Bezwzględni Sarah Wynn-Williams. Pani z wierchuszki Facebooka odsłania kulisy. Nie lubią jej za to itd. Książka ma 500 stron i jestem na 76 i niczego się jeszcze ciekawego nie dowiedziałem.
Zrodzony z fantastyki - Wojtek Seeńko. Jest jak miało być. Jeden z głównych RedNaczy w rozmowach i własnych przemyśleniach.
Russell Hoban - Riddley Walker. Chwała ArtRage za to, że się odważyli.
_________________ Nie było Nieba ani Ziemi, ino jeden dumb stojał.
Czytam se Xenogenesis Octavii Butler. Jestem na stoktórejś stronie i dobre to jest. Może potem się spieprzy, a ma gdzie, bo to długie jest, 3 książki w jednym tomie. Ale na razie dobre i to na tyle, że zastanawiam się, dlaczego nikt wcześniej tego w Polsce nie wydał. Tym bardziej, że autorka to nie jakiś no name.
_________________ Kiedy jesteś martwy, nie wiesz, że jesteś martwy. Cały ból odczuwają inni.
To samo dzieje się, kiedy jesteś głupi.
(Lemmy)
Opis brzmiał bardzo ciekawie i dałem się na niego nabrać - cytat: "Klasyczna powieść postapokaliptyczna rozgrywająca się w scenerii rodem z Białego lotosu". Do tego rekomendacja Jeffa Vandermeera.
Świat po bliżej nieokreślonej zagładzie, bogaci ludzie w hotelu, którzy stanowi dla nich azyl.
Szczerze to tyle - to w zasadzie cała książka, bo fabuła jest w niej bardzo szczątkowa i przewidywalna. Rozterki bohaterów typowe dla postapo postawionych w kryzysowych sytuacjach.
Może w dacie wydania była to książka przełomowa (nie wiem tego), ale z perspektywy X przeczytanych książek w tych klimatach nie znalazłem tam nic odkrywczego poza samym settingiem.
Kolejna książka z wydawnictwa ArtRage i kolejna książka o ludzkości na skraju zagłady: Anna Kavan - Lód.
Dziwna to była lektura. Nie potrafiłbym odpowiedzieć na pytanie, czy ją zrozumiałem w całości. Na pewno nie jest to książka, gdzie fabuła jest na pierwszym miejscu - więcej dzieje się tutaj "pomiędzy" i w warstwie samej atmosfery książki. Do mnie to jednak nie przemówiło i raczej nie zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę.
Nie jest zly ten Vineland Pynchona. Ma szczęście autor tym razem nie prowadzi narracji w czasie rzeczywistym, czego bym nie zniósł. Jest to baaaardzo lużna inspiracja dla oscarowego filmu, ale ten specyficzny humor do się odczuć.
Skończyłem tydzień temu Oko świata, aktualnie leci Wielkie polowanie, i tak jak jajec to wszystko może nie urywa, tak czyta się bardzo przyjemnie, a setki stron nie stanowią żadnego problemu. Nie mam pojęcia, w jakich kierunkach ta seria podąży. Przeczytam całość jednym ciągiem, choć trochę czasu mi to zajmie.
ja doszedłem chyba do 5 lub 6 i odpadłem - a to było 20+ lat temu...
Miałem jakoś podobnie.
Początek w miarę fajny, ale potem zaczynają się książki w stylu:
... idą
... dalej idą
... rozmawiają idąc
... idą rozmawiając
... o jakieś skrzyżowanie, trzeba podjąć decyzję w którą stronę pójść
... dyskutują o wyborze kierunku
... dyskutują o wyborze rodzaju dyskusji z której wyniknie wybór kierunku
... dyskutują o dyskusji
... idą (hurra)
... a może jednak nie ... ?
... jednak idą
... i kolejny tom się skończył
Lanie wody na potęgę, mnożenie nic nie znaczących wątków pośrednich, mnożenie wątpliwości losowanych znikąd i pierdół ... i tak można jeszcze długo ...
_________________ Załączam różne wyrazy i pozdrawiam
Goldsun
ja doszedłem chyba do 5 lub 6 i odpadłem - a to było 20+ lat temu...
tak, że nie wiem,
skąd w tobie takie pokłady
zamiłowania do ujni.
Czytam ujnię, ale tylko tą uznawaną za klasyczną. Ewentualnie taką, która na pierwszy rzut oka ujnią się nie wydaje. A cykle zawsze kończę, tak więc no...
@Cerber108 Nie słuchaj się ich ja przeczytałem i zadowolony byłem z lektury seria gdzieś kolo 9-10 tomu łapie dół i trzeba się trochę przemęczyć, ale story arc z Matem zawsze ratuje znużenie innymi postaciami. Bez dyskusji największym problemem jest fakt że tam chyba żadnego redaktora nie było i co Jordan nasmarował to drukowali bo normalnie by mu ktoś powiedział chłopie do brzegu nikogo nie interesują hafty i sukienki dziewczyn ani tego jak zaplotły sobie włosy, a w pewnym momencie aż się człowiek z tego śmieje ile on stron maszynopisu na takie opisy pełne detali powtarzających się zmarnował.
_________________ W życiu - oczekujemy co najwyżej sporej porcji bezrefleksyjnej zabawy i przyczynku do dalszej zabawy.
@Cerber108 Nie słuchaj się ich ja przeczytałem i zadowolony byłem z lektury seria gdzieś kolo 9-10 tomu łapie dół i trzeba się trochę przemęczyć, ale story arc z Matem zawsze ratuje znużenie innymi postaciami. Bez dyskusji największym problemem jest fakt że tam chyba żadnego redaktora nie było i co Jordan nasmarował to drukowali bo normalnie by mu ktoś powiedział chłopie do brzegu nikogo nie interesują hafty i sukienki dziewczyn ani tego jak zaplotły sobie włosy, a w pewnym momencie aż się człowiek z tego śmieje ile on stron maszynopisu na takie opisy pełne detali powtarzających się zmarnował.
Mi to opisywanie każdego kroku bohaterów nawet w jakiś pokrętny sposób pasowało, pozwalało wzuć ich buty, czuć wszystkie trudności. Zapewne w przypadku tych niesławnych tomów odszczekam owe słowa, ale podobno te dokończone przez Sandersona części wynagradzają wcześniejsze dłużyzny.
Matt Dinniman - Dungeon Crawler
I po co mi to było kupować... chociaz doczytałem do końca.
Ale przynajmniej już wiesz co to LitRPG .
Niewielka korzyść... a w ogóle to miało być śmieszne a nie smiałem sie ani razu...
Cerber108 napisał/a:
Mi to opisywanie każdego kroku bohaterów nawet w jakiś pokrętny sposób pasowało, pozwalało wzuć ich buty, czuć wszystkie trudności. Zapewne w przypadku tych niesławnych tomów odszczekam owe słowa, ale podobno te dokończone przez Sandersona części wynagradzają wcześniejsze dłużyzny.
Twardy jesteś. Nawet moja matka miała problemy z przebrnięciem
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Sam trochę obawiam się tego Crawlera, choć z drugiej strony giereczkować lubię, a ten podgatunek i ta konkretna seria zdają się czerpać z tematów okołogrowych garściami, więc może kreatywne dobieranie elementów i nabijanie się z pewnych schematów mi się spodoba. Kto to wie?
Dla mnie Dungeon Crawler Carl to duże rozczarowanie. Trochę tu Adamsa ("Autostopem..."), trochę Aronsona (Skippy/Królewna Pączuś), dużo z dungeon crawlerów (duh...), ale całość jest IMHO męcząca, bo o ile początek czytało się bardzo przyjemnie, to im dalej, tym bardziej było to monotonne (jak to w crawlerach), a wymuszenie "śmieszne" (a w rzeczywistości krindżowe) opisy mobów, bossów i przedmiotów po prostu pomijałem.
Co do tłumaczenia, to cały czas coś mi się nie zgadzało, bo np. Carl często mówił "Cholerny świat, Pączuś". Brzmiało to tak sztucznie, że byłem ciekaw, jak jest w oryginale. Okazało się, że "God dammit, Donut!". No kur... Można było dać z 10 lepszych propozycji.
Ale o co w Lit-RPG chodzi? Jakaś niskich lotów powieśc przygodowa, czy na wzór paragrafówek są jakieś elementy rozgrywki wprowadzone?
To drugie. Co stronę podziwiasz nowe skille bohatera o niezwykle wyuzdanych nazwach, podziwiasz jego nowe poziomy i przeglądasz zawartość kolejnych skrzynek ze skarbami, emocjonując się równolegle walkami zwykłymi potworami, mocnymi potworami, lokalnym bossem, regionalnym bossem, jakimś tam jeszcze bossem i bossem poziomu. Mogłem pomylić hierarchię...
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Ale o co w Lit-RPG chodzi? Jakaś niskich lotów powieśc przygodowa, czy na wzór paragrafówek są jakieś elementy rozgrywki wprowadzone?
To drugie. Co stronę podziwiasz nowe skille bohatera o niezwykle wyuzdanych nazwach, podziwiasz jego nowe poziomy i przeglądasz zawartość kolejnych skrzynek ze skarbami, emocjonując się równolegle walkami zwykłymi potworami, mocnymi potworami, lokalnym bossem, regionalnym bossem, jakimś tam jeszcze bossem i bossem poziomu. Mogłem pomylić hierarchię...
Jeszcze był boss z sąsiedztwa Ja też miałem zero emocji podczas czytania tego, a od połowy już można powiedzieć, że męczyłem te książkę. Widać jednak, że wiele osób jest zachwyconych więc chyba do kogoś trafia.
Gały czytają książkę pt. "Riddley Walker" Russella Hobana w świetnym przekładzie Piotra Siemiona.
Przekład znam tylko z tego kawałka, który wydawnictwo udostępnia na swojej stronie (sam początek, ze trzy-cztery strony), więc mogę nie mieć racji, ale w tym fragmencie moim zdaniem jest przerysowany. Oryginał czyta się płynniej i naturalniej. Niby zabiegi zastosowane przez autora i tłumacza podobne, ale dla mnie Siemion przegiął.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum