Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Mechanika vs Klimat
Autor Wiadomość
Olisiątko 


Posty: 819
Skąd: Izolatka
Wysłany: 2007-10-19, 23:00   Mechanika vs Klimat

Dużo razy spotkałem się z wieloma maniakami mechaniki którzy czcili swe kostki tak, że z nimi spali a rano kostki byłe lepkie, ich karty postaci były albo slicznie zadbane albo tak zmaltretowane od czytania wielokrotnego, że niczym się nie różniły od papieru toaletowego.
Z drugiej strony widziałem graczy którzy zrobią sobie postać maksymalnie dopracowaną, z historią życia opisaną co do tygodnia/dnia/godziny.minuty i potem maksymalnie się wczuwają, albo przynajmniej się starają.
A gdzieś pośrodku tkwi Mistrz Gry który musi to wszystko pogodzić...

Co jest ważniejsze w grach RPG? Długie walki z masa rzucania kostką, chalniem magicznych mikstur i rzucaniem fireballi (vide D&D) czy też odgrywanie jaki to świat jest zły, podły, cudowny, piękny i prowadzenie dysput "klimatycznych" z napotkanym sprzedawca jablek?

Ja? Ja osobiście wywaliłem całkowicie mechanikę z systemów. Na cholerę mi nawet jeden mały rzut kością kiedy można sobie coś ładnie opisać. MOże to taka specyfikacja mojej druzyny którzy zaczeli rzygać wręcz mechaniką przy piątym mieczu +10 przeciw adminom... od przeszło roku gramy bez mechaniki i jak narazie nikt nie narzekał. Walki są, trupy są, akcja jest, fabuła jest i zabawa jest ;p
_________________
All the ways you wish you could be, that's me.
I look like you wanna look.
I fuck like you wanna fuck.
I am smart, capable, and most importantly, I am free in all the ways that you are not.
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5381
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2007-10-19, 23:08   

Olimp Bathory napisał/a:
Ja osobiście wywaliłem całkowicie mechanikę z systemów.

Tys naprawdę w porządku człowiek jest. o.O No i tak, moim zdaniem - które jest podobne - mechanika w umiarkowanej dawce jest rzeczą, która potrafi spowodować urealnienie samej gry. No ale jeśli mamy fanatyka - odnoszę się do MG tutaj - który trzyma wszystko w ramkach gra traci klimat i staje się... zwykłą, nudną, sztampową, nie do zniesienia męczarnią. o.o Wywalić mechanikę? A czemu nie! Przecież to ma być zabawa, a nie zawody kto lepszy itd. O tym powinno się pamiętać przede wszystkim. Gra ma bawić i przynosić zadowolenie.

PS.
Ja to noob jestem. :mrgreen:
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Olisiątko 


Posty: 819
Skąd: Izolatka
Wysłany: 2007-10-19, 23:11   

MadMill napisał/a:
No ale jeśli mamy fanatyka - odnoszę się do MG tutaj - który trzyma wszystko w ramkach gra traci klimat i staje się... zwykłą, nudną, sztampową, nie do zniesienia męczarnią. o.o Wywalić mechanikę? A czemu nie! Przecież to ma być zabawa, a nie zawody kto lepszy itd. O tym powinno się pamiętać przede wszystkim. Gra ma bawić i przynosić zadowolenie.


Spotkałem się z opinią, że nie da się prowadzić bez chocby 1 rzutu kostką... jakoś się udaje.
Może ktoś się lubi czasem wyzyć i pobawić się super podrasowanym krasnalem z wielkim toporem i zarzynać mase wroga (w d&d ciezko zabić wysokolvl postac gracza --_- ). Ale jak dla mnie to bardziej hack & slash niż Role Playing Game.

MadMill napisał/a:

Tys naprawdę w porządku człowiek jest. o.O


Tylko według 1 na 10 lekarzy. ;p
_________________
All the ways you wish you could be, that's me.
I look like you wanna look.
I fuck like you wanna fuck.
I am smart, capable, and most importantly, I am free in all the ways that you are not.
 
 
makatka 
Zapluta Wiedźma


Posty: 939
Skąd: wprost z absurdu
Wysłany: 2007-10-19, 23:16   

Ja jestem za niekomplikowaniem życia i nie psuciem nastroju nadmiarem mechaniki. Gdzie trzeba, tam trzeba, ale dla mnie najważniejszy jest klimat. Uwielbiam mistrzów, którzy potrafia poprowadzic przygodę tak, by mechanika była praktycznie zbędna.
_________________
Pitbull- morderca miejsca w łóżku i Twoich kanapek.

zimo, zimo... WYPIERDALAJ!
 
 
Shadowrunner 
Dusza Dzikiego Ludu


Posty: 404
Skąd: Majorat Rabsztyński
Wysłany: 2007-11-01, 23:24   

Napisze coś chyba zgoła odmiennego od moich poprzedników (i poprzedniczki ;-) ).

Wychowałem się na Kryształach Czasu, jestem oldskulowym KCciarzem i jak nie widzę przed sobą skomplikowanych wzorów matematycznych, to popadam w obłęd niebezpieczny dla otoczenia :P

I lojalnie ostrzegam, że jeśli od tego momentu ktoś powie choćby jedno złe słowo o KC to urwe mu łeb gołymi rekami (obarczonymi niegasnącą mocą czaru "Ręki Boskiej") a serce brutalnie wyrwę żywcem z piersi rytualnym, płomiennym sztyletem o 5tym, artefaktycznym stopniu umagicznienia i rzucę w dymiący, liturgiczny koksownik - na chwałę Setha, Starego Węża, Boga-Ojca Wszystkich Kobr //devil

;) :P :mrgreen:

Nie lubię rozstawać się z mechaniką w czasie gry, bo bardzo lubię aspekt wykorzystywania systemu symulacjonistycznego w RPG - nawet pomimo tego, że obecnie grywam w systemy tak odległe od KC jak ZC, WoD czy WFRP. Życie przecieka między palcami, gdy nie turlasz kostkami - jak mawiał filozof Platon ;-) Nie chodzi mi o to, żeby kostki decydowały o wszystkim - ale czasami lubię element losowy, dodający smaczku całej sytuacji - szczególnie jeśli wprowadza element niepewności do gry, pewnego ryzyka, hazardu - wręcz bym powiedział. Dla mnie to równie istotny element gry, co odgrywanie postaci czy dobrze opowiedziana historia. Nie wartościuję żadnego z tych elementów ponad inne - ale uważam je wszystkie za równie ważne i nieodzowne w grze.

Choć z drugiej strony - nienawidzę tego czegoś, co Oli określił mianem "walki z masa rzucania kostką, chalniem magicznych mikstur i rzucaniem fireballi" i jest to jeden z powodów, dla których nie przepadam za DDkami w ich klasycznej postaci, bo uważam, że to strasznie upłyca grę.
Z tego też wzgledu KC w które zwykliśmy grywać z ziomkostwem to na dobrą sprawę nie były KC w czystej postaci bo trudno tam było uraczyć typowego wyścigu zbrojeń, który jakże często pojawia się w wersji h&s (którego też nie lubię - choć lubię, żeby od czasu do czasu w scenarze była jakas ostra rzeź ;-) choćby malutka karczemna burda :mrgreen: ). Nie lubię też typowego heroicu - ja w RPG stawiam na epikę - na intrygi polityczne, spiski, emocje i akcję, widowiskowe starcia wielkich armii i BG rzucanych w sam środek tego kotła lub wtajemnicznych w kulisy takich zdarzeń. Do tego mechanika zasadniczo potrzebna nie jest, ale fajnie jest turlnąć dropsem od czasu do czasu. Czasami nawet grywaliśmy w coś co dalekie było i od epiki i heroicu - zdarzało nam się, że 50% czasu przygody poświęcaliśmy na tzw. off-stage: wykonywanie tak prozaicznych czynności jak zakupy na targu, dorobkiewiczowskie kolekcjonowanie małej fortuny (niekoniecznie pozyskiwanej z przygód), przeznaczanie majątku na zakup, prowadzenie i rozwój jakiegoś small-biznesu typu burdel, gorzelnia czy zakład pogrzebowy 8) - bo zawsze ktoś w drużynie był jakimś rzemieślnikiem, handlarzem, spekulantem czy paserem. Do tego też nigdy mechanika nie była potrzebna (za wyjątkiem drobiazgowego kreowania postaci - odpowiednim doborem umiejętności, historii i takich tam) - a sprawiało nam to olbrzymią frajdę, szczególnie jak nudziło nad od czasu do czasu kolejny raz ratowanie świata opresji.

I pomimo tego, że w moich wszystkich drużynach nikt nie wyobrażał sobie wyeliminowania całkowicie mechaniki - zdarzały się takie sytuacje, w których prawie o niej zapominaliśmy. Np. taka sytuacja: jest wyjazd plenerowy w weekned na jakiś zamek czy gdzieś, historie postaci mamy drobiazgowo opracowane w najmniejszych szczegółach na długie miesiące przed z dawna oczekiwanym wyjazdem - a kreowanie postaci robimy dopiero na miejscu. No i zdarza się - że wszyscy mają już ostro w czubie po kilku głebszych - tak że dochodzimy do etapu tylko początkowego określenia statsów postaci - i zwykle w tym momencie pada nieśmiertelne: "chromolić mechę - pełny storyteling, riebriata" :mrgreen: Nawet do etapu określenia profilu bojowego nie dochodzimy, bo i tak wszyscy znają zwykle system na pamięć (mam ten luksus że moje drużyny zwykle składają się z samych graczy, którzy także są MG), nie ma się więc co rozmieniać na drobne i tracić czasu na głupoty.

Ostatnio np. w takich wyjątkowo anty-mechowym Vampire-the Masquerade (a konkretnie w Dark Ages) przez bite 1,5 godziny spędziliśmy na drobiazgowym rospisywaniu bohaterów co do kropeczki (po długiej przerwie powrócilismy bowiem do tego systemu i wpadliśmy na pomysł, że każdy zrobi sobie jakiegoś archetypowego bohatera z historii, literatury czy sztuki - przekłądając go na zasady WoD - my to mamy zboczenia, he, he, he; kolega np. zafascynowany Nosferatu w reżyserii Hercoga robił takie jego alter ego [żeby było śmieszniej: jako kapadocjanina], a ja walnąłem sobie Spokrewnionego Spytka kasztelana Melsztyńskiego [of the philosopher clan ;-) ]) a potem przez całe długie godziny gry nie rzuciliśmy ani razu kostką - bo MG miał tak drobiazgowo rozpisane BG (mechanicznie) i opisane (fabularnie), że rzuty stały się zbędne :P
_________________
"Summoned I come... Why do you come here? I come to serve... Who do you serve? I serve the truth... What is the truth? That we are one people, one voice... Will you follow me into fire? Will you follow me into darkness? Will you follow me into death? I will follow... Then follow."

Polskie forum eRPG
 
 
Tyraela 
Femme Fatale


Posty: 652
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2007-11-04, 21:14   

Szczerze mówiąc nie przepadam za turlaniem, wolę zdecydowanie storytellingi - ale głównie dlatego, że bardzo dużo gram w PBF, zdecydowanie mniej sesji w realu. I stąd się bierze przyzwyczajenie zarówno, jak i po prostu takie budowanie klimatu. Jak to wygląda:
"<pełen napięcia głos> Zza rogu wyłaniają się... <tu przerywa, schyla się, turla, prostuje się> cztery gobliny..."
Imo o kant dupy idzie rozbić taką grę.

Ale ostatnio byłam na prelekcji, gdzie byli zagorzali zwolennicy kostek i mieli całkiem logiczne argumenty, dlaczego to kochają. Prosty przykład: akcja na ulicy, gracze byli u fryzjera (xD) a po drugiej stronie był napad na bank. Złodzieje zaczęli strzelać do graczy, a facet miał passę jak w matrixie, trafiał jednego za drugim. I dlaczego kocha kostki: gdyby mu to powiedział MG, nie miałby z tego żadnej radochy, po prostu litość prowadzącego. Tymczasem to było jego własne szczęście, passa, wynikająca z przypadku. Cóż, tutaj gość miał rację.
_________________
"Jaka jest lepsza nagroda niż ta, kiedy unosimy broń nad pokonanym wrogiem, którym pogardzamy, a potem ją opuszczamy? O tak, szlachetność to najcenniejsza rzecz na świecie."
H. Duncan "Atrament"
 
 
Asuryan 
Król Bogów


Posty: 3216
Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-11-04, 21:19   

Jeśli prowadzę, to by zachować obiektywność trzymam się ściśle mechaniki - szczególnie w ulubionym WFRP. Sam jednak wolę grać storytellingowo - mechanika mi nie przeszkadza tylko wtedy jeśli to MG wykonuje rzuty za mą postać, by nie wytrącać mnie z klimatu rozgrywki :mrgreen:

Tyraela napisał/a:
I dlaczego kocha kostki: gdyby mu to powiedział MG, nie miałby z tego żadnej radochy, po prostu litość prowadzącego. Tymczasem to było jego własne szczęście, passa, wynikająca z przypadku. Cóż, tutaj gość miał rację.

A to swoją drogą. Używanie kostek nie przeszkadza mi tylko w graniu w system który doskanale znam (czyli w Warh). Raz nie mogłem trafić swym krasnoludem demona magicznym toporem. Wkurzyłem się niebywale - gdy demon zabił resztę drużyny w końcu wypadła mi na kostkach 01 na trafienie, 6 na obrażenia, 05 na szansę spowodowania wewnętrznych obrażeń i 7 szóstek pod rząd oraz czwórka na kolejne obrażenia - jak w końcu trafiłem, to zabiłem tym jednym ciosem. Podobny przypadek miałem jeszcze tylko raz - gdy strzelałem do odwróconego tyłem smoka - pierwszym strzałem z krótkiego łuku sprowadziłem go do 2 pkt żywotności patrząc z radochą na coraz większe przerażenie w oczach MG przy kolejnych przerzutach (mało nie zabiłem tym strzałem postaci która miała dać zlecenie drużynie) - w efekcie MG stwierdził że takie obrażenia z krótkiego łuku mogłem spowodować tylko trafiając idealnie w rzyć potwora (w efekcie smok się wkurzył i zabił resztę drużyny, która miała pecha stać od strony jego paszczy :mrgreen: ). Za takie momenty kocham kostki xD
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
bartold


Posty: 71
Skąd: Miasto Drzwi
Wysłany: 2007-11-14, 01:41   

Generalnie klimat, ale bez przesady - nie będę odgrywał byle żulem z rynsztoka dysput filozoficznych np. o wyższości optymizmu nad pesymizmem, bo tak sobie gracz wymyśli. Od żula usłyszy co najwyżej tępy bulgot, w porywach inteligencji prymitywne błaganie o napoje %owe. Wkurza mnie takie klimacenie na pałę - chociaż fakt, jak kiedyś kumpel wygarnął takiego fristajla stylizowanego to mnie powaliło ze śmiechu :D

Ogólnie nie lubię nadmiaru mechaniki, ale czasami nie mam siły zdecydować: przejedzie go wóz czy zabije choroba weneryczna po gwałcie przez marynarza? Po prostu wolę być uczciwy i rzucić, nawet za ekranem (o ile mam akurat).
_________________
Flame over all...
 
 
Nevi 
Enigmajczyk


Posty: 383
Skąd: Ascendentowo
Wysłany: 2007-11-14, 13:40   

Prawdę mówiąc, to nie jestem wrogiem kostek, o ile nie muszę nimi rzucać częściej niż raz na 5 minut sesji, jeśli zdarza się to częściej, wtedy zaczynam się zirytować, dlatego na przykład moi gracze w Maskaradę rzucają kostkami, gdy mają takie wyraźne życzenie, tj. chce im się rzucić kostką. Inaczej, grając w WoDa, nie rzucamy kostkami, bo nie ma sensu.
W DeDeki staram się nie rzucać, mówiąc zwyczajnie MG mój modyfikator do danej umiejętności i sugerując, żeby na jego podstawie ocenił czy jest sens rzucać. Co prawda, zwykle to nie działa i rzucać muszę, ale nadal się staram.

Aha, nie chcecie rzucać kostkami na sesjach nawet w Dedeki? Mam sposób, nie noście kostek i upewnijcie się, że MG ma jeden komplet kostek, co by się wiązały(gdybyście mieli rzucać) z ciągłym przekazywaniem sobie kostek. A dzielenie się kostkami i ciągłe ich sobie przekazywanie, strasznie zniechęca MG do wymagania testów czegokolwiek.
_________________
"O cieniach minionych enigmajskiej kultury łkają miliony tych śmiałków, którzy zasmakowali jej w pierwotnej rozkoszy. By wkrótce zwymiotować. Bo czyż można wyobrazić sobie syntezę większych przeciwieństw niż eklektyczny Wieloświat Filarów, gdzie sprzeczność stanowi fundament bytu? To tutaj, w różnorodności Enigmaium odnajdziesz to czego nie chcesz rozumieć: radość pośród cierpiącego świata."
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2007-11-14, 19:46   

Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę że mechanika jest podstawową czescią każdego systemu. Dzisiaj jeśli ktoś wypuszcza coś bez zasad albo chociaż odwołania do jakieś darmej mechaniki to skazuje się na śmieszność. Stawianie pytania Mechanika vs klimat jest samo w sobie słabym dowcipem bo i mechanika jest składnikiem budowania klimatu:

  • chociażby urealnia świat, obiektywizując pewne zdarzenia. Gracz wie że MG nie prowadzi go po sznureczku, wie że istnieje coś takiego jak ślepy los a nie widzi-misie MG.
  • dodaje element strategii. Każda gra jest tak skonsturowana że lubimy działać w ramach pewnych zasad i na podstawie optymalnego ich wykorzystania i współpracy wygrywać. Jeśli pozbawia się role-playing elementu gry to to nie jest role-playing tylko przedstawienie teatralne.
  • wymusza improwizacje. Po dziesięciokroć cenię bardziej sobie MG który potrafi płynnie reagować na żywą [dzięki kostką!] historie niż takiego który pisze scenariusz by później prowadzić graczy za rączke. I to samo z strony graczy.
  • Obiektywizuje grę. Likwiduje w samym zarodku spory o stronniczośc czy widzimisie, robienie łachy, czy litość [tak jak przytoczyła Tyra].
  • wyklucza metagaming bądź ogranicza go. Częstokroć gracze posiadają wiedzę o świecie 10x większa niż ich postać i SORY tej wiedzy nie da się zawsze zignorować, zamyknąc w szufladzie. Czasami ta wiedza stwarza realną przeszkode w wiarygodnym zachowaniu postaci i wtedy warto rzucić.


To że niektórzy naduzywają mechaniki nie znaczy że trzeba ją wogóle w pizdu wywalać i jeszcze czuś się przez to lepszym erpegowcem co już wogóle jest jakąś racjonalizacją własnych kompelksów. Mechanika to jeden z głownych składników dania jakim jest klimat - i dobry MG jak kucharz dba o proporcje składników, a nie idzie na łatwizne i nie soli jajecznicy by nie przesolić. //bredzisz

Osobiście moje zasady wyglądają tak - większośc sytacji gdy podręcznik przewiduje test biorę na wyczucie. Pytam się gracza o wartośc jego cech i wiem już czy trzeba robić test czy nie. Jeśli nie trzeba to podaje uśredniony lekko w góre wynik . Czasem jednak gracz chce zrobić rzut wbrew mojemy przybliżonemu wynikowi - jego święte prawo - i pozwalam mu. Za to staram się robić rzuty w naprawdę przełomowych znaczących momentach - wtedy działa magia hazardu, magia kostek, coś pięknego. ; ]

Shadowrunner napisał/a:
Ostatnio np. w takich wyjątkowo anty-mechowym Vampire-the Masquerade
Niby czemy antymechowym? Tylko dlatego że ma intuicyjną mechanike?
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-01-26, 11:24   

Nie stawiałbym bym tego tak: mechanika albo klimat. Oba grają ważna rolę, ale da się je bez większych zgrzytów połączyć. W ogóle przed rozpoczęciem gry MG powinien porozmawiać ze swoimi graczami w jakim stylu wolą się bawić - czy właśnie pogodzenie obu tych elementów, czy może przewaga jednego z nich.
Natomiast jeśli chodzi o mnie, to jak już wspominałem, zarówno mecha jak i klimat są dla mnie ważne. Sesje typowo narracyjne są ciekawe, jednakże zawsze pozostaje nutka obawy o brak obiektywizmu ze strony mistrza. Natomiast 100% mechaniki usuwa takie podejrzenia, jednakże umieram z nudów, gdy muszę w kółko turlać plastikowymi wielościanami.(jeszcze foremnymi :P ) Mechanika powinna być stosowana głównie w walkach - wtedy decyduje przypadek i nikt nikomu nie postawi zarzutu, że sprzyjał wrogowi podczas potyczki. Inaczej sprawy się mają z wszystkimi rzutami na dyplomację(i innymi typowo retoryczno-odgrywającymi), które uważam za idiotyzm - tutaj mechanika jest zbędna. Ktoś poda kilka bezsensownych argumentów, jednakże uda mu się osiągnąć swój cel, gdyż mial dobry rzut, To MG się wczuwa w BN i to on decyduje czy postać jest odpowiednio przekonywująca.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2008-01-27, 02:32   

Arlzermo napisał/a:
Inaczej sprawy się mają z wszystkimi rzutami na dyplomację(i innymi typowo retoryczno-odgrywającymi), które uważam za idiotyzm - tutaj mechanika jest zbędna. Ktoś poda kilka bezsensownych argumentów, jednakże uda mu się osiągnąć swój cel, gdyż mial dobry rzut, To MG się wczuwa w BN i to on decyduje czy postać jest odpowiednio przekonywująca.

Tak ale rozmowa to nie tylko siła argumentacjii [to byłby zupełnie oderwane od rzeczywistości] ale również sposób jej podanie. Większość BNów chętniej wsłucha się w słowa pięknie odzianej blond nieznajomej o czekoladowym głosie niż garbatego żebraka który z powodu braku zębów sepleni się. Albo znowóż charyzma - czy ojciec Rydzyk przedstawia jakieś argumenty sensowne? Nie, on porpostu w swoich przemowach powiele pewne słowa np. ZŁO, ATAK, które odpowiednio kształtują słuchających go ludzi. Znowu sensownośc argumentów ma się nijak do przekonania słuchacza. Przykłady można mnożyć. Oczywiście można by mówić że to wszystko jest do odegrania - owszem ale niektóre chyba tylko dla aktora teatralnego z doświadczeniem. Mechanika rekonpensuje tutaj to że nie wszyscy gracze [i mg] mają takie predyspozycje.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-01-29, 09:54   

Łako napisał/a:
Oczywiście można by mówić że to wszystko jest do odegrania - owszem ale niektóre chyba tylko dla aktora teatralnego z doświadczeniem. Mechanika rekonpensuje tutaj to że nie wszyscy gracze [i mg] mają takie predyspozycje.

Wiesz, nikt nie każe osobom mało charyzmatycznym odgrywać takich postaci. Jeśli ktoś taki decyduje się wcielić w rolę gadatliwego np.: barda, niech to robi dobrze. Raz miałem taki przykład w drużynie, gdzie dziewczyna odgrywała wędrownego grajka. Teoretycznie była wygadana, bo miała super dyplomację i inne pierdoły. Ale co z tego? Wybacz, ale dla mnie to jest idiotyczne, jeśli ktoś mówi pomału i w ogóle nie przekonywująco, ale udaje mu się wiele uciułać, bo ma rewelacyjne rzuty. Jeśli ktoś chce grać postacią "do gadania", niech sie wczuje w rolę. OK, jestem w stanie ostatecznie się zgodzić na rzuty - ale tylko jako "pomoc", a nie jako główną oś wszelakich sporów.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Asuryan 
Król Bogów


Posty: 3216
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-01-29, 13:49   

Arlzermo napisał/a:
Wiesz, nikt nie każe osobom mało charyzmatycznym odgrywać takich postaci. Jeśli ktoś taki decyduje się wcielić w rolę gadatliwego np.: barda, niech to robi dobrze.

Tak samo nikt nie każe osobom brzydkim grać piękności, słabeuszom siłaczy, etc. A jednak ludzie często chcą grać kimś innym niż są w rzeczywistości - RPG przecież służy do tego by wyrwać się z tego szarego świata i wcielić w rolę kogoś zupełnie odmiennego od nas :P
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-01-31, 11:10   

Asuryan - no jasne, że tak. Ale ja po prostu nie trawię dziadostwa. Jak już brzydal odgrywa pięknego, to niech to robi dobrze; głupi mądrego, niech chociaż się stara; rozmemłana klucha gadalitwego barda, musi próbować jako-tako go odegrać. Jak już mówiłem, rzuty zaakceptuję ostatecznie, ale tylko jako formę pomocy takiej osobie, która nie ma naturalnych predyspozycji.
Ale dla mnie i tak są one idiotycznie, więc ich nie stosuję moimi postaciami. :P
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Ł 
dziura w niebycie


Posty: 4426
Skąd: fnord
Wysłany: 2008-01-31, 19:51   

Arlzermo napisał/a:

Ale dla mnie i tak są one idiotycznie, więc ich nie stosuję moimi postaciami. :P

Ta rozumiem że grając wojownikiem zakuwasz teorie szermierki, a druidem masz zawsze atlas grzybów przy sobie? Jednak chyba trzeba mieć trochę dystansu do gry, i rozgraniczać że postać gracza to nie gracz.
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-02-04, 13:02   

Cytat:
Ta rozumiem że grając wojownikiem zakuwasz teorie szermierki, a druidem masz zawsze atlas grzybów przy sobie?

Jasne. A jak gram magiem, który uwięził potężnego demona, to na sesje przyprowadzam moją matematyczkę z podstawówki. --"
Cytat:
Jednak chyba trzeba mieć trochę dystansu do gry, i rozgraniczać że postać gracza to nie gracz.

Ja tylko zwracam uwagę, żeby ludzie starali się wczuć w postać, którą odgrywają. Nie widzę związku z tym co tu napisałeś. Jasno zaznaczyłem, że nie nie ma nic złego gdy osoba bez naturalnych predyspozycji gra kogoś-tam - ale żeby próbowała chociaż to robić dobrze i wczuwać się w rolę, a nie odstawiała wiochę. Bo tego nie lubię.
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Shadowrunner 
Dusza Dzikiego Ludu


Posty: 404
Skąd: Majorat Rabsztyński
Wysłany: 2008-02-04, 20:33   

Łaku napisał/a:
a druidem masz zawsze atlas grzybów przy sobie?


Zawsze mam przy sobie atlas grzybów jak gram druidem. Szczególnie tych halucynogennych. :mrgreen:
_________________
"Summoned I come... Why do you come here? I come to serve... Who do you serve? I serve the truth... What is the truth? That we are one people, one voice... Will you follow me into fire? Will you follow me into darkness? Will you follow me into death? I will follow... Then follow."

Polskie forum eRPG
 
 
Lesij 
Paladyn Tajgi


Posty: 329
Skąd: z Rzeczypospolitej
Wysłany: 2008-03-01, 11:25   

Moim zdaniem trzeba pół na pół. Mechanikę do walk, a po drodze MG wrzuca jakieś łamne główki, coby móżgi się zupełnie graczom nie uwsteczniły.
Mechanika JEST potrzeban, bo przy storytelling MG może być:
a) zbyt spolegliwy
b) zbyt brutalny
c) na zmianę
d) może się pochlastać i dostać schizofreni (jednym słowme zostać emo), bo się pogubi...

Trudno określić czy ktoś coś wystarczająco ładnie napisał, żeby mu się udało coś zrobić czy nie...
Poza tym- MG może mieć gorszy humor i wszystkich dupić na około lub być w nastroju szampańskim a wtedy gra robi się mdła i cukierkowa...

Potrzebna jest choć malusieńka doza realizmu. Często jest tak, że MG nie ma serca komuś zrobić krzywdy więc jak tamten rzuci się na powiedzmy na Swarozyca to skończy z lekko przypieczonymi boczkami, bo MG jakoś sprytnie go z tego wyratuje...
Może z resztą byc też odwrotnie- MG jako sadomaso, będzie wypruwał wszystkim flaki przy walce, powiedzmy z dzieckiem karła górskiego, które jeszcze nie umie stać O_O

Sotrytelling za bardzo opiera się na MG, który przecież (przynajmniej z reguły) jest istotą ludzką i jako cżłowiek popełnia wiel błędów...
Kości są nieomylne i nie mają humorów.
_________________
 
 
Kyle Katarn 
Blondie


Posty: 11
Skąd: Litwini wracali?
Wysłany: 2008-05-09, 00:15   

Łaku napisał/a:
Mechanika to jeden z głownych składników dania jakim jest klimat - i dobry MG jak kucharz dba o proporcje składników, a nie idzie na łatwizne i nie soli jajecznicy by nie przesolić. //bredzisz

Rzeczywiście, mechanika może być jeden z głównych składników budujących klimat ale nie musi. Podałeś trafny przykład z solącym kucharzem - ale można przecież przyrządzić wyśmienitą potrawę bez soli.
Arlzermo napisał/a:
Nie stawiałbym bym tego tak: mechanika albo klimat. Oba grają ważna rolę, ale da się je bez większych zgrzytów połączyć.

Jeśli mechanika buduje klimat to łączą się w harmonii bez żadnych zgrzytów.
Arlzermo napisał/a:
W ogóle przed rozpoczęciem gry MG powinien porozmawiać ze swoimi graczami w jakim stylu wolą się bawić - czy właśnie pogodzenie obu tych elementów, czy może przewaga jednego z nich.

Ciekawe podejście, zawsze jednak byłem zdania, że to MG ma jakąś koncepcję świata/przygody/scenariusza i on powinien opowiedzieć graczom w jakim stylu chce poprowadzić. Oczywiście roztropny monarcha zawsze słucha głosu poddanych ale ostateczna decyzja należy do niego ;)
Łaku napisał/a:
Shadowrunner napisał/a:
Ostatnio np. w takich wyjątkowo anty-mechowym Vampire-the Masquerade
Niby czemy antymechowym? Tylko dlatego że ma intuicyjną mechanike?

Skoro Shadow wychował się na KC to rozumiem, że Vampir może być dla niego anty-mechowy. Pamiętam, że kiedy Artur Szyndler (twórca KC) prowadził sesję dla sporej grupki graczy to przy nim siedziało 2 asystentów z kalkulatorami a on im co jakiś rzucał stos cyferek do rozwiązania.
Ech, wiem coś o tym też kiedyś byłem kryształowcem i wkuwałem tabelki na pamięć :)

A na koniec, czy zna ktoś Amber RPG? (oparty o powieści Rogera Zelaznego) Podobno najsłynniejszy bezkostkowy system. Podczas tworzenia postaci korzysta się jednak z mechaniki rozdysponowuje punkty na różne atrybuty, moce, sojuszników itp. Ale z kości się nigdy nie korzysta. Współczynniki się porównuje podczas starcia. Do tego sposób licytacji współczynników między graczami. IMO system świetnie oddaje ducha 10 ksiągu Zelaznego. Ale tylko przeglądałem, nie grałem nigdy.
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6270
Skąd: Piła
Wysłany: 2009-07-16, 13:56   

Olisiątko napisał/a:
Ja osobiście wywaliłem całkowicie mechanikę z systemów. Na cholerę mi nawet jeden mały rzut kością kiedy można sobie coś ładnie opisać

Pamiętam początki z Warhammerem. Po skończeniu tworzenia postaci, ustalenia kim jest, zrobieniu jej historii, miałem się zmierzyć jeden na jednego w walce z krasnoludem górnikiem. W trakcie walki decydował się przeprowadzać szaleńczy atak, dający mu spore bonusy to trafienia, co ja starałem się uniknąć. Przy czym rzucaliśmy kościami lecz wyniki mieliśmy opisowo. Kiedy wyszedł mi unik jego ciosu, stwierdziłem, że zrobiłem piruet i wywinąłem się od ciosu. Drugi gracz naskoczył na mnie, że moja postać to nie żaden wiedźmin i tego nie potrafi, na co ja zreplikowałem, że ma wysoką naturalna zręczność (19 na kościach), a piruet to żadna trudna sprawa skoro ja to osobiście skutecznie robiłem i potrafi... I jak tu stosować opisy? :(
Inny przypadek, kiedy moja postać stanęła do walki z fechmistrzem - (fabularnie) gościu był groźny, zdecydowanie lepszy technicznie, silniejszy, szybszy i bardziej doświadczony, wcześniej powalił zabójcę gigantów, ale sam odniósł poważne obrażenia - trzy razy korbaczem przez łeb, skutkiem czego krwawił z rany na głowie, co ograniczało mu widoczność, mogłem też liczyć na jego osłabienie. Mechanicznie - wszystkie staty lepsze od moich, dobra broń, ale tylko 3 życia. Pytanie - walczyć z nim kostkowo, licząc na szczęśliwy traf, czy opisowo, walcząc na wyczerpanie go i zachodząc od strony, gdzie krwawił?
I teraz w przypadku gdyby całkowicie wywalić mechanikę z systemu, jak sprawiedliwie uznać, kto powinien wygrać? Z jednej strony był lepszy - bez wątpliwości, ale z drugiej, ja jako gracz miałem plan + asa za pasem.
Mechanicznie, za pomocą kostek walka wyglądała tak, że przez początek walki jeden starał się trafić bez powodzenia drugiego (wysoka zręczność, parowanie), w końcu fechmistrz jednym strzałem praktycznie mnie rozwalił (obrażenia rzędu 24, zostało mi 0 żyw), na co ja strzeliłem mu z pistoletu w pysk (niestety, na krytyku wylazła 4, czyli zniszczenie zbroi), co skończyło się jego szarżą, udane parowanie, mój cios, unik, jego cios, unik, ale za wolny i druga ręka dostała potężny cios, koniec pojedynku. Czegoś takiego raczej opisem by się nie osiągnęło...
Dalej, zabawa w opisy daje pewną przewagę graczowi, który lepiej się w to bawi - i tak w walce opisowej, prosty człowiek może pokonać wyszkolonego wojownika, jeśli zacznie kombinować - sypię go piaskiem w oczy, rzucam kamieniem, walę go drewnianą lagą w ciemię... Sam wygrałem jedną z walk z przeciwnikiem na pięści, bo kiedy mnie przewalił i stanął nade mną, nie traciłem czasu na wstawanie, tylko chwyciłem za przyrodzenie i ścisnąłem. Wredne, ale skuteczne :>
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
von Mansfeld 


Posty: 23
Wysłany: 2012-05-04, 13:38   

Czytam te posty i nie mogę przestać się dziwić.

Dla mnie nie ma konfliktu "mechanika vs klimat". A przede wszystkim, nie ma konfliktu pomiędzy stosowaniem mechaniki a wprowadzaniem opowieści. To nie bieguny naprzeciw sobie, tylko (w mym odczuciu) elementy współgrające. Mechanika jest naturalnym narzędziem gier do rozstrzygania sytuacji ważnych z punktu widzenia rozgrywki. Dotyczy to każdego rodzaju gry, także RPG.

Co więcej, uważam, że mechanika służy po to, by jej używać w RPG. Za jej pomocą podejmować efekty deklaracji i kreować akcję, tworzyć opowieść oraz reagować na wydarzenia. Innymi słowy, mechanika jest środkiem do tworzenia fabuły i akcji. Jestem zwolennikiem stwierdzenia, że gramy postacią, nie samym sobą. To postać jest osadzona w opowieści, my bawimy się tym, co robimy postacią.

W sumie, termin "storytelling" - w dosłownym tego słowa znaczeniu - nie oznacza gry z olewaniem mechaniki i klimaceniem, a grą w opowiadanie i tworzenie opowieści. Istnieje nawet rodzaj RPG zwany "story games" - "opowieścio gry/gry w opowieść". (Burning Wheel, Mouse Guard, Burning Empires, Dogs in the Vineyard, Chronica Feudalis, etc.), gdzie gracze bawią się w tworzenie opowieści. Mimo, że posiadają mechanikę i założenie grania narratywistyczne, jak najbardziej skupiają się na pełnym stosowaniu mechaniki danego systemu RPG. Tam nie ma żadnych "złotych zasad" - szczególnie Burning Wheel oducza od tego typu patologii.

Zresztą, ważne jest dobranie odpowiedniego systemu RPG oraz/lub mechaniki względem naszych oczekiwań. Jeśli jakiś system RPG nas drażni czy męczy, warto zmienić na taki, który nam odpowiada.
_________________
Allgemeine Festung
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16936
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2012-05-05, 10:33   

von Mansfeld napisał/a:
Innymi słowy, mechanika jest środkiem do tworzenia fabuły i akcji.

Hy? Alea ex machina?
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
von Mansfeld 


Posty: 23
Wysłany: 2012-05-05, 10:45   

MrSpellu napisał/a:
Alea ex machina?


"Kości z maszyny"? "Kości przez maszynę"? Nie rozumiem.
_________________
Allgemeine Festung
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16936
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2012-05-05, 11:43   

"Kość z maszyny" parafraza "Boga z maszyny", czyli fabuła/akcja zawsze jest u was determinowana rzutem kośćmi?
Nigdy nie naginacie rzutu na potrzeby fabuły?

edit:
Jest jeszcze Deus ex Vagina, ale to było w Grze o Tron //spell
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
von Mansfeld 


Posty: 23
Wysłany: 2012-05-05, 12:04   

Cytat:
"Kość z maszyny" parafraza "Boga z maszyny", czyli fabuła/akcja zawsze jest u was determinowana rzutem kośćmi?
Nigdy nie naginacie rzutu na potrzeby fabuły?


Nie rozumiem, po co nawet naginać rzut? Bo "komuś nie odpowiada"? Jeśli komuś wynik na kostce nie odpowiada, to najwyraźniej nie odpowiadają mu jakiekolwiek gry z elementem losowym (tym bardziej - z zastosowaniem kostki).
_________________
Allgemeine Festung
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16936
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2012-05-05, 12:23   

Nie rozumiem, dlaczego by tu nie naginać?

von Mansfeld napisał/a:
Bo "komuś nie odpowiada"?


Nie, po prostu często rezygnujemy z rzutu i załatwiamy sprawę "własnymi siłami", a jeżeli już rzucamy, rzut jest wyjątkowo nieprawomyślny, ale gracze dobrze kombinują, to efekt niepowodzenia nie jest "katastrofalny w skutkach". Po prostu szukamy innej drogi/metody.

W zasadzie rzuty rozstrzygają u nas tylko w kluczowych momentach gry. No i w walce, tutaj nie ma zmiłuj się. Ale zazwyczaj walka u nas ostatnio to ostateczność (zależy od systemu, teraz mam na myśli młotka).
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6270
Skąd: Piła
Wysłany: 2012-05-05, 12:49   

von Mansfeld napisał/a:
Dla mnie nie ma konfliktu "mechanika vs klimat". A przede wszystkim, nie ma konfliktu pomiędzy stosowaniem mechaniki a wprowadzaniem opowieści.

Chyba inaczej rozumiemy stosowanie mechaniki a opowieść. Przykład u mnie z gry - mamy spotkanie z kimś kto może uchodzić za Wielkiego Złego Maga. MG ma przygotowaną opowieść - kampanie z nim związaną, gracze mają jednak kusze i inny plan. Następuje seria cudownych trafień o takiej sile, że praktycznie nie ma możliwości, aby typ przeżył. Historia toczy się dalej, MG tworzy coś innego, ale pierwotna opowieść przegrała z mechaniką
MrSpellu napisał/a:
Ale zazwyczaj walka u nas ostatnio to ostateczność (zależy od systemu, teraz mam na myśli młotka).

A z kim walczycie? Bo tacy standardowi przeciwnicy (gobliny, zbóje, kultyści) to zwykle mięso przez które trzeba się przebić to tych niestandardowych, którzy z kolei mogą jedną ręką rozsmarować drużynę po ścianach.
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16936
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2012-05-05, 13:09   

Tixon napisał/a:
A z kim walczycie? Bo tacy standardowi przeciwnicy (gobliny, zbóje, kultyści) to zwykle mięso przez które trzeba się przebić to tych niestandardowych, którzy z kolei mogą jedną ręką rozsmarować drużynę po ścianach.

A kto się pod nóż nawinie :) To bardzo zależy. Rzadko walczymy ze zwykłymi żulami z lasu, a jeżeli trafia się nam wymagający przeciwnik, to jest dobrany tak, by był ciut silniejszy od nas. Walki są zazwyczaj wyważone. Jeżeli MG daje nam jakiś sygnał, że walka może być wkurwy trudna, to zazwyczaj rezygnujemy z niej. Ale też rzadko odwalamy krzywe akcje w stylu "a to zaatakujemy tego wampira" //spell Rzadko też decydujemy się na otwartą napaść, preferujemy knucie i organizowanie pułapek //spell Czasami jednak opowieść wymagała tego, by postać zmierzyła się, wbrew wszelkim przeciwnościom, z dużo silniejszym przeciwnikiem. Raz grając Norsmenem wyzwałem na pojedynek syna pewnego norsmeńskiego watażki (ja byłem czymś pomiędzy weteranem i sierżantem, on zaawansowanym i wypakowanym szampierzem), w ten sposób (gdybym wygrał) mogłem zapewnić drużynie nietykalność (w przeciwnym wypadku musielibyśmy spieprzać z niewoli). Na "ringu" po trzech rundach miał mnie na widelcu, rany krytyczne, etc... początek czwartej rundy i bach, strzeliłem mu megakrytyka z dekapitacją włącznie //spell

I jak by wyglądało nagięcie rzutu kostkami w wypadku przegranej? Gdybym "zginął" (nie miałem już PP), to po prostu zostałbym ciężko ranny i pewnie bym coś na trwałe stracił (tak straciłem inną postacią oko), ale dlatego, że potencjalna wygrana naprawdę pomogłaby drużynie i ta akcja była całkowicie w stylu mojej postaci. Gdybym się rzucił na gościa w innych okolicznościach, z głupoty... nie ma zmiłuj się, nowa postać.
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
von Mansfeld 


Posty: 23
Wysłany: 2012-05-05, 13:39   

Tixon napisał/a:
Przykład u mnie z gry - mamy spotkanie z kimś kto może uchodzić za Wielkiego Złego Maga. MG ma przygotowaną opowieść - kampanie z nim związaną, gracze mają jednak kusze i inny plan. Następuje seria cudownych trafień o takiej sile, że praktycznie nie ma możliwości, aby typ przeżył. Historia toczy się dalej, MG tworzy coś innego, ale pierwotna opowieść przegrała z mechaniką


Nie rozmiem, dlaczego "opowieść przegrała z mechaniką".

Moim zdaniem, w RPG tworzy się opowieść, a nie gra się w czyjąś odgórnie narzuconą opowieść. MG owszem przygotowuje się do sesji, ale tworząc przede wszystkim preposition - świat przedstawiony wraz z postaciami oraz potencjalnymi wątkami wydarzeń. Gracze za to dodają od siebie swoje prowadzenie postaci - reagowanie na wydarzenia i przede wszystkim podejowanie własnej aktywności. Opowieść w RPG jest więc sumą oraz wypadkową tego, co wszyscy uczestnicy razem stworzyli.

W podanej przez ciebie sytuacji, gracze są skazani na widzimisie MG, czyli z góry (mniej lub bardziej) zaplanowaną opowieść, na którą mają wyłącznie reagować tak, by sesja potoczyła się po myśli MG. Jeśli element losowy i decyzje graczy wskazały na inne rozwiązanie fabularne niż MG zaplanował - na tym polega RPG, by razem tworzyć wydarzenia. :) RPG to nie sztuka teatralna.

Cytat:
I jak by wyglądało nagięcie rzutu kostkami w wypadku przegranej? Gdybym "zginął" (nie miałem już PP), to po prostu zostałbym ciężko ranny i pewnie bym coś na trwałe stracił (tak straciłem inną postacią oko), ale dlatego, że potencjalna wygrana naprawdę pomogłaby drużynie i ta akcja była całkowicie w stylu mojej postaci. Gdybym się rzucił na gościa w innych okolicznościach, z głupoty... nie ma zmiłuj się, nowa postać.


No właśnie. Uznaniowość MG. Czyli w praktyce to, że tylko od Mistrza Gry ma rzekomo zależeć to, jak fabuła i rozgrywka się potoczy. Do tego czysto uznaniowe rozstrzyganie, czy "ktoś ma przeżyć czy nie".
_________________
Allgemeine Festung
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 12