Dlaczego? Bo wszędzie trafiają się i książki dopracowane, i książki pisane na zasadzie "autorowi się tak wydawało" lub " wiki mówi tak". Chodziło mi o to, że podejście zależy indywidualnie od autora, a ten zostanie zaszufladkowany dzięki efektom swojej pracym, a nie przez bycie polskim autorem fantastyki na przykład. Stąd też takie określenia, że coś jest charakterystyczne dla X albo Y są średnio sensowne moim zdaniem. Czytelnik zresztą przecież nie wie ile czasu poświęcił dany autor na studiowanie danego zagadnienia... może chciał dobrze, a nie zrozumiał do końca?
Z fantastyką jest o tyle problem, że w niej albo pisze się książki niewymagające gruntownych studiów (wszak to nibylandie), albo też korzysta się z dziedziń, ktore są dla większości czarną magią (ile osób zna się na fechtunku albo rozumie fizykę kwantową?) i w związku z tym autora może kusić napisanie coś po łebkach, bo i tak się czytelnicy nie zorientują (a jak jeden na kilkaset złapie na babolach, to i tak zginie w tłumie).
Edit. mętnie mi to wyszło, jakby co to będę tłumaczyl.
Nie byłbym taki surowy, ponieważ to całkiem nigłupia rada . Przynajmniej dla kogoś, kto chce żyć z pisania w tym kraju.
Smutna prawda. Ale to tez wina czytników że taki poziom akceptując
Ale to kwintesencja fantastyki. Najlepiej sprzedającymi się autorami fantasy byli do niedawna Jordan i Goodkind. Najlepiej sprzedająca się space opera to Honor Harrington. Do dzisiaj wielu czytelników wspomina z rozrzewnieniem Zapomnij o ziemi czy misję międzyplanetarną lub książki tego pokroju. To jest sól tej ziemi, książki, którymi się podniecamy są wynaturzeniem na zdrowym organizmie gatunku. Nie bez powodu większość "naszych" autorów nie może godziwie żyć z pisania. W tym świetle jest to doskonała rada? A czytelnicy? Oni (większość) nie tylko akceptują taką sytuację, ale wprost pragną takiej literatury i głosują swoimi portfelami.
To jest ponoć lista najlepiej sprzedających książek fantasy w tamtym roku (a przynajmniej takich, które pojawiły się na liście New York Timesa):
Robert Jordan and Brandon Sanderson (The Gathering Storm, 1st)
Jim Butcher (First Lord’s Fury, 7th)
R.A. Salvatore (Ghost King, 11th)
Raymond Feist (Rides a Dread Legion, 16th)
Margaret Weis and Tracy Hickman (Dragons of the Hourglass Mage, 19th)
Mercedes Lackey and James Mallory (The Phoenix Transformed, 21st)
Brandon Sanderson (Warbreaker, 24th)
Jacqueline Carey (Naamah’s Kiss, 31st)
Nie chce mi się szukać, ale jeśli mnie pamięć nie myli to nawet w Hyperionie jest odpowiedni fragment przedstawiający taką sytuację (że sprzedaje się byle co). Martin Silenus, który nie może wydać swojej drugiej książki (dużo lepszej niż pierwsza, co przyznaje mu nawet agent/wydawca), bo nikt tego nie kupi. Bo co innego jest modne i to jest za trudne dla zwykłego czytelnika.
_________________ [1.09.2010 21:29] MrSpellu: przeraziłeś się analnej penetracji przez niematerialny byt wyimaginowanego słownika
Racja. Ale pisarze SF czy Fantastyki biorą na siebie większą odpowiedzialność za takie pomysły niż głównonurtowcy
Bzdura i legendy miejskie. Najśmieszniejsze jest to (nie twierdzę, iż tak jest w twoim przypadku), że ci, którzy krytykują najgłośniej tzw "główny nurt" (chociaż właściwie taki termin za bardzo nie chodzi w literaturze), ani go nie czytają, ani (i to jest ważniejsze) nie lubią. To "nielubienie" nie wynika z czysto literackich przyczyn. Po prostu każdy gatunek oferuje inne przynęty czytelnicze. I jedne rybki lepiej biorą na białe robaki, a inne na ciasto.
toto napisał/a:
Nie chce mi się szukać, ale jeśli mnie pamięć nie myli to nawet w Hyperionie jest odpowiedni fragment przedstawiający taką sytuację (że sprzedaje się byle co). Martin Silenus, który nie może wydać swojej drugiej książki (dużo lepszej niż pierwsza, co przyznaje mu nawet agent/wydawca), bo nikt tego nie kupi. Bo co innego jest modne i to jest za trudne dla zwykłego czytelnika.
To prawda. A czytelnicy fantastyki nie przyszli do gatunku (większość) dla takich książek jak Ślepowidzenie czy Peanatema? I to ta większość jest normą, nie my!!!
Nie byłbym taki surowy, ponieważ to całkiem nigłupia rada . Przynajmniej dla kogoś, kto chce żyć z pisania w tym kraju.
Smutna prawda. Ale to tez wina czytników że taki poziom akceptując
I jeszcze jedno. W ten sposób czytelnicy decydują o kaształcie fantastyki. Bo tu rodzi się kolejne pytanie: jaki autor jest w stanie w takiej sytuacji podjąć ryzyko i właściwie w imię czego?
A czytelnicy fantastyki nie przyszli do gatunku (większość) dla takich książek jak Ślepowidzenie czy Peanatema?
Jak zaczynałem to raczej takich książek nie szukałem. Fakt, jedną z pierwszych książek, które przeczytałem była Diuna (wciągnęła), później trafiłem na Ubik i Trzy stygmaty Palmera Eldritcha. Obie książki Dicka jakoś do mnie trafiły, ale po kilku latach powróciłem do nich i okazało się, że wspomnienia pierwszej lektury, pomimo, że pozytywne, to raczej odnosiły się tylko do gadżetów i zakręcenia obu powieści. Aż się dziwię, że mnie nie odrzuciło wtedy (gimnazjalisty). Przecież pierwsza lektura Hyperiona właśnie odrzuceniem się skończyła (podobny okres jak Dick i Herbert). Dopiero po kilku latach dorosłem do powieści. Ale do rzeczy. Miałem te szczęście, że ktoś mi podrzucił kilka ciekawych książek i rozbudził głód szukania tego czego nie znam (też dlatego sięgnąłem kiedyś po MacLeoda, Hala Duncana, Gene'a Wolfe'a i kilku innych). Później szukałem sam. A przecież pamiętam, jak na początku zarzekałem się, że sf mnie nie interesuje, chcę tylko fantasy (pamiętam książkę wydaną przez ISĘ, coś o smokach bojowych; wtedy nawet się podobało, bo dobry na końcu wygrał i można było czytać kolejny tom). Jak pisałem, szczęśliwie ktoś podrzucił mi kilka książek, znalazłem jakąś listę książek uznanych przez kogoś za kanon i tak to szło. Szukałem po bibliotekach według listy i dobierałem też coś spoza niej, żeby zobaczyć co może mnie tam czekać. I wyszło, że poza listą nieraz są ciekawsze książki. I zacząłem lubić, jak w kilku kolejnych książkach nie ma tego samego.
Narzekamy, biedolimy, ale tak jest od chyba dawna. Nie wiem, jak to wyglądało kiedyś procentowo, ale myślę, że jak tylko książki weszły pod strzechy (koniec XIX wieku, wcześniej?), to literatura popularna (i to ta prostsza) zdobyła szybko przewagę. Treści proste i nie wymagające myślenia po prostu łatwiej przyswajać.
_________________ [1.09.2010 21:29] MrSpellu: przeraziłeś się analnej penetracji przez niematerialny byt wyimaginowanego słownika
Narzekamy, biedolimy, ale tak jest od chyba dawna. Nie wiem, jak to wyglądało kiedyś procentowo, ale myślę, że jak tylko książki weszły pod strzechy (koniec XIX wieku, wcześniej?), to literatura popularna (i to ta prostsza) zdobyła szybko przewagę. Treści proste i nie wymagające myślenia po prostu łatwiej przyswajać.
Tutaj nie ma, co biadolić, tak po prostu jest. Trzeba tylko zdać sobie sprawę.
Racja. Ale pisarze SF czy Fantastyki biorą na siebie większą odpowiedzialność za takie pomysły niż głównonurtowcy
Bzdura i legendy miejskie. Najśmieszniejsze jest to (nie twierdzę, iż tak jest w twoim przypadku), że ci, którzy krytykują najgłośniej tzw "główny nurt" (chociaż właściwie taki termin za bardzo nie chodzi w literaturze), ani go nie czytają, ani (i to jest ważniejsze) nie lubią. To "nielubienie" nie wynika z czysto literackich przyczyn. Po prostu każdy gatunek oferuje inne przynęty czytelnicze. I jedne rybki lepiej biorą na białe robaki, a inne na ciasto
Nie wiem, czy to było krytykowaniem mejnstrimu, czy stwierdzenie faktu, że fantaści muszą się rozliczać z tego, z czego nigdy się głównonurtowcy nie rozliczają.
Nie wiem, czy to było krytykowaniem mejnstrimu, czy stwierdzenie faktu, że fantaści muszą się rozliczać z tego, z czego nigdy się głównonurtowcy nie rozliczają.
Czy mogę prosić o doprecyzowanie? Tzn z czego muszą się rozliczać fantaści i czy rzeczywiście?
Ale przecież do tego jest literatura. To forma rozrywki. Oczywiście wiele osób lubi poszukać i urozmaicić tą rozrywkę czymś naprawdę poważnym, trudnym, dającym do myślenia. Patrzą jednak w drugą stronę, Ci co się w trudniejszej literaturze rozmiłowali także po te płytsze książki sięgają. I Andrzej też to pewnie robi, przecież nie można się katować intelektualnie całe życie, co nie?
_________________ "I know what it means to be alone, I sure do wish I was at home
I don't care what the neighbors say, I'm gonna love you each and every day
You can feel the beat within my heart
Realize, sweet babe, we ain't ever gonna part"
I Andrzej też to pewnie robi, przecież nie można się katować intelektualnie całe życie, co nie?
Pewnie, że tak. I nie widzę w tym nic złego. Na wszystko jest miejsce. Książki dostarczają różnych emocji i smaków. Wolałbym, jednak, żeby czytelnicy jechali po "szerokim" spektrum, a nie do końca życia tylko po nowelizacjach SW.
Nigdzie nie napisałem, że jest to czymś złym. Sam czekam na wydanie u nas tego Salvatore'a z powyższego zestawienia
_________________ "I know what it means to be alone, I sure do wish I was at home
I don't care what the neighbors say, I'm gonna love you each and every day
You can feel the beat within my heart
Realize, sweet babe, we ain't ever gonna part"
Nie wiem, czy to było krytykowaniem mejnstrimu, czy stwierdzenie faktu, że fantaści muszą się rozliczać z tego, z czego nigdy się głównonurtowcy nie rozliczają.
Czy mogę prosić o doprecyzowanie? Tzn z czego muszą się rozliczać fantaści i czy rzeczywiście?
Ze swoich pomysłów, a przynajmniej powinni, najlepiej w tekście.
Nie wiem, czy to było krytykowaniem mejnstrimu, czy stwierdzenie faktu, że fantaści muszą się rozliczać z tego, z czego nigdy się głównonurtowcy nie rozliczają.
Czy mogę prosić o doprecyzowanie? Tzn z czego muszą się rozliczać fantaści i czy rzeczywiście?
Ze swoich pomysłów, a przynajmniej powinni, najlepiej w tekście.
Jakich pomysłów? I to w dodatku takich, które nie są wyłacznie cechą gatunkową fantastyki. Ciągle jest to za mało doprecyzowane i mogę pójść kilkoma tropami, a nie chcę ustosunkowywać się, nie mając 100% pewności, co mój rozmówca ma na myśli.
http://wesyr.blogspot.com/2010/01/fabryka-sow.html
FS ma swoich obrońców
Ale z tego co widzę, że człowiek raczej nie pisał w temacie Jakuba, a ogólnie. Inspiracją dla jego wpisu było powstanie bloga FS. Zaraz pewnie będzie najazd na czytelnika, o którym pisał Andrzej wcześniej.
Poza tym odnoszę wrażenie, że Jewgienij piszę o tym, o czym kiedyś wspominał Dukaj w Filozofia fantasy. Że tekst (pomysły a może raczej opisywany setting) fantastyczny powinien się bronić. A tak zwani "głównonurtowi" nie muszą tego robić, bo w ich prozie nie występują takie elementy. Chyba, że źle zrozumiałem.
I tak wiem Andrzeju, że jak wykazał nam wpis Jakuba, te pomysły nie muszą się bronić, ważne, że będzie prosta w odbiorze treść.
_________________ "Gdyby to koty miały definiować świat, ważne miejsce zajmowałyby w nim pożerane dla zabawy muchy"
— M. John Harrison
Poza tym odnoszę wrażenie, że Jewgienij piszę o tym, o czym kiedyś wspominał Dukaj w Filozofia fantasy. Że tekst (pomysły a może raczej opisywany setting) fantastyczny powinien się bronić. A tak zwani "głównonurtowi" nie muszą tego robić, bo w ich prozie nie występują takie elementy. Chyba, że źle zrozumiałem.
Skoro nie muszą tego robić i chodziło właśnie o to, nie ma sensu wymieniać ich w ogóle w tym kontekście... Bo może stwarzać mylne wrażenie, że fantaści są w czymś z założenia bardziej kompetentni, a przecież zależy to nie od gatunku tylko talentu. Z drugiej strony (kurna, u mnie zawsze musi być druga strona), żeby fantaści jeszcze to realizowali. Większość ogranicza się do stworzenia dekoracji, w których rozgrywają się zupełnie sztampowe historie, okraszone widowiskowymi mordobiciami i ja tego ciężaru odpowiedzialności tam nie widzę.
I tak wiem Andrzeju, że jak wykazał nam wpis Jakuba, te pomysły nie muszą się bronić, ważne, że będzie prosta w odbiorze treść.
Nigdy nic nie musi i pewnie większości odbiorców też na tym nie zależy. Jednak jak pokazał wpis Ćwieka, ten autor chce aby jego pomysły się broniły.
A to co podał Toudi nie jest powiązane. Wpis Ćwieka jest późniejszy niż notka na blogu ktosia.
_________________ "I know what it means to be alone, I sure do wish I was at home
I don't care what the neighbors say, I'm gonna love you each and every day
You can feel the beat within my heart
Realize, sweet babe, we ain't ever gonna part"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum