Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Tytuł wymyślę później
Autor Wiadomość
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2009-10-08, 22:29   Tytuł wymyślę później

Zachciało mi się szarpnąć na coś dłuższego. Nie mam kompletnie pomysłu na to, niemniej jednak posiadam w cholerę chęci na "wypisanie się". Postanowiłem dać upust swojej literackiej chuci tworząc pierwszą część czegoś co, przynajmniej mam taką szczerą nadzieję, będzie stanowiłą większą całość.
Tytuł nadam dopiero jak już się dowiem o co mi chodzi - póki co nie wiem nawet w jaką formę chcę brnąć.
No to pierwsza, króciutka, część:


***
Błoto zalewało szyję Kogucika pokrywając kolejne łuskoczujki coraz to gęstszymi warstwami cuchnącej, pieniącej się brei odcinając stopniowo większe partie ciała stworzenia od kontaktu z ich ukochaną istotą beczącą na brzegu. Zawodzenie i lament niewiele potrafią zdziałać lecz pomimo świadomości bezsensu takich działań Chłopak przeciekał rzewnymi łzami, brocząc na szybko sklecony kaftanik turkusowy deszcz kolorowych wspomnień sprzed kilku dni. Każda bagnista fala zmywała kolejny szczebelek na wspólnej drabinie szczęścia biorąc je we własne otchłanie - może tam czekają na nie kolejni chętni? Jakkolwiek wyniośle nie określić, granica między suchym lądem, a tym mniej stabilnym choć nie do przekroczenia, to stan głównego zainteresowanego zdecydowanie ją zmniejszał, a nawet zacierał. Kontakt wzrokowy - ta magiczna chwila, krótki przepływ przepływ pozytywnych fluidów i wesoło igrające małe iskierki wesołości tańczące na linie wiążącej dwa obce istnienia, brutalnie została przygaszona przez nadgniłą falę resztek organicznych dobrze obeznanych w tajnikach chemicznej redukcji. Zazwyczaj jeśli oczy umieszczone na szypułkach zaczynają już pomału tonąć, sytuacja staje się gorączkowa, co właśnie miało miejsce. Mało subtelna panika oraz szlochanie, dobrze ze sobą zapoznane, wreszcie spłodziły nowy byt w głowie Chłopca, pchając go w stronę pochylonego drzewa z połamanymi gałęziami. Ostro zakończony kikut odcięty od poprzedniego właściciela po raz pierwszy w życiu zyskał szansę na stanie się przydatnym - co z tego, że w pośmiertnym? Dziobochwyt łapczywie połączył się w jedność z konarem w nerwowym uchwycie, a szybkie szarpanie miało uczulić drugą stronę kija, tę lepszą jak nietrudno dojść, o konieczności szybkiej reakcji połączonej z próbą reanimacyjną. Kolejna partia łusek zniknęła w przepastnej tafli bajora. Nerwowe gulgotanie znalazło drogę ujścia ze ściśniętej krtani niedoszłego "bagnołaza" i uderzyło w jego serce, powodując szybszą pracę oraz potężny zastrzyk adrenaliny do krwi. Podskok i cztery partie okrycia znajdują się nad fałdująca powierzchnią. Każda z nich obmyta, choć cała w wydzielinach najpaskudniejszej części lasu, to czystość z nich bijąca nie mogła ominąć uwagi chłopca, której niewielki procent potrafił dostrzegać tak drobne szczegóły jak czystość skóry towarzysza po kąpieli w zestawieniu z odmętami odpadu tworzenia puszczy. Kolejny kontakt między duszami poprzez oczy odbył się z jeszcze większą dozą emocji, uwalniając setki wspomnień uwięzionych na łańcuchach, niczym dzikie psy wściekle szczekających i domagających się własnego uwolnienia; teraz mogą gnać przez bezkresy, śmiało zagryzać co popadnie gdy ich właściciel rubasznie zepnie palce na brzuchu mając uciechę z mentalnie krwawego igrzyska, a strzeli z bicza nie raz, żeby żaden ogar nie zapomniał o resztce Tego panicznie zakopanej w prochach przeszłości, tak że burza wzniecona z pyłu tamtych zdarzeń odpowiednio zaciemni i przyprószy tę odrobinę wzroku.
- Ach, więc tak się podziało...
Kogucik szarpiąc gwałtownie szyją i chwytając się coraz to wyższych partii kija sukcesywnie uwalniał następujące po sobie elementy chitynopancerza. Wyżej i dalej wzbijał się ku światłu gwiezdnemu, a gdy jego pierś uwolniona z ciężkiego nacisku mas wzburzonej wody wydała... Ale dlaczego?! Gdzie kij, przecież... Jego ostry koniec idealnie wbił się między oczy stworzenia - Chłopiec miał dużo czasu na zamarkowanie pchnięcia, zwłaszcza że na wpół ruchome cele nie mają tendencji do nazbyt zwinnych uników. Błoto zyskało to co sobie na początku umyśliło, chlupocząc z aprobatą dla dobrej decyzji istoty z innego świata. Natychmiast nowy łup owinięty został miękkim kokonem by zostać odtransportowanym w bezpieczne miejsce gdzie przeleży odpowiedni moment, do chwili gdy przyjdzie czas...
- Tak myślałem, zła ocena
Chłopiec wzdychając ciężko, kopnął szyszkę leżącą obok - skąd mogła się ona wziąć na bagnach, gdy do najbliższej iglastej formy roślinnej droga daleka? Nikt się zapewne nad tym już nie zastanowi, włącznie z kopiącym, który skierował swoje kroki w kierunki ciepłego dymu unoszącego się nad skrajem moczarów, zza szuwarów skąd również płynął nieprzerwany strumień dźwięku nadając scenie nieco surrealistyczny, acz poetycki wygląd. Powolny chód zbliżał do kolejnego, choć zapewne pozbawionego tej dozy szarpaniny, spotkania. Ciepła rozmowa, miły posiłek - to można uznać za esencję następnej konfrontacji...
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2010-01-03, 20:30   

Cóż... Wychodziłem z założenia, że będzie to coś dłuższego. Potem się spaliło. Teraz znów mnie naszło żeby to pociągnąć. Mam plan - dziurawy jak po dyskotece w Oświęcimu, jednakże coś mi przyświeca. Zobaczymy. Póki co, kolejna część

***

Zimny deszcz jesienny zapamiętale dzwonił o szyby i parapet. Przygnane mroźnymi wiatrami ołowiane chmury ciężko wisiały nad miastem topiąc resztki lata w rozległych taflach szarych bajorek. Zimne szyby chętnie chwytały nieznaczne drobinki ciepła wydobywające się z ust Chłopca, płacząc cienkimi strużkami za ogrzewającym dotykiem minionych dni. Migotanie na ekranie telefonu ustało, podobnie jak i wibracje, skutecznie przytłumione materacem. Przepadło, utonęło... Choć gdyby tylko - tak, znowu migocze! Znajomy impuls w rękach, wystarczy tylko... Zresztą, straciło na znaczeniu skoro maleńki sprzęcik już leży roztrzaskany w kącie.
- Na dół, wizyta!
Otrzeźwienie przyszło z siłą rozpędzonego stada spanikowanych zwierząt. Szybki bieg na dół, zwinne susy po schodach i już przy drzwiach. Ach, to on... Forma krzywo się uśmiechnęła, poklepała po ramieniu i bez zbędnego ceremoniału przesadziła próg. Dołeczki pod oczami wołającego Kształtu wesoło zaigrały z lekko wygiętymi w prawo ustami, powodując jego wycofanie się w głąb kuchni, zakończone głuchym trzaśnięciem drzwiami.
- Mam dla ciebie kopię tego o co prosiłeś. Oczywiście pozwoliłem sobie nanieść kilka poprawek, niemniej nie zaburzyło to całości twojego konceptu, choć w pewnych miejscach logika szwankowała. Wiesz, ta sytuacja ze środka... - sprośny śmieszek. - Ha, dobre ale chyba nie pasuje do...
Przyszła suwmiarka świata, psia jej mać! Pomierzyła, nasprawdzała się, zmieliła w bezkształtną papę, a potem wlała w tę swoją bzdurną foremkę i wypiekła w piekarniku jak jakieś zasrane babeczki tylko po to żeby mi teraz tym...
- Jasne, nie mam nic przeciwko wizjom autora, wiesz przecież - niemiłe ukłucie w okolicach żeber pochodzące ze strony Formy zapewne miało służyć za impuls przypominający o wepchnięciu kilku kopert stosownym ludziom za przepuszczenie paru, dość znamiennych dla całokształtu, choć mocno "awangardowych", pomysłów. - Ale co za dużo... Przykre to, ale tniemy! <wizualizacja: dwa palcem z moim już i tak jak "krowie z gardła wyjętym" rękopisem> Wiem, też mi z tym ciężko. A popatrz tu, scena numer 5...
5, 6 czy 12 - co za różnica?! W każdej coś pozmieniali; ukradli z połowę, a teraz mamią tę jedną, żeby nie patrzeć w resztę. Sfora bezdomnych psów, tylko patrzą gdzie sobie uszczknąć. Wszystkie razem i z osobna zapalczywie doskakują szukając połaci skąd można najwięcej urwać, poleźć i zeżreć w kącie. Ciekawe ile ich "kasowych" produkcji powstało z tego co kundle wysrały z tej uczty?
- Co do reszty... Początek jest dość koślawy. Pomijając to, że jest mało interesujący - co za suczy temat sobie obrałeś!? Nie wiem, poprzednim razem leciałeś wyższym poziomem, a teraz nasz orzełek coś do wroniego lotu się zniża, powiedz mi...
Początek... Tak, nieśmiały przebłysk. Krzywizna lustra, małe zagięcia w odbiciu, w których siedzi sobie malutkie wspomnienie początku, nietknięte iskierką zapalną przemian, czyste i nieskażone. Im bardziej tafla łagodnieje staje się chłodniejsza, światło surowo szlifuje ją dając perfekcyjny, zimny obraz tego do czego dążył pierwowzór... NIE!
- Ekhm, to chyba tyle. Masz, jest tu więcej zapisków oraz poprawek godnych przestudiowania. A z tobą co? Blady jak wapno! Idź się połóż, zdrowiej, a na jutro miej wszystko gotowe! Lecę!
Trzaśnięcie drzwi, Forma znikła. Wszystko się zemdliło, rozpłynęło, rozeszło po kościach i truje je dalej aż do samego szpiku. Wskok do pokoju, odcięcie się od reszty domu. W kącie coś wibruje, migocze blaskiem nie do końca załatwionej sprawy. Ciężki but szybko gasi wszelkie wątpliwości co do jej priorytetu. Dwie niebieskie gałki szafki nocnej wpatrują się w Chłopca urażonym wzrokiem wzbudzając poczucie winy.
- Najpierw rozkręca młynek, a potem dziwi się, że mu łeb urwało! Hipokryta!
Zmierzwione, ciemne loki paprotki poruszają się na wietrze, ich zapach kusi, korci, drażni nozdrza i uderza burzą hormonów w umysł.
- Swoją belę z dupy sobie wyjmij, żeby się mojej drzazgi w oku czepiać!
Podłoga skrzypi, z okna lekko wyje, w rurze za ścianą szumi woda; piękny głos, z perfekcyjnie niezgranych, harmonicznie rozbitych pierwiastków szepcze cicho z głębi, szczerze jeżąc włosy na karku...
- Za mało dręczenia?! Jeszcze prześladować, dokopać i zagiąć z innej strony!
Wiatr delikatnie owionął policzek, jak strumienie powietrza z tych ust co tak blisko sączyły...
Brzęczenie w kącie, żółtawe miganie.
Otrzeźwienie.
Ekran mówi: "M... (PRZYJACIEL)"
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

OGIEN I LÓD - Przystan mil/osników prozy George'a R. R. Martin'a


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 12