawnie więc nie wyobrażam sobie ich wyciąć). Co do zarysowania charakterów postaci, to jest nadal po równo. Rozbieżności z anime są (w samej końcówce) i muszę przyznać, że całkiem spore - co prawda główny sens jest zachowany, jednak dwa elementy zmienione są bardzo istotne (walka z P i spotkanie z R). Jeżeli będzie druga seria, to ciekaw jestem jak to rozegrają....
A wracając do mangi, to zdarzenia 7 lat później są całkiem niezłe - nowa era wojowniczek, ale stare problemy... Nowe numery 1, 2, 3, 4, 5, nowe style walki... A i stare nauczyły się czegoś nowego... Zwłaszcza nasza ulubienica.
Co do materiałów dodatkowych, to ja chcę więcej z przeszłością Teresy... Wspomnienie Rafaeli to było coś...

Full Metal Panic!
Niedaleka przyszłość. Świat utrzymuje niepewny pokój, jednak jest wiele stref zapalnych w których używa się najnowszego wyposażenia - Arm Slave, czyli wielkich mechów. Rządy państw niezbyt wiele mogą zrobić ze względów politycznych, co innego jednak niezależne organizacje, taki Mithril na przykład. Jest to organizacja zrzeszająca najlepszych najemników i posiadająca technologię, która przewyższa wszystkie inne, dbająca o pokój na świecie. Ich główną bazę stanowi supernowoczesna łódź podwodna Tuatha de Danaan, dowodzona przez Tesse Testarosse, lat 16 [pozostawiam to bez komentarza, moja prywatna opinia o tej pannie nie ma nic do tematu].
Agencja wywiadowcza donosi, że KGB (które o dziwo istnieje) bądź inne organizacje planują porwanie Kaname Chidori, zwykłej uczennicy. Zostaje przydzielona jej trzyosobowa ochrona : całość misji koordynuje starszy sierżant Melissa Mao, bezpośrednie wsparcie AS zapewnia sierżant Kurz Weber, do osobistej ochrony zostaje przydzielony sierżant Sousuke Sagara, z uwagi na wiek zgodny z Chidori, przepisany do tej samej klasy, co ona. Sagara to dziecko wojny, od małego wychowane na polu bitwy, jest ekspertem od uzbrojenia, żyje wprost wojskiem. Udawanie cywila i to w środowisku szkolnym, to jednak zadanie, które przysporzy mu masę problemów, zwłaszcza, że Kaname ma też swoje zdanie na ten temat.
Z powyższego opisu mogło by wynikać, że jest to mieszanka wojenno (mechowo) szkolna z odrobiną romansu. Można się z tym zgodzić, jeśli nie zapomni się, że FMP jest przede wszystkim komedią :> I to komedią rewelacyjną, przy której nie raz można płakać ze śmiechu :> Składają się na to dziesiątki gagów, barwni bohaterowie i parodystyczne odwołania (pierwsze sceny Fumoffu jak żywo przypominają Great Teacher onizuka).
Na całość składa się FMP posiadający 24 odcinki, FMP Fumoffu złożony z 12 odcinków i będący tylko i wyłącznie komedią dziejącą się w szkole, złożoną z kilkunastu epizodów oraz FMP The Second Raid, gdzie główną rolę przejmuje fabuła, pojawia się bowiem organizacja dysponująca podobnymi zdolnościami technicznymi jak Mithril... Ale i w niej nie zapomniano o aspektach komediowych (w tym, jednej z moich ulubionych scen pościgu ;) ).
Cóż, mogę tylko polecić anime wszystkim lubiącym dobry humor :)

Elfen Lied
Elfen Lied można nienawidzić, bądź pokochać? W takim razie, bez wątpienia, kocham (widząc i akceptując wszelkie wady). Za co? Za klimat, za smutną historię, za atmosferę, która jeszcze w tydzień od zakończenia ostatniego odcinka wywoływała u mnie smutek i nostalgię. I jak na razie jest jedynym anime, które mnie tak ruszyło (chociaż Ghost in the shell było blisko).
Że mało oryginalne? A kogo to obchodzi? Pomysł może być wałkowany setki, tysiące razy, lecz jeżeli jest zrobiony dobrze, ciągle się sprawdza.
Ale po kolei.
O Pieśni Elfów usłyszałem kilka lat temu od znajomego. Ot opowiadał o anime, gdzie występuje dużo nagości i masa krwi, są teksty w stylu "pobawisz się moimi piersiami?", ale gdy nie będzie się zwracało na to uwagi, będzie można dostrzec fabułę, która w jego opinii była znakomita. Na tym też się rozmowa o EL skończyła i przez ponad rok cisza w tym temacie. Aż pewnego razu wyczytałem w CDA (dokładniej to w AR) opinię pewnego gościa o Elfen Lied. Narobił mi ogromnego smaku (i suma sumarum spełniło oczekiwania, a poprzeczka była naprawdę wysoko) więc znalazłem w bardzo ciężkim tygodniu czas na dwa, trzy odcinki dziennie. Co w tym czasie się działo, trudno mi sobie przypomnieć - wiem, że wstawałem rano, oglądałem, szedłem jak lunatyk na uczelnię, wracałem, robiłem zadania i obiad, wracałem do EL. I tak do końca tygodnia.
Pierwszy odcinek rozpoczął się rzezią. I to w dosyć słabym stylu: naga(ale sylikonowa, czyli sztuczna) dziewczyna idzie przed siebie i rozcina jakiś głupków stojących jej na drodze. Latają ręce i inne części ciała, leje się krew (wszystko oczywiście nierealistyczne), niektórych traktuje z bezzasadnym sadyzmem. Ale doktorka nawet nie rusza - dziwne i budzące pytania czemu: skoro zabiła dla kaprysu sekretarkę, która z nią nic wspólnego nie miała, to zostawienie bez najmniejszego uszczerbku doktorka musi mieć jakiś motyw.
I kto pomaga jej uciec? Dlaczego? Kim ona w ogóle jest i czemu postępuje tak okrutnie? Nie zaczęło się jeszcze dobrze, a już miałem całą masę dręczących pytań. Już mnie miało.
Naiwność... tak, naiwność była duża. Ale wyszedłem ze szkoły Stephana Kinga : siadając do lektury horroru, należy na wieszak odwiesić płaszcz racjonalizmu i uwierzyć autorowi, nawet gdy opisuje takie rzeczy, jak palec wychodzący z umywalki w toalecie. Że dziwne? Tym bardziej działa na wyobraźnię, gdy damy się porwać.

Dlatego też bez problemów zaakceptowałem drugą osobowość Lucy, niską spostrzegawczość Kouty i jego problem z pamięcią, oraz wszelkie pozostałe niedociągnięcia. Zamiast zwracać na to uwagę, czy też zajmować się kwestią krwi, spróbowałem zrozumieć bohaterów, ich motywy i uczucia, które doświadczają.
Yuka podkochuje się w kuzynie i jest zazdrosna o inne dziewczyny.
Maya uciekła z domu, gdzie była molestowana. Nana była całe lata zamknięta w laboratorium, znała tylko Kuramę, którego traktowała jak ojca. Kouta ma tragiczną przeszłość, o której pod wpływem szoku zapomniał. Kurama cierpi po stracie żony, oraz cierpi rozłąkę z córką, zaś Mariko traktuje zabijanie jako jedną z rodzaju zabaw, tęskni też za rodzicami.
A główna postać, cierpiąca na rozdwojenie jaźni? Ile emocji ona skrywa? I dlaczego raz jest usposobieniem niewinności, a raz cynicznym potworem, za nic mającym ludzkie życie? Śledząc (i jednocześnie przeżywając fabułę) nie sposób się nie wzruszyć podczas prostych i szczerych gestów Nyu (podanie muszelki, naprawa zegara, pomoc w myciu), czy jej zostawienia u profesora. Albo czuć wściekłości na Lucy za to, co zrobiła Nanie.

W fenomenalny sposób została dodana retrospekcja, która odpowiada na wiele pytań (chociaż większości można się było domyśleć), ale także zmienia o 360 stopni nasz stosunek do Lucy.

Zmusza do zadania pytania, kto jest potworem - ona, czy nietolerancyjni ludzie, którzy najpierw ją dręczyli, a potem trzymali w laboratorium jak jakieś zwierzę, nie wspominając o eksperymentach.

Doskonale też gra na emocjach ostatni odcinek, oparty nie na nienawiści, a na miłości, pełen wzruszających gestów: podróży "do domu" Mariko, słowa Lucy do Nyu, ostatnia rozmowa dziewczyny z Kouto (najlepsza scena EL, jedna z lepszych, jakie widziałem, piekielnie wzruszająca), oraz symboliczne zakończenie.

Niebagatelny wpływ na to ma grafika (nawiązania w budowie openinga) oraz motyw muzyczny - Lilium towarzyszące nam w openingu i co ważniejszych momentach, klimatyczne jak... znaczy bardzo klimatyczne i kończące be your girl. Muzykę z EL słucham do tej pory i za każdym razem, gdy leci Lilium, wracają wspomnienia.
Może i Elfen Lied nie jest najlepszym technicznie, czy fabularnie anime, może postacie są naiwne,czy płaskie, jednak żadne inne nie ruszyło mnie tak, jak ono. Czy mam to zlekceważyć?

A.D. Tixon
U.P.L.

Princess Mononoke, przy której maczał palce Gaiman, jest historią młodego chłopaka, który uratował swą wioskę przed jednym z bogów, lecz został za to przeklęty i wyruszył szukać lekarstwa. Mniej więcej tak zaczyna się fabuła (niektóre osoby mogły by powiedzieć, że banalna i sztampowa, ale co one wiedzą o anime).
Kreska jest wysokiej jakość, postacie ciekawe i sympatyczne

Spirited Away
Młoda Chichiro wraz z rodzicami przeprowadza się w nowe miejsce. Podczas podróży trafiają na zabytek który postanawiają zwiedzić. Skansen jednak okazuje się krainą bogów, w której ludzie są niemile widziani. Dorośli zostają zamienieni w świnie, natomiast Chichiro, dzięki pomocy tajemniczego młodzieńca, zyskuje kryjówkę w łaźni Yubaby, czarownicy.
Mówiąc krótko i na temat - anime to jest piękne, mądre i niepowtarzalne :)

Howl's Moving Castle
Sophie, dorastająca dziewczyna, ma problemy z nachalnymi żołnierzami. Z opresji ratuje ją tajemniczy młodzieniec, który okazuje się być magiem i to nie byle jakim, to słynny Hauru. Pomoc ta była brzemienna w skutkach, bowiem zła Wiedźma z Pustkowia, podążająca tropem maga, postanawia wykorzystać dziewczynę i zamienia ją w staruszkę. Sophie wyrusza więc w poszukiwaniu pomocy, nie wiedząc, że trafi prosto do tytułowego Ruchomego Zamku, siedziby Hauru.
Jak powyższe, ciepła i pozytywna opowieść.

Bleach
O ile wydarzenia przed Bounto były jeszcze zjadliwe, choć naiwne, oglądało się to szybki i przyjemnie. Było kilka ciekawych walk (pierwsze spotkanie z Kenpachi Zaraki, gdzie było tylko "WTF, co to za gościu?", przy okazji - to spotkanie zostało przegrane przez nokaut, Zaraki utrzymał się na nogach), kilka ciekawych zwrotów akcji - jak np. Abarai i Byakuya, czy Yoruichi (ale nie pan na A, który to był wielka i wiadomą od początku ściemą), ale została zauważona (a później kontynuowana) tendencja do wygrywania pojedynków przez jedno rozstrzygające uderzenie - zarówno tak było z K, jak i B, później z Bounto i MoN.
Co do Bounto, to jedna wielka kicha. Najpierw zabawy z lalkami, potem drobne potyczki z wrogiem i tak się ciągnie i ciągnie. Dopiero pod koniec na ziemi dwóch panów postanawia użyć Bankai (a wcześniej niby nie mogli), ale i tak g z tego wychodzi - giną tylko Ci, których główny zły wspaniałomyślnie wystawi. A potem w SS to już ogólna klapa - przeciętni statystyczni shinigami służą jako mięso armatnie, dopiero gdy do akcji wkraczają kapitanowie, zaczyna coś się dziać. Ale za wolno, za lamersko.
Wyprawa do HM zapowiadała się co najmniej tak ciekawa jak ta do SS, jednak złudzenia prysły już od pojawienia się tej czwórki. Nie wiem, czy w mandze też występuje ta mała śliniąca się, ale w anime jest praktycznie nie do zniesienia. A Ichi z rycerza śpieszącego na ratunek damie zamienia się w niańkę...
Espada w wersji hiszpańskiej jest całkiem niezła i dawała by radę, gdyby nie była taka prostacka - walka, gadanie, gadanie, gadanie, poniewieranie bohatera, gadanie, gadanie, uwolnienie wyższej formy i tak dalej, aż bohater się wkurza i daje mu łomot.
Powielany jest też typowy błąd powerlevelingu, gdzie gościu który wcześniej był ledwo powyżej przeciętnej, staje się zdolny walczyć z kimś, kto w teorii jest znacznie silniejszy. W tym wypadku cała hierarchia Menosów pada. No i wszech wiedzący szef wszystkich szefów, pan z herbatką wkurza swą wszechpotęgą niczym Kira z dopalaczem od autora.
Ostatnia walka z G przez filerami robi dobre wrażenie. Ale jedna porządna walka na całą wyprawę to trochę ubogo, nie uważacie?

Memories of Nobody natomiast wraca wiarę w Bleacha. Akcja szybka, nieprzegadana. Kapitanowie pokazują, że tytuł im się słusznie należy, a jakieś popierdułki (szkoda, że przeciwnicy to tacy goście co pojawiają sie znikąd) mogą najwyżej służyć im jako worki treningowe - widać w końcu różnicę poziomów. I jak zwykle przoduje w tym Kenpachi.
Co prawda Ichigo nadal jest głupkowatym idealistą, ale da się to przeżyć.

The Diamond Dust Rebellion zapowiadało się nawet ciekawie, a skończyło jak zwykle :) Owszem, da się oglądać, ale fabularnie to jest cienkie - zarówno żywy ten, który powinien być martwy, jak i dwie jego wspólniczki (ciekawe z jakiego katalogu gościu je dostał). KP to też zabawna rzecz, o której wszyscy źli w promieniu 50 mil wiedzą wszystko - od mocy, po historię przedmiotu - zaś ci dobrzy maja powiedziane, że to ważne [aż mi się sesje RPG przypominają, gdzie wszyscy oprócz graczy wiedzą o co biega pff]. Walki były by ciekawe, gdyby nie tak irytująco przewidywalne - podczas oglądania wprost mówiłem, kto teraz wejdzie na scenę, bo widać, że robione pod fanów konkretnych postaci.
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Neliel 
Tu Oderschvank


Posty: 6
Skąd: Polska
Wysłany: 2009-08-27, 15:13   

Witam, jako, że to mój pierwszy post na tym forum: Witam ;)


Moja przygoda z anime praktycznie jeszcze się nie zaczęła. Dopiero w to "wchodzę".
Ale sięgając pamięcią, już pacholęciem będąc oglądałem trochę dragonballa, ale to raczej z nudów, bo walki były masakrycznie nudne.
Pierwszym świadomie obejrzanym anime był Helsing. Owszem, może nic ambitnego, ale była krew, potworki, zombiaszki i tyle mi wystarczyło, kreska też była całkiem w porządku.

Potem przyszła pora na Elfen Lied, genialna historia, krew, miodzio, jednak tu kreska mi nie przypadła do gustu była... Zbyt przesłodzona moim zdaniem, co nie zmienia faktu, że świetna "bajka" dla sadystów ;)

Zawsze byłem oporny przed oglądaniem jakichkolwiek bliczów, narutów i tym podobnych tworów. Jednak pewnego dnia oglądając Hypera zobaczyłem fajnie wyglądającego gościa, z zarąbistą fryzurą (nazwałem ją "kolcodzwon" :P ) i wydawał się strasznie mroczny. Zobaczyłem, że machają sobie mieczykami, troszkę krwi pryska a jakiś gość dostaje ostro po dupsku. Do tej pory nie wiedziałem co to za anime. Siadam anstępnego dnia zaciekawiony co będzie dalej, oglądam intro i zrobiłem wielkie oczy, gdy zobaczyłem napis "Bleach". Mimo oporów obejrzałem do końca wątek w Soul Society. Jako, że mi się całkiem spodobało zacząłem ściągać odcinki z neta. Obejrzałem od początku, niezłe. Zaczął się wątek z Bounto to zasnąłem. Jedyne co było ciekawe to minimalne poznanie życia Koga (jedyny Bounto który przeżył dzięki Yoruichi). Ale ogólnie dno.
Akcja w Hueco Moundo zapowiadała się ciekawie i często tak była, jednak niezmiernie mnie wkurzają główni bohaterowie: Iczigo (chryste, czy ten pajac musi zawsze wygrywać?...), Ishida (kolejny pajac), Sado (masakra) i tępa laska nie znająca innego słowa niż irytujące :Kurosaki-kun". Na szczęście ich nudne poczynania przerwało pojawienie się małej Nel Tu. Nie uważam wcale tego wątku za denerwującego, wręcz przeciwnie, jej płacz, skrzek, głos jest po prostu genialny, nie potrafię wytłumaczyć tej fascynacji :D No i jej dorosła forma też jest całkiem w pytkę (no i ma sexi maskę hollowa :oops: ).
Ostateczne walki również zapowiadają się obiecująco. Teraz tylko nie wiem, czy brać się za fillery, które teraz lecą. Boję się powtórki z bounto... Ktoś może oglądał i zarokemdnuje?
_________________
Chouka Soku!
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-08-27, 15:46   

Neliel napisał/a:
Ale sięgając pamięcią, już pacholęciem będąc oglądałem trochę dragonballa, ale to raczej z nudów, bo walki były masakrycznie nudne.

Polecam mangę. DB w tym wydaniu zasysa i praktycznie brakuje przestojów. Zaś ostatnio jest DB Kai czyli Z pozbawiona zapychaczy. Miodzio :)
Neliel napisał/a:
Zawsze byłem oporny przed oglądaniem jakichkolwiek bliczów, narutów i tym podobnych tworów

Ja też, w moim mniemaniu nie da rady stworzyć świetnej fabuły która się nie dłuży w odcinkach 200+. A jednak jakoś wyszło, że zacząłem oglądać Blecha. W sumie to znajomi ciągle o tym gadali, to i się obejrzało.
Cytat:
Teraz tylko nie wiem, czy brać się za fillery, które teraz lecą. Boję się powtórki z bounto... Ktoś może oglądał i zarokemdnuje?

Widziałem jeden odcinek - do SS przybywa nowy kapitan na miejsce Gina, w tle zapowiada się jakaś intryga. Może i będzie ciekawie (znajomi uspokoili, że jest lepsze od Bounto), ale przerzuciłem się na mangę by od razu poznać co będzie dalej. Dorosła wersja Nel, pan z numerem 5, kolejna walka Kempachiego, mniam :)
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Neliel 
Tu Oderschvank


Posty: 6
Skąd: Polska
Wysłany: 2009-08-27, 17:32   

Nie nie, mi chodzi o fillery związane z zanpakutou. Tamten z nowym kapitanem po pierwszym odcinku sobie odpuściłem. Z nowych fillerów obejrzałem dwa, niby zapowiada się ciekawie, ale jak wyjdzie to zobaczymy w praniu, podobno te fillery mają trwać do końca roku. Długo... Znowu...


Aha, byłbym zapomniał dodać. Obecna kreska Bleacha BARDZO mi się podoba. Jest o wiele lepsza od pierwotnej i z chęcia obejrzę każde anime utrzymane w podobnym stylu. Chodzi też głównie o oczy, które nie są dziwnie ułożone albo nie są wielkie i przesłodzone jak herbata mojej babci :/

A jeszcze się odniosę do tego:
Tixon napisał/a:
The Diamond Dust Rebellion zapowiadało się nawet ciekawie, a skończyło jak zwykle :) Owszem, da się oglądać, ale fabularnie to jest cienkie - zarówno żywy ten, który powinien być martwy, jak i dwie jego wspólniczki (ciekawe z jakiego katalogu gościu je dostał). KP to też zabawna rzecz, o której wszyscy źli w promieniu 50 mil wiedzą wszystko - od mocy, po historię przedmiotu - zaś ci dobrzy maja powiedziane, że to ważne [aż mi się sesje RPG przypominają, gdzie wszyscy oprócz graczy wiedzą o co biega pff]. Walki były by ciekawe, gdyby nie tak irytująco przewidywalne - podczas oglądania wprost mówiłem, kto teraz wejdzie na scenę, bo widać, że robione pod fanów konkretnych postaci.


Tak, nie wiem skąd ten zachwyt Hitsugayem (zwanym w skrócie gejem). Chyba podoba się głównie 13 letnim dziewczynkom, bo jest mały ma "fajny" głos i włosy. Czekam aż wyjdzie trzecia kinówka.

I kończąc, liczę, że autor nie zapomniał o Nel, bo dostała po dupsku, Orihime ją uleczyła (cholera, przez nią to żaden z "dobych" nie zginie >.< ) i... Wsiąkła. Nie ma. Zakładam, że Vaizardzi się jeszcze pojawią.
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-08-27, 17:52   

Neliel napisał/a:
Nie nie, mi chodzi o fillery związane z zanpakutou. Tamten z nowym kapitanem po pierwszym odcinku sobie odpuściłem. Z nowych fillerów obejrzałem dwa, niby zapowiada się ciekawie, ale jak wyjdzie to zobaczymy w praniu, podobno te fillery mają trwać do końca roku. Długo... Znowu...

Aha, cóż, do nich jeszcze nie dotarłem :) Mam małą przerwę na Bleacha. Tak do końca roku :)
Neliel napisał/a:
Chodzi też głównie o oczy, które nie są dziwnie ułożone albo nie są wielkie i przesłodzone jak herbata mojej babci :/

Wielkie i przesłodzone oczy bywają zabawne :)
Neliel napisał/a:
Tak, nie wiem skąd ten zachwyt Hitsugayem (zwanym w skrócie gejem). Chyba podoba się głównie 13 letnim dziewczynkom, bo jest mały ma "fajny" głos i włosy. Czekam aż wyjdzie trzecia kinówka.
Mógł być fajną postacią, bo ma w sobie to coś, ale rozmienia się na drobne. Przy okazji, o czym ma być 3 kinówka?
Neliel napisał/a:
I kończąc, liczę, że autor nie zapomniał o Nel, bo dostała po dupsku, Orihime ją uleczyła (cholera, przez nią to żaden z "dobych" nie zginie >.< ) i... Wsiąkła. Nie ma. Zakładam, że Vaizardzi się jeszcze pojawią.

W sumie to co ona teraz może? Jak się zamieni to jest gdzieś na poziomie 3-5, zaś w HM został ze złych tylko przemieniony pan z numerem 10 (to był ciekawy motyw :P ).
Zaś na 'ziemi' Vaizardzi piorą się z Espadą (w ostatnim odcinku mangi numer 2 miał trudną sytuację). A Aizen stoi z boku i się temu przygląda... Nie lubię drania :)


A skoro mamy tylko jeden temat o anime (bo podła administracja nie chce dać większego przydziału <oby im baza danych padła>) wrzucę tu post związany z walkami w anime.

Podczas rozmowy z Sabetha, dała propozycję, bym ułożył własną listę najlepszych animowych scen walki.
Do dzieła więc.

10
Hellsing OVA Alucard VS. Luke Valentine
http://www.youtube.com/watch?v=zKwch-Z_oyE
Luke wyzywa Alucarda, myśli, że jest od niego lepszy bo wpakowuje w swego przeciwnika kulę za kulą. Nie wie jednak, że taki jest styl Alucarda - przyjmowanie wszystkiego na klatę ^^ Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy Aluś zdejmuje ograniczenia. I ta piękna wymiana zdań
- Jesteś psem...
-Jeśli ja jestem psem, to ty jesteś żarciem dla psa.

9
Fullmetal Alchemist Ed Vs Greed
http://www.youtube.com/watch?v=xfgfbc_qckU
Greed został wkopany. Jego ostatni niezależny akt to sprowokowanie Eda do walki, walki, której Greed nie chce nawet wygrać. Edward wygrywa ale czy gdyby Greed miał wolę walki, to równie sprawnie by mu poszło?

8
Darker than black Hei vs Wei
http://www.youtube.com/watch?v=OH7VTC_szRw
Walka dwóch Kontraktorów. Hei zdaje się mieć trudne chwile z elfowatym Weiem, który walczy za pomocą swej krwi (sic!). Jest chwila w której już wierzymy w wygrana tego drania, kiedy Hei zagrywa asem :>

7
Elfen Lied Lucy Vs Nana
http://www.youtube.com/watch?v=9CLiVRPXR98
Pierwsza walka Lucy z kimś z jej rodzaju. I to z pokojowo nastawioną. Nana ma dłuższe wektory, ale Lucy doświadczenie. No i jest bezwzględna. Oraz okrutna, co pokazuje pod koniec walki - oglądając po raz pierwszy, wprost nienawidziłem Lucy za to, co zrobiła. To było podłe...

6
Ghost in the shell Tank Fight
http://www.youtube.com/watch?v=uK8V9jG7Wjg
Kulminacyjny moment pościgu za Władcą Marionetek. Hangar wydaje się być pusty, dopóki nie odzywa się dźwięk łusek spadających na ziemię. Motoko, sama będąc czymś pośrednim między maszyną a człowiekiem, staje naprzeciw znacznie większego od siebie. I daje z siebie wszystko co może, a nawet więcej, czego skutek można zobaczyć. Za pierwszym razem to było coś, czego nie można było się spodziewać...

5
Bleach Ichigo vs Byakuya
http://www.youtube.com/watch?v=b3ySe6TD5O4
http://www.youtube.com/watch?v=STPXStNOJcI
http://www.youtube.com/watch?v=Q5zGgSY-6cw
http://www.youtube.com/watch?v=0kJeRRIMGkA
http://www.youtube.com/watch?v=W7bTpn7zrxc
Zastanawiałem się między trzecim spotkaniem z Byakuya a trzecim z Grimmjowem. Jednak walka z panem G jest deczko za bardzo przekombinowana, zaś z B walczą prawie na równi. Pojawił się też po raz pierwszy Bankai Ichigo i muszę przyznać, że zrobił wrażenie niezłym wdziankiem. Byakuya też sporo potrafi i to pokazuje. Jest tez kilka pięknych momentów (zwlaszcza to zaraz po bankayu Ichi) Trochę słabuje końcówka.

4
Cowboy Bebop Spike VS Vicious
http://www.youtube.com/watch?v=X0hryrytbO0
Zakończenie Cowboya. Sprawy zaszły za daleko by Spike mógł się wycofać. Rusza do siedziby Viciusa aby zakończyć to raz na zawsze. Piękna scena przebijania się przez kolejne piętra aż do kulminacyjnego pojedynku. Zaś przy 'bang' na schodach, w oczach ma się zły.

3
Final Fantasy VII: Advent Children Tifa vs Loz
http://www.youtube.com/watch?v=QPaz9OVup8E
Alternatywna http://www.youtube.com/watch?v=AGI38w0HhPA
Tifa radośnie spędza czas, gdy zjawia się Loz z propozycją odmiennej zabawy. Tifa zakłada rękawice i zaczyna się. Szybko, sprawnie i efektownie pokazuje co potrafi. Do tego znakomita oprawa muzyczna. Miodzio :)

2
Claymore Teresa vs Priscilla, Irene, Sophia, and Noel
http://www.youtube.com/watch?v=fdjM509MyHc
http://www.youtube.com/watch?v=fn4f-IxJRgs
http://www.youtube.com/watch?v=AGVGxZOlgXE
Najwspanialsza Claymore z numerem 1 (co znaczy, że jest najsilniejsza), nie poddaje się zasadom organizacji, w skutek czego numery 2, 3, 4 i 5 zostają wysłane aby ją zlikwidować. Plan był następujący - Irene, Sophia i Noel miały zająć uwagę Teresy, Priscilla zaś zabić atakiem z zaskoczenia, jednak młoda Claymore zdecydowała się na frontalny atak. Jaki tego będzie skutek? Walka trzyma w napięciu do samego końca.

1
Dragon ball epicka Goku vs. Frieza
Runda 1
Goku Vs Vegeta bądź Vs Frieza. Zwykle wygrywała ta pierwsza, bo krótsza. Jednak ja doceniam drugą. Przy pierwszej było wiadome, jak się skończy, druga była wielką niewiadomą.
http://www.youtube.com/watch?v=ar2mYDph_Ko
http://www.youtube.com/watch?v=4qWCmVaRhAg
http://www.youtube.com/watch?v=rPkS_38wLUA
http://www.youtube.com/watch?v=GSFuhEGtk-c
http://www.youtube.com/watch?v=r9UPL76VNOw
http://www.youtube.com/watch?v=SAUHs8epBZI
http://www.youtube.com/watch?v=qWM7Wu5V7uw
http://www.youtube.com/watch?v=NpEsSaCrLPc
http://www.youtube.com/watch?v=Plm7_x2yyPs
http://www.youtube.com/watch?v=p7pfAxpolbA
http://www.youtube.com/watch?v=f1OlM_Vcuzk
http://www.youtube.com/watch?v=Scx7zMxEpLc
http://www.youtube.com/watch?v=RdoOsyaO63U
http://www.youtube.com/watch?v=kvCgMcKWB6w
http://www.youtube.com/watch?v=Np2neYYDHUU
http://www.youtube.com/watch?v=JrJUCC_9LO0
http://www.youtube.com/watch?v=wJVeXTJMW7A
http://www.youtube.com/watch?v=JaNEo0BjrTE
http://www.youtube.com/watch?v=pgbsEW50SJc


http://www.youtube.com/watch?v=A9E4qY8nz-E
http://www.youtube.com/watch?v=Y9F0O95VKH0
http://www.youtube.com/watch?v=7_yXoj2Dbxo
http://www.youtube.com/watch?v=xU2prspLtK8
http://www.youtube.com/watch?v=mNesq1j2-rM
http://www.youtube.com/watch?v=pH3rGDYfwlc

Frieza dzierżył tytuł najpotężniejszego w całym wszechświecie. I z całą swoją armią siedział na Namek, samemu nie biorąc udziału w walkach. Po raz pierwszy stanął naprzeciw Naila, z którym nie walczył, a bawił się. Nie wiedział jednak, iż Nameczanin kupował w ten sposób czas dla Ziemian. Kiedy się zorientował, było za późno dla niego, nie jednak za późno na zemstę. Vegeta dawał przez chwilę radę, ale pojął bezsens walki gdy Frieza zmienił formę. Kuririn był pierwszym, który przekonał się o tym na własnej skórze. Ani wściekłość Gohana ani powrót wyleczonego przez Dendiego Kuririna, nic nie zdziałały (jeśli nie liczyć ogona). Drugim ochotnikiem do walki jeden na jednego był Picolo połączony z Nailem. Dawał sobie radę aż do drugiej przemiany wroga. Dostał wpiernicz i znowu Gohan zmuszony był stanąć w pierwszej linii. Dendi znowu został zaprzątnięty do roboty, najpierw do Picolo, a potem do Vegety, który miał plan... I kiedy Frieza przyjął 3 formę, Vegeta poczuł się gotowy do walki. Przeliczył się. Goku przybył na pole walki w chwili gdy Frieza szykował się do ostatecznego ciosu.
I od tego momentu zaczyna się - Goku całkowicie wyleczony na przeciw Friezy, który od dłuższego czasu walczył, latał i walczył. I chociaż początkowo dawał sobie radę, to gdy jego przeciwnik zaczął używać 50% swojej całkowitej mocy, wynik walki był już przesądzony.
Goku próbował każdej znanej sobie techniki, budząc za każdym razem nadzieję, że to już teraz... a Frieza przyjmował to. W końcu użył swego najpotężniejszego atak, by okazało się, że i to za mało. A kiedy porzucono już wszelką nadzieję, stało się TO. Najbardziej emocjonujący moment w anime, całkowicie zmieniający sytuacje.

A wy macie jakieś propozycje?
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Neliel 
Tu Oderschvank


Posty: 6
Skąd: Polska
Wysłany: 2009-08-27, 18:06   

Tixon napisał/a:
Aha, cóż, do nich jeszcze nie dotarłem :) Mam małą przerwę na Bleacha. Tak do końca roku :)


To dobrze, ominiesz sobie fillery ;)

Tixon napisał/a:
Wielkie i przesłodzone oczy bywają zabawne :)

Mnie odrzucają ;(

Cytat:
Mógł być fajną postacią, bo ma w sobie to coś, ale rozmienia się na drobne. Przy okazji, o czym ma być 3 kinówka?

Słyszałem, że Rukię mają opętać jakieś dwa osobniki (swoją drogą który to już rz jak ktoś przejmuje kontrolę nad jej ciałem? Najpierw ejden z bounto, potem ten murzyn z Espady a teraz to.). A dalej to nie wiem, za pewne wbije Itsygo, pomacha mieczem, walnie długą mowę i uratuje świat >.<

Cytat:

W sumie to co ona teraz może? Jak się zamieni to jest gdzieś na poziomie 3-5, zaś w HM został ze złych tylko przemieniony pan z numerem 10 (to był ciekawy motyw :P ).
Zaś na 'ziemi' Vaizardzi piorą się z Espadą (w ostatnim odcinku mangi numer 2 miał trudną sytuację). A Aizen stoi z boku i się temu przygląda... Nie lubię drania :)


Pfff, zespojlowałeś xD Co może? A musi coś robić? Większość pajaców nic nie może a ich upornie pokazują. A Nel jest chociaż fajna, obojętnie mi w jakiej postaci będzie, dziecięcej czy dorosłej, jest fajna i foch z przytupem ;<. Skoro tak piszesz, to zakładam, że boski Iczigo rozwalił Ullqiorę Schiffera w drobne drzazgi. Znowu...
_________________
Chouka Soku!
 
 
Neliel 
Tu Oderschvank


Posty: 6
Skąd: Polska
Wysłany: 2009-08-28, 17:08   

Przepraszam za double posta, ale chciałbym ogłosić neizdecydowanym, że najnowsze fillery Bleacha na prawdę trzymają poziom i są ciekawe, obejrzałem całe jednym ciągiem i czekam na dalsze odcinki :) I nie jestem odosobniony w swoim zdaniu.
_________________
Chouka Soku!
 
 
salat 


Posty: 29
Skąd: z ogródka
Wysłany: 2009-08-28, 17:32   

Kolega mnie próbuje namówić na Bleacha, ale ja się dzielnie trzymam... Głównie dlatego, że już oglądam przez niego Naruto ;] W jakieś dwa miesiące obejrzałem wszystko co było, a teraz lecę już na bieżąco co sobotę

Generalnie z anime to widziałem jeszcze:
- Claymore - śliczności z wielgachnymi mieczami :D Bardzo fajne tak do około 20 odcinka. Potem zaczęło się ciągnąć niemiłosiernie... Dobrze, że to ma chyba z 26 odcinków w sumie..
- Mushishi - dziwne, trudne w odbiorze... takie jakieś... mnie do gustu nie przypadło. Poszczególne odcinki nie są e sobą powiązane fabularnie, poza głównym bohaterem i światem
- Neon Genesis Evangelion - cholernie trudne w odbiorze! I dlatego genialne :) Trzeba to obejrzeć kilka razy, żeby do końca pojąć o co tutaj chodzi. Zdecydowanie rzecz warta zobaczenia, nawet dla tych, kórzy anime nie oglądali. Dość leciwe już.
 
 
GilGalad 
Szperacz


Posty: 394
Wysłany: 2009-09-01, 17:54   

Moje ulubione tytuły:

Full Metal Panic! Hmmm... zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów jakie miałem przyjemność zobaczyć, dobra kreska (wyróżniam 1 element który mi się bardzo nie podobał, ale o tym później), dobra animacja (czasami można coś zarzucić, gdyż zdarzały się niedociągnięcia ale to nielicznie), fabuła niczego sobie, świetne kreacje większości bohaterów (podkreślam! większosci), muzyka nie najgorsza, teksty op/ep bardzo klimatyczne i dobrze dobrane, humor na całkiem niezłym poziomie i w miarę dobrze wstawiony między wątki poważniejsze . Co mogę natomiast zarzucić? Ciężko to nazwać, ale bardzo mnie denerwował element morza i pływających statków :D Strasznie mi się to nie podobało, zrobione tak jakby od niechcenia i wygląda to poprostu tragicznie, druga rzeczą jest skrzywdzenie nazwiska Testarossa, poprzez spłodzenie czegoś takiego jak Teresa. Jej głos i zachowanie jest tragiczne, ona zdecydowanie jest największym minusem całej serii FMP, za to możnaby ukatrupić autorów. Ale skończę o tej jakże ciekawej postaci bo aż mnie krew zalewa. Seria Fumoffu to samo co wyżej, należy tylko pogratulować autorom dobrego humoru i bardzo dobrze dopasowanej do niego kreski (swoją drogą najlepsze odcinki to 11 oraz 12 :p). TSR - najlepsza fabuła ze wszystkich części FMP, zrezygnowano z dużej ilości humoru i zrobiono coś świetnego. Brawa. Zdecydowanie najbardziej z całej serii lubię Webera i jego zapierające dech w piersiach poświęcenie:
"GO! Do you want our deaths to go to waste?!
If you don't move it, I'll lose all respect for you!
Now GO!
Go and burn the image of those girls in your eyes! Then pass it on the next generation!"



Elfen Lied jest to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów zarówno w świecie anime jak i mangi. W tej kwestii jako jeden z nielicznych podzielam zdanie Tixa. Manga jest świetna, kreska bardzo dobra, fabuła niezmiernie ciekawa oraz bardzo dobrze rozbudowana, bohaterowie dobrze wykreowani i przede wszystkim ciekawi. Z pewnością jeden z najlepszych tytułów ostatniej dekady. Natomiast anime tutaj już niestety gorzej, wycięte oraz skasowane niektóre bardzo ciekawe wątki, graficznie także są niestety braki i niedociągnięcia, jednakże wszystko utrzymane w bardzo dobrym klimacie typowego seinen czy ecchi. Dużo krwi? Nie powiedziałbym, dla osób co lubią krew polecam obydwie serie "GantZ". Mimo błędów graficznych oraz fabularnych w stosunku do fabuły w mandze zaliczyłbym anime Elfen Lied także do jednych z najlepszych tytułów ostatniej dekady.



Devil May Cry mimo że Dante z anime to nie do końca jest ta sama posta z gry to jednak ma dla mnie ten swój niepowtarzalny klimacik. Mamy bardzo pracowitego i zawsze pracującego właściciela agencji Devil May Cry :mrgreen: Agencja ma oczywiście na celu zabijanie i likwidowanie demonów. Obok naszego Dantego nie może oczywiście zabraknąć dwóch lasek, które żerują na naszym biednym bohaterem. Odnośnie samego anime kreska jest dobra i przygoda fajnie rozwiązana. No ale do tego wszystkiego dochodzi jeszcze muzyka, która w moim mniemaniu jest świetna i bardzo dobrze dopasowana.
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-09-01, 23:33   

GilGalad napisał/a:
TSR - najlepsza fabuła ze wszystkich części FMP, zrezygnowano z dużej ilości humoru i zrobiono coś świetnego. Brawa.

Ale IMO najlepszy numer komediowy pochodzi właśnie z TSR z odcinka 5. Sam pościg jest cudny, ale dodać do tego rozmowę komórkową (podczas prowadzenia samochodu) - miodzio :)

GilGalad napisał/a:
Devil May Cry mimo że Dante z anime to nie do końca jest ta sama posta z gry to jednak ma dla mnie ten swój niepowtarzalny klimacik

Cóż, klimatu z gry (która zawsze daje mi niesamowitego kopa) anime nie posiada. Ani fabularnie nie daje rady, ani klimatem pojedynków. Po prostu nie ma porównania. Są ciekawe motywy - jak odcinek gdzie Dante jest przedstawiony jako ideał faceta - ale to za mało. Devil May Cry jest ledwo przeciętne.
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-09-30, 23:24   

Krótkie podsumowanie września jeśli idzie o anime.
11 odcinków Karin, która zapowiadała się jako nietypowa komedia o wampirach. No cóż, wampiry są, nietypowość jest, humor jest. Czasami. W większej części jednak anime wkurza, zarówno głupimi bohaterami (tu zarówno sama Wszystko Mnie Zawstydza Karin jak i i całkowicie idiotyczny W). W przypadku W postać ta miała świetny wstęp, była piękna niewiadomą (przewidywalną, bo w końcu konwencji się nie ucieknie) z dużym potencjałem, a okazała się całkowitą klapą. Pozostałe odcinki czekają aż się za nie zabiorę, jednak raczej z obowiązku dokończenia niż przyjemności.

4 kolejne odcinki DB Kai. Ładne, krótkie, treściwe. Chociaż nie mogę doczekać się finału Namek.

9 odcinków InuYasha (od wczoraj/dzisiaj), który wygląda na tasiemca, jednak jego poziom humoru wynagradza to i kilka innych mankamentów w postaci mało logicznych walk. Ogólnie, walki w anime przeważnie ssą, bo przeciwnicy gadają i bawią się zamiast załatwić sprawę raz a dobrze i to wtedy, kiedy przeciwnik jest ewidentnie słabszy, a nie czekać aż stanie się COŚ i będzie wymiataczem. No ale to anime i trzeba przywyknąć. Zarówno bohaterka jak i bohater są na wysokim poziomie, ciekawie prezentują się również drugoplanowe istoty im towarzyszące - jak na razie mucha i lis (a każdy, kto czytał odpowiednia książkę Beagla może się tylko uśmiechać do skojarzeń) zaś ich kłótnie są urocze - chociaż nie dorównują tym z Orphena. Jednak nie można mieć wszystkiego :)

A i jeden odcinek Soul Huntera, czyli wielka powtórka starego ale dobrego animca. Chociaż kreska stara, trzyma klimat opowieści; po prostu chce się oglądać. No i bohater ma wielkiego plusa za ambicje w pierwszym odcinku już dokopać finałowej przeciwniczce (wedle myśli - po co mam uganiać się za 360 i ileś tam jeszcze duszami, dokopię tej odpowiedzialnej za całe zło i fajrant).
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-10-06, 23:34   

Ostatnio udało mi się obejrzeć Bleach Movie 3: Fade to Black. Od samego początku widać poprawę grafiki i znakomite ujęcia bohaterów. Na ścieżkę dźwiękową składają się stare, ale sprawdzone kawałki (Number One, mniam), intryga jest obiecująca. Bo oto Kurotsuchi zostaje napadnięty w swoim własnym laboratorium, traci najnowszy eksperyment oraz pamięć, napastnik zaś używa zdobyczy do spowodowania sporych zniszczeń w Soul Society oraz... unieszkodliwienie Kenpachiego. Całe zamieszanie powstaje w celu porwania Ruki, o której zapominają wszyscy... prócz Kona. Po chwili i Ichigo, który wyrusza w poszukiwani rozwiązania do Soul Society, by tam okazało się, że nikt nie pamięta żadnej rzeczy z nim związanej, co więcej, jest ścigany z powodu swojej maski.
Perspektywa Ichigo vs Gotei 13 - mniam. Cóż jednak z tego, skoro kończą się zalety (plus jednej, ale to na koniec), a rozpoczynają wady? Przede wszystkim rażą błędy logiczne (Urahara w Soul Society!), nieporadność kapitanów, z których chyba żaden nie odważył się na Bankai (szybki myślowy przegląd - Mayuri się nie liczy, zrobił to przed, Hitsugaya jak zwykle popisuje się przed fanami pod końcówkę, zaś Komamura użył swego dopiero na Ichigo), rozczarowanie walką - ani jedna nie jest chociaż na zadowalającym poziomie, nie mówiac już o przewidywalności - doskonale wiadomo, kto kiedy wejdzie na scenę, co ssie. Jeszcze bardziej denne jest spalenie wątku napędzającego fabułę - zapowiadało się ciekawie i niejednoznacznie, a skończyło przewidywalnie i tandetnie.
Ostatnim pozytywem są ładne scenki przypominające najważniejsze sceny z serii; nadają one całkiem znośny klimat i pokazują, jak można zmarnować świetny potencjał. A wystarczyło mniej bzdurnych walk z wężami, a więcej Ichigo vs Gotei i pracy nad choreografią (i smaczkami - tyle zmarnowanych okazji), by było to bardziej zjadliwe.

Poziom filmu dosyć mizerny - 4/10.

[Pozdrowienia dla Rolla, z którym zgadzam się jak mało kiedy :mrgreen: ]
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
  
 
 
Metzli 
Diablica


Posty: 3556
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-10-06, 23:40   

Niezrażony pisze post pod postem... ;) A ja z chęcią obejrzę sobie to. Chociaż to dość odległa zapowiedź.
_________________
Ale to mnie nie wzrusza
W mojej głowie wciąż susza
Bo parasol określa ich byt
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-10-07, 00:19   

Właśnie skończyłem Bleach: The Sealed Sword Frenzy, czyli 30 minutowy OVA, który ma mizerną warstwę fabularną, ale nadrabia to klimatem i humorem - czyli wygląda tak, jak powinien wyglądać film Bleacha. Fabularnie to ma nie powalać i nie powala, za to jest masa gagów z postaciami (znakomite kłótnie Renji z Ichigo, Zaraki i jego wyczucie kierunku, Tōshirō i jego wzrost); w walce zaserwowano powtórkę motywu z Byakuya, ale to nie razi, jest też masowe cięcie Pustych, którzy to nie są przeciwnikami na poziomie kapitanów i to widać. Powala jednak to, co jest po zakończeniu akcji, razem z napisami końcowymi - urocze :)
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-10-27, 01:50   

Perfect Blue
Anime miało status małej perełki, przy okazji którejś z dyskusji tytuł został mi podrzucony. Jednak dopiero ostatnio mogłem go zobaczyć.
Jest to historia piosenkarki żeńskiego zespołu Mimie Kirigoe, która aby rozwijać swą karierę rezygnuje ze śpiewania na rzecz aktorstwa w serialu. Powoduje to zawód fanów, których dodatkowo wkurza zmiana wizerunku idolki - udział w pikantnych scenach czy też rozbierane sesje zdjęciowe. W końcu ktoś zaczyna mordować osoby uczestniczące przy powstawaniu serialu.
Fabuła brzmiała by tandetnie, gdyby nie schizujący klimat i sposób przedstawienia akcji - mieszanie scen prawdziwych i urojonych, świata rzeczywistego z odgrywaną serialową rolą (kryminale dodajmy), retrospekcjami i postępującym rozdwojeniem jaźni bohaterki na aktorkę i piosenkarkę, gdzie mniej więcej od połowy zaczyna się to tak przeplatać, że oglądając sami nie wiemy, co jest prawdą, a co wymysłem. W tym wypadku wielki plus.
Niestety, nie można tego powiedzieć o aspekcie kryminalnym - już od samego początku twórcy pokazują nam tego złego - chyba bardziej można by ułatwić sprawę przez dodanie koszulki "To ja jestem ten zły"; w konsekwencji główne "zaskoczenie" wcale nim nie jest. I również ten wybór ma konsekwencje w postaci tego jednego właściwego zakończenia, gdzie wątpliwości pozostają wyjaśnione, a w tym przypadku lepiej sprawowało by się pozostawienie całości właśnie niedopowiedzianej z kilkoma możliwymi wersjami.
Graficznie, anime nie porywa; stawia na realistyczną ale oszczędną kreskę, nie ma więc sytuacji do popisywania się grafiką. Muzyka również nie zwraca na siebie szczególnej uwagi.
W sumie, jeśli ceni się klimat, można obejrzeć.
8/10
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
gelaZz 


Posty: 167
Skąd: Radom
Wysłany: 2009-10-30, 10:16   

Moje ulubione anime to Dragon Ball :P wśród wielu moich znajomych ten serial jest uważany za kultowy i w pełni na to miano zasługuje. Losy Songa i jego przyjaciół potrafiły zarówno wzruszyć jak i rozbawić do łez (Genialny Żółw, Herkules :mrgreen: ).
Dla mnie DB jest jednym z milszych wspomnień z dzieciństwa :-)
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6273
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-11-17, 22:13   

Link Poznajecie? Słynne, dziś już klasyczne anime. Soul Hunter. W mej pamięci było to bardzo dobre anime, pozostawiające swe fragmenty w wyobraźni, lecz szczegóły poczęły się zacierać. Musiałem wiec je sobie przypomnieć. I cóż... Ma to swoje braki.
Ogólnie, jest to komediodramat dziejący się w starożytnych chinach. I w sumie to mam tylko trzy zastrzeżenia. Pierwszy, że brak mu zdecydowania, czym być - komedią czy dramatem. Drugi, za niewykorzystanie potencjału. Trzeci - rozwiązania deus ex machina.
W pierwszym przypadku otrzymujemy anime miejscami zabawne (np. główna zła siedzi i gra na konsoli, czy też specyficzne zachowania Tai Kuna), jednak zawierające sporo dramatycznych scen i raczej brak wesołego zakończenia. Połączenie tego jednak jest deczko niestrawne. W tym wypadku całościowy obraz byłby lepszy, gdyby całą historię potraktować poważnie, bez puszczania oka do oglądającego i humoru wybijającego z nastroju.
W drugim razi niewykorzystanie potencjału, zarówno postaci, jak i walk. To widać choćby po tym, jak potraktowano jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci jakie widziałem w anime - Wenzona. Ale również główna zła - Da Ji ma większe możliwości, niż może to pokazać. Tak samo walki - zapowiadają się ciekawie, ale nie spełniają oczekiwań.
Trzecie zastrzeżenie jest dosyć wkurzające. Przykłady? Ostatni odcinek i Spu, wcześniejsze i nagłe pojawienie się tajemniczej postaci - i dopiero wtedy retrospekcja. Taki królik z kapelusza.
W pamięci SH pozostało mi jako anime ze sporym potencjałem - i takie jest. Szkoda tylko, że nie realizuje go do końca.
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Fenrir 


Posty: 96
Skąd: Lublin
Wysłany: 2010-01-06, 22:24   

Ulubione anime Dragon Ball mam to tej serii duży sentyment Berserk jest bardzo dobrym anime tym bardziej że ciężko o coś w klimatach dark fantasy no i Claymore także świetna seria gorzej że na końcu podupada.
 
 
Nólanis 


Posty: 22
Wysłany: 2010-02-03, 22:28   

Chciałam wpisać w serialowe "Co gały widziały", ale że panuje tu, jak się zdaje, rozgraniczenie na "seriale" i "anime", nie będę mieszać. A mam dużo do zrzucenia z serca.
Możliwe delikatne SPOILERY; ale nic znaczącego, IMO można czytać bez szwanku.

"Ergo Proxy".
Właśnie skończyłam oglądać. Wielu o tym słyszało, "Ergo Proxy" zdecydowanie rzuca się w oczy podczas spacerów po Saturnie :-) Słyszy się pozytywne opinie, wygląda to ciekawie, czemu by nie sprawdzić, co to takiego?
Pozwolę sobie napisać, co myślę, żeby ustrzec naiwnych, którzy pokuszą się o kupno całego sezonu w nadziei, że jeśli nawet będzie kiszka, to przynajmniej estetyczna.
Otóż, zastrzeżenie pierwsze (będę wymieniać w kolejności, w jakiej się pojawiały): serial jest przydługi. Chaos i niedopowiedzenia mi osobiście nie przeszkadzają, lektura co bardziej ciężkostrawnych powieści nauczyła mnie, żeby nie szukać sensu w pierwszej połowie dzieła. Jednakże piętnastominutowe sekwencje wędrówki przez opuszczone korytarze, albo calutkie odcinki poświęcone tylko i wyłącznie urokom nudnej podróży - no ale dobra, ujdzie, takie kino artystyczne. Przecierpię.
Zastrzeżenie drugie, poważniejsze: emo mistyczne wynurzenia pod przykrywką cyberpunku. Cyberpunku to tam jest tyle, co realiów historycznych w "Gladiatorze" - czyli tylko dla smaku. Oklepane frazesy, niezbyt wyrafinowane postacie (pod względem treści - wizualnie wszystko jest do przyjęcia), przez pierwsze dziesięć odcinków miałam mieszane uczucia - a potem zaczęły się odloty. Czyli zastrzeżenie trzecie, naprawdę dzikie i zupełnie wyrwane z kontekstu odcinki. W dodatku na siłę i bez uzasadnienia wplatane w fabułę; rozumiem, że autorzy mają czasem ochotę zrobić coś szalonego, ale można to zrobić z klasą, jak "Tachikoma na gigancie - marzenie reżysera" z GitS S.A.C. Na początku było zabawnie, ale do końca później liczyłam, że coś się wyjaśni, kto, co, po co, w jaki sposób, skąd to się tam wzięło; ale niestety, wszystko pozostało w oderwaniu od całości. Żeby jeszcze dać to jako zupełnie niezależną wstawkę; ale nie, jest jasne, że to rzeczywiście miało miejsce, tylko nie daje się w żaden sposób bezboleśnie połączyć z całą resztą. Mówię tu głównie o tym nieszczęsnym teleturnieju... ale nie tylko.
Zastrzeżenie, które to już, czwarte? To rzeczona końcówka. Zaś zarzutem najpoważniejszym jest niespójność całości cyklu - zakończenie nijak się ma do pierwszych odcinków, niewiele wyjaśniono, trochę można było się domyślić, ale stanowczo zbyt wiele miejsca zajmowały egzystencjalne dylematy bohaterów. Ani się w to wczuwać, ani przeżywać, ani nawet materiału do przemyśleń nie ma sensownego.
Teraz strona wizualna, w której upatrywałam ostatniej deski ratunku, gdyby serial okazał się porażką - "przynajmniej będzie na co popatrzeć", myślałam sobie. Ale i to niekoniecznie, jeśli ktoś lubi mroczne, postapokaliptyczne klimaty, szarobury świat na podobieństwo matriksowego "real world", blade panienki w czerni i potężnych, mrocznych demigodów, to się nie rozczaruje; i jest to w porządku, ale mnie nie porwało na tyle, by uratować "Ergo Proxy". Raczej jest właśnie dobrze wykonanym, nienachalnym (a w każdym razie nie tak bardzo, jak można by się spodziewać po podobnej stylistyce) opakowaniem dla treści - a ta, jak mówiłam, nie dorosła do moich oczekiwań.
Podsumowując: można obejrzeć, ale nie warto kupować. Gdybym oglądała w telewizji, pewnie zrezygnowałabym po pierwszych kilku odcinkach - przebrnęłam przez całość z nadzieją, że jednak było warto. Ale nie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Qfant


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,49 sekundy. Zapytań do SQL: 13