Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Newport Health Clinic
Autor Wiadomość
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-22, 18:50   

Zamknęła odruchowo dłonie na kubku i odwróciła głowę w stronę Evana. Nie wyglądała lepiej, blada i z zaczerwienionymi oczami a przy tym przeraźliwie smutna. Diabli wzięli radosne iskierki, które zawsze miała w oczach. Aczkolwiek po słowach lekarza część tego wszystkiego nieco odpłynęła. Ricky natężyła się i zdobyła na bardzo słaby uśmiech, którym starała się podnieść na duchu zdewastowanego Evana i siebie. I w tym momencie zdała sobie sprawę, że jakiekolwiek miała wrogie uczucia do Ballmera - przeszły. Kiwnęła głową z podziękowaniem i poklepała lekko jedną ręką jego wolną rękę w próbie pocieszenia. Po chwili wzrok ponownie przeniosła na lekarza czekając na odpowiedź.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
KapitanOwsianka 
plotkara

Posty: 2736
Skąd: Od wujcia fotela
Wysłany: 2008-05-22, 20:05   

Lekarz przybrał współczującą minę Przykro mi... Nadal jest nieprzytomny. Możecie teraz do niego wejść. powiedział wskazując spokojnie na jeden z pokoi. Ale tylko rodzina. powiedział widząc, jak Erica zrywa się.
James spojrzał ponuro na dziewczynę, a potem na lekarza. Ona jest członkiem rodziny. powiedział spokojnie. Po czym ruszył w kierunku pokoju.
_________________
"I'm awesome"
"Two words: no tongues."
"I'm so happy for you I'm gonna go vomit now."

Miewam napady wściekłości.
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-22, 20:27   

- Dzięki - powiedziała cicho patrząc z wdzięcznością na ojca Maxa. Popatrzyła na kubek kawy której nie tknęła, a potem na Evana. - Popilnujesz chwilę? - poprosiła podając mu go, a potem pobiegła za resztą.
Zatrzymała się przy drzwiach w progu skupiając tęskne spojrzenie na nieprzytomnym Maxie. Usta ułożyły się w jego imię ale nagle jakoś utknęła opierając o framugę i patrząc na starych Maxa i jego wuja przy łóżku. I jakoś tak stwierdziła, że jest nie na miejscu i obserwuje coś całkiem prywatnego. Bez względu na to co James Parker powiedział - ona nie była rodziną, a to był czas tylko dla rodziny.
- I... I'll better leave you alone with him now... przyjdę za chwilę - powiedziała prawie szeptem, wycofała się i roztrzęsiona oparła o ścianę tuż obok drzwi, zaciskając mocno oczy i starając się raz jeszcze wziąć w karby emocje.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
Eithel 


Posty: 631
Skąd: Częstochowa/Kraków
Wysłany: 2008-05-22, 22:15   

Z wdzięcznością przyjęła kubek z kawą od Evana - to zadziwiające jak pewne zdarzenia łączą nawet tych ludzi, którzy się nienawidzą. Odgarnęła włosy, które zapamiętane w nieładzie zasłaniały jej cały obraz. Obserwowała całą scenę patrząc z prawdziwą troską na Ricky - nie miała tak naprawdę przy sobie nikogo bliskiego.. ani Ell, ani Vann.. a Max leżał nieprzytomny w pokoju obok.
Stanęła tuż obok niej i delikatnie położyła jej dłoń na ramieniu - Ricky.. - wyszeptała łagodnie, czując jak jej samej łzy napływają do oczu.
_________________
"This town is big enough for only one manipulative bitch"
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-22, 22:35   

Drgnęła jakby przestraszona pod tym dotykiem i otworzyła oczy patrząc w oszołomieniu na Lindsay. Takiego głosu od niej się nie spodziewała, ale w sumie po dzisiejszej nocy nie sądziła że będzie przygotowana na cokolwiek. Szybko mrugnęła i otarła to co jej poleciało z oczu gestem wyrażającym kompletną bezradność.
- He will be allright - wydusiła z siebie w końcu - Lekarz powiedział, że z tego wyjdzie. Trzeba w to wierzyć... but it's so hard... i jeszcze to jak się wczoraj pożegnaliśmy... Jesus... gdybym tylko wiedziała co się stanie, nigdy bym nie mówiła takim tonem... - wciągnęła głęboko oddech i znowu zacisnęła oczy uświadamiając sobie co mówi i do kogo. I nie wiedząc czy może jej zaufać. Ponownie wzięła się w garść i zamknęła to co czuła w sobie tam gdzie dosięgnąć mogli tylko przyjaciele. Linds kimś takim nie była. - Wróci do siebie - powiedziała raz jeszcze z uporem jakby upewniała samą siebie - musi... ale jeśli tak się nie stanie? Ja nie wiem co wtedy zrobię... - głos jej zadrżał lekko a oczy podejrzanie zaczęły błyszczeć.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
Eithel 


Posty: 631
Skąd: Częstochowa/Kraków
Wysłany: 2008-05-22, 23:18   

Wiedziała, że nie wzbudza jej zaufania i na pewno nie zacznie się jej zwierzać. Lindsay nawet nie chciała tego słuchać. W zasadzie była tu tylko ze względu na Maxa, z którym kiedyś tak wiele ją łączyło.. i który nadal był jej przyjacielem. Wiedząc jednak ja Ricky musi to przeżywać po prostu ją przytuliła.
- Nic już nie mów.. Myśl pozytywnie, nie dopuszczaj do siebie czarnego scenariusza. - szeptała do niej bardzo łagodnym tonem, gładząc ją po włosach - It just won't happen. I promise.. To jest Max, on przecież zawsze wygrywa. Wiesz o tym.
_________________
"This town is big enough for only one manipulative bitch"
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-22, 23:42   

Pozwoliła się przytulić ale sama nie oddała tego przytulenia.
- How do you know... - mruknęła - posiadłaś jakąś moc, które sprawia, że znasz przyszłość?
Ton wypowiedzi Erici zaczął być gorzki. Linds najwyraźniej nie rozumiała jej, czego mogła się spodziewać. Ricky rozpaczliwie zatęskniła za kimś kto by ją zrozumiał, ale w okolicy nikogo takiego nie było. Poczuła nagle wstyd i złość na samą siebie - Lindsay się najwyraźniej starała a ona właśnie miała zamiar być nieprzyjemna dla niej dlatego, że nie jest Ell, ani Vann ani Evanem. Odetchnęła więc głębiej i zmusiła się do uspokojenia.
- Wiem i się staram...ale to jest takie ciężkie wiedzieć, że nie mogę nic zrobić chociaż tak bardzo bym chciała...to love somebody like this and be completely helpless... - na moment oparła się o Linds ale zaraz odsunęła od niej. Trzy sekundy przyjaźni się skończyły i znowu były dziewczynami z 2 różnych światów.
- Wygrywa. Zawsze. Mimo wszystko - pokiwała głową - Masz rację.Ale to nie zmienia faktu, że się tak strasznie boję... - ból zabrzmiał w jej głosie ale ponownie zamknęła się przed Linds. Zamiast dokończyć spojrzała na nią łagodniej. - Thanks. Doceniam próbę wsparcia. Skąd sie tu w ogóle wzięłaś? Jest środek nocy!?
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
Eithel 


Posty: 631
Skąd: Częstochowa/Kraków
Wysłany: 2008-05-23, 00:24   

Postanowiła ten jeden, jedyny raz nie reagować na zaczepki i docinki. Wybaczyć jej wszystko z góry i poświęcić się dla Maxa. Obserwowała jak Ricky zmaga się z całym bólem i cierpieniem, który przecież nie był tylko jej udziałem. Spojrzała w kierunku pokoju i pomyślała, jak teraz mogą się czuć Parkerowie. Spokojni, przyjmujący to, co dał im los... w głębi duszy rozpaczający z powodu okropnego wypadku syna. Pośrodku tego krzyku zamienionego w szept, morza łez będącego w istocie tylko jedną, nierozważną kroplą była ona. Nie obojętna, ale też nie zupełnie zaangażowana.
- Evan zadzwonił do Nathana.. he'll be in a minute. - powiedziała, po raz pierwszy w życiu wymawiając imię Ballmera. Sama była sobą zaskoczona. - Nie bój się. Jest silny i wygra. Poza tym ma przy sobie swoją rodzinę, ukochaną.. - zaakcentowała łagodnie ostatnie słowo, gładząc ją po włosach - .. przyjaciół. Z taką drużyną nie da się.. - lekki błysk bólu w oczach wystarczył żeby Ricky wiedziała, co Lindsay miała na myśli - ... przegrać.
_________________
"This town is big enough for only one manipulative bitch"
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-23, 10:23   

Kiwnęła głową.
- Z moment będzie tu cała drużyna w takim razie. Podobno faceci to więksi plotkarze niż dziewczyny - powiedziała lekko się uśmiechając. Rzuciła okiem w stronę pokoju zastanawiając się czy już mogłaby tam zajrzeć i czy rodzina Maxa już spędziła ten prywatny czas sama z nim w spokoju.
- Thanks again that you're here - powiedziała spokojnie - ale teraz to chyba pójdę i zobaczę jak się ma. Bardzo bym chciała. - dodała takim głosem, który wyrażał, że "bardzo" to najmniejsze co można było powiedzieć o tym chceniu. - Więc może poczekaj na Nathana z Evanem, co?
Uśmiechnęła się raz jeszcze do Linds a potem podeszła na palcach do drzwi pokoju i wśliznęła się do środka starając się nie przeszkadzać. Od razu starała się też wyczuć czy nie przyszła w nieodpowiednim momencie, a spojrzenie z nieskończoną tęsknotą spoczęło na Parkerze rozciągniętym na łóżku.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
KapitanOwsianka 
plotkara

Posty: 2736
Skąd: Od wujcia fotela
Wysłany: 2008-05-23, 11:05   

W tym czasie w pokoju James obejmował Kirsten, która w sumie była spokojna. A przynajmniej na wierzchu. Zostanę tutaj na noc. Dzwoniłem już do biura, że nie przyjdę, więc posiedzę tutaj, ale Ty masz jutro pracę, więc powinnaś wracać do domu. Cooper? Zabierzesz Kirsten?
Cooper odpowiedział tylko kiwnięciem głowy, po czym poczochrał Maxa po głowie i wraz z Kiki wyszli z pokoju.
Max leżał tak bezradnie, nieprzytomny z podbitym jednym okiem, bardzo blady. Zupełnie się nie ruszał.

Nie minęło parę minut, kiedy na korytarzu pojawił się Nathan. Ubrany w krótkie spodenki i obszerną bluzę Adidasa, najpewniej zarzuconą na gołe ciało. Stanął przy dziewczynach i nie wiele mówiąc objął obie przyciskając mocno do siebie.
_________________
"I'm awesome"
"Two words: no tongues."
"I'm so happy for you I'm gonna go vomit now."

Miewam napady wściekłości.
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-23, 11:18   

Pozwoliła się ścisnąć teraz z kolei jemu, ale szybko się wywinęła.
- I have to... must... see him... wybaczcie...- mruknęła, poklepała Nathana po ramieniu i udała się wreszcie do pokoju. Spojrzała nieśmiało na ojca Parkera, ale w tym spojrzeniu była prośba by jej nie wyganiał. Rozejrzała się szybko za jakimś krzesełkiem ale w końcu darowała sobie i siadła na samym brzeżku łóżka tak by nijak nie uszkodzić poszkodowanego. I dopiero teraz odważyła się na niego tak naprawdę spojrzeć.
- Skarbie... - rozległ się cichy głos pełen tęsknoty i cierpienia gdy w jej oczach ponownie zakręciły sie łzy. Odruchowo sięgnęła jedną ręką i przykryła jedną jego dłoń swoją dłonią a potem delikatnie objęła jego palce swoimi. - Max...
Nie spodziewała się jakiejkolwiek odpowiedzi czy reakcji z jego strony. Po prostu sam fakt mówienia do niego dawał częściową ulgę. Tak jak i obserwowanie powolnego wznoszenia się i opadania klatki piersiowej w oddechu. W tym momencie cały świat Erici zawęził się do tego łóżka i leżącej na nim osoby. Wokół mogło się dziać cokolwiek - ona i tak by tego nie zauważyła, chyba żeby odwrócono jej uwagę od Maxa. A to mogło być bardzo trudne.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
  
 
 
Eithel 


Posty: 631
Skąd: Częstochowa/Kraków
Wysłany: 2008-05-23, 11:58   

Przytuliła się do Nathana z całej siły, zasłaniając włosami oczy pełne łez. Nie chciała, żeby ktokolwiek widział jak płacze. Ukrywać emocje potrafiła wręcz doskonale.. ale tym razem tama pękła. Wszystko, co ostatnio się działo po prostu ją przerosło. Nie miała ochoty się odzywać, słowa zresztą były zupełnie zbędne. Po prostu stała i czekała, czując ciepło bijące od Nathana.
_________________
"This town is big enough for only one manipulative bitch"
 
 
Noise 
Furiat...


Posty: 652
Skąd: Behind you
Wysłany: 2008-05-23, 17:47   

- Sure, no problem - odpowiedział Ricky i wziął jej kubek z kawą. Siedział na krzesełku wbijając puste spojrzenie w podłogę. Tak bardzo chciał choćby na chwilę pomyśleć o czymś innym, niż o wypadku, ale nie mógł, po prostu nie mógł. Zwiesił głowę, a włosy przesłoniły mu twarz i Evan przestał zwracać uwagi na otoczenie. Gdy przyszedł Nathan kiwnął mu tylko głową na powitanie, nie chcąc przeszkadzać jemu i Linds.
 
 
KapitanOwsianka 
plotkara

Posty: 2736
Skąd: Od wujcia fotela
Wysłany: 2008-05-23, 23:12   

Nathan pogładził Linds po głowie, a potem odsunął ją od siebie. Podszedł do Evana i uśmiechnął się To Ty wezwałeś pogotowie? bardziej stwierdził niż zapytał Dobra robota. Szczęście, że akurat byłeś w okolicy. i wyciągnął w jego kierunku zaciśniętą pięść do przybicia.

James podniósł się z krzesła i położył dłoń na ramieniu Erici. Powinnaś wrócić do domu i położyć się. Rodzice wiedzą, że tutaj jesteś? zapytał z troską w głosie. Jak tylko się coś zmieni to poinformuję Cię. powiedział ciepło.
_________________
"I'm awesome"
"Two words: no tongues."
"I'm so happy for you I'm gonna go vomit now."

Miewam napady wściekłości.
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-23, 23:21   

Przeniosła na niego nieprzytomne spojrzenie.
- Ja... nie mogę. Nie zasnę - westchnęła cicho - so what's the point, sir. Ojciec nie wie... chyba że słyszał jak wybiegam z domu i wyjeżdżam. To było głośne... - przetarła czoło zmęczonym ruchem i popatrzyła ponownie na Maxa. Palce zacisnęły się ponownie na jego palcach. - Zrobiłabym wszystko, żeby się obudził... - szepnęła na wpół do siebie na wpół do starego Parkera.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
KapitanOwsianka 
plotkara

Posty: 2736
Skąd: Od wujcia fotela
Wysłany: 2008-05-24, 13:39   

James pogłaskał ją po głowie i powiedział poważnie No jak chcesz... Zadzwonię do Twojego ojca, ale uważam, że powinnaś chociaż spróbować się przespać. Max pewnie też by tego chciał. powiedział, po czym wziął telefon z kieszeni i wybierając numer wyszedł z pokoju pozwalający by przyjaciele weszli do nieprzytomnego.
_________________
"I'm awesome"
"Two words: no tongues."
"I'm so happy for you I'm gonna go vomit now."

Miewam napady wściekłości.
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-24, 14:00   

Pokiwała głową i jeszcze chwilę posiedziała tam przy nim nic nie mówiąc i po prostu trzymając go za rękę. Po pewnym czasie stwierdziła jednak, że James Parker może mieć więcej racji niż skłonna była przyznać. Spędziła w szpitalu całą noc i zaczęło ją dopadać wyczerpanie.
- Babe... - mruknęła cicho - nie wiem czy mnie słyszysz. Mam nadzieję, że tak. Chcę, żebyś włożył wszystkie siły w obudzenie się.Wszyscy tu jesteśmy... twoi starzy i wujek, ja Linds Nathan i Evan... a pewnie będzie jeszcze więcej osób. I wszyscy chcą cię widzieć zdrowego i przytomnego.
Ujęła jego rękę i przytuliła ją do swego policzka, przymykając oczy.
- Come back to me... please...
W końcu odłożyła jego dłoń.
- Ja muszę iść na razie, ale tylko po to żeby coś zjeść. Więc wrócę. I love you.. more than you can imagine... remember that...
Cmoknęła go lekko w czoło a potem wyszła na korytarz. Chwilę pomyślała i wyjęła telefon. Potem wykręciła numer Chillmana i opierając się o ścianę czekała na połączenie. Po którymś kolejnym sygnale doczekała się wreszcie rozlazłego chillmanowskiego "halo".
- Dave, tu Erica. Max miał wypadek samochodowy. Żyje ale jest nieprzytomny - powiedziała bez owijania w bawełnę - Pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć...
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
Noise 
Furiat...


Posty: 652
Skąd: Behind you
Wysłany: 2008-05-24, 19:51   

- Można by powiedzieć, że uratowałem mu życie. - wyszeptał Evan. Popatrzył jakoś tak dziwnie na wyciągniętą w jego kierunku pięść Nathana, ale przybił żółwia, choć bez zbytniego entuzjazmu. Po chwili jednak uśmiechnął się lekko i powiedział - Jak już będzie zdrów, to będziemy musieli dać mu niezły wycisk, żeby wrócił do formy. Na razie jednak muszę pozbierać z jego Impali ile się da. - odgarnął włosy z twarzy i rozejrzał się nieco przytomniej po korytarzu.
- Shit. - mruknął jeszcze cicho i westchnął.
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-24, 22:29   

W odpowiedzi na wrzaskliwe "what!" odsunęła słuchawkę od ucha na moment i skrzywiła się.
- You heard me - powiedziała ponuro - Newport Health Clinic. I Dave... nie denerwuj się... żyje... oddycha... tylko jest nieprzytomny. Mamy na niego oko, znaczy jego starzy ja i kilka osób jeszcze. Jak chcesz to przyjedź. I dobrze zrobisz dając znać Annie - to wielcy przyjaciele. So see ya 'round.
Rozłączyła się i chwilę opierała jeszcze o ścianę zamknąwszy oczy piekące nieco ze zmęczenia. W końcu ruszyła spod tej ściany powoli gapiąc się w podłogę. Czuła się źle i samotnie i tak cholernie bezradnie jak nikt chyba w tym szpitalu. W pewnym momencie jednak stwierdziła, że jeszcze ktoś najwyraźniej podobnie się czuje. Usiadła koło Evana i spojrzała na niego ze współczuciem. Wyglądał tragicznie.
- Hej... - powiedziała cicho - you're not alone...it's gonna be allright... you just have to belive my words - dodała starając się upewnić w tym i jego i siebie ostatnimi słowami. Poklepała go po ramieniu a potem mocno ścisnęła jego zimną rękę w odruchu cichego porozumienia.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
Eithel 


Posty: 631
Skąd: Częstochowa/Kraków
Wysłany: 2008-05-25, 00:40   

Linds widząc, że nikt w zasadzie nie zwraca uwagi na to, co ona robi postanowiła wejść do pokoju. Max leżał na szpitalnym łóżku, nieprzytomny i blady. Nie sypał swoimi ironicznymi żartami, których i tak przecież nie rozumiała, nie oglądał się za każdą wartą uwagi dziewczyną, nie patrzył w ten sposób, jakby był pewny, że cały świat należy do niego. Po prostu leżał i oddychał, miarowo i spokojnie. Linds poczuła jak pojedyncza łza spływa po jej policzku...
- Come back, Max... - szepnęła cicho, siadając na brzegu łóżka.
_________________
"This town is big enough for only one manipulative bitch"
 
 
KapitanOwsianka 
plotkara

Posty: 2736
Skąd: Od wujcia fotela
Wysłany: 2008-05-25, 11:42   

Nathan uśmiechnął się Będziesz bohaterem. powiedział Co mu odbiło, żeby przeskakiwać na czerwonym świetle? Nigdy nie łamał przepisów, nikt go nie podpuszczał bo w samochodzie był sam. Hmmm... Może chciał sobie coś udowodnić? zaproponował, a potem zorientował się, że można do Maxa wejść Wchodzisz? zapytał.

Max tym czasem leżał tak jak na początku. Żadne zaklinania nie były w stanie sprawić by wrócił i żadne prośby nie mogły go obudzić. W pokoju szpitalnym było tak zimno, a może po prostu się dziewczynom zdawało.
_________________
"I'm awesome"
"Two words: no tongues."
"I'm so happy for you I'm gonna go vomit now."

Miewam napady wściekłości.
 
 
Noise 
Furiat...


Posty: 652
Skąd: Behind you
Wysłany: 2008-05-25, 15:22   

- Yeah, I know Ricky. - uśmiechnął się smutno i zacisnął palce na jej dłoni. - Wszystko będzie dobrze. Pozwól, że wejdę do niego na chwilę. - powiedział, po czym wstał z krzesełka i spojrzał na Maxa leżącego na szpitalnym łóżku, jak gdyby nie był pewien czy ma prawo do niego wejść. W końcu jego uwagę przykuły słowa Nathana.
- Nathan. - Evan spojrzał na chłopaka z pełną powagi miną, a ton jego głosu był nie mniej poważny. - Nie chcę być żadnym bohaterem i nie chcę, abyście komukolwiek mówili o tym, że to ja go tu przywiozłem. - teraz zwracał się już do wszystkich, choć jego spojrzenie nadal utkwione było w Nathanie. - Proszę was. A teraz wejdźmy do niego na chwilę. - i to powiedziawszy ruszył sztywnym krokiem do sali w której leżał Parker. Evan stanął w nogach jego łóżka i patrzył na chłopaka, który właśnie z jego winy omal nie stracił życia. Po paru minutach stania w ciszy przy jego łóżku Evan wreszcie zdecydował się wyjść z powrotem na korytarz. Odruchowo podszedł do Ricky - It's harder than I thought. - wyszeptał nieco drżącym głosem.
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-25, 16:23   

Popatrzyła na niego smętnym spojrzeniem.
- Wiem... widzieć gościa w takim stanie i mieć świadomość, że jeszcze parę godzin temu był taki jak my... - przetarła oko i pociągnęła z kubka kawy. Kawa była już zimna więc Ricky sie skrzywiła i odstawiła kubek, po czym ponownie spojrzała na Evana - Nie bądź taki ostry w stosunku do siebie. Pomogłeś mu, byłeś na miejscu jak tego potrzebował. W końcu dzięki temu żyje. I za to jestem ci bardzo wdzięczna. Gdyby nie to... - nie dokończyła bo głos jej się lekko załamał, podniosła się i niespodziewanie przytuliła go - Możesz mówić, że nie jesteś bohaterem, Evan - usłyszał jej cichy głos tuż przy swoim uchu - ale ja i tak wiem swoje.
Oparła na moment czoło o jego ramię czując się zdumiewająco bezpiecznie w tym momencie. Zapewne przez to, że pierwszy raz od długiego czasu nie było między nimi muru. Znów mogli wrócić do tego kapitalnego koleżeństwa jakie mieli kiedyś o ile żadne z nich znowu tego nie schrzani.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
Eithel 


Posty: 631
Skąd: Częstochowa/Kraków
Wysłany: 2008-05-25, 18:28   

Lindsay miała na sobie tylko cienką sukienkę, więc powiew szpitalnego chłodu wywołał falę dreszczy. Upiła łyk kawy, z nadzieją że to ją trochę ogrzeje, jednak okazało się, że ta jest już całkowicie zimna. Nienawidziła takiej lury, więc skrzywiła się z obrzydzeniem.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że chociażby nie wiem jak prosiła i zaklinała to Max tak po prostu się nie obudzi. Siedziała więc nadal na skraju szpitalnego łóżka, oczekując, że gdy tylko załatwi swoje sprawy w tym innym świecie to wróci..
_________________
"This town is big enough for only one manipulative bitch"
 
 
KapitanOwsianka 
plotkara

Posty: 2736
Skąd: Od wujcia fotela
Wysłany: 2008-05-25, 18:31   

Nathan kiwnął głową i spojrzał na zegarek. Był środek nocy, a pan Parker miał rację co do zmęczenia. Podszedł do dziewczyn. Chodźcie zabiorę was do domu. Siedząc tutaj i wypłakując oczy nie pomożecie mu, a pan Parker miał rację. Powinnyście się położyć. zaproponował.
_________________
"I'm awesome"
"Two words: no tongues."
"I'm so happy for you I'm gonna go vomit now."

Miewam napady wściekłości.
 
 
Eithel 


Posty: 631
Skąd: Częstochowa/Kraków
Wysłany: 2008-05-25, 18:38   

Oczy Lindsay zdradzały pewne oznaki potężnego zmęczenia. Wstała więc ociężale i wyszeptała w kierunku nieprzytomnego przyjaciela:
- Bye, Max.. Hope to see you soon. - po czym walcząc ze łzami cisnącymi się do oczu, stanęła obok Nathana - Ok, you're right.
_________________
"This town is big enough for only one manipulative bitch"
 
 
Caylith 
Her Gothic Majesty:P


Posty: 1403
Skąd: z głębi nocy...
Wysłany: 2008-05-25, 18:46   

Odsunęła sie od Evana uśmiechając pocieszająco i przyjaźnie, a potem spojrzała na Nathana.
- A mnie się to nie podoba - powiedziała z buntem w głosie. - On tu zostanie sam... znaczy tylko ze swoim ojcem. Poza tym... I'm not sleepy - dodała tonem skrzywdzonej dziewczynki której karzą iść spać. I ziewnęła nagle, pospiesznie zakrywając usta. Komizm sytuacji przebił się wreszcie przez ciężkie opary smutku jakie ją otaczały ale nie wystarczająco by się uśmiechnąć. Pokręciła tylko głową z rezygnację - I tak nie zasnę...
Ostatecznie minęła Nathana, Evana i Lindsay i znowu przycupnęła przy Maxie.
- Baby...hold on...I love you - przesunęła mu dłonią po włosach z czułością - and I'll be back.
W końcu niechętnie się podniosła.
- Jeśli ktoś ma mnie stąd wyprowadzić to niech lepiej zrobi to teraz bo zaraz się znowu zbuntuję. - westchnęła ciężko podchodząc do reszty i rzucając kolejne tęskne spojrzenie na Maxa.
_________________
"- He he... You know what I like about rich kids?"
" [BAAM!] - Nothing..."

"- We're from different worlds"
"- That's not true..."

"Walk like an angel, talk like an angel... Devil in disguise"
 
 
Derriuz 

Posty: 620
Wysłany: 2008-05-25, 19:09   

- Maybe - rzucił do Anny, nie będąc pewnym wciąż, że wszystko z nim w porządku, ale to nie był problem aktualnej chwili. Objął jej dłoń, gdy go dotknęła, palcami swojej. Gdy patrzył tak przez przednią szybę zdawał się być jednocześnie skupiony na drodze, ale tez dziwnie rozkojarzony. W zasadzie ciężko było stwierdzić która z tych teorii była bliższa prawdzie. Dopiero gdy musiał zatrzymał wóz puścił jej dłoń, żeby zaciągnąć ręczny hamulec. Wyciągnął kluczyki i wyszedł z samochodu. Obszedł go szybko dookoła i otworzył drzwi od strony Anny.
- You need a hand? - zapytał, mając przy tym na myśli czy sama wyjdzie z samochodu, co było raczej oczywiste, przynajmniej dla niego.
 
 
Sygin 
Żywe Srebro:)


Posty: 449
Wysłany: 2008-05-25, 19:15   

- Poradzę sobie, man - powiedziała cicho i wysiadła z Camaro. Gdy zamykał samochód pospiesznie wycierała policzki - widocznie nie doszła do siebie tak szybko jak miała nadzieję wcześniej.
- Nigdy nie lubiłam szpitali - dodała patrząc na budynek - a teraz będzie mi się jeszcze gorzej kojarzyć. Oh God... I hope Max will be fine...and Ricky... w jakim ona musi być stanie teraz. She loves him dearly... To nie fair...
 
 
Derriuz 

Posty: 620
Wysłany: 2008-05-25, 19:41   

- No one likes them. And I bet Ricky and Max won't like 'em even more than we could - rzucił z roztargnieniem, patrząc na budynek kliniki.
- And that's why she may need our support, Anna... - rzekł i objął ją w pasie na wszelki wypadek. Była wyraźnie zszokowana i roztrzęsiona całą tą sytuacją, przynajmniej tak mu to wyglądało. Wkrótce weszli do kliniki, by kilka chwil później być już przed wejściem do pokoju Maxa.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Fahrenheit 451


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 12