Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[UW] Ian McDonald
Autor Wiadomość
Shadowmage 


Posty: 3155
Skąd: Wawa
Wysłany: 2012-04-09, 07:48   

Tixon, nie pogrążaj się :P
_________________
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6270
Skąd: Piła
Wysłany: 2012-04-09, 10:06   

Dzięki za wsparcie, cholera :-P
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12293
Skąd: kurna chata
Wysłany: 2012-04-09, 16:27   

Tix, nie pogrążaj się i nie tłumacz się pokrętnie ASX-em. On nie ma z tym nic wspólnego, cholera. :-P
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6270
Skąd: Piła
Wysłany: 2012-04-09, 17:42   

ASX666 napisał/a:
Tix, nie pogrążaj się i nie tłumacz się pokrętnie ASX-em. On nie ma z tym nic wspólnego, cholera.

ASX666 w temacie napisał/a:
Wymyślasz, coby swego literackiego idola - McDonalda

Nie bo po co :>

A pogrążam się, bo...?
Tylko własnymi słowami ;)
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12293
Skąd: kurna chata
Wysłany: 2012-04-09, 18:14   

Tixon napisał/a:
ASX666 napisał/a:
Tix, nie pogrążaj się i nie tłumacz się pokrętnie ASX-em. On nie ma z tym nic wspólnego, cholera.

ASX666 w temacie napisał/a:
Wymyślasz, coby swego literackiego idola - McDonalda

Nie bo po co :>


A pogrążam się, bo...?
Tylko własnymi słowami ;)




1. Rozchodziło się o to, że ASX nie ma nic wspólnego z pokrętnym tłumaczeniem się. Natomiast pokrętne jest "chowanie się za plecami" ASX-a w pańskim wykonaniu i tym samym prowokowanie go do włączenia w sprawę, która go ani ziębi, ani grzeje. ;)
Skoro uważasz ten "chwyt" za "nędzny", to dlaczego go powielasz/stosujesz? Jak to świadczy o Tobie? :-P

2. Ja nie studnia życzeń. ;)

Gdy dobitnie wykazałem biało na czarnym, że nie masz racji w przypadku K. Wagnera na temat pewnych kwestii, to też zacząłeś tworzyć jakieś dziwne tłumaczenia, zamiast grzecznie przeprosić i przyznać się do błędu. Nie chciałbym wdawać się w powtórkę "z rozrywki". :-P
Co miałem napisać w tym temacie, już napisałem wcześniej.
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6270
Skąd: Piła
Wysłany: 2012-04-09, 18:46   

1) Pokrętne tłumaczenie to poproszenie Łaka aby nie przypisywał bezzasadnie fanbojstwa, tak jak ASX mówił kto jest moim idolem. Co widać w cytacie powyżej ;)
Proszę wskazać też przykład, gdzie stosuję ów "chwyt" - bezzasadne twierdzenie, że jest się fanem danego pisarza, wobec tego coś tam coś tam ;)

2) Uzasadnienie własnego zdania jest życzeniem, tak? :->

3) Wykazać, wykazał Tomasz, tak gwoli ścisłości ;) Ty nie potrafiłeś nawet podać właściwego opowiadania ;) Link
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12293
Skąd: kurna chata
Wysłany: 2012-04-09, 19:11   

Tix :arrow:

1. Nie domyśliłeś się, dlaczego tak uczyniono? ;) Treść Twoich wpisów zawiera dane na podstawie których można ulec wrażeniu, żeś fanboj McDonalda.

2. Swoje zdanie uzasadniłem Ci wcześniej. Nie mam nic nowego do dodania. :-P No, chyba że obelżywe słowo. ;)

3. Opowiadanie niewłaściwe - faktycznie, ale to w niczym nie umniejsza mej racji. Proszę również wziąć pod uwagę, żem napisał: "tam chyba wszystko jest", a owe "chyba" robi wielką różnicę, ponieważ "chyba", nie znaczy "na pewno". Innymi słowy dopuszcza możliwość, że może tego tam nie być.
 
 
Sabetha 
Baba Jaga


Posty: 4286
Wysłany: 2012-06-11, 20:11   

Chociaż jestem leniwa z natury, koniec końców uznałam „Rzekę bogów” za godną włożenia odrobiny wysiłku w napisanie posta.

Na początku tekst stawił mi zdecydowany opór. Nigdy nie interesowałam się kulturą Indii (poza przeczytaniem w zamierzchłych czasach jakiejś hinduskiej mitologii, z której pamiętam niewiele) a tu masz, babo, gol guppas – autor bez miłosierdzia cisnął we mnie gradem terminów i informacji, które wymogły intensywną pracę na moich leniwych szarych komórkach. Fabularnie też nielekko – dziewięciu bohaterów, dziewięć różnych historii i tyleż samo punktów widzenia odnośnie bieżących wydarzeń. Jednak (gdy się już przemogłam) im więcej odkrywałam powiązań, czasem bardzo subtelnych, tym większe czułam uznanie dla pomysłowości McDonalda i tym ciekawiej jawił się ten egzotyczny świat przyszłości z jego aeai, wirtualnymi wszechświatami i robotami bojowymi z jednej, a starymi jak sama ludzkość problemami z drugiej strony.
Co do wzmiankowanych bohaterów, nie sposób nie przyznać, że skonstruowani zostali doskonale, jednakowoż (oprócz Parvati i Vishrama Raya, których zdecydowanie polubiłam, chociaż z różnych powodów) ich los był mi podczas lektury niemalże obojętny; nieustannie miałam wrażenie, że toną w ogromnej masie ludzi i zdarzeń. Co ostatecznie znalazło swoje uzasadnienie w finale powieści – pioneczki z nich tylko były na wielkiej szachownicy wszechświata(ów)...
Tekst stawia przed czytelnikiem pytania i chociaż w sumie nie są to pytania jakoś szczególnie odkrywcze (relacje człowiek – sztuczna inteligencja, eksperymenty genetyczne, chirurgiczne modyfikowanie ciała), nie nuży, a skłania do refleksji nad tym, co jest i może się stać udziałem ludzi na tym łez padole.
I ta narracja w czasie teraźniejszym – świetnie się komponuje z gwarnym, niespokojnym królestwem Matki Gangi.
_________________
"Wewnątrz każde­go sta­rego człowieka tkwi młody człowiek i dzi­wi się, co się stało".
T. Pratchett "Ruchome obrazki"
 
 
onceuponatime


Posty: 47
Wysłany: 2012-08-21, 15:28   

Skończyłem właśnie "Rzekę Bogów". Z jednej strony książkę czyta się dobrze. Wciąga i nawet przez moment nie myślałem, żeby rzucić ją w kąt. Z drugiej zaś strony mam wrażenie, że to już gdzieś było. Repertuar patentów jak na SF bardzo standardowy, czyli sztuczna inteligencja, zabawa genetyką, zmiany płci, roboty itd. Tyle, że ten repertuar McDonald wykorzystuje w dosyć udany sposób i o dziwo upycha go na 500 stronach. Za co szacunek, bo nie ma tutaj zbędnego lania wody, a same konkrety. Duża liczba bohaterów nie przytłacza i widać, że są niezbędni dla fabuły (no może Parvati). Klimat futurystycznych Indii rewelacyjny. Dla mnie jest to powiew świeżości, bo większość SF, które czytałem jest w dużym stopni, że tak się wyrażę "zamerykanizowana". No i w tym miejscu dochodzę do nurtujących mnie przemyśleń. Czy nie jest tak, że sukcesem "Rzeki" jest jej egzotyczne umiejscowienie? Czy SF jest skazane na ciągłe wałkowanie tych samych patentów w "n" sposób?

Kurde, w sumie, na co ja zaczynam narzekam? Czytało mi się dobrze, czasami żałując, że z braku czasu nie mogę na dłużej do niej przysiąść. Dodatkowo w promocji dobrałem do niej "Dom derwiszy" i jakoś z tego powodu płaczu nie ma, bo mogłem wybrać innego autora i takie tam sranie. Nawet dochodzę do wniosku, że jak McDonald machnie coś nowego, to będę jednym z pierwszych, który kupi jego książkę.

Tak na marginesie, to seria UW dzięki promocji zyskała nowego czytelnika. Oczywiście o ile inne książki trzymają ten sam poziom.
 
 
Młodzik 


Posty: 1210
Skąd: Warszawa/Radom
Wysłany: 2012-08-21, 16:48   

Inne książki trzymają jeszcze wyższy poziom. Dla mnie "Rzeka" to była pusta pocztówka z cyberpunkowych Indii. Autor wymyślił świat a do niego stosunkowo pretekstową fabułę, której celem było zaprezentowanie tegoż. O wiele bardziej podobały mi się opowiadania z "Dni Cyberabadu".
 
 
onceuponatime


Posty: 47
Wysłany: 2012-08-21, 17:49   

Dobrze to określiłeś. Ja mam wrażenie, że jakby wyciąć całą tą egzotykę Indii, to by była średnia sensacja. Nie zmienia to faktu, że jako całość czyta się ciekawie.

A mogłem kupić więcej tytułów :mrgreen:
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7164
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2012-08-22, 22:20   

onceuponatime napisał/a:
Ja mam wrażenie, że jakby wyciąć całą tą egzotykę Indii, to by była średnia sensacja.


A ja mam wrażenie, że jakby Hendrixowi wyciąć gitarę, to by został zaćpany martwy czarnuch. Hej, fajna ta dekonstrukcja, bawimy się dalej? //orc

Młodzik napisał/a:
Dla mnie "Rzeka" to była pusta pocztówka z cyberpunkowych Indii. Autor wymyślił świat a do niego stosunkowo pretekstową fabułę, której celem było zaprezentowanie tegoż.


Chyba czytałem inną "Rzekę bogów", bo w mojej były świetne historie ludzi zderzonych ze światem nadającym zbyt głośno na wszystkich częstotliwościach na raz. W dodatku ujęte w iskrzącej, wibrującej, hałaśliwej formie ze świetnym tempem i paroma przyzwoitymi zwrotami akcji - więc może wykażesz pretekstowość fabuły na jakichś przykładach? O wiele większą przewagę scenografii nad scenariuszem znalazlem u Mieville'a, co nie zmienia faktu, że to dobry pisarz jest i dobre książki pisze.

onceuponatime napisał/a:
Z drugiej zaś strony mam wrażenie, że to już gdzieś było. Repertuar patentów jak na SF bardzo standardowy, czyli sztuczna inteligencja, zabawa genetyką, zmiany płci, roboty itd.


Bo to fantastyka bliskiego zasięgu, mon. Czyli problemy, które z szokerem w łapie czają się za następnym winklem, żeby dobrać się nam do zbiorowej rzyci. A i tak McDonald rozgrywa te kwestie ze sporą świeżością, co więcej unika popadania w fetyszyzm i masturbowanie się i czytelnika gadżetami.


onceuponatime napisał/a:
Czy nie jest tak, że sukcesem "Rzeki" jest jej egzotyczne umiejscowienie? Czy SF jest skazane na ciągłe wałkowanie tych samych patentów w "n" sposób?


Cała kultura jest skazana na wałkowanie tych samych patentów na n-1 sposobów. Ograniczona liczba permutacji, niestety. Bez końca opowiada się te same historie, tylko ze zmienioną scenografią i innym OST.
_________________
- It involved the weapon's biometric data, salarian intelligence, and a hanar prostitute with camera implants.
- Seriously?
- No, but the truth is boring.
 
 
Młodzik 


Posty: 1210
Skąd: Warszawa/Radom
Wysłany: 2012-08-23, 01:25   

Orku, w tym barszczu było dla mnie o 2-3 grzybki za dużo.
Nie mam żalu do McDonalda o hmm... wtórność? Nie, to chyba nie jest najodpowiedniejsze słowo. Facet znalazł sobie niezagospodarowaną niszę i wygodnie się w niej umościł. Pogratulować.
Te mój zarzut pretekstowości fabuły może i za ostry, ale wziął się głównie z nadmiaru postaci, które były mi zupełnie obojętne. Nie tyle różnorodne pod względem charakteru, co przynależności do grup społecznych, tak by móc zaprezentować świat z jak największej liczby punktów widzenia. Cierpią na tym i postacie i fabuła i nawet problematyka. McDonald za dużo chciał upchnąć na stosunkowo niewielu stronach. Sądzę, że gdyby "Rzeka" była dłuższa, albo miała mniej wątków wyszłoby jej to na dobre.
A tak autor sygnalizuje mnóstwo problemów i nie poświęca im dostatecznie dużo miejsca, a fabuła zaczyna zmierzać w konkretnym kierunku dopiero około 300 strony.
 
 
onceuponatime


Posty: 47
Wysłany: 2012-08-23, 13:17   

Stary Orku, nie chce obrażać twojego prawdopodobnie idola, ale Hendrix był czarnym ćpunem i nic tego nie zmieni. Nawet to, że był cenionym muzykiem. Nie widzę żadnego problemu w dekonstrukcjach. Każdą książkę, która czytam, lubię rozkładać na czynniki pierwsze. Zwłaszcza taką, która mi się podobała, a "Rzeka" do takich należy. Nie zawsze, to co nam się podoba, jest pozbawione wad.

Powtórzę, to co napisałem wcześniej. Dla mnie siłą napędową był świat przyszłości Indii, a fabuła i postacie to był tylko dodatek. Patenty technologiczne i dylematy bohaterów bez rewelacji, tempo przez więcej niż 3/4 książki wolne, zwrotów akcji nie zauważyłem. O to historia garstki ludzi, która na 100 ostatnich stronach się zazębia.
  
 
 
utrivv 
Roztargniony mag


Posty: 5558
Skąd: Z kapusty
Wysłany: 2012-08-23, 14:00   

Panowie, załatwcie to w sposób cywilizowany, oto pojedynkowe morgensterny:


_________________
Sens nie jest aprioryczną strukturą obecności, lecz ruchem rozplenienia, efektem gry różnicy i powtórzenia //utrivv

Ł napisał/a:

wydrukowałem sobie ten wpis, złożyłem kartkę 8 razy i włożyłem do kieszeni mokrej koszuli. Wyschła od razu. I kota który leżał obok niej też zmumifikowało.


Próbuj. Przegrywaj. Nieważne. Próbuj po raz kolejny. Przegrywaj po raz kolejny. Przegrywaj lepiej
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7164
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2012-08-23, 23:18   

onceuponatime napisał/a:
Stary Orku, nie chce obrażać twojego prawdopodobnie idola, ale Hendrix był czarnym ćpunem i nic tego nie zmieni.


Nie obrażasz. Moimi idolami od lat są Groucho Marx, Karl Marx, Rocco Siffredi i Wilq Superbohater. Hendrixa nawet nie lubię, ale to dobry przykład był, jak krzesło w dyskusjach ontologicznych.

onceuponatime napisał/a:
nic tego nie zmieni. Nawet to, że był cenionym muzykiem.


Wszystko zależy od tego, czy bardziej był cenionym muzykiem, czy bardziej czarnym ćpunem. Kwestia optyki.

onceuponatime napisał/a:
Nie widzę żadnego problemu w dekonstrukcjach. Każdą książkę, która czytam, lubię rozkładać na czynniki pierwsze.


Chodzi tylko o to, żeby plusy nie przysłoniły nam minusów? //mysli . Nie gubi się czasem obraz całości? Zdecydowanie wolę spojrzenie holistyczne, przynajmniej nie grozi, że drzewa zasłonią las. Mamy dobrą powieść osadzoną w przyszłości Indii? Mamy. Więc bawimy się w gdybologię zastanawiając się, jak by ta powieść wyglądała w innej scenerii? Bawimy się w gdybologię. Ale w ten sposób można sprowadzić np. Diunę do nudnego i przewidywalnego political fiction, podczas gdy sama sceneria już dodaje akcji kilka zupełnie nowych wymiarów. Albo możemy zredukować Hendrixa do zwłok zaćpanego Murzyna - przykłady można mnożyć. Może źle Was obu odczytuję, ale odnoszę wrażenie, że cała indyjska scenografia to coś dla Was zupelnie drugoplanowego; dla mnie to jest integralna część całości.

Młodzik napisał/a:
Te mój zarzut pretekstowości fabuły może i za ostry, ale wziął się głównie z nadmiaru postaci, które były mi zupełnie obojętne. Nie tyle różnorodne pod względem charakteru, co przynależności do grup społecznych, tak by móc zaprezentować świat z jak największej liczby punktów widzenia.


Monsieur, będziemy się bić skoro świt, bo dla mnie postaci są właśnie różnorodne pod względem charakteru, zachowań, światopoglądu, barwne i dobrze umotywowane. Dla Ciebie najwyraźniej to zbiór stojaków na kamery, z czym się zgodzić nie mogę. Szpady, pistolety czy morgensterny o świcie? //orc

onceuponatime napisał/a:
Patenty technologiczne


Faktycznie, McDonald nie odjechał w jakimś technologicznym złym tripie, ale za to akurat podłapał u mnie sporo plusów. Bo po takim Gibsonie zawsze pozostawał mi absmak.

onceuponatime napisał/a:
dylematy bohaterów bez rewelacji


A mi się znów podobało starcie starych, kastowych Indii z ludzkością trans-, albo nawet post- , intrygi politycznie realizowane przez boskie AI za pomocą karsewaków z widłami, Badoor Khan i jego ulga, kiedy wreszcie nie musiał się z niczym kryć, Shiv w klubie, ostatnia akcja pana Nandhy (kiedy już się dowiedzial, że Parvati zrobiła, co zrobila), sporo tego. Nie wiem, jakich rewelacji oczekujesz, bo postaci McDonalda zachowywały się bardzo po ludzku i w, że ośmielę się, psychologicznie prawdopodobny sposób. Nie wszystkim postaciom można kibicować, niektórym nawet się nie powinno, ale zdania, że osoby dramatu u McDonalda są godne uwagi, będę bronił jak ostatniego kawałka wczorajszej pizzy, czyli do ostatniej kropli krwi, mojej lub Waszej. Wolałbym Waszą.

onceuponatime napisał/a:
tempo przez więcej niż 3/4 książki wolne


Zaczynamy od trzęsienia ziemi i przyspieszamy? //mysli

onceuponatime napisał/a:
zwrotów akcji nie zauważyłem


Schowały się w lesie za drzewami? Dobra, już będę grzeczny, słowo orka. //orc

onceuponatime napisał/a:
O to historia garstki ludzi, która na 100 ostatnich stronach się zazębia.



Bo wątki są po to, żeby się nie splatały na pierwszych pięciu stronach, tylko w momentach kulminacyjnych. Poza tym drogi postaci się przecinają od samego początku, i to nawet fizycznie (coś jak w "Amores perros") - no bo kogo spotyka Najia po wywiadzie? Kto mija na ulicy Shiva, kiedy właśnie rozpieprzono mu merola? To nie tak, że mija 400 stron i nagle KERBLAMMO! i się zazębiło. McDonald prowadzi fabułę konsekwentnie, a w Twoim zdaniu widzę sugestię, że nagle, deus ex vagina (że nawiążę do pewnej łodzi w powieści i pewnej dyskusji o serialu poza powieścią), historia się zazębia dopiero pod koniec, bo pisarz tak chciał.
_________________
- It involved the weapon's biometric data, salarian intelligence, and a hanar prostitute with camera implants.
- Seriously?
- No, but the truth is boring.
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16959
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2012-08-23, 23:28   

Stary Ork napisał/a:
Rocco Siffredi

a nie Ron Jeremy? o_O

Stary Ork napisał/a:
Wszystko zależy od tego, czy bardziej był cenionym muzykiem, czy bardziej czarnym ćpunem.

Był cenionym ćpunem i czarnym muzykiem --_-

Stary Ork napisał/a:
Bo po takim Gibsonie zawsze pozostawał mi absmak.

Allahakbarjihad --_-

Stary Ork napisał/a:
Zaczynamy od trzęsienia ziemi i przyspieszamy?

Ogary poszły w las... pierwsze zdanie jest najważniejsze --_-
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
Stary Ork 
Świnia z klasą


Posty: 7164
Skąd: Sin Tychy
Wysłany: 2012-08-23, 23:32   

MrSpellu napisał/a:
Stary Ork napisał/a:
Rocco Siffredi


a nie Ron Jeremy?


Przyłapałeś mnie, tak naprawdę ani jeden, ani drugi, tylko Lexington Steele :oops:

MrSpellu napisał/a:
Był cenionym ćpunem i czarnym muzykiem


Touche, monsieur :mrgreen:

MrSpellu napisał/a:
Ogary poszły w las... pierwsze zdanie jest najważniejsze



A to nam zabili Ferdynanda //mysli
_________________
- It involved the weapon's biometric data, salarian intelligence, and a hanar prostitute with camera implants.
- Seriously?
- No, but the truth is boring.
 
 
Młodzik 


Posty: 1210
Skąd: Warszawa/Radom
Wysłany: 2012-08-24, 06:19   

Szpady. Pluszowe.
 
 
Fidel-F2 


Posty: 7895
Wysłany: 2012-08-24, 07:16   

Przypadkiem usłyszałem o czym Panowie mówią. Nie chciałbym się wtrącać ale nasuneła mi się wspomnienie, przykre dość. Neuromancer Gibsona to żenujący, z trudem postawiony klocek.
_________________
Jesteśmy z And alpakami
i kopyta mamy,
nie dorówna nam nikt!

Adeptus Gedeon napisał/a:
integracja w duchu stworzenia katolickiego wolnorynkowego imperium.
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 16959
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2012-08-24, 07:44   

Czytałem dekadę temu i być może, gdybym przeczytał teraz, to przyznałbym Ci rację.
_________________
"I've seen things you people wouldn't believe. Attack ships on fire off the shoulder of Orion. I watched C-beams glitter in the dark near the Tannhäuser Gate. All those moments will be lost in time, like tears in rain. Time to die."
 
 
onceuponatime


Posty: 47
Wysłany: 2012-08-26, 13:13   

Stary Ork napisał/a:
Chodzi tylko o to, żeby plusy nie przysłoniły nam minusów? //mysli . Nie gubi się czasem obraz całości? Zdecydowanie wolę spojrzenie holistyczne, przynajmniej nie grozi, że drzewa zasłonią las.


Zgadzam się, że całokształt jest najważniejszy, ale nadal nie widzę powodu do nie rozkładania książek na czynniki pierwsze. Co jest w tym strasznego? Że za ścianą pierwszych drzew, jest ogromny las, a w nim kłusownicy i wysypiska śmieci?

Stary Ork napisał/a:
Mamy dobrą powieść osadzoną w przyszłości Indii? Mamy. Więc bawimy się w gdybologię zastanawiając się, jak by ta powieść wyglądała w innej scenerii? Bawimy się w gdybologię. Ale w ten sposób można sprowadzić np. Diunę do nudnego i przewidywalnego political fiction, podczas gdy sama sceneria już dodaje akcji kilka zupełnie nowych wymiarów. Albo możemy zredukować Hendrixa do zwłok zaćpanego Murzyna - przykłady można mnożyć.


Nie wypowiem się na temat "Diuny", bo jeszcze nie czytałem (od paru lat leży na półce i jakoś nie mogę się zmusić), ale może faktycznie jest nudnym political fiction w ciekawej scenografii? Wielu się zachwyca "Ubikiem" Dicka, a ja jakoś tego zachwytu nie odczuwam. Dla mnie to nic więcej, jak wynurzenia narkomana, który napisał dobrą powieść akcji, z ciekawymi intrygami (wiem, możecie mnie za to zlinczować).

Stary Ork napisał/a:
Może źle Was obu odczytuję, ale odnoszę wrażenie, że cała indyjska scenografia to coś dla Was zupelnie drugoplanowego; dla mnie to jest integralna część całości.


Na odwrót. Indie pierwszoplanowe, reszta drugo...

Ja mam wrażenie, że cały problem rozbija się o nasze gusta i oczekiwania książkowe.


Stary Ork napisał/a:
Zaczynamy od trzęsienia ziemi i przyspieszamy? //mysli


Nie, zaczynamy od lekkich wstrząsów i powoli podkręcamy częstotliwość do momentu, aż wszystko eksploduje, poczym dochodzimy do wniosku, że nic gorszego nie może się już stać, a tu ni stąd ni zowąd najazd homoseksualnych obcych pod przywództwem kota Alika //jupi

Stary Ork napisał/a:
Bo wątki są po to, żeby się nie splatały na pierwszych pięciu stronach, tylko w momentach kulminacyjnych. Poza tym drogi postaci się przecinają od samego początku, i to nawet fizycznie (coś jak w "Amores perros") - no bo kogo spotyka Najia po wywiadzie? Kto mija na ulicy Shiva, kiedy właśnie rozpieprzono mu merola? To nie tak, że mija 400 stron i nagle KERBLAMMO! i się zazębiło. McDonald prowadzi fabułę konsekwentnie, a w Twoim zdaniu widzę sugestię, że nagle, deus ex vagina (że nawiążę do pewnej łodzi w powieści i pewnej dyskusji o serialu poza powieścią), historia się zazębia dopiero pod koniec, bo pisarz tak chciał.



Racja, drogi niektórych z bohaterów wcześniej się przecinają, ale nie ma to żadnych większych konsekwencji dla fabuły (może tylko spotkanie Tala z Badoor Khanem). No i faktycznie moja wcześniejsza wypowiedz mogła sugerować, że każdy sobie rzepkę skrobie, a na 100 ostatnich stronach jeb i wszystkich połączyły nie wiadomo w jaki sposób wydarzenia. Nie, nie i jeszcze raz NIE. Nie dam się w to wrobić. McDonald świetnie sobie poradził z bohaterami, którzy są niezbędni dla fabuły, ale dla mnie ich historie były niekiedy nudnawe. Niejednokrotnie bardziej mnie interesował świat widziany ich oczami, niż ich życiowe dylematy.

Mam wrażenie, że jestem spychany do charaktery osoby tylko i wyłącznie krytykującej "Rzekę". Książka ma więcej plusów niż minusów, ale je ma. Jak to z ocenami bywa, są często subiektywne i co dla mnie jest minusami, dla kogoś innego może być plusami //dystans
 
 
Jachu 
princeps senatus


Posty: 2600
Skąd: Dom-na-Drzewie
Wysłany: 2012-12-03, 08:57   

W piątkowy wieczór skończyłem "Rzekę bogów" i... jestem pozamiatany :) Zdecydowanie najlepsza z przeczytanych przeze mnie dotychczas książek spod znaku UW. Jestem pod wielkim wrażeniem rozmachu wizji autora, a odkrywanie świata przedstawionego przez autora dostarczyło mi niezapomnianych przeżyć. W przyszłym roku sięgnę po "Dom derwiszy. Dni Cyberabadu", aby ponownie spotkać się z magią słów McDonalda...
_________________
Życie to dziwka, czytasz za mało, a potem umierasz [Stary Ork]

"Finezja perfidii rozumowania ściga się w nich z cyniczną sofistyką" [prof. Waltoś o działaniach PiS dot. wymiaru sprawiedliwości]
 
 
ASX76 
twój stary


Posty: 12293
Skąd: kurna chata
Wysłany: 2012-12-03, 18:30   

Na szczęście chyba jeszcze nie czytałeś: Wattsa i Bacigalupiego..., co pozwala mi chwilowo odpuścić wizję stosu z Tobą w roli ofiary. :d
 
 
Jezebel 
Emerald


Posty: 862
Skąd: Kraków
Wysłany: 2013-03-16, 23:09   

Sabetha napisał/a:
Co do wzmiankowanych bohaterów, nie sposób nie przyznać, że skonstruowani zostali doskonale, jednakowoż (oprócz Parvati i Vishrama Raya, których zdecydowanie polubiłam, chociaż z różnych powodów) ich los był mi podczas lektury niemalże obojętny

Choć 'Rzekę Bogów' uważam za bardzo dobrą powieść, miałam z nią kilka problemów i to jest jeden z nich - paradoksalnie zabrakło tu miejsca na bohaterów, a konkretnie na nadanie im głębi. Ale to nie st szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę stosunek objętości książki do liczby bohaterów pierwszoplanowych. A skoro już mowa o Parvati, jej wątek działał mi na nerwy. Takie łzawe romansidło, po jego wycięciu książka chyba zbyt wiele by nie straciła.
Dziwiła mnie też 'wybiórcza przyszłościowość' - w pewnych aspektach funkcjonowania świata przedstawionego wyraźnie widać, że rzecz dzieje się kilkadziesiąt lat wprzód, natomiast inne są takie... współczesne. Trochę to zgrzyta, biorąc pod uwagę obecne tempo rozwoju technologicznego (spójrzmy, ile się zmieniło przez ostatnie 10 lat, jeśli chodzi o bajery użytku codziennego). Nawet jeśli mówimy o Indiach, gdzie technologizacja przebiega zupełnie inaczej, niż w 'świecie zachodnim'.
Ale to takie czepianie się, bo choć główna oś fabularna szalenie odkrywczą nie jest, została owinięta taką ilością o wiele lepiej zbudowanych warstw 'maskujących', że trudno nie dać się porwać barwnemu, żyjącemu, pełnemu mitologicznych nawiązań światowi stworzonemu przez McDonalda.
_________________
life. is a state. of mind.

 
 
Jachu 
princeps senatus


Posty: 2600
Skąd: Dom-na-Drzewie
Wysłany: 2015-10-20, 21:40   

Będzie ktoś na tegorocznym Falkonie? Ma być gościem McDonald. Weźmie mi kto autograf?
_________________
Życie to dziwka, czytasz za mało, a potem umierasz [Stary Ork]

"Finezja perfidii rozumowania ściga się w nich z cyniczną sofistyką" [prof. Waltoś o działaniach PiS dot. wymiaru sprawiedliwości]
 
 
Plejbek 


Posty: 803
Skąd: Black Lodge
Wysłany: 2016-05-06, 22:57   

Jakby się kto zastanawiał czy czytać najnowszego McDonalda - może podpowiem:
Luna
 
 
Jachu 
princeps senatus


Posty: 2600
Skąd: Dom-na-Drzewie
Wysłany: 2018-11-02, 09:22   

Warto wejść w cykl "Luna"? Jak się mają te powieści do poziomu "Rzeki bogów", "Domu derwiszy" czy "Brasyl"?
_________________
Życie to dziwka, czytasz za mało, a potem umierasz [Stary Ork]

"Finezja perfidii rozumowania ściga się w nich z cyniczną sofistyką" [prof. Waltoś o działaniach PiS dot. wymiaru sprawiedliwości]
 
 
Romulus 
Imperator
Żniwiarz Smutku


Posty: 18242
Wysłany: 2018-11-02, 14:17   

To coś innego. Słabszego ostatecznie w stosunku do wspomnianych tytułów. Fajne, ale jednak bez szału.
_________________
There must be some way out of here, said the joker to the thief,
There's too much confusion, I can't get no relief.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,25 sekundy. Zapytań do SQL: 12