"Parker" - The Martini Edition, dwa tomy. Adaptacja: Darwyn Cooke. Lubię jego styl, więc jestem zadowolony. Choć same powieści Richarda Starka (pseudonim), które adaptował Cooke raczej by mi do gustu nie przypadły. Ale wykonanie Cooke'a było tym, czego było mi trzeba, aby je przyswoić bez bólu. Chyba raz oglądałem jakiś film, ale z Jasonem Stathamem. Niemniej, obydwie części gorąco polecam. A na deser jeszcze Ed Brubaker i Sean Phillips wieńczą całość, oddając hołd i pisarzowi, i bohaterowi, i Cookowi.
_________________ There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
"Islander. Wygnaniec", Caryl Férey i Corentin Rouge za sterami. Nie znałem wcześniej panów ale nie żałuję, że poznałem. Dobra rzecz, ciekawa fabuła z dobrymi rysunkami. O co dokładnie chodzi?
Islandia ma problem. Problem bardzo prosty do zidentyfikowania i trudny do rozwiązania. Uchodźcy z Europy. Jest ich coraz więcej. Coraz więcej osób jest zdesperowanych, napięcie narasta, obozy pękaj w szwach, każdy patrzy tylko na siebie. Nikt niczego nie może być pewien poza tym, że będzie tylko gorzej. Jak do tego doszło?
Pierwszy tom "Islandera" nie dostarcza nam odpowiedzi. Czytając między wierszami dowiadujemy się, że kłopoty związane są z nagrzewaniem się Ziemi, malejącą ilością upraw, etc. Szczegółów brak. Caryl Férey nie idzie w moralizatorski ton, nie oskarża nas o zaniedbywanie Matki Ziemi. Na tym etapie wiemy jedynie, że jest źle a jedyną osobą mającą jakiś plan jest profesor Zizek.
Kim on jest? Dla jednych ostatnią szansą, dla drugich fałszywym ideowcem. Intuicyjnie kibicujemy tym pierwszym, bo przecież nie wypada wspierać tych, którzy chcą problem migrantów rozwiązać w prosty ale i nieludzki sposób. Czy jednak rzeczywiści3 pan Zizek zasługuje na zaufanie? Czy jego Projekt Islander ma szansę coś zmienić? Czas pokaże.
"Islander. Wygnanie" to początek. Poznajemy bohaterów, dostajemy kilka wątków i patrzymy jak się one rozwijają, wzajemnie się o siebie zazębiając. Dodatkowo Caryl Férey robi dwie rzeczy. Buduje intrygę wokół wspomnianego projektu. Nie zdradza wiele, podrzuca nam tropy a my grzecznie za nimi podążamy. Po drugie, pokazuje jak niewiele trzeba, aby Europa cofnęła się do wieków średnich.
I ten ostatni punkt najmocniej sprawia, że ten komiks trzyma w napięciu. Do samego końca. Caryl Férey niczego nie upiększa, nie ukrywa. "Islander" to nie bajka. W komiksie dochodzi do rzeczy potwornych. Rodzących się z chęci zysku, desperacji, walki o wolność i przekonania. Ważne abyśmy nie odwracali wzroku i wyciągnęli z tej historii lekcje. Myślę, że właśnie o tę lekcję scenarzyście chodzi.
Od strony rysunkowo-kolorystycznej jest tak, jak powinien wyglądać komiks, którego akcja rozgrywa się na Islandii. Chłodne barwy, duże przestrzenie, piękne pejzaże. To jedna strona komiksu. Druga prezentuje kontrast między wydarzeniami brutalnymi oraz tymi dającymi nadzieję na lepsze jutro. Symbioza doskonała.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum