Sporo SF (Córka Edenu, Lee, Nayler, Wells), trochę fantastyki "dziwnej" (Dziw i Light From Uncommon Stars ). Bez hejtu, jakie tytuły dla ciebie musiałby paść, żeby nie było słabizny? Bo jeśli plan uda sie zrealizować, moje potrzeby czytelnicze będą zaspokojone.
Rec: generalnie czytam coraz mniej, a współczesna fantastyka zaczyna mnie coraz bardziej męczyć. Lee to bełkot. Naylera nie czytałem, ale recenzje nie nastrajały optymistycznie. Wells w pierwszym tomie mnie wynudziła. Jeśli chodzi o Eden, to "Ciemny Eden" był całkiem spoko, ale "Matka Edenu" była słabiutka i nudna jak flaki z olejem. Widać, że pisana na siłę. Nie wiem, nie kumam dzisiejszej oferty MAGa. Oczywiście, życzę jak najlepiej, ale poza pojedynczymi pozycjami, już nie jestem targetem. Zresztą, mam co czytać. Ostatnio nawet hurtowo wyprzedaję gro swojej biblioteczki, bo i tak tego nie przeczytam...
_________________ Życie to dziwka, czytasz za mało, a potem umierasz [Stary Ork]
Zaginiona to zamknięte środowisko, coś jak oddział zamknięty krążący wokół Czarnej Dziury Szaleństwa, najlepiej nie zwracać uwagi na sens bo on tu rzadko występuje [utrivv]
"Finezja perfidii rozumowania ściga się w nich z cyniczną sofistyką" [prof. Waltoś o działaniach PiS dot. wymiaru sprawiedliwości]
Starzejesz się? Depresja? Za dużo przepisów czytasz? Mózg ci się już z prozy na prawo przestawił?
_________________ "Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
Starzejesz się? Depresja? Za dużo przepisów czytasz? Mózg ci się już z prozy na prawo przestawił?
Czy ja wyglądam na konserwę w stylu Sakiewicza lub Karnowskiego? Nie, ostatnimi czasy w zasadzie większość lektur to historia: starożytność i średniowiecze. Nawet coś piszę. To pewnie dlatego.
_________________ Życie to dziwka, czytasz za mało, a potem umierasz [Stary Ork]
Zaginiona to zamknięte środowisko, coś jak oddział zamknięty krążący wokół Czarnej Dziury Szaleństwa, najlepiej nie zwracać uwagi na sens bo on tu rzadko występuje [utrivv]
"Finezja perfidii rozumowania ściga się w nich z cyniczną sofistyką" [prof. Waltoś o działaniach PiS dot. wymiaru sprawiedliwości]
ostatnimi czasy w zasadzie większość lektur to historia: starożytność i średniowiecze
Oj też dużo historycznych tytułów połkam, ale trzymam się prozy ile wlezie.
Jachu napisał/a:
Nawet coś piszę.
Pamiętam i trzymam kciuki.
Pochwal się jak skończysz,
_________________ "Różnorodność warto celebrować, z niej bowiem rodzi się mądrość." Duiker, historyk imperialny (Steven Erikson "Malazańska Księga Poległych")
Ostatnio zacząłem się zastanawiać - jaki w ogóle ma sens MAG-owa seria "Horrorów" Bez Nazwy?
Poczynając od wątpliwej jakości większości tytułów, ich przynależności do horroru jako takiego aż po sprzedażowe fiasko.
Tak wiem, że to nie jest seria która miała sprzedawać się jak świeże bułeczki, ale jak niedługo po premierach wszystko trafia do koszyków za 10 zł to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak.
No ale wracając do najważniejszego, czyli treści. Nie czytałem jeszcze nawet większości i czytał raczej nie będę, bo z 4 tytułów po które miałem okazję sięgnąć, tylko jeden wywarł na mnie pozytywne wrażenie.
Uczta Wyobraźni - jest tam bardzo dużo perełek, kryteria doboru książek dość jasne. Artefakty - tego nie trzeba komentować. Horrory (które z tego co widzę w 50% nie są nawet horrorami) - ni to piękne literacko, ni to angażujące w inny sposób, po prostu nijakie, byle dziwne i byle inne.
No ale wracając do najważniejszego, czyli treści. Nie czytałem jeszcze nawet większości i czytał raczej nie będę, bo z 4 tytułów po które miałem okazję sięgnąć, tylko jeden wywarł na mnie pozytywne wrażenie.
A jakie czytałeś? Bo u mnie póki co z trzech MAGowych serii to właśnie horror otrzymuje najwyższe oceny.
Horrory (które z tego co widzę w 50% nie są nawet horrorami)
To seria grozy, nie horrorów. Nie wiem, co czytałeś, ale mam wrażenie, że jakoś wąziutko pojmujesz tę ideę. Podaj jakieś "wzorcowe" horrory może. AM od początku mówił, że ta seria ma wychodzić poza ramy gatunkowe i pokazywać w grozie "coś więcej".
No ale wracając do najważniejszego, czyli treści. Nie czytałem jeszcze nawet większości i czytał raczej nie będę, bo z 4 tytułów po które miałem okazję sięgnąć, tylko jeden wywarł na mnie pozytywne wrażenie.
Jeśli chodzi o Nienazwaną Grozę, to Biblioteka na Górze Opiec i Dwa Ognie to must read, pozostałe które zdarzyło mi się przeczytać to straszne kasztany, ew. znośne, ale nudne.
Mnie to zawsze dziwiło, że ludzie są w stanie zestawić słowa "nijakie" i "dziwne" w jednym zdaniu. Biorąc pod uwagę, ile klasycznie opowiedzianych historii/klasycznych tematów zostało poruszonych w literaturze po wielokroć, to książka "dziwna" niemal z automatu powinna trafiać do koszyczka "inna niż pozostałe" - jako ta, które różni się od innych, robi coś innego od innych, pokazuje coś czego gdzieś indziej dokładnie w tej samej postaci nie widzieliśmy, bo cechą charakterystyczną dziwności jest to, że jest niemal nieskończona ilość uchwycenia tej dziwności - nie ograniczają ją klasyczne ramy prawdopodobieństwa zaistnienia, sensy ogranicza wyłącznie nasza wyobraźnia. Więc książki dziwne - przynajmniej dla mnie - są prawie zawsze "jakieś", problem jest z uchwyceniem w jakieś sensowne ramy owej dziwności.
Wbrew pozorem można zajrzeć pod powierzchnię tej dziwności głębiej, niż tylko stwierdzić "dziwne". Dlaczego wydaje nam się to dziwne, jakie narzędzia stosuje autor aby wywołać tą aurę dziwności, gdzie przecina się rozsądne wyjaśnienie z surrealną postacią i tak dalej, i tak dalej. Bo często ten największy absurd otaczają jakieś zupełnie racjonalne, dające się klarownie wyjaśnić motywy/wątki. I możemy użyć ich jako klucza interpretacyjnego do tego, co dziwne i trudno pojmowalne na pierwszy rzut oka. Taka literatura sprawia inny rodzaj przyjemności niż klasyczne narracje i nie każdemu przypadnie coś takiego do gustu.
Z ciekawości: "Dwa Ognie" miały jakiś mniejszy nakład czy coś? Po komentarzu Mikkjal i wysokich ocenach na lcz postanowiłem kupić, patrzę, a tu egzemplarze dostępne tylko w Empiku. A od premiery minęły jedynie 3 miesiące.
Nie lubię tam kupować, wiadomo coś o jakiś uzupełnieniach w świecieksiążki i/lub innych sklepach?
Ostatnio zacząłem się zastanawiać - jaki w ogóle ma sens MAG-owa seria "Horrorów" Bez Nazwy?
Poczynając od wątpliwej jakości większości tytułów, ich przynależności do horroru jako takiego aż po sprzedażowe fiasko.
Tak wiem, że to nie jest seria która miała sprzedawać się jak świeże bułeczki, ale jak niedługo po premierach wszystko trafia do koszyków za 10 zł to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak.
No ale wracając do najważniejszego, czyli treści. Nie czytałem jeszcze nawet większości i czytał raczej nie będę, bo z 4 tytułów po które miałem okazję sięgnąć, tylko jeden wywarł na mnie pozytywne wrażenie.
Uczta Wyobraźni - jest tam bardzo dużo perełek, kryteria doboru książek dość jasne. Artefakty - tego nie trzeba komentować. Horrory (które z tego co widzę w 50% nie są nawet horrorami) - ni to piękne literacko, ni to angażujące w inny sposób, po prostu nijakie, byle dziwne i byle inne.
Jeśli dobrze kojarzę to kiedyś AM wspominał, że część książek z nienazwanej serii Horrorów trafiłaby do UW, gdyby seria Horrorów nie powstała.
Seria horrorów ma taki sens, że jest próbą wpasowania się w rynek. Od jakiegoś czasu wydaje się że szeroko rozumiana popkultura idzie w stronę grozy. Nie szlachtowania się maczetami, ale horroru psychologicznego. Jest pewnie próbą zbudowania swojej serii albo wypromowania w tej serii jakiś autorów, których można by było mocnej promować w przyszłości, albo przypomnienia autorów którzy gdzieś w PL się zagubili. Może na razie to wygląda jakby ktoś to robił na czuja i bez łady i składu - też byłem w małym szoku jak w markecie w koszu zobaczyłem i horrory i UW i Artefakty za 10-20 zł za tom. Trochę to dziwne.
Co do selekcji UW to ona też czasami nie trzyma się tego czym była 10 lat temu. Np. McDonald (7 pozycji?) czy Mitchell (już chyba 4?) ze swoimi książkami to tam pasują tak sobie, ale może po doświadczeniach z wydaniem Mitchella poza serią, MAG zdecydował się na to ponieważ w serii sprzedaż jest wyższa?
_________________ "Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
A jakie czytałeś? Bo u mnie póki co z trzech MAGowych serii to właśnie horror otrzymuje najwyższe oceny.
Biblioteka Na Górze Opiec, Dni Ostatnie, Mapa Wnętrza, Jedyni Dobrzy Indianie.
Tylko nr 1 warty uwagi. Reszta to szkoda gadać. Ale to tylko moje zdanie.
Bibi King napisał/a:
To seria grozy, nie horrorów. Nie wiem, co czytałeś, ale mam wrażenie, że jakoś wąziutko pojmujesz tę ideę. Podaj jakieś "wzorcowe" horrory może. AM od początku mówił, że ta seria ma wychodzić poza ramy gatunkowe i pokazywać w grozie "coś więcej".
Nie ma w sumie znaczenia jak ja pojmuję ideę, bo jestem otwarty na nowe dobre doświsdczenia literackie niezależnie od tego jak dana seria się nazywa. To nie tak, że jestem fanem Kinga i to jest moja definicja horroru czy grozy. To co do tej pory przeczytałem jest po prostu dla mnie kompletnie nieciekawe.
Cytat:
Mnie to zawsze dziwiło, że ludzie są w stanie zestawić słowa "nijakie" i "dziwne" w jednym zdaniu. Biorąc pod uwagę, ile klasycznie opowiedzianych historii/klasycznych tematów zostało poruszonych w literaturze po wielokroć, to książka "dziwna" niemal z automatu powinna trafiać do koszyczka "inna niż pozostałe" - jako ta, które różni się od innych, robi coś innego od innych, pokazuje coś czego gdzieś indziej dokładnie w tej samej postaci nie widzieliśmy, bo cechą charakterystyczną dziwności jest to, że jest niemal nieskończona ilość uchwycenia tej dziwności - nie ograniczają ją klasyczne ramy prawdopodobieństwa zaistnienia, sensy ogranicza wyłącznie nasza wyobraźnia. Więc książki dziwne - przynajmniej dla mnie - są prawie zawsze "jakieś", problem jest z uchwyceniem w jakieś sensowne ramy owej dziwności.
To jest podejście, do którego ja stoję w opozycji. Jeżeli dobrze rozumiem co chcesz przekazać, to za sam fakt że książka nie wpisuje się w jakiś kanon czy jakieś ramy należy jej się uwaga, podziw i oczko oceny wyżej. Ja się z tym zupełnie nie zgadzam. W literaturze lubimy sobie opowiadać historie, które już się wydarzyły co nie znaczy, że jest wtórna czy monotonna jeżeli została dobrze opowiedziana.
Za to, że książka próbuje przekraczać ramy, jest na siłę skomplikowana, na siłę w stylu "ja jestem inna niż te wszystkie s*ki", udziwniona czy bazująca na szokowaniu seksem albo brutalnością nie należą jej się żadne fory i ochy achy, tylko z tego powodu. Takich tytułów jest na przykład sporo w UW.
Żeby tylko zobrazować małą ekstrapolacją o co mi chodzi, coraz częściej przypomina mi to sztukę nowoczesną gdzie ludzie zbierają się wokół kupy psa na trawniku i kontemplują co też ów pies chciał nam egzystencjalnego przekazać. (czyt. "Welin", "Viriconium" itp...).
Cytat:
Jeśli dobrze kojarzę to kiedyś AM wspominał, że część książek z nienazwanej serii Horrorów trafiłaby do UW, gdyby seria Horrorów nie powstała.
I to byłoby najsensowniejszym ruchem z mojej perspektywy, dla mnie wydzielanie tych książek na kolejną serię która formalnie nie jest serią, to pomieszanie z poplątaniem.
Cytat:
Jest pewnie próbą zbudowania swojej serii albo wypromowania w tej serii jakiś autorów, których można by było mocnej promować w przyszłości, albo przypomnienia autorów którzy gdzieś w PL się zagubili.
Przy takim poziomie marketingu i prezentacji serii w jakie włożył w to MAG, doprawdy próba dziwna jakby z góry założona na zasadzie "za mało dopłacamy do UW, dawać większe babole".
Jeżeli dobrze rozumiem co chcesz przekazać, to za sam fakt że książka nie wpisuje się w jakiś kanon czy jakieś ramy należy jej się uwaga, podziw i oczko oceny wyżej.
Nie, miałem na myśli dokładnie to co napisałem, ani jedno zdanie mniej, ani więcej. Skoro książka jest dziwna znaczy, że się różni od innych (czy in plus czy in minus, dla argumentu nie ma to znaczenia) i przez samo to nie będzie niejaka. Będzie bardzo dobra, będzie bardzo zła, będzie pojebana, ale nie będzie nijaka, wręcz przeciwnie -> będzie jakaś. Przeważne, nie zawsze, ponieważ w teorii można kopiować i tutaj, w teorii można stworzyć coś dziwacznego i wtórnego, ale przeważnie będziemy mieli do czynienia z jakimś indywidualnym novum.
Akurat Viriconium mam na świeżo (listopad 2024) i była tam masa rzeczy, które można poddać ocenia wchodząc w tekst głębiej. Porównywanie tego stricte do absurdalnych przykładów sztuki nowoczesnej jest w mojej ocenia przejawem złej woli, bo gdybyśmy tak wspólnie usiedli przed tym tekstem i wykazałbym ci gdzie i o czym jest mowa i jakie fragmenty jednoznacznie wskazują na poruszany temat, dodał kontekst odautorski (czasem nie wszystko jest oczywiste bez kontekstu) to jestem przekonany, że czytelnik Uczty Wyobraźni mógłby się do kilku interpretacji przychylić.
I mówiąc o novum - przeczytałem już w życiu z pół tysiąca książek fantastycznych i nie spotkałem się z drugim Viriconium. Nie każę nikomu za to przypisywać punktów, z drugiej strony gdybym tak potrafił napisać książkę, która miałaby w sobie unikalne cechy, niespotykane w twórczości fantastycznej, to bym chyba ją napisał, ale nie potrafię. Jest niezwykle ciężko coś takiego wykoncypować, dlatego oryginalność się nagradza. Natomiast wykonanie - bądźmy szczerzy, 95% z nas nie pomyśli "ta książka jest świetna, ja po prostu jej nie zrozumiałem". Nie, to z książką jest problem, jeśli jej nie rozumiem, autor mógłby być bardziej klarowny, a dyktatorem tej klarowności powinien być mój niepowtarzalny mózg, centrum wszelkiej myśli i stworzenia.
Mówiąc, że oceniamy wykonanie - w przypadku książek trudnych, o takim niesamowitym bogactwie językowym jak Harrisona - tak naprawdę oceniamy "czy mój mózg to zrozumiał". Jeśli to nie ma DLA MNIE sensu, to posiadać go nie może. A według mnie może i będę go poszukiwał 1. dlatego, że to przyjemne 2. nie ma minusów tego, że poprzez analizę (własną lub konfrontacji z opiniami innych ludzi) książka spodoba mi się bardziej niż na to realnie zasługuje. Tylko na tym skorzystam, bo książki w końcu czytamy po to, aby nam się spodobały - aby pozostawiły po sobie ślad.
I jeszcze jedno - w wyjściowym komentarzu napiłeś, że należy jej się UWAGA. Tak, z tą częścią mogę się zgodzić. W pewnym momencie przestały mnie interesować kolejne historie osadzone w przyszłości tylko o trochę zmienionych nazwach (space opery), wydawały mi się wtórne, a rzeczy wtórne wydają mi się - dziś - nudne. I wolę przeczytać nawet gorszą książkę, mniej przyjemną w odbiorze, ale aby miała jakieś świeże spojrzenie, ciekawe zabiegi stylistyczne. Jeśli jest niejednoznaczna, jeśli podejmuje otwarty dialog z czytelnikiem, ale że połowa tego dialogu to JA, więc sam odbiór treści będzie "ciekawszy", elastyczniejszy, pociągający intelektualnie. I uważam, że takim książkom należy się większa uwaga. Jasne, Reynolds jest fajny, Hamilton to dobra zabawa, można się cieszyć z historii o klasycznej budowie, ale intelektualne puzzle to wspaniałe rzecz! Nawet jeśli 100% nie będzie pasowało w Twojej głowie (nigdy nie pasuje), to przynajmniej tą częścią zdołasz przeniknąć do innego umysłu - autora i jest to niezwykłe doświadczenie. Gdy już Ci się to uda, nie będziesz pytał "jak można dawać punkty za dziwność" - samemu robisz to dobrowolnie z doznania czystej satysfakcji. Że udało wam się - Tobie i autorowi - porozumieć za pomocą środków wyrazu serwowanych nie-wprost.
Wiesz, ja kompletnie nie rozumiem Pynchona, ale przez myśl by mi nie przeszło, że ludzie którzy się nim zachwycają padli ofiarą zbiorowej halucynacji dla czegoś nieistniejącego i tylko ja byłem na tyle inteligentny, aby przejrzeć tę pustkę. Szczególnie, że nie mam wykształcenia humanistycznego - do końca życia będę skazany na to, że pewne książki będą dla mnie niedostępne, że pewne skojarzenia myślowe nie będą przychodziły mi naturalnie - ba, nie będę nawet wiedział, że są w ogóle możliwe! Że brakuje mi sporej wiedzy ze sfery sztuki, filozofii czy literatury, więc gdy autor świadomie nawiązuje do jakiegoś prądu sprzed 400 lat istnieje spora szansa, że tego nie wyłapię - a gdy tego nie wyłapię, umknie mi sprytnie wpleciony sens, który jest klarowny dla kogoś, kto tych braków w wykształceniu nie posiada. Taki jest już los gdy wybrało się zainteresowania nauk ścisłych, a zachciało się czytać rzeczy literacko zaawansowane.
A jakie czytałeś? Bo u mnie póki co z trzech MAGowych serii to właśnie horror otrzymuje najwyższe oceny.
Biblioteka Na Górze Opiec, Dni Ostatnie, Mapa Wnętrza, Jedyni Dobrzy Indianie.
Tylko nr 1 warty uwagi. Reszta to szkoda gadać. Ale to tylko moje zdanie.
Na pewno: "Dwa ognie" i "Drood" wypadałoby przeczytać, a nie skreślać serię po lekturze zaledwie 4 książek. Tym bardziej, że mamy tutaj bardzo różnorodne pozycje.
Akurat "Dni ostatnie" też mi jakoś nie podeszły za specjalnie.
czytacz060 napisał/a:
Przy takim poziomie marketingu i prezentacji serii w jakie włożył w to MAG, doprawdy próba dziwna jakby z góry założona na zasadzie "za mało dopłacamy do UW, dawać większe babole".
W sumie to chyba jednak MAG więcej dopłacił do UW. Zwłaszcza że większość tytułów w "Horrorach" nie grzeszy objętością.
Co do kwestii, że "Horrory" i Artefakty trafiają się tanio w marketach. Były i są tam również książki takich tuzów sprzedażowych jak np. Bardugo, Gaiman czy Sanderson, więc w tym świetle to niekoniecznie musi coś znaczyć.
...doprawdy próba dziwna jakby z góry założona na zasadzie "za mało dopłacamy do UW, dawać większe babole".
Kolejny człowiek pewien swej doskonałości.
Te babole istnieją w Twojej wyobraźni i obawiam się, że Twój gust jednak nie jest wyznacznikiem atrakcyjności i wartości danej książki.
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Te babole istnieją w Twojej wyobraźni i obawiam się, że Twój gust jednak nie jest wyznacznikiem atrakcyjności i wartości danej książki.
Oczywiście masz rację, ale ja też nie rozumiem polityki dystrybucyjnej, w której na jatki w supermarketach trafiają książki z takich wizytówek MAGa jak UW, Artefakty czy Seria Grozy. Rebisowego Wehikułu Czasu tam nie widuję. O Wymiarach tym bardziej nie wspomnę.
Ja też nie, ale jest to powszechne zjawisko, więc jakiś sens ekonomiczny musi mieć, być może oparty o to, że lepiej odzyskać szybko część pieniędzy niż czekać latami aż coś się sprzeda.
_________________ Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.
G. Orwell
Jeśli dobrze kojarzę to kiedyś AM wspominał, że część książek z nienazwanej serii Horrorów trafiłaby do UW, gdyby seria Horrorów nie powstała.
I to byłoby najsensowniejszym ruchem z mojej perspektywy, dla mnie wydzielanie tych książek na kolejną serię która formalnie nie jest serią, to pomieszanie z poplątaniem.
Pomieszaniem z poplątaniem to jest takie marudzenie, o ile nie jesteś Pan inwestorem w MAG-u.
Gdyby nie nowa seria, to śmiem przypuszczać na granicy z pewnością, że część tytułów z nienazwanej serii "Horrorów" w ogóle nie pojawiłaby się w MAG-u. Narodziny "trzeciego dziecka" pozwoliły na ich zaistnienie. I fajnie, bo zawsze to mniej lub bardziej miła odmiana po przereklamowanych Kingach czy dennych Mastertonach.
Oczywiście masz rację, ale ja też nie rozumiem polityki dystrybucyjnej, w której na jatki w supermarketach trafiają książki z takich wizytówek MAGa jak UW, Artefakty czy Seria Grozy. Rebisowego Wehikułu Czasu tam nie widuję. O Wymiarach tym bardziej nie wspomnę.
Przede wszystkim musisz sobie odpowiedzieć, czy to są wizytówki w kontekście rynku. A przynajmniej to, co ma zarobić. Być może to prosta kalkulacja: niech w pierwszym rzucie fani ambitniejszych rzeczy kupią, jakoś tam pokryje to koszty, a reszta w hurcie po taniości by wyjść na zero/mały plus i nie produkować kosztów magazynowych.
Albo próba dotarcia do nowych klientów, takich którzy by nigdy się nie zainteresowali ofertą wydawnictwa. Wtedy może wychodzi że 1/x powraca jako klient świadomy. Ale to zwykła gdybologia skoro wydawnictwo nie bankrutuje, ma ustawiony lineup na kilka lat do przodu to chyba wiedzą co robią.
_________________ W życiu - oczekujemy co najwyżej sporej porcji bezrefleksyjnej zabawy i przyczynku do dalszej zabawy.
Te babole istnieją w Twojej wyobraźni i obawiam się, że Twój gust jednak nie jest wyznacznikiem atrakcyjności i wartości danej książki.
Oczywiście masz rację, ale ja też nie rozumiem polityki dystrybucyjnej, w której na jatki w supermarketach trafiają książki z takich wizytówek MAGa jak UW, Artefakty czy Seria Grozy. Rebisowego Wehikułu Czasu tam nie widuję. O Wymiarach tym bardziej nie wspomnę.
A to nie wynika z tego, że MAG tylko wydaje swoje książki, ale dystrybutorem tych książek jest chyba Olesiejuk?
A w przypadku Rebisu i pewnie Vespera - oni również sami dystrybuują swoje książki?
_________________ Załączam różne wyrazy i pozdrawiam
Goldsun
A to nie wynika z tego, że MAG tylko wydaje swoje książki, ale dystrybutorem tych książek jest chyba Olesiejuk?
A w przypadku Rebisu i pewnie Vespera - oni również sami dystrybuują swoje książki?
Nie napisałem, że nie rozumiem polityki dystrybucyjnej MAGa. Nie rozumiem polityki Dresslera/Olesiejuka w tym wypadku. Chociaż przypuszczam, że to nie jest samodzielna decyzja dystrybutora i MAG jednak musi się zgodzić na rzucenie jego książek do koszy w Carrefourze.
@Shadowmage,
Celna uwaga.
@fdv,
Jednak wątpię w to hodowanie świadomych czytelników serii poprzez tanią książkę.
Jak poruszyliście ten temat, to i ja przyznam, że czasami zastanawiam się dlaczego tak dużo MAGowych nowych/dobrych/ciekawych książek wpada na promki w ŚK. Vespera, Rebisu, Zyska czy Prószyńskiego tam nie uświadczycie (ten ostatni co najwyżej w formie romansów), a z FS to głównie jakieś kasztany, które lądują tam w kółko albo pierwsze tomy na zachętę. A MAG? Przeważnie jak w jakimś kalendarzu pojawi się pierwszy tom serii, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że wszystkie kolejne również wpadną - choćby cały Eragon w 2024.
Teraz z cyklu "nie znam się, ale się wypowiem": dla mnie to wygląda tak, jakby wydawnictwo doprawdy nisko ceniło część książek, które wydaje, bo pojawienie się nowości po kilku miesiącach na promce sięgającej 70% przypomina jakieś błaganie o zakup. I to nie jest pojedynczy przypadek, tylko norma. Mogę się założyć, że sporo ludzi czeka chwilę z kupowaniem nowości MAGa, bo po jakimś czasie połowa albo i więcej wyląduje w wyprzedaży/kalendarzu/okazji ŚK. W ten sposób można było skompletować choćby ww. Eragona, Fondę, Kroniki Riyrii i masę innych rzeczy, które już posiadałem i tym samym nie zwracałem na nie uwagi w tego typu promocjach. Chyba najbardziej ekstremalny przykład to "Czarne słońce" - premiera 23.11.22, a w kalendarzu wylądował dosłownie miesiąc później za 16,99.
Świat Książki jest dystrybutorem książek MAG-a.
Promocje:
- napędzają spowolnioną dynamikę sprzedaży
- stanowią zachętę do sięgnięcia po książki danego autora, np. dalsze części cyklu
- pozwalają na szybsze zwolnienie miejsca w magazynach
Świat Książki jest dystrybutorem książek MAG-a.
Promocje:
- napędzają spowolnioną dynamikę sprzedaży
- stanowią zachętę do sięgnięcia po książki danego autora, np. dalsze części cyklu
- pozwalają na szybsze zwolnienie miejsca w magazynach
Co do 1 i 3: rozumiem w dłuższej perspektywie czasu, ale kilka miesięcy po premierze? Czyszczenie magazynu z resztek nakładu? Rozumiem. "Czyszczenie magazynu" z, powiedzmy, 1000 sztuk nowości? Niekoniecznie. Może jak MAG wprowadzi tę politykę wydawania mniejszej ilości książek, to i skończy lądować na wyprzedażach.
Co do 2: gdyby tylko pierwszy tom był taniej, to rozumiem, ale to przeważnie dotyka całych serii, o ile oczywiście są już wydane.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum