Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
New Weird - nurt czy fantastyka pozanurtowa?
Autor Wiadomość
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2007-11-10, 17:52   New Weird - nurt czy fantastyka pozanurtowa?

Pozwoliłem sobie, nawiązując do myśli zawartej w wątku o kondycji fantastyki, rozwinąć nieco problem istnienia bądź nieistnienia, oraz znaczenia stosunkowo młodego i jeszcze dość słabo znanego w Polsce sub-gatunku.
No właśnie, czy gatunek New Weird jest nowym nurtem fantastyki, czy po prostu obszernym workiem, do którego wrzucane są wszelkie nowe trendy fantastyki, które nie pasują do uporządkowanych szufladek? Symptomatycznym wydaje się to, że autorzy uznawani częstokroć za twórców New Weird, sami wcale nie starali się pisać książek (bo jest to raczej powieściowy nurt) w takim czy innym podgatunku. Sami raczej nie przyznaliby się do tworzenia w ramach New Weird, bo i sam "nurt" charakteryzuje się raczej brakiem owych ram. Określenie wymyślone przez Chinę Miéville'a na potrzeby własnego cyklu crobuzońskiego utrwaliło się już w świadomości czytelników na zachodzie, lecz sami autorzy wydają się nie zdawać sobie nawet sprawy z tego, że takim mianem określa się ich twórczość. Jest jednak charakterystyczne, że w swoich inspiracjach, poza fantastyką, sięgają również po klasykę literatury pięknej. China Miéville inspirował się Kafką i Shulzem, Ian R. MacLeod twórczością Dickensa, a Hal Duncan pisarstwem Joyce'a.
Co więc wyróżnia ten nowy nurt i czy aby na pewno jest to jakiś podgatunek, czy może rodzaj jakiejś nowej, nieokreślonej fali we współczesnej fantastyce?
Oto jaką definicję znalazłem na sieci:

Za MAGiem:
New Weird, to nowy gatunek literacki przeżywający obecnie gwałtowny rozwój. U jego podstaw leży idea, która nakazuje by literatura wykraczała poza schematy gatunku, w którym jest pisana. Autorzy przełamują bariery odgraniczających poszczególne gatunki literackie, mieszają konwencje, metody i narzędzia literackie. Korzenie "New Weird" wywodzą się od legendarnej ikony horroru Howarda Phillipa Lovecrafte’a, którego twórczość wywarła wpływ m.in. na takich twórców jak bracia Wachowscy, Dan Akroyd, Clive Barker, Stephen King, Ann Rice i innych.


oraz:
Książki WP napisał/a:
Nowe Udziwnienie, czyli bunt wnuków Tolkiena

W powszechnej opinii fantastyka dzieli się na trzy główne nurty. Pierwszy, według samych twórców najważniejszy i najszlachetniejszy, to science fiction, czyli tam gdzie jest kosmos, roboty, wymyśle technologie i zgadywanie, co się stanie w przyszłości. Druga to fantasy, rzekomo poznać ją można po udających średniowiecze krainach, magii, smokach, elfach i księżniczkach oraz problemach epicko-egzystencjalnych. Trzeci, najbardziej pogardzany, to horror, czyli ten od złych demonów, pożeraczy ciał, duchów, domów straszących mieszkańców i ogólnego generowania gęsiej skórki u odbiorcy. Wszystkie je łączy wspólna cecha, że nie mówią o „tu i teraz”, ale o „gdzieś tam i nie wiadomo kiedy”.

I trwało to latami, każdy dostawał to, co chciał – od Asimova i Lema roboty i kosmos, od Tolkiena, Andre Norton i Roberta Jordana las, elfy i magię, a od Mastertona krew i złe duchy. I dobrze przecież było, dopóki na scenie nie pojawiło się paru młodych, głodnych i złych pisarzy, którzy powiedzieli „basta!”. Tak pojawiło się coś, co od kilku lat zaczyna się określać mianem nurtem „New Weird”

KSIĄŻKOWY ŚWIAT NEW WEIRD

Z samą nazwą jest jak z jajkiem i kurą, nie do końca wiadomo, co było pierwsze. Wydaje się jednak, że najpierw zaczęły się pojawiać powieści, wykazujące pewną wspólną cechę, potem nadano temu porządkujące sytuację miano, a teraz pisarze zasiadają do swoich biurek i mruczą pod nosem: „dobra, dziś zabiorę się jakąś powieść New Weird”. Sytuację utrudnia fakt, że nikt nigdy nie ogłosił jakiegoś specjalnego manifestu, nie zarzucał analizami gatunku pism krytycznych i nie tworzył frontu walki pisarskiej o czystość NW. Bodaj po raz pierwszy określenia „New Weird” użył młody brytyjski twórca China Mieville, i to raczej myśląc o swojej twórczości (całkiem słusznie, bo świat jego powieści Bas-Lag jest zdrowo odjechany), niźli kolegów i koleżanek po piórze.

NAJSŁYNNIEJSI TWÓRCY NEW WEIRD

Co to w ogóle jest to „New Weird”? Ano wygląda na to, że kolejny postmodernistyczny mieszaniec pukający do bram fantastyki. Jeżeli mamy do czynienia w jednej książce z elementami horroru, fantasy oraz SF, możemy być pewni, że jest to właśnie „New Weird”. Bohaterami są zwykle doskonale przystosowani przeciętniacy, których dziejące się wydarzenia wybijają z codziennej rutyny i zmuszają do zgłębienia się w otaczający i dziwny świat, a w tych ambitniejszych powieściach, w siebie. Jako ojca-założyciela gatunku wskazuje się na amerykańskiego abnegata Howarda Phillpsa Lovecrafta, uważanego przede wszystkim za mistrza grozy, jednak jego manipulacje fabularną rzeczywistością staną się bardzo inspirujące dla kolejnego pokolenia twórców, takich jak Clive Barker czy Anna Rice. Ten pierwszy zresztą, zaczynając jako twórca krwawych horrorów, przemieszcza się pisarsko w kierunku pisarstwa udziwnień, wystarczy choćby wziąć do ręki Imajikę lub Kobierzec. Twórcy nie obruszają się również, gdy o początkach New Weird mówi się w kontekście takich nazwisk jak Italo Calvino, Mervyn Peake, Jorge Luis Borges czy Andre Breton i surrealizm w ogóle. A gdy sięgnąć po bardzo starą klasykę, pojawiają się takie nazwiska jak Jonathan Swift i Francois Rabelais.

Jednak główne uderzenie New Weird nastąpiło na przełomie tysiącleci, i to, co ciekawe, niezależnie w kilku krajach. Awangardę stanowili trzydziesto-, czterdziestoletni Brytyjczycy: wspomniany już China Mieville, znany u nas z dwóch powieści Dworzec Perdido i Blizna, Steph Swainston i jej debiutancki Rok naszej wojny, IanMacLeod i Wieki światła czy nietłumaczeni jeszcze na polski M. John Harrison i Steve Cockayne. W USA nieznany w Polsce Jeffrey VanderMeer, a także stary wyjadacz literatury z dreszczykiem Stephen King, którego cykl Mroczna wieża krytycy spokojnie włączają do kanonu NW. Włosi mają swojego Valerio Evangelisti, Niemcy Wolfganga Hohlbeina, Rosjanie Siergieja Łukjanienkę, Kanadyjczycy Seana Stewarta, my zaś śmiało możemy wrzucić do tego worka duet Jacek Dukaj i Marek Huberath, niezależnie od tego, jak bardzo im się to nie spodoba.

New Weird przenika także na ekran. Tutaj prekursorem gatunku wydaje się być David Lynch. W dość powszechnej opinii kultowy serial „Z Archiwum X” stanowi esencję mieszania konwencji fantastycznych dla NW charakterystyczną, z dużą dozą hiperrealizmu i wizji graniczących (przynajmniej) z narkotycznymi. Jego ogromny sukces spowodował oczywiście inwazję podobnych, lub utrzymujących konwencję dzieł, z których przygniatającej większości nie zobaczymy na ekranach naszej tanieczgwiazdami telewizji: „Farscape”, „Carnivale”, „Invasion” czy westernowy „Firefly”.

Krytycy i wszyscy niechętni New Weird zarzucają nurtowi nadmierne efekciarstwo, mające na celu ukrycie miałkość treści, swoistą ucieczkę do przodu przed fabułą. Wskazuje się też, że tego typu pisarstwo jest bez przyszłości – rozwój sztuki wizualnej i grafiki komputerowej skutecznie zabije odwoływanie się do surrealnego rodzaju wyobraźni. Faktem jest, że New Weird nie doczekało się swojego opus magnum – czy tak się stanie, kto wie, wszak subgatunek dopiero raczkuje.


Jak więc widać nie istnieje jakiś szczególny wyznacznik gatunkowy New Weird, czy istnieje więc sens w ogóle stosować takie określenie? Czy nie jest tak, że to sztuczny nurt, a przeróżni autorzy wrzucani są doń jak leci, jeśli tylko ich twórczości nie da się jasno zaszufladkować w ramach klasycznych podziałów fantastyki?
Z drugiej strony, może ten (nie)nurt ma szansę poważnie rozruszać nieco kostniejącą fantastykę, choćby poprzez sięganie do tradycji głównego nurtu, powieści psychologicznej, narzędzi nadrealizmu etc. Przyznać należy, że jest to nieco inny sposób poruszania się pograniczem fantastyki.

Wbrew temu, co napisano w artykule na WP, był pewien manifest, a napisał go China Miéville. Słyszałem jednak, że nie tyle krystalizował on założenia New Weird (jak autor określał po prostu własne fantasy), ile starał się zmienić fantasy, wprowadzić je na nową ścieżkę.
Udało mi się znaleźć fragmencik tego manifestu na Stronicach Dukaja, w recenzji "Dworca...":

China Miéville napisał/a:
"Skoro cała frajda polega na braku ograniczeń wyobraźni w fantasy, czemu nie wprowadzić zupełnie innych tematów? Czemu nie użyć fantasy do obnażenia społecznego i estetycznego zakłamania?” „Problem z tradycyjną fantasy polega na tym, iż rozpieszcza ona czytelników przez trzymanie się pewnych schematów. Tolkien mówił wręcz o „literaturze pocieszenia”, czego już naprawdę nienawidzę. Używać fantasy do pocieszania znaczy zdradzać ją; tego rodzaju fantasy nie jest po prostu dosyć fantastyczna”. „Wchodzimy teraz w nowy okres, renesans radykalizmu twórczego w fantasy, rzecz nie widziana od czasu Nowej Fali z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, stąd można ją ochrzcić Następną Falą. To jest literatura bezkompromisowa. Na taką literaturę zasługujemy".


Jacek Dukaj zacytował tam również postać z kart "Dworca..." sugerując, że autor wygłosił w ten sposób swoje literackie credo:
Cytat:
„Oto, na czym opiera się świat, panno Lin, co go napędza: zespolenie tego, co obce. Punkt, gdzie jedna rzecz staje się drugą. Dzięki temu ty, miasto, świat są, czym są. Oto, co mnie interesuje: obszar, gdzie przeciwieństwa stają się jednością. Miejsce hybrydyzacji”.


W innym artykule, "Zatrzymać Tolkiena, poruszyć fantasy", w którym Jacek Dukaj recenzuje „Rok naszej wojny” Steph Swainston i „Wody głębokie jak niebo” Anny Brzezińskiej, pisze przy okazji o New Weird w ten sposób:

Jacek Dukaj napisał/a:
Są obecnie w fantasy trzy główne nurty. Konserwatywny, który niezagrożenie dominuje; on dostarcza czytelnikom kopie dobrze znanych światów i fabuł, głównie wariantów Tolkienowego średniowiecza i questów przeciwko uosobionemu Złu. Nurt historyczny, wyłoniony w ciągu ostatnich kilkunastu lat, w którym stawia się na realizm w kreacji świata i psychologię postaci, minimalizuje magię i łamie fabularne schematy. Oraz New Weird, prąd najświeższy i najbardziej oryginalny, gdzie autorzy budują światy oparte o dowolne założenia, nie związane ani tradycją gatunku, ani realizmem, i/lub pozwalają na postęp w tych światach, pozwalają ich mieszkańcom dociekać natury rzeczywistości i wykorzystywać ją; podczas gdy dotychczas światy fantasy pozostawały statyczne. Sztandarowe nazwiska New Weird to China Mieville (autor jego antytolkienowego manifestu), Jeff VanderMeer, Ian R. MacLeod, Jeffrey Ford, K. J. Bishop, Charles Stross, Steph Swainston, także Walter Jon Williams ze swoim „Metropolitą”; a wśród pionierów wymienia się Rogera Zelazny'ego, M. Johna Harrisona, Mervyna Peake'a i Stefana Grabińskiego. Jak młody jest to nurt, najlepiej pokazuje, że Swainston zajęła w nim poczesne miejsce już po swym debiutanckim „Roku naszej wojny”.

New Weird osiąga oryginalność albo przez egzotyczne złożenie elementów z wielu różnych konwencji, albo przez samodzielną konstrukcję od podstaw.(...)


Jeśli chodzi o dostępne w kraju polskie wydania książek zaliczanych do New Weird, to poza wspomnianym "Dworcem Perdido" i "Blizną" Chiny Miéville'a (wyd. Zysk), oraz kilkoma powieściami Clive'a Barkera i "Mroczną wieżą" Stevena Kinga, wydawcy zdają się powoli zauważać świeżość tej nowej fali.
I tak oto wydawnictwo MAG uruchomiło serię Wrota Wyobraźni, w ramach której jak na razie wydano:
"Wieki światła" - Ian R. MacLeod
"Welin" - Hal Duncan
"Atrament" - Hal Duncan
w przygotowaniu:
"Dom burz" - Ian R. MacLeod
"Viriconium" - M. John Harrison
Z kolei wydawnictwo Solaris rozpoczęło nową serię Rubieże, w ramach której ukazała się już pierwsza powieść:
"Fizjonomika" - Jeffrey Ford
w przygotowaniu:
"Po drugiej stronie" - Jeffrey Ford
"Memorandum" - Jeffrey Ford
"Miasto świętych i szaleńców" - Jeff VanderMeer

I na koniec - co o tym myślicie? New Weird jest nurtem czy raczej zaprzeczeniem nurtu? Ma jakieś cechy sobie właściwe, czy to wszystko pic na wodę? Jeśli to moda, to czy przeminie z wiatrem, czy może utrwali się w fantastyce, zmieniając nieco jej oblicze? Czy "Inne pieśni" to New Weird? A może New Weird w ogóle nie istnieje?

Zapraszam do dyskusji :)
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5385
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2007-11-10, 18:31   

Dabliu napisał/a:
New Weird jest nurtem czy raczej zaprzeczeniem nurtu?

Jak napisano w artykule, czy też ja to wywnioskowałem z niego. New Weird jest buntem przeciwko szufladkowaniu, ale samo się niby takim czymś staje. Nie uważam tego za złe. Paru młodych obiecujących pisarzy po prostu chcieli zamanifestować przeciwko kolejnym kalkom Tolkiena - to jest spore uogólnienie, ponieważ nie tylko Tolkien, ale także Howard, :Le Guin, Norton itd są powielani. Chodzi o klasyczne podejście do sprawy i nie wprowadzanie czegoś oryginalnego i nowego. Ci autorzy w większości sami do New Weird sie nie przypisują. MacLeod w wywiadzie powiedział, że czytelnicy tak go zakwalifikowali, on o to nie zabiegał. Z Duncanem było tak samo chyba. China Miéville - który wymyślił samą nazwę był chyba pierwszym o którym było głośno czyli był pierwszy z całej tej grupki autorów wydawany, temu można nazwać go prekursorem jakimś. ;)

Samo New Weird jest bardzo młode i na razie można mówić raczej o szansie na coś większego, szansę na nowy gatunek nawet, ale na to musimy parę lat poczekać, aż więcej autorów pójdzie tą drogą. Z wymienionych autorów czytałem Duncana i MacLeoda - Ci autorzy naprawdę stworzyli coś oryginalnego, świeżego i najważniejsze - bardzo dobrego.

Duncan napisał na nowo mity Sumeryjskie, wkomponował w to zagadnienie czasu, wiary, życia, czy też mit o Prometeuszu. Wyszło mu super. No dobra książkę czyta się bardzo ciężko czasami - połowa Atramentu i się zaciąłem, ale niedługo skończę Księgę Wszystkich Godzin. ;)

MacLeod napisał powieść osadzoną w Anglii Wieku Przemysłu. Nawiązanie do Dickensa? Wiele osób mu zarzucało właśnie to, że bazował za bardzo na Dickensie, a ja się pytam: no i co z tego? Każdy na czymś bazuje, a MacLeod napisał jak dla mnie wspaniałą książkę, jest w niej naprawdę wiele, od samej fabuły po rozmyślania na głębsze tematy.

Co do reszty to nie czytałem powiem szczerze. ;) Mag wydaje ucztę w niej jest New Weird i na tym chyba będę też bazował w przyszłym roku - 4-5 pozycji ma się ukazać, całkiem nieźle.

Zauważyłem, że w artykułach czy to z WP czy Dukaja nie ma mowy o Duncanie. o_O

Dabliu napisał/a:
Jeśli to moda, to czy przeminie z wiatrem, czy może utrwali się w fantastyce, zmieniając nieco jej oblicze?

Jak wcześniej pisałem nie wiem czy to moda, raczej nie ponieważ autorzy piszący książkę nie myśleli że piszą New Weird. Więc wybór ich gatunku był nieświadomy, więc za modą nie podążali. Tak samo jak ruch w wielu krajach w bardzo podobnym czasie, ciężko byłoby w przypadku książek takie coś wywołać, moim zdaniem spowodowane było to frustracją związane np,. z ekranizacjami filmów fantasy, takich fantasy fantasy bez żadnych nowość. Myślę, że takie faworyzowanie fantasy w ostatnim czasie wpłynęło na wybuch New Weird - które można uznać za bunt. ;)
Mam nadzieję, że zostanie z nami na dłużej i się będzie prężnie rozwijać, dając nam kolejne perełki książkowe. ;)
Dabliu napisał/a:
A może New Weird w ogóle nie istnieje?

Niech udowodnią, że nie istnieje. :>
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2007-11-10, 18:42   

MadMill napisał/a:
Zauważyłem, że w artykułach czy to z WP czy Dukaja nie ma mowy o Duncanie.


Bo to dosyć stare artykuły.
 
 
Dhuaine 
Catty


Posty: 662
Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-11-11, 00:34   

Dużo szumu o coś, czego można się było spodziewać od dawna. ;) Literaturę zawsze próbowano zaszufladkować, ograniczyć regułami. Autorzy musieli pisać według wytycznych gatunku. Nic dziwnego, ze komuś w końcu puściły nerwy ;) Człowiek chce napisać książkę osadzoną w innych realiach niż Ziemia, ale nie pali mu się do statków kosmicznych, elfów w zielonych rajtuzach i okutanych w prześcieradła magów ciskających fireballe - co teraz? Żaden istniejący gatunek nie pasuje. Ale! Zamiast się załamać, nasz autor pisze swoje i jego dzieło dryfuje błogo pomiędzy szufladkami ze znaną literaturą. xD
"Zatrzymać Tolkiena, poruszyć fantasy" - artykułu nie czytałam, ale z hasłem zgadzam się w 100% ;) Fantasy nie potrzebuje niezliczonych klonów średniowiecznego pastuszka ruszającego na batalię z wielkim złym. Przydałoby się za to coś świeżego, nieskrępowanego zasadą "fantasy = średniowiecze".

Przyznam, że nie miałam dużego kontaktu z new weird. Ten brak czasu :/ Mam jednak nadzieję, że się to zmieni. Do gatunku - jeśli można nazwać to gatunkiem, a nie jednym zbiorczym worem dla tego, co nie mieści się między literaturą tradycyjną a fantastyką - jestem nastawiona dość entuzjastycznie. Zawsze lubiłam eksperymenty... w ramach rozsądku, oczywiście. Nie ciągnie mnie do Duncana i jego "Welinu" - czytałam fragmenty w empiku i uznałam, że styl jest zbyt przeładowany, by można było się nim cieszyć.
Muszę w końcu przeczytać MacLeoda. Na razie tylko przekartkowałam. --_-
Mervyn Peake... Dzięki temu tematowi przypomniałam sobie, że nadal mam na liście Gormenghast. xD Cztery lata temu nic z niego nie zrozumiałam, ale od tego czasu mój angielski powinien przejść na wyższy poziom. O.o
Niektóre książki Rogera Zelaznego można podciągnąć do new weird. Taka "Droga", na przykład - jak inaczej można to zaklasyfikować?
... tak sobie myślę, że nawet zbiorki Gaimana wiszą gdzieś w gatunkowej póżni. Horror, fantasy i sf razem - "Rzeczy ulotne". ^^'
_________________
goodreads .
  
 
 
Metzli 
Diablica


Posty: 3546
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2007-11-11, 20:25   

Też nie nazwałabym New Weird nowym gatunkiem czy nurtem w fantastyce. Nawet jeśli weźmiemy definicję jaką proponuje choćby MAG to widać, że pasuje do niej wszysko co w jakikolwiek sposób odbiega od utartych schematów. I tak jak pisała Dhu, taka sytuacja była do przewidzenia, żeby nie dusić się w tej ciasnocie trzeba wyjść poza utarte ramy. Nie znaczy to oczywiście, że w tychże ramach ciągle nie można napisać czegoś naprawdę dobrego. Ale widać, że autorzy coraz chętniej mieszają różne wątki i tak coraz trudniej daną powieść zaszufladkować. I jest jak najbardziej dobry sygnał, bo widać fantastyka nie stoi w miejscu, ale szuka nowych dróg - trochę to górnolotnie zabrzmiało, ale tak jest ;)

Czytałam Duncana "Welin" i "Atrament" - mimo że trochę się musiałam namęczyć przy tych książkach (ech, ten czas rozumiany w trójwymiarowy sposób) to bardzo mi się podobały. Trochę trzeba było bardziej niż zwykle wysilić swoje szare komórki ;) Na półce czekają "Wieki światła" MacLeoda i na pewno wezmę się za kolejne pozycje, które wyszły bądź będą wychodzić :mrgreen:
_________________
Ale to mnie nie wzrusza
W mojej głowie wciąż susza
Bo parasol określa ich byt

Metzliszcze - 12.06
 
 
Asuryan 
Król Bogów


Posty: 3318
Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-11-12, 13:51   

Dhuaine napisał/a:
Fantasy nie potrzebuje niezliczonych klonów średniowiecznego pastuszku ruszającego na batalię z wielkim złym.

W pełni się z tym zgadzam.

Dhuaine napisał/a:
Przydałoby się za to coś świeżego, nieskrępowanego zasadą "fantasy = średniowiecze".

Fantastyce owszem, ale nie fantasy jako takiemu. Fantasy bowiem to właśnie (pseudo) średniowiecze, ewentualnie (pseudo) starożytność czy początek (pseudo) renesansu. Coś nowego można zawsze osiągnąć poprzez opisanie triumfu zła, czy też całkowite pominięcie wątku walki dobra ze złem (chociażby poprzez brak jasno sprecyzowanego zła i dobra).
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Dhuaine 
Catty


Posty: 662
Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-11-12, 20:50   

Asuryan napisał/a:
Fantasy bowiem to właśnie (pseudo) średniowiecze

Ja rozciągam fantasy na XVI wiek i jeszcze dalej, aż do rewolucji przemysłowej ^^ Trudno znaleźć książki w takim settingu. Przeważnie ciągnie mnie do nich bardziej niż do średniowiecza.

Asuryan napisał/a:
całkowite pominięcie wątku walki dobra ze złem (chociażby poprzez brak jasno sprecyzowanego zła i dobra).

Tego też jest niewiele, niestety. >.>
_________________
goodreads .
 
 
Metzli 
Diablica


Posty: 3546
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2007-11-12, 22:32   

Asu napisał/a:
Fantastyce owszem, ale nie fantasy jako takiemu.


Czy aby na pewno? ;) Moim zdaniem coraz częściej będziemy mieć sytuację przemieszania fantasty z sf, chociaż z drugiej strony nikt wtedy nie używa sformułowania, że jest to fantasy ;) Można powiedzieć, że ten gatunek wpadł w pewną szufladkę i już się z niej nie wydostanie. Nie jest to jakaś dobra sytuacja.
_________________
Ale to mnie nie wzrusza
W mojej głowie wciąż susza
Bo parasol określa ich byt

Metzliszcze - 12.06
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5385
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2007-11-12, 22:55   

Metzli napisał/a:
Nie jest to jakaś dobra sytuacja.

Ale dlaczego? Dla mnie nie ważne, czy to s-f, czysty cyberpunk, hard fantasy czy horror, ważne żeby było dobre. ;) Ważne, żeby książka była ciekawa i miała w sobie coś czego nigdzie indziej nie było, czy też było ale jest to inaczej zastosowane. New Werid właśnie jest takim nurtem, podgatunkiem(mniejsza o nazewnictwo), spełnia rolę "szufladki" gdzie wrzuca się te rzeczy nowatorskie i ciężkie do zdefiniowania. Przecież między Duncanem, a MacLeodem jest różnica. ;)
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
Metzli 
Diablica


Posty: 3546
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2007-11-13, 18:50   

Mad napisał/a:
Ale dlaczego? Dla mnie nie ważne, czy to s-f, czysty cyberpunk, hard fantasy czy horror, ważne żeby było dobre. ;)


Chodziło mi bardziej o to, że fantasy raczej nigdy nie wyjdzie ze swojej "szufladki". Bo gdy dodamy szczyptę czegoś innego to przestaje to być uważane za fantasy ;) Ale czy gatunek w jakim się pisze jest naprawdę tak ważny? Zgadzam się, że książka powinna być przede wszystkim dobra, a w jaki sposób autor zdecyduje się przekazać swoją historię to już drugorzędna sprawa.
_________________
Ale to mnie nie wzrusza
W mojej głowie wciąż susza
Bo parasol określa ich byt

Metzliszcze - 12.06
 
 
AM

Posty: 1239
Wysłany: 2007-11-24, 15:07   

Szufladki ułatwiają czytelnikom, sprzedawcom, wydawcom i krytykom porozumiewanie się. Wystarczy napisać na książce "powieść fantasy" i wszyscy wiedzą o co chodzi. Miłośnik tej literatury dostaje sygnał, że warto się daną pozycją zainteresować, sprzedawca wie gdzie ją wyłożyć... itd.

W przypadku New Weird, która jest tak naprawdę bardziej literacką i wyrafinowaną fantasy, ale ciągle fantasy, nowa nalepka jest potrzebna, aby wysłać sygnał do nowego typu odbiorców.

Problem polega na tym, że bez nalepki New Weird, te książki trafiłyby gdzieś między Piersa Anthony'ego, Dawida Eddingsa czy J.R.R. Tolkiena, czyli tam gdzie zwykle buszują czytelnicy, którzy szukają zupełnie innej literatury. Dzięki zmianie „opakowania” książki trafiają w inne miejsce i jest super.

Dzięki nalepce New Weird wydawcy docierają do krytyków i czytelników, którzy zwykle dostają spazmów, słysząc słowo fantasy itd. Niestety, fantasy kojarzy się dzisiaj wyłącznie z prozą w stylu Eddingsa, Brooksa, Feista, Martina czy Eriksona. A winę za to ponosi Tolkien, a właściwie ogromny sukces komercyjny Władcy Pierścieni, który ukształtował w świadomości czytelników, taki a nie inny wizerunek tego gatunku. Bo mało kto już dziś pamięta, jak wyglądała fantasy przed Tolkienem… Podobnie stało się z cyberpunkiem. Neuromancer Gibsona, który odniósł ogromny sukces komercyjny i stał się dziełem sztandarowym "cybera", narzucił nam wszystkim wizerunek tej odmiany fantastyki. A przecież na początku to nie obecność wirtualnej rzeczywistości, wszczepów itp. definiowała cyberpunk.

Tak więc w skrócie nalepka New Weird pozwala zakamuflować powieść fantasy i dotrzeć z nią na zupełnie nowe terytoria.
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-01-10, 20:12   

W ramach dyskusji pozwolę sobie zacytować słowa Chiny Mieville'a, uznawanego za ojca New Weird w takim stopniu, w jakim za ojca Cyberpunku uważa się Williama Gibsona.
Jest to fragment wywiadu opublikowanego w Nowej Fantastyce 1/2008, przeprowadzonego przez Konrada Walewskiego:

Cytat:
Konrad Walewski: Pisarze zwykle unikają etykietek, ale twoje pisarstwo często jest określane jako New Weird. Czy w jakimś stopniu czujesz się odpowiedzialny za sam termin i cały ruch, do którego włączanych jest coraz więcej pisarzy?

China Mieville: Nie czuję się odpowiedzialny za termin, ponieważ, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie ja go ukułem. Zaproponował go M. John Harrison. Moim zdaniem to znakomite określenie - ogromnie je lubię. W pewnym momencie zrobił się wokół niego ogromny szum, toteż napisałem kilka artykułów, w których go wykorzystałem, ponieważ wydał mi się użyteczny. Według określenia kilkakrotnie użytego przez Johna Clute'a, było to coś heurystycznego, ale, rzecz jasna, była w tym i polemika, i prowokacja, i gra, i puszczanie oka, i wiele innych rzeczy, ponieważ tym właśnie są ruchy literackie. Zmartwiła mnie chłodna reakcja wielu osób, które uznały to za próbę kategoryzowania według linii podziału geograficznego - jakby ktoś był geologiem, wskazywał różne typy skał i mówił: To jest taka skała magmowa, a to jest osadowa. Tego typu aktywna interwencja literacka nie jest rodzajem taksonomii, stanowi coś zupełnie innego, dlatego też mówienie: Tak nie można, bo to czy tamto, jest bezsensowne. Można wysunąć pod adresem New Weird zarzut, że to bezużyteczna fikcja heurystyczna, która wcale nie przyczynia się do naszego myślenia o otaczającym świecie. Znalazło się sporo osób bardzo krytycznie nastawionych do tego terminu, ale ja chętnie podejmę z nimi dyskusję. Wiele osób twierdzi, że szufladkowanie pisarzy jest czymś zbędnym. Bzdura. Non stop szufladkujemy wszystko dookoła, ponieważ tak funkcjonuje ludzki umysł. Nie mam cierpliwości do podobnie absurdalnego czepiania się, natomiast jeśli chce podjąć poważną debatę, mówiąc, że idea New Weird jest bezużyteczna i więcej mąci, niż wyjaśnia, to świetnie - na tym polega debata. Napisałem kilka artykułów, ponieważ uznałem, że to wspaniałe określenie, ciekawa prowokacja dająca podłoże do dyskusji, co było jednym z jej podstawowych założeń. Dla mnie osobiście była to też niezwykle użyteczna heureza, wskazująca na to, że coś rzeczywistego dzieje się w rzeczywistym świecie, z rzeczywistych powodów, które dla mnie były po części powodami politycznymi.
Wydarzyły się jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, zmieniła się sytuacja polityczna, a w konsekwencji także sytuacja literacka. Jeśli zatem uznamy, że istniał jakiś moment dla New Weird, to w moim odczuciu już go nie ma. Po drugie, New Weird stał się manieryzmem; to co zaczęło się jako prowokacja oraz interwencja, zamieniło się w coś w rodzaju nieświeżej, przestarzałej kategorii, przestało być heurystyczne. W ostatnim eseju na ten temat napisałem, że nie mam zamiaru dłużej dyskutować o New Weird. Nie zdystansowałem się od niego, ponieważ nie zamierzam wycofywać się z niczego, co na ten temat powiedziałem. Jeśli inni chcą używać tego terminu, mają prawo, ale dla mnie przestał on być użyteczny. Nie wycofując się i nie podważając niczego, co wcześniej powiedziałem, stwierdzam: nie będę o tym więcej rozmawiał. (...) Jeśli inni uważają, że New Weird wciąż trwa, nie zamierzam z tym polemizować, ale też nie zamierzam się z tym zgadzać.

KW: Dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy, jakie osiągnęliście w New Weird, było definitywne odrzucenie wyczerpanej tolkienowskiej formuły fantasy. New Weird było oryginalne, ponieważ mieliście odwagę łączyć ze sobą rozmaite elementy, których nikt wcześniej nie łączył.

ChM: To wszystko działo się już od pewnego czasu. Problem polegał na tym, co podnosiło wielu przeciwników tego terminu: czy warto mówić o tym zjawisku jako o New Weird. Moje podejście było czysto pragmatyczne: uznałem, że warto. Można to nazywać, jak się komu podoba. Nie obchodzi mnie to. Uznałem, że dzieje się coś ważnego; postępuje synkretyzm gatunków, a przy tym gwałtowna eksplozja ich potencjałów, więc myślę, że jeśli mamy temu zjawisku nadać jakąś nazwę, New Weird jest znakomita. Chodziło o skalę zjawiska. Wydaje mi się, że wiele z tych rzeczy odbywa się nadal, ale w innej formie; sytuacja, którą odzwierciedlały, posunęła się do przodu. Nie jest ani gorsza, ani lepsza, po prostu inna. Niech oceniają to inni. Wydaje mi się, że istnieje wielkie niebezpieczeństwo autoparodii. Między innymi z tego powodu nie biorę już udziału w panelach o Tolkienie, ponieważ przez trzy czy cztery lata dyskredytowałem go. W pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że stałeś się kimś w rodzaju nadwornego błazna - na konwentach ludzie mówią ci: China, zrób numer z Tolkienem. Z szacunku do samego siebie i do Tolkiena zrezygnowałem z dyskusji na ten temat. Nie chciałem stać się cyrkową małpą, toteż obecnie jeśli występuję w panelach o nim, rozmawiał wyłącznie o tym, co mi się u niego podoba.
 
 
Metzli 
Diablica


Posty: 3546
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-05-23, 18:27   

Mam za sobą lekturę "Fizjonomiki" Jeffreya Forda, książkę, po którą sięgnęłam dzięki recenzji na blogu Dabliu ;) Na początku, w sumie sama nie wiem dlaczego zakładałam, że to będzie sf. A w zasadzie fabułę trudno jakoś umiejscowić w przestrzeni. Co do samej książki, prosta opowiastka, gdzie możemy oglądać przemianę bohatera - może nawet zbyt szybką, bez większego namysłu nad motywami.

Zdziwiło mnie, że taka książka dostała nagrodę World Fantasy Award. A jeszcze większe gdy przeczytałam, że autor jest zaliczany do nurtu New Weird. Jakoś po lekturze Duncana i McLeoda oczekiwałam samych perełek ;) Chociaż jakby spojrzeć na to z drugiej strony to nie ma gdzie umiejscowić takiej książki, a wygodniej wrzucić ja do jednego wora.
_________________
Ale to mnie nie wzrusza
W mojej głowie wciąż susza
Bo parasol określa ich byt

Metzliszcze - 12.06
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-06-04, 22:03   

Znalazłem recenzję antologii The New Weird - czy ktoś to u nas, po polsku, kurka, wyda? Może MAG by się za to zabrał? Noż kawał literatury omija nas, językowych ignorantów... :cry:
 
 
MadMill 
Bucek


Posty: 5385
Skąd: hcubyw ikleiw
Wysłany: 2008-06-04, 22:09   

O już się kłóciłem o tę reckę. :mrgreen: Wszędzie mnie pełno. //devil
Recka jest strasznie długaśna, ale jak mi zwróciła uwagę redaktorka Poltera - bardzo grzecznie - to produkt nieznany czytelnikom w Polsce temu taka obszerna i dokładna recenzja. OK, jestem grzeczny i się z tym godzę, bo książkę wypatrzyłem dawno temu, jak Hal Duncan wrzucił jej zajawkę na swojego bloga, więc dla mnie to, że takie coś jest było pewnikiem.

Co do samego produktu... jak pisze autorka recenzji i wymienia utwory to parę się u nas pojawi czy to nakładem Maga - Duncan jako nowelkę - czy też Solarisu - najpewniej w Krokach w nieznane. Wątpię czy ktoś wyda tą antologię taką jaka ona jest za granicą. Chciałbym się mylić. ;)
_________________

"Życie... nienawidź je lub ignoruj, polubić się go nie da."
Marvin
 
 
batou 


Posty: 505
Skąd: Tai chi
Wysłany: 2008-06-05, 09:26   

Ja chciałbym to przeczytać w takiej postaci jak zostało wydane oryginalnie. Z tego zbioru przeczytałem jedno z opowiadań - The Neglected Garden autorstwa Kathe Koji.

Co do samej recenzji na Polterze to jednak zbyt szczegółowo jak dla mnie opisano te opowiadania. Wydaje mi się, że w ciemno ktoś nie znający pojęcia New Weird tego raczej nie kupi, a dla innych tak wyczerpujący opis jest zbędny ;) Zgadzam się z tym, że trochę niefortunnie użyto tam nazwisk Lema i Le Guin ;)
_________________
dont open your eyes you wont like what you see
the devils of truth steal the souls of the free
 
 
Toudisław 
Ropuszek

Posty: 6076
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-06-16, 20:52   

Fizjonomika przeczytana. Czy to jest New Weird ? jeżeli tak widać gatunek jest bardzo obszerny tematycznie Bo jakoś Fizjonomika różni się potwornie od Welinu czy Wieków światłą. Sam gatunek coraz bardziej zdobywa moje czytelnicze serce. Domem burz nie byłem zawiedziony i być nie mogłem. Fizjonomika aż tak mi się co prawda nie podobała ale to książka dobra i godna uwagi. Główny bohater potrafi nieźle zirytować ale przynajmniej mamy ciekawą postać. Świat Fizjonomiki nie jest może zbyt szczegółowo opisany ale stanowi fajne tło dla akcji. Chętnie przeczytam dalsze przygody Cleya
_________________
 
 
Elektra 


Posty: 3548
Skąd: z Gdyni
Wysłany: 2008-07-03, 17:40   

Jakby ktoś był zainteresowany, to dzisiejsza audycja "Tam i z powrotem" w Radiu Kraków będzie o Chinie Mieville'u. Początek o 22.40.
_________________
Nie mów kobiecie, że jest piękna. Powiedz jej, że nie ma takiej drugiej jak ona, a otworzą ci się wszystkie drzwi.
Jules Renard
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-07-08, 12:02   

Elektra napisał/a:
Jakby ktoś był zainteresowany, to dzisiejsza audycja "Tam i z powrotem" w Radiu Kraków będzie o Chinie Mieville'u. Początek o 22.40.


Jeśli ktoś nie słyszał, a chciałby, to audycja o Chinie Miéville'u jest już dostępna.
 
 
Toudisław 
Ropuszek

Posty: 6076
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-08-04, 13:41   

Po przeczytanie "Akwaforty" i przemyśleniu sprawy, dochodzę do wniosku, że jednak NW nie istnieje. To nie może być jeden gatunek, bo zbyt mało ma cech wspólnych. Nie ma tu też gniotów czy tandety, a każdy gatunek czy nurt powinien mieć książki świetne i beznadziejne a nie być tworzonym tylko przez oryginalne i dobre powieści, bo wtedy nie jest gatunkiem a zbiorem rożnych książek mających cechę wspólną czyli brak cech wspólnych. Wkrótce biorę się za Chine Miévilla. Zobaczymy co będzie po tym. Jednak ten "Gatunek" to dla mnie sztuczny twór raczej marketingowy niż literacki. Obawiam się, że popularność NW może obrócić się przeciwko niemu i spowodować wysyp gniotów pod flagą NW, by tylko się sprzedało. Się pożyje się zobaczy.
_________________
 
 
AM

Posty: 1239
Wysłany: 2008-08-04, 14:21   

Toudisław napisał/a:
Po przeczytanie "Akwaforty" i przemyśleniu sprawy, dochodzę do wniosku, że jednak NW nie istnieje. To nie może być jeden gatunek, bo zbyt mało ma cech wspólnych. Nie ma tu też gniotów czy tandety, a każdy gatunek czy nurt powinien mieć książki świetne i beznadziejne a nie być tworzonym tylko przez oryginalne i dobre powieści, bo wtedy nie jest gatunkiem a zbiorem rożnych książek mających cechę wspólną czyli brak cech wspólnych. Wkrótce biorę się za Chine Miévilla. Zobaczymy co będzie po tym. Jednak ten "Gatunek" to dla mnie sztuczny twór raczej marketingowy niż literacki. Obawiam się, że popularność NW może obrócić się przeciwko niemu i spowodować wysyp gniotów pod flagą NW, by tylko się sprzedało. Się pożyje się zobaczy.


NW nie jest nurtem popularnym (widoczny to właściwsze określenie), jedynym pisarzem doń zaliczanym, który odniósł spory sukces jest China Mieville. Reszta to nisza, mimo że rozprawiają o nich krytycy, koledzy po piórze i niewielki % czytelników. Podobnie było zresztą z cyberpunkiem. Nurt był strasznie nagłośniony, Sterling pisał manifesty, ale poza Gibsonem i Sterlingiem właśnie nikt nie odniósł sukcesu komercyjnego (moze jeszcze Stephenson, ale to już właściwie inny okres i inna bajka).
 
 
Toudisław 
Ropuszek

Posty: 6076
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-08-04, 15:01   

AM napisał/a:
NW nie jest nurtem popularnym (widoczny to właściwsze określenie),

Ale jedno może przejść w drugie. Widzę, że o NW mówi się coraz więcej i coraz więcej w ofertach wydawnictw pojawia się pozycji reklamowanych jako NW. Co oznacza, że jakieś zainteresowanie jest, nawet jeżeli rozproszone, czy wywodzące się z grupki koneserów. Jako że mnie interesuje NW (wiem, napisałem, że nie istnieje, a teraz mówię, ze mnie interesuje. Ale chodzi o to, że pozycje uważane z NW dość mi się podobają, wiec mam je na czytelniczym celowniku). I boję się, że pod szyldem NW wepchnie mi się gniota, który inaczej za żadne skarby by się nie sprzedał. Tylko czekać na " Pierwsze polskie NW" czy inne objawienie.

Teoretycznie powstanie Antologii NW potwierdza, że jakaś grupa pisarzy czuje, że tworzy to samo. Tylko pytanie czy to inicjatywa pisarzy czy wydawnictwa?
JaK dla mnie NW to raczej drogowskaz, że książka chociaż próbuje być poza głównym nurtem. Jeżeli NW byłby gatunkiem, to była by tylko odnoga czy część głównego nurtu, a więc coś czym z zasady NW miał nie być.
_________________
 
 
AM

Posty: 1239
Wysłany: 2008-08-04, 15:28   

Toudisław napisał/a:
AM napisał/a:
NW nie jest nurtem popularnym (widoczny to właściwsze określenie),

Ale jedno może przejść w drugie. Widzę, że o NW mówi się coraz więcej i coraz więcej w ofertach wydawnictw pojawia się pozycji reklamowanych jako NW. Co oznacza, że jakieś zainteresowanie jest, nawet jeżeli rozproszone, czy wywodzące się z grupki koneserów. Jako że mnie interesuje NW (wiem, napisałem, że nie istnieje, a teraz mówię, ze mnie interesuje. Ale chodzi o to, że pozycje uważane z NW dość mi się podobają, wiec mam je na czytelniczym celowniku). I boję się, że pod szyldem NW wepchnie mi się gniota, który inaczej za żadne skarby by się nie sprzedał. Tylko czekać na " Pierwsze polskie NW" czy inne objawienie.

Teoretycznie powstanie Antologii NW potwierdza, że jakaś grupa pisarzy czuje, że tworzy to samo. Tylko pytanie czy to inicjatywa pisarzy czy wydawnictwa?
JaK dla mnie NW to raczej drogowskaz, że książka chociaż próbuje być poza głównym nurtem. Jeżeli NW byłby gatunkiem, to była by tylko odnoga czy część głównego nurtu, a więc coś czym z zasady NW miał nie być.


Te wszystkie rzeczy, które publikujemy powstały na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia; w tym czasie uzbierało się może 20 naprawdę fajnych pozycji (z autorów, których warto został już tylko M. John Harrison). Za chwilę, jednak, nie będzie co wydawać, bo to "nieliczne" zjawisko. NW podoba się wąskiej grupie czytelników (poza Mieville'em) i tak już raczej zostanie. Tym bardziej, że do nas "fala" NW przyszła z opóźnieniem... Na zachodzie jest już chyba po wszystkim; teraz pewne tematy i klimaty trafiają do książek autorów bardziej komercyjnych i służą do ubarwiania bardziej sztampowych i "zwyczajnych" dzieł.

Antologia NW to te same nazwiska (jest kilku nowych autorów, ale to już raczej 2 fala, która przeniosła niektóre klimaty na bardziej komercyjny grunt). Nie bez znaczenia jest tu fakt, ze jej redaktorem jest VanderMeer, który należy do głównych ideologów i piewców nurtu :-) .
 
 
Toudisław 
Ropuszek

Posty: 6076
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2008-08-04, 20:14   

AM napisał/a:
teraz pewne tematy i klimaty trafiają do książek autorów bardziej komercyjnych i służą do ubarwiania bardziej sztampowych i "zwyczajnych" dzieł.

Właśnie o tym mówię. Mieszaniu się z komercją i z głównym nurtem by zaspokoić czytelników z głównego nurtu i skusić do zakupu wielbicieli NW. Podobnie jest Chyba z Urban Fanstay. Dobry początek a potem już brak pomysł i wejście w komercję. NW to po prostu książki inne niż większość i ma nadzieję, ze takie bądą powstawać bez znaczenia wtedy będzie jak się nazwie gatunku czy trend
_________________
 
 
Dabliu 


Posty: 834
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-12-09, 15:02   

Kilka nowych cytatów i przemyśleń, przeniesionych z innego forum, gdzie odpowiadałem na pewne posty:

Skupiacie się na konwencji, czy nawet scenografii, a przecież to coś więcej. Chodzi też o szukanie nowych form, stylów, o inspirację dziełami pozafantastycznymi. Dlatego nie wystarczy po prostu pomieszać Fantasy i SF, bo wyjdzie nam prawdopodobnie science fantasy (taki gatunek przecież istnieje od dawna), czy inny cross-over. Niech za przykład posłuży PLO Grzędy - pomieszane konwencje, ale nikt raczej nie powie, że to NW (sam przydzielłbym, jeśli już, właśnie do science fantasy). To się jakoś tak czuje.

Podrzucę kilka zdań wyciętych z dyskusji DOS:
W. Szostak napisał/a:
Wiadomo o New Weird niewiele, wspomnianych autorów różni bardzo wiele. Można powiedzieć chyba jedno: porzuca tradycję tolkienowską, bierze z nią rozbrat na dobre i na złe. Szczególnie widać to w warstwie scenograficznej - porzucenie krasnoludzkich kopalń i prastarych puszcz pełnych elfów na rzecz innych źródeł inspiracji. Do tego dochodzą rozmaite flirty z tradycją science.

Nowa formuła uwalnia wyobraźnię, prowokuje do przekraczania barier. Czy chodzi tylko o poszukiwanie nowych złóż, alternatywnych źródeł energii, czy też porzucenie starych konwencji otwiera nowe perspektywy mówienia o świecie, człowieku itd.? Co można powiedzieć więcej/prawdziwiej/lepiej dzięki tej formule?


Ł. Orbitowski napisał/a:
ORBITOWSKI: Nie rozumiem, więc się wyzłośliwię – czy chodzi po prostu o to, że ktoś nagle, po iluś tam dziesięcioleciach chciał być wreszcie oryginalny? No nie, bo nieustannie, co parę lat wypływali artyści wybijający się skalą wyobraźni. Kłopot w zderzeniu czasowym, po prostu mamy kilku naraz i włącza się właściwa ludziom konieczność spędzania pisarzy w stada i wypalania znaków, do jakiej stajni przynależą. New Weird funkcjonuje chyba jako termin pomocniczy: a teraz, kochani, dostaniecie coś innego niż zwykle. I tyle.


J. Dukaj napisał/a:
DUKAJ: Moje rozumienie New Weird zmieniało się wraz z kolejnymi lekturami. Zacząłem od Mieville’a, i to wtedy, gdy poza nim jeszcze niewiele New Weird napisano, więc błędnie wziąłem cechy przygodne prozy Mieville’a za właściwości gatunku - postrzegałem go jako konwencję hybrydyzującą fantasy z science fiction, kolejny literacki crossover, misz-masz multigatunkowy.

Dzisiaj już widzę, że New Weird to czysta fantasy - tylko że wyrosła z infantylizmów i ograniczeń narzuconych przez dotychczas powielane schematy, głównie tolkienowski. Spośród tysięcy możliwych wariantów prozy nierealistycznej i opartej na kreacjach nieracjonalnych realizowano dotąd tylko kilka, sprzężonych akurat ze średniowieczem i określonymi zestawami mitów - i wszyscy myśleli, że na tym właśnie polega fantasy. Kiedy z kolei przyszedł Mieville i zrealizował zupełnie inny wariant, zaczęliśmy absolutyzować tę „mieville’owatość”. Ale pojawią się kolejni, jak MacLeod czy Duncan - w końcu ta przestrzeń „fantasy potencjalnej” wypełni się na tyle, że zobaczymy kształt pełny.

W tym sensie jest to więc najnormalniejszy w świecie proces dorastania konwencji literackiej: autorzy nie kopiują już pierwowzorów (dzieł fundacyjnych), ale eksplorują nowootwarte kierunki powodowani własnymi zainteresowaniami i fascynacjami. Mieville - takimi; MacLeod - takimi; inni - jeszcze innymi. I to jest zdrowe, to jest normalne.

Pisanie wciąż Tolkienem bądź naokoło Tolkiena (czy w Polsce - Sapkowskiego) nie jest jakimś grzechem specyficznym dla fantasy: w innych konwencjach tak samo powiela się wzorce z dzieł najsilniej odciśniętych w masowej wyobraźni (iluż jest np. naśladowców Chandlera!). Fatalne było natomiast OGRANICZENIE do tego powielactwa. New Weird to przełamał. I dzięki temu zapisze się w historii literatury.


(...)

Ł. Orbitowski napisał/a:
Więc tak – odejście od fabularnego schematu. Odejście od „średniowiecznego” fantasy, odejście od czarno-białego podziału na dobrych oraz złych. Oraz czerpanie z pozafantastycznej tradycji literackiej (Dickens, Joyce), szukanie inspiracji w niezagospodarowanych mitologiach. Dodałbym jeszcze „przymus oryginalności”, parcie na niepowtarzalność, z wyłączeniem na zgodę odnoście powtarzania samego siebie.


J. Dukaj napisał/a:
Dla mnie ważniejsze są różnice między tymi autorami, i to nie tylko w konstrukcji świata, ale przede wszystkim w formułach literackich. New Weird oznacza bowiem zarówno zerwanie z kanonami światotwórstwa fantasy, ale - co może ważniejsze - także otworzenie konwencji na mnóstwo nowych formuł i stylów literackich. Analogiczny przełom w SF nastąpił za sprawą Nowej Fali w latach 60-70-tych (i wtedy również główną rolę odegrali pisarze brytyjscy).

Ten aspekt się zazwyczaj pomija przy omawianiu New Weird, skupiając się na zmianach w scenografii. A ciekawsze byłyby pytania właśnie o umożliwioną w ten sposób w fantasy ewolucję konwencji fabularnych i samych metod narracji (bo może i odejścia od fabuły). W Polsce autorzy z upodobaniem miksują scenografie fantastycznych światów, nie wykraczając przy tym jednak poza klasyczne fabuły przygodowe - jak MacLeod właśnie sięgnął do tego Dickensa i wzorców późniejszych. (...)


Całość tutaj.

Sięgnijmy jeszcze na chwilę do angielskiej Wikipedii:
Wiki napisał/a:
The New Weird is an avant-garde literary movement or literary genre that began, nascent and unnamed, in the 1990s and culminated in a series of novels and stories published from 2001 to 2005. The writers involved are mostly novelists who are considered to be parts of the horror and/or speculative fiction genres. The author all critics agree on as a "New Weird" writer is China Miéville, who self-describes as such. Other writers who have been variously described as "New Weird" include M. John Harrison, Steph Swainston, and Jeff VanderMeer — although some of these writers are more properly precursors to New Weird.


Wygląda więc na to, że rozdział New Weird jest już zamknięty...?

I jeszcze:
Wiki napisał/a:
There is considerable debate about whether or not New Weird is a movement amongst like-minded authors, or merely a label that has been applied to them after the fact to describe perceived similarities between their works. Many of the authors who are associated with the movement either disavow belonging to it, or simply don't care what categorical labels their readers craft to name their work.

However, despite this confusion, the introduction to the New Weird anthology edited by Jeff VanderMeer and Ann VanderMeer, published by Tachyon Publications in February 2008, claims a specific definition for New Weird that clarifies the issue considerably:

New Weird is a type of urban, secondary-world fiction that subverts the romanticized ideas about place found in traditional fantasy, largely by choosing realistic, complex real-world models as the jumping off point for creation of settings that may combine elements of both science fiction and fantasy. New Weird has a visceral, in-the-moment quality that often uses elements of surreal or transgressive horror for its tone, style, and effects — in combination with the stimulus of influence from New Wave writers or their proxies (including also such forebears as Mervyn Peake and the French/English Decadents). New Weird fictions are acutely aware of the modern world, even if in disguise, but not always overtly political. As part of this awareness of the modern world, New Weird relies for its visionary power on a "surrender to the weird" that isn't, for example, hermetically sealed in a haunted house on the moors or in a cave in Antarctica. The "surrender" (or "belief") of the writer can take many forms, some of them even involving the use of postmodern techniques that do not undermine the surface reality of the text.

Part of this genre's roots derive from pulp horror authors, whose stories were sometimes described as "weird fiction". The "weird tale" label also evolved from the magazine Weird Tales; the stories therein stories often combined fantasy elements, existential and physical terror, and science fiction devices.


Dla mnie New Weird jest (był?) bardziej ruchem/nurtem w fantastyce, niż jej podgatunkiem. Trochę jak Nowa Fala w SF, New Weird wydaje mi się Nową Falą w fantasy. Istnieją oczywiście pewne cechy charakterystyczne, np. szczególne podejście do światotwórstwa, czerpanie z różnych tradycji literackich, przeplatanie wyszukanego, literackiego stylu z elementami rodem z klasycznej pulpy, anatomiczne podejście do przemocy, zabawy z formą/fabułą, przewartościowanie lub odejście od schematu "questu" w fantasy, poruszanie zagadnień społecznych, czy zastępowanie elementu baśniowego elementem surrealistycznym. Nie są to jednak IMHO elementy konstytuujące NW, jak to było w przypadku cech charakterystycznych dla cyberpunka (będącego przecież nie tylko gatunkiem fantastyki, ale i po trosze takim właśnie "ruchem" w SF). Raczej jakiś znak czasów w podejściu do nowego fantasy, albo coś w tym guście...

Aha, no i nie należy zapominać o wpływie pradziadka New Weird - H.P. Lovecrafta (jeśli dziadkami mieliby być m.in. Mervyn Peake, Michael Moorcock i M. John Harrison, a tatusiami China Mieville i Jeff VanderMeer). Wszak u Lovecrafta elementy SF, fantasy i horroru nie mieszały się ze sobą na zasadzie cross-overu; one tam współistniały, wynikały (lecz nie wydzielały się) z całości, zamiast tę całość stwarzać po połączeniu. Tak myślę.
 
 
Adashi 
Buntownik z wyboru


Posty: 50
Skąd: Pyrlandia
Wysłany: 2008-12-09, 17:37   

Dabliu napisał/a:
Dla mnie New Weird jest (był?) bardziej ruchem/nurtem w fantastyce, niż jej podgatunkiem. Trochę jak Nowa Fala w SF, New Weird wydaje mi się Nową Falą w fantasy. Istnieją oczywiście pewne cechy charakterystyczne, np. szczególne podejście do światotwórstwa, czerpanie z różnych tradycji literackich, przeplatanie wyszukanego, literackiego stylu z elementami rodem z klasycznej pulpy, anatomiczne podejście do przemocy, zabawy z formą/fabułą, przewartościowanie lub odejście od schematu "questu" w fantasy, poruszanie zagadnień społecznych, czy zastępowanie elementu baśniowego elementem surrealistycznym. Nie są to jednak IMHO elementy konstytuujące NW, jak to było w przypadku cech charakterystycznych dla cyberpunka (będącego przecież nie tylko gatunkiem fantastyki, ale i po trosze takim właśnie "ruchem" w SF). Raczej jakiś znak czasów w podejściu do nowego fantasy, albo coś w tym guście...

Może New Weird dopiero przedzierzgnie się z tego ruchu w podgatunek :idea: Wszak idea jest dość świeża. Z cyberpunkiem zdaje się było podobnie, najpierw ruch, pewna filozofia, grupka autorów i Blade Runner w reżyserii Scotta, a potem to wszystko stało się popularne, pojawili się nowi twórcy, konwencję podchwyciło kino i telewizja, dziś CP jest jednym z subgatunków SF, obok hard sf, military sf, space opery, social fiction, utopii/dystopii, historii alternatywnej, itd.
Wszystko kiedyś było świeże i odkrywcze, nawet klasyczne fantasy, dla nas jego ramy ukształtowali Tolkien do spółki z Howardem, no może jeszcze Leiber (plus ew. Le Guin), ale wcześniej byli przecież tacy twórcy jak Abraham Merritt i fantasy jako takie wyglądało nieco inaczej.
_________________
Płyńcie posty moje, rzekł Adashi.
 
 
Toudisław 
Ropuszek

Posty: 6076
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2010-02-28, 23:28   

Dabliu napisał/a:
.P. Lovecrafta (jeśli dziadkami mieliby być m.in. Mervyn Peake, Michael Moorcock i M. John Harrison, a tatusiami China Mieville i Jeff VanderMeer).

Michael Swanwick to co ? Córka żelaznego Smoka mogła by jak najbardziej być NW. To wręcz jego esencja.

Grzędowicz na konwentach rozpoczął prawdziwą kampanię przeciwko NW. Nie twierdzę że część jego argumentów nie jest słuszna ( o tym że NW może skończyć się na niezbyt spójnych dekoracjach) ale mam wrażenie, że jego ataki to ataki na Mevila a właściwie na poglądy polityczne tego pisarza.

Wie ktoś co z tą Antologią ? Wyda ją ktoś w Polsce czy raczej an to nie ma szans?
_________________
 
 
moffiss 


Posty: 280
Wysłany: 2010-03-01, 08:27   

A, może new weird jest tylko nazwą handlową, znakiem towarowym odciśniętym w świadomości współczesnego odbiorcy przez wydawców w celach komercyjnych. Katogoryzacja sprzyja budowaniu relacji z czytelnikiem utożsamiającym się z danym nurtem, stylem czy modą.
Wyolbrzymienie, przejaskrawienie cech NW może wywierać mocne wrażenia, spotęgować czytelniczą ekspresję, pęd do księgarni, by znowu stać się trendy, bo współczesny odbiorca nie potrafi obyć sie bez informacyjnej hiperboli.
  
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17198
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2010-03-01, 08:34   

moffiss napisał/a:
A, może new wired

A może New Weird?

Może, to samo można powiedzieć o realizmie magicznym. Tylko, że w tym drugim wypadku chodzi raczej o niechęć krytyków mainstreamu do klasyfikowania dobrych książek jako fantastykę.

Zresztą New Weird to skuteczny termin wytrych, coś jak powieść postmodernistyczna. Jeżeli nie wiadomo jak do końca sklasyfikować... to pod ręką mamy całkiem pojemny worek ;)

moffiss napisał/a:
Wyolbrzymienie, przejaskrawienie cech NW może wywierać mocne wrażenia, spotęgować czytelniczą ekspresję, pęd do księgarni, by znowu stać się trendy, bo współczesny odbiorca nie potrafi obyć sie bez informacyjnej hiperboli.

A to już jest pyerd.
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
Toudisław 
Ropuszek

Posty: 6076
Skąd: Z chińskiej bajki
Wysłany: 2010-03-01, 09:01   

Spellsinger napisał/a:
Może, to samo można powiedzieć o realizmie magicznym. Tylko, że w tym drugim wypadku chodzi raczej o niechęć krytyków mainstreamu do klasyfikowania dobrych książek jako fantastykę.

Nie do końca. Realizm magiczny powstał przed fantastyką Sensu stricte.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Realizm_magiczny

lata 20 XX wieku.
Spellsinger napisał/a:
Jeżeli nie wiadomo jak do końca sklasyfikować... to pod ręką mamy całkiem pojemny worek ;)

No tak ale w złożeniach nie temu to maiło służyć.
Cytat:
A, może new weird jest tylko nazwą handlową, znakiem towarowym odciśniętym w świadomości współczesnego odbiorcy przez wydawców w celach komercyjnych. K

Tak się pewnie stało. Ale jak pisałem to nie tendy droga. Jako gatunek nie wystartował a jako nurt ? ogulny ruch pisania inaczej ? Łamanie zasad i oderwania się od wszelkich możliwych standaryzacji ? Chyba po to była ta nazwa by ktoś kto piszę zupełnie inaczej mógł jednak czymś się " wytłumaczyć ".
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Katedra


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,39 sekundy. Zapytań do SQL: 12