Błędnie poprawiłeś, manipulujesz moimi słowami, wkładasz mi w usta coś czego nie powiedziałem.
Kupować Esselmonta i czytać ale po ponownym zakupieniu i przeczytaniu MKP. Tak rzekłem i tak masz uczynić.
_________________ "Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
Rzeczywiście. Aczkolwiek nie zgadzam się z tym, co napisał Tixon. "Noc noży" nie jest tylko dla fanów MKP.
Ale po co czytać Esselmonta bez znajomości MKP? Kto na to wpadnie?
Będąc w trakcie "Powrotu Karmazynowej Gwardii" muszę ci przyznać rację. Ale "Noc noży" akurat wygląda mi na samodzielną powieść. Zarówno w stosunku do MKP, jak i "Powrotu...". Taka zajawka na granicy dwóch cykli.
_________________ There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
Pierwszy tom marnie się zaczyna, pierwsze sto kilkadziesiąt stron wprowadza dezorientację, ale im dalej tym lepiej. Koniec końców robi się naprawdę nieźle i przyjemnie. Ale drugi, oooo! takiego gniota to ze świecą szukać.
Pierwszy tom przeczytałem i zapomniałem
Jakiś czas później (rok czy dwa, a był to 2002/3) - znajomi się podniecali BDU (2tom) - przeczytałem i ja - i chwyciło, drugi tom to była rakieta - która podniosła Stiwena w górę.
Potem zacząłem czytać od początku, i w połowie OK zorientowałem się "że ja to chyba czytałem..." dotarem do 3czy4 tomu i ugrzązłem na mieliznach. Więcej nie znaczy lepiej.
Później pojawiło się trochę naśladowców - w tym Zamboch (Koniasz) i Wegner który to zrzynał z Zambocha i Eriksona.
* potwierdzam, pierwszy tom suaby, zyskuje gdy znasz już np. 2 i 3. ale.
A ja pierwszy tom łyknąłem z zachwytem. Czekam na wyjście wszystkiego i robię mega maraton
Przy pierwszym miewałem momenty zagubieni, ale drugi po dziś dzień pozostaje moją ulubioną książką rozrywkową. Kilka kolejnych też jest świetne i dopiero na końcu Steven zaczyna zbyt wiele filozofować.
Esslemonta najlepszy tom właśnie wyszedł. Kolejny jest niewiele gorszy a dwa ostatnie znowu słabsze.
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Esslemonta najlepszy tom właśnie wyszedł. Kolejny jest niewiele gorszy a dwa ostatnie znowu słabsze.
Czytałeś w oryginale, czy tylko piszesz w oparciu o jakieś opinie? Ja jakiś czas temu ten trzeci tom kupiłem po angielsku ale w końcu nie przeczytałem jeszcze aż wychodzi po polsku. Gdzieś mi się obiło o uszy, że ten drugi cykl Esslemonta lepszy.
_________________ "Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
Esslemonta najlepszy tom właśnie wyszedł. Kolejny jest niewiele gorszy a dwa ostatnie znowu słabsze.
Czytałeś w oryginale, czy tylko piszesz w oparciu o jakieś opinie? Ja jakiś czas temu ten trzeci tom kupiłem po angielsku ale w końcu nie przeczytałem jeszcze aż wychodzi po polsku. Gdzieś mi się obiło o uszy, że ten drugi cykl Esslemonta lepszy.
Całego ICE'a zmęczyłem w oryginale, włącznie z The Path to Acendancy, bo zanosiło się, że nigdy u nas nie wyjdą. Wtedy jeszcze działało boodepository i można było kupić z darmową dostawą do Polski.
Stonewielder, dzięki tajemnicom Korelu i samego Szarej Grzywy oraz niezłej dynamice, nie ustępuje w moim przekonaniu książkom SE. Czwarty tom też jest OK. Przy piątym i szóstym lądujemy na niepoznanych wcześniej kontynentach i czegoś mi w nich brakowało, pomimo wielu istotnych dla całej MKP wydarzeń. Nie potrafię napisać teraz czego dokładnie. Może teraz będzie inaczej a może po prostu oczekiwałem nie wiadomo czego na koniec.
Z kolei Path to Asendancy jest b. fajne - zwięzły styl, nowe spojrzenie na wydarzenia, które uważamy, że znamy. No i historia oblężenia miasta Li Heng - jeden z najciekawszych wątków w całym MKP.
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Esslemonta najlepszy tom właśnie wyszedł. Kolejny jest niewiele gorszy a dwa ostatnie znowu słabsze.
Czytałeś w oryginale, czy tylko piszesz w oparciu o jakieś opinie? Ja jakiś czas temu ten trzeci tom kupiłem po angielsku ale w końcu nie przeczytałem jeszcze aż wychodzi po polsku. Gdzieś mi się obiło o uszy, że ten drugi cykl Esslemonta lepszy.
Całego ICE'a zmęczyłem w oryginale, włącznie z The Path to Acendancy, bo zanosiło się, że nigdy u nas nie wyjdą. Wtedy jeszcze działało boodepository i można było kupić z darmową dostawą do Polski.
Stonewielder, dzięki tajemnicom Korelu i samego Szarej Grzywy oraz niezłej dynamice, nie ustępuje w moim przekonaniu książkom SE. Czwarty tom też jest OK. Przy piątym i szóstym lądujemy na niepoznanych wcześniej kontynentach i czegoś mi w nich brakowało, pomimo wielu istotnych dla całej MKP wydarzeń. Nie potrafię napisać teraz czego dokładnie. Może teraz będzie inaczej a może po prostu oczekiwałem nie wiadomo czego na koniec.
Z kolei Path to Asendancy jest b. fajne - zwięzły styl, nowe spojrzenie na wydarzenia, które uważamy, że znamy. No i historia oblężenia miasta Li Heng - jeden z najciekawszych wątków w całym MKP.
A ja zawsze z lenistwa wolałem coś po polsku czytać i Stonewielder przeleżał sobie aż go w tłumaczeniu teraz przeczytam.
Skoro potwierdzasz, że drugi cykl fajny, to tym bardziej mam nadzieję, że Mag go wyda.
_________________ "Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
A ja zawsze z lenistwa wolałem coś po polsku czytać i Stonewielder przeleżał sobie aż go w tłumaczeniu teraz przeczytam.
Skoro potwierdzasz, że drugi cykl fajny, to tym bardziej mam nadzieję, że Mag go wyda.
Też wolałem, ale to mój ulubiony świat fantasy, więc nie zdołałem się powstrzymać. Poza ty teraz mogę przeczytać na nowo.
Fajny=bardziej zwarte fabuły, dobra rozrywka i sporo niespodzianek.
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Skończyłem czytać do recenzji "Jabłko Berło Tron" Esslemonta i to, dla mnie, najlepsza z dotychczasowych częsci jego "Imperium Malazańskiego". Broni się jako samodzielna powieść w stosunku do poprzedniczek, ale jednocześnie wraca w niej tabun bohaterów z "Malazańskiej...". Przede wszystkim z pierwszych trzech tomów, moim zdaniem najlepszych. Zatem trochę rozkrok dla kogoś, kto nie zna MKP, bo nie doceni tych powrotów. A mnie sprawiło mnóstwo frajdy czytanie znowu o Duikerze, nawet Niewidce, Nerwusiku, Wykałaczce, czy Kruppe. I tak dalej. Jest jeszcze jedna postać, która wraca, ale nie jest wymieniona w przedstawieniu postaci na początku powieści więc nie będę spoilerował.
Bałem się trochę tej powieści, bo akcja w dużej części dzieje się w Darudżystanie i okolicach, czasami "okolicach". Już w chyba ósmej części MKP Erikson tak mnie przynudził Darudżystanem, że nie miałem energii, czy cierpliwości na słuchanie audiobooka. Ale Esslemont w ogóle nie nudził. Co zresztą mogło być naturalne z tego względu, że u Eriksona czekałem na kolejną część posuwającą ten monumentalny cykl do przodu. A że szło to ślamazarnie i w sposób mnie nie satysfkacjonujący, to i rozczarowanie było oczywiste. U Esslemonta takich oczekiwań nie było, to i o zawód trudniej.
_________________ There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
Może nowe miejsca a nawet kontynenty z kolejnych tomów nie wydadzą ci się nudne, ale moim zdaniem dwa najlepsze tomy tego cyklu Eslemonta masz już za sobą.
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Endless training, gruelling marches, and the frenzy of battle against more enemies than can be counted - such is the life of a marine in the Malazan Empire.
Year by year, month by month, week by week, day by day, moment by moment. Skills are honed to deadly precision, the secret language of the soldier in a world drowning in perpetual discontent, the eternal conflict against the fates. And we should forget the seemingly inevitable interference of mischievous gods and more often than not, the resurrected remains of ancient and once believed long-dead entities.
As a new holy war starts sparked in the fire-blackened cauldron of Seven Cities, the Fifth and Sixth squads are about to embark a mission they don't want for a cause they don't care about. Not that anybody asked their opinion. They can only hope that their objective isn't as hopeless as it seems, and that they aren't simply being used as pawns - a strategic sacrifice, if you will, in the machinations of their betters.
So what's life like as a marine in the Malazan Army?
Well, let's see, shall we . . .
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Jest też druga okładka wydawnictwa Bantam, według mnie ładniejsza.
Tor w 2027 wydaje dziesięcioksiąg z okładkami Marca Simonatiego, według mnie najładniejszymi jakie powstały. Zdjęcie pierwszego użycia tych okładek w wydaniu francuskim.
Dla porównania Subterranean Press :
Broken Binding
W latach 30 może powstać nowe wydanie dziesięcioksiągu przez Maga (moje spekulacje oparte na tendencji zauważony przy innych seriach wydawanych przez Maga, Malazan co dekadę dostaje nowe wydanie), pewnie z nowymi okładkami i barwionymi brzegami (do wydania idealnego brakowałoby ilustracji wewnątrz).
Które okładki Malazańskiej Księgi Poległych najbardziej się wam podobają.
_________________ Moim największym książkowym marzeniem jest przeczytanie wszystkich książek z świata Malazanu wydanych po polsku.
Na drugim zdjęciu okładki są spoko, ale font totalnie z czapy - jak do jakiegoś poradnika informatyka.
Na trzecim obrazki nie za bardzo mnie porywają, do tego duże "G" wygląda jak "P" i wtedy zamiast "Broken God" mamy "Broken Pod" albo "Reaper's Pale".
Ostatnia wersja najbardziej mi się podoba, na okładce zawsze jakiś bohatyr, no i font się nie narzuca i jest czytelny.
Druga wersja rzeczywiście ładniejsza.
A Simonetti zrobił piękne ilustracje - nawet kiedyś pytałem AMa czy nie chcialiby tej wersji przy okazji powrotu do wydawania Eriksona.
SP ma lepsze ilusstracje wewnątrz niż na okładkach, ale same okładki też co najmniej dobre.
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Grafiki Simonettiego są one przede wszystkim bardzo dobrymi ilustracjami scen z książek, co według mnie jest najlepszy sposób tworzenia okładek. Simonetti ma ręke to fotogenicznych momentów z książek.
PS ma 4-5 ilustracji w środku których jakość nie jest równa na przestani serii, tutaj chciałbym wyróżnić ilustracje Michaela Komarck'a w Ogrodach Księżyca i Okaleczonym Bogu i Simonettiego w Mycie Ogarów.
BB mają kolorowe ilustracje na wyklejce które są bardzo dobre oraz czarno białe w środku.
_________________ Moim największym książkowym marzeniem jest przeczytanie wszystkich książek z świata Malazanu wydanych po polsku.
Grafiki Simonettiego są one przede wszystkim bardzo dobrymi ilustracjami scen z książek, co według mnie jest najlepszy sposób tworzenia okładek. Simonetti ma ręke to fotogenicznych momentów z książek.
Z pewnością tak:
A tę z Teholem i jego pradawnym sługą chyba lubię najbardziej:
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum