Tfórca
film z 2023 ale scenariusz napisany w 1987 i nie ewaluowany/ewoluowany.
Coś nawet był szum o tym filmie i postanowiłem sprawdzić wtf.
co za nieziemski guwno - na rzadnym poziomie ten film/scenariusz się nie skleja.
gra na tanich emocjach i to jedyna wartość w tym obrazie, ale nawet tak podatna osoba jak ja, odżócam ten film jako zupełnie bezwartościowy.
jak po nawet tak "nowych filmach" jak Her i ExMachina można wyprodukować takie badziewie to ja nie wiem,
2/10
Polska klasyka z Netflixa:
"Człowiek z marmuru" i "Człowiek z żelaza". Niby filmy znałem, ale dobrze było do nich wrócić. Raczej niż mądrego nie wymyślę - poza tym, że Krystyna Janda przez większość pierwszego filmu mnie wnerwiała swoją manierą. Nie mogłem na nią patrzeć bez irytacji.
"Niewinni czarodzieje" - muzyka doskonała, a film bez szału. Nie chwycił mnie zupełnie, a ponoć kultowy. Jednak chyba nie to pokolenie.
_________________ There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
Bo Janda ma ogólnie taką wkurwiającą manierę. Dziś bym nie dał rady żadnego Człowieka... obejrzeć.
Za to po raz drugi zobaczyłem Amsterdam. Świetny film, aktorsko to jest kosmos jakiś, a Christian Bale niewątpliwie zagrał rolę życia. I o dziwo Margot Robbie też świetna i ładna jako brunetka. Zresztą cała obsada wybitna.
Diabeł ubiera się u Prady 2 - David Frankel. Majówka napędziła widzów do kina, ostatni raz pełną salę widziałem chyba na Titanicu. Zadziwił mnie ten powrót po 20 latach do redakcji modowego magazynu Runway, jej szefowej, asystentek i asystentów, zmagających się z dzisiejszymi problemami rynku medialnego. Wszystko to poskładane i ogląda się dobrze ale to troche taki powrót jak ten bohaterek Seksu w wielkim mieście. Pozostało tylko wielkie miasto.
Diabeł ubiera się u Prady 2 - David Frankel. Majówka napędziła widzów do kina, ostatni raz pełną salę widziałem chyba na Titanicu. Zadziwił mnie ten powrót po 20 latach do redakcji modowego magazynu Runway, jej szefowej, asystentek i asystentów, zmagających się z dzisiejszymi problemami rynku medialnego. Wszystko to poskładane i ogląda się dobrze ale to troche taki powrót jak ten bohaterek Seksu w wielkim mieście. Pozostało tylko wielkie miasto.
Nie zgodzę się. Dziś obejrzałem i mi się bardzo podobał. Mam sentyment do pierwszej części i nadal lubię do niej wracać. Trochę się bałem, że mi druga zepsuje przyjemność. Ale się jej nie udało. Druga obawa, kiedy zacząłem oglądać pomyślałem, że idą tropem "Top Gun: Maverick" i że to, co tam zagrało perfekcyjnie tu skończy się kakofonią. Ale znowu niepotrzebnie się bałem. Poprzednia część była przyzwoitą rozrywką, podniesioną do wyższej ligi dzięki postaci zagranej przez Meryl Streep i dzięki grzej samej Meryl. W drugiej części tego zabrakło, ale to nie zarzut: bohaterowie mieli 20 lat aby się zmienić. Nie rewolucyjnie, ale na tyle, aby nie było sensu wchodzić po dwóch dekadach w te same buty. Widać to w scenach, kiedy Miranda hamuje się, aby nie być tą Mirandą sprzed dwóch dekad, bo "było kilka skarg w kadrach". Kilka cierpkich uwag na temat współczesności, jeśli chodzi o media, też było na miejscu i też nie miały na celu nadymania się bohaterów. Lekki i niezobowiązujący komentarz, aby rozrywkowa warstwa nie została nadmiernie skażona.
Fajny film. Kiedyś publicznie ogłosiłem, że kiedy dorosnę to chcę wyglądać i być jak Stanley Tucci w jego social mediach. Dopiszę po tym filmie, że kiedy dorosnę to ponadto chcę wyglądać jak Stanley Tucci w tym filmie. Boskie stylówki.
"Wichrowe Wzgórza" - wiedziałem, mniej więcej, na co się piszę, z recenzji. O mało co obejrzałbym ten film w kinie i się cieszę, że jednak nie. Co nie znaczy, że go zamierzam gnoić. Nie spodziewałem się kolejnej adaptacji wiernej powieści - od tego są seriale BBC. Nie spodziewałem się powtórki z mojej ulubionej adaptacji z Ralphem Fiennesem i Juliette Binoche, ale najbliżej temu filmowi do niej. Jeśli chodzi po pokazanie, ale bez romantyzowania, toskycznej relacji między Cathy i Heathcliffem. Szanuję prawo reżyserki do własnej interpretacji, ale przez pierwszą połowę męczyłem się na tym filmie. Dopiero druga mi nieco wynagrodziła. Do tego stopnia, że dałem filmowi 7/10, co tylko w niewielkim stopniu zawyża jego ocenę w stosunku do średniej na IMDb. Drażniła mnie fryzura Margot Robbie i rola tej pani o azjatyckich korzeniach czy pochodzeniu. Choć może w tym drugim przypadku - nie bardzo rozumiem, po co Emerald Fennel ta postać jako bardziej czynna i sprawcza. Tylko psuło to efekt.
_________________ There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
Project Hail Mary. Jak to się kiedyś nazywało? Aha, kino nowej przygody. No to mamy coś takiego. Trochę jak ET, trochę jak późniejszy, lecz nie mniej naiwny Armageddon. Ratujemy świat i kumplujemy się z Obcym. Choć może Obcy brzmi tu zbyt szorstko - to przecież taki przytulaśny stworek. Jest trochę śmieszno, trochę łzawo, w proporcjach wyważonych dla popcornowej widowni. Nie żeby takich tonów w powieści nie było. Zwłaszcza w drugiej części książki wjeżdżają bez żenady nuty melodramatyczne, mające podłechtać wrażliwość czytelnika.
Niemniej, książka to jednak sajfaj z całym przysługującym gatunkowi anturażem. Autor, fantazjując w sposób przez rozum dopuszczalny, zawarł w powieści mnóstwo rzetelnej, zweryfikowanej wiedzy. Tego w filmie nie ma. Brak, zero, null. Ja rozumiem, że film musiał parę spraw uprościć, a informacja, wiedza to nudna dla przeciętnego widza sfera, ale no zdrowaś maryjo, coś poza fikołkami bohaterów wypadało wyjaśnić. Oglądałem film z osobą, która nie czytała książki i tej kwestii astrofagów - skąd się wzięły, co, jak, dlaczego żrą Słońce – zupełnie nie złapała, jak i innych niuansów. Film w momentach serwowania jakiejś informacji robi to na „szybkiej przewijce”, jakby to było zupełnie nieistotne. Ale szefowa projektu śpiewająca przez 2 minuty karaoke - to nie jest strata czasu. Dla mnie, spory zawód, ale co tam ja, ważne, że gawiedź wali do kina.
_________________ Kiedy jesteś martwy, nie wiesz, że jesteś martwy. Cały ból odczuwają inni.
To samo dzieje się, kiedy jesteś głupi.
(Lemmy)
Nie spodziewałem się, że tak mi się spodoba. Wobec urody kadrów żałuję, że jednak nie w kinie. Podoba mi się spojrzenie Emeraldy Fennell na ten staroświecki melodramat. Świetny aktorsko, muzycznie, Szekspirowski w rytmie. Nie wiem skąd tyle niechęci wobec tego filmu. Podobny los spotkał wcześniejszą interpretację Andrei Arnold. Oryginalnej historii nie czytałem, film Petera Kosminskiego z 1992 r. w tamtym czasie nie trafił do mnie
Jasne, że warto. Ale film Emerald Fennell, jeśli chodzi o wspomniane elementy naprawdę jest świetny. Jak pisałem, od drugiej połowy oglądało mi się go dobrze, a zastrzeżenia dotyczą tylko niektórych elementów. Moje 7/10 jest szczerą oceną.\, bez uprzedzeń. W zasadzie, od drugiej połowy to jest taki sam film jak adaptacja z 1992 r., tylko w nowszym wydaniu, przede wszystkim formalnym, bo tamten był tradycyjny w formie.
"Uciekinier" - nowa adaptacja dzieła Stephena Kinga, albo powtórka z filmu z Arnoldem sprzed lat. Nie widziałem tamtego albo sobie nie przypominam. Być może nie warto. Tak, czy siak w tym filmie przynajmniej raz jest nawiązanie do tamtego - dolary z podobizną Arnolda. Ale poza tym jest tak sobie. Da się to obejrzeć, ale to film rozrywkowy i bez ambicji. Nie chodzi mi o to, że nie jest dziełem problemowym, ale mógł jakoś współcześniej podejść do fabuły, odnieść ją jakoś do rzeczywistości. A tak wrogiem jest jakaś enigmatyczna sieć telewizyjna (wali naftaliną) i jakiś wszechmocny producent reality show. Bez jaj. A było dodać trochę anarchistycznego smaku i klimatu, buntu przeciwko systemowi, internetowi, zidioceniu mediów. Tylko dla smaku, a nie dla sedna opowieści. Zabrakło woli, odwagi, wizji, łotewer i to jest największa słabość tej fabuły. Rozrywka zbyt retro, a przez to fabuła kompletnie pozbawiona napięcia.
https://www.youtube.com/w...gcJCQMLAYcqIYzv
_________________ There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
Naprawdę nie oglądałeś wersji z Arnim? Running Man i Total Recall to tytuły do których mam mega sentyment nie żeby były jakieś wybitne, ale oglądało się je dobrze.
_________________ W życiu - oczekujemy co najwyżej sporej porcji bezrefleksyjnej zabawy i przyczynku do dalszej zabawy.
Pomocy – Sam Raimi. Liczyłem na bardziej wyrachowaną historię ale ten komediodramat rozpięty między Misery a Triangle of Sadness i tak dał mi pewną satysfakcję. Rachel McAdams w nieoczekiwanej podróży służbowej, sam na sam z szefem, który nie docenił jej pracy (Disney+)
ale Total Recall !!!
kwa, przecież to był hicior,
legenda VHS.
i poza tym - jak na tamte czasy, całkiem całkiem zgrabny film.
Do dziś lubię go sobie z sentymentu przypomnieć co kilka lat. Efekty mocno się postarzały, ale sam film wciąż ma swój fajny klimat. I ciągle jest o niebo lepszy od remake'u z Farrellem.
_________________ Kiedy jesteś martwy, nie wiesz, że jesteś martwy. Cały ból odczuwają inni.
To samo dzieje się, kiedy jesteś głupi.
(Lemmy)
Mortal II Kombat - Simon McQuoid. Uroczy chaos panujący w scenariuszu przez chwilę nie pozwala uwierzyć, że ten turniej możemy wygrać i uratować nasz świat. Jednak ekipa dała radę, a najsłabszy jej element, Johnny Fuc* Cage, którego mocą jest urok własny i najwyższej klasy cynizm, w tej roli Karl Urban, wymiata. Gracze powinni być wyjątkowo zadowoleni.
Ready or Not. Here I Come - bardzo dobra kontynuacja, tym razem z gwiazdorską obsadą. Świetna rozrywka, dobry humor w odpowiedniej dawce i Samara Weaving w czarnej sukni
_________________ Moje marzenie z MAGa: wznowienie wszystkich Stephensonów
Jak rozumiem, mieszkasz gdzieś w anglojęzycznym kraju, w angielskim oglądasz filmy i w takimże języku wstawiasz tytuły na polskim forum za chinskiego boga nie wiem o jaki film chodzi
Nie spodziewałem się, że tak mi się spodoba. Wobec urody kadrów żałuję, że jednak nie w kinie. Podoba mi się spojrzenie Emeraldy Fennell na ten staroświecki melodramat. Świetny aktorsko, muzycznie, Szekspirowski w rytmie. Nie wiem skąd tyle niechęci wobec tego filmu. Podobny los spotkał wcześniejszą interpretację Andrei Arnold. Oryginalnej historii nie czytałem, film Petera Kosminskiego z 1992 r. w tamtym czasie nie trafił do mnie
hmm
opowieść o tym jak chorobliwie obsesyjny związek przekształca się w psychopatyczny układ, niszczący wszystkich wokół, a na końcu samych zainteresowanych.
Albo o tym jak to kobieta po zapewnieniu sobie najważniejszych potrzeb (na drabinie maslowa) zaczyna spełniać się w samorealizacji poprzez bolcowanie przez Heathcliffa.
Zazwyczaj ryczę na wszystkich romansach filmowych.... ale tutaj ręcyma Emeraldy F. zostało wydobyte z powieści to co najważniejsze (wedla opinii wielu kobiet). Więc ten tego...
Wizualnie dobrze, mocno przerysowane/przekolorowane (like a Titus Andronikus) nawet do poziomu psychodelicznego - co podkreśla złożoność tej relacji.
ostatnia scena natchnęła mnie do wariacji. Wichrowe Wzgórza i Zombie.
Jak rozumiem, mieszkasz gdzieś w anglojęzycznym kraju, w angielskim oglądasz filmy i w takimże języku wstawiasz tytuły na polskim forum za chinskiego boga nie wiem o jaki film chodzi
Wolę angielski tytuł, niż napisać "Zabawa w pochowanego 2"
_________________ Moje marzenie z MAGa: wznowienie wszystkich Stephensonów
Project Hail Mary (Projekt Zdrowaś Mario, specjalnie dla m_m) - świetne kino famililjne w kosmosie. Nie rozumiem dlaczego ktoś oczekiwał czegoś na miarę Interstellara, gdy to zupełnie różne filmy, i ten nowy nie miał imitować poprzednika
_________________ Moje marzenie z MAGa: wznowienie wszystkich Stephensonów
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum