Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Mój pijak - ocenicie ?
Autor Wiadomość
Isgenaroth 


Posty: 38
Wysłany: 2009-10-08, 09:51   Mój pijak - ocenicie ?

Takie kiedyś popełniłem. Oceńcie proszę...

W pomieszczeniu, wszędzie walały się puste butelki po wódce i porozgniatane puszki po piwie. Panował w nim okropny zaduch, śmierdziało dymem tytoniowym i przetrawionym alkoholem. Na barłogu, które kiedyś można było nazwać łóżkiem, siedział Bajkopisarz. Jego przekrwione oczy i zmęczona ciągłym piciem lub kacem twarz wyrażały smutek i cierpienie. Myśli kształtowane od dawna, zaczynały przeradzać się w czyny, w rękach trzymał gruby sznur i z każdą minutą przybywała na nim kolejna pętla węzła wisielczego. Zmarnowane życie swoje oraz swoich najbliższych, nie dawało spokoju. Do głowy cały czas wpełzały myśli, które przedstawiały pożogę. Myśli nakazujące wiązanie sznura.
- Tyle zostało ze mnie, mojego życia – pomyślał i zaplatał kolejny węzełek na swojej pętli. W tle słychać było muzykę, która czasami dawała ukojenie, czasami też przyganiała te czarne wizje. Zakończył uplatanie pętli i popatrzył na nią ze smutkiem. Wstydził się sam siebie.
- Czy starczy mi odwagi i czy jest to ostateczne rozwiązanie? – pokiwał głową wspominając leżącą pod łóżkiem niedopitą butelkę. Sięgnął po nią i pociągnął upragnionego łyka. Ciałem wstrząsnął dreszcz, z trudem powstrzymał się, aby nie zwrócić wlanego w siebie alkoholu. Chwilę stał na sztywnych nogach i czuł występujący na czoło pot. Po chwili jednak, kiedy organizm otrząsnął się z alkoholowego szoku, usiadł i zaczął przyglądać się trzęsącym się dłoniom.
- Jeszcze łyczek na odwagę i do roboty – ponownie spojrzał na wyplecioną linę, szukając wzrokiem miejsca gdzie będzie można ją zawiesić. Pociągnął następnego łyka. Wódka powoli spływała do żołądka i rozgrzewała przełyk.
- Teraz nie było już dreszczy i nie zrobiłem już bleeeee – zaśmiał się.
- Każdy następny łyczek jest lepszy – westchnął.
Zaczął chichotać, kiedy do głowy przyszedł mu szalony pomysł.
- Ciekawe, kto mnie znajdzie i czy dobrze będę wkomponowany w pomieszczenie?
Odsunął od siebie szybko tę myśl, wiedząc jakie wrażanie robią na ludziach zwłoki kogoś bliskiego. Duże wrażenie robią szczególnie te wiszące.
- No, ale cóż… Tak to się skończy i tak będzie dla nich lepiej. Nie będę już ich męczył i sam nie będę się męczył – pomyślał egoistycznie. Zerknął na butelkę i ucieszył się widząc w niej jeszcze trochę wódki. Kolejny łyk i poczuł ulgę, głowa przestała boleć a ręce już całkiem się nie trzęsły. Właściwie to już nieźle się czuł i powoli odchodziła mu chęć na wieszanie. Zastępowała ją chęć wyjścia po kolejną butelkę.
- Tak, tylko za co …? – wymamrotał. Zawsze można spróbować napić się na kreskę na mieście – przemknęło przez głowę. Postanowił też ograbić skarbonkę syna, ale ten będąc przezornym, dawno ją głęboko schował. Chwilę pokręcił się szukać jej, znużony niepowodzeniem, zrezygnował jednak Alkohol wprowadził go w lepszy nastrój i zaczął zastanawiać się nad swoimi poczynaniami. Postanowił jednak wrócić do samounicestwienia.
- Jak się nawalę, to nie będę mógł wejść na krzesełko i nic z tego nie wyjdzie. Albo, co gorsza jeszcze mi przejdzie ochota. Doszedł do kuchni udając się po krzesło. Wchodząc to tego pomieszczenie usłyszał pukanie do drzwi.
- No kurwa, nawet powiesić się w spokoju nie można – zasapał, człapiąc w stronę drzwi wejściowych. Zerknął przez wizjer i za drzwiami zobaczył twarz obcego, młodego mężczyzny. Wydawało mu się, że skądś go zna, ale chyba tylko wydawało… Pierwszą myślą było „ Nie wpuścić” ale jednak ciekawość wzięła górę i powoli otworzył drzwi. Nieznajomy podchodził pod trzydziestkę. Ubrany był w nienagannie skrojony czarny garnitur, pod którym lśniła biała koszula. W mankietach błyszczały złote spinki.
- Za takie spineczki to popiłbym przez jaki tydzień – przemknęło mu przez głowę kiedy z ciekawością przyglądał się gościowi. Przypomniało mu się, że zionie niemiłosiernie alkoholem, więc zrobił krok w tył i zapytał:
- Czym mogę służyć?
Mężczyzna popatrzył z obojętna miną i odpalił:
- Przyszedłem pomóc Ci się powiesić. Sam i tak nie dasz rady.
Wchodził do wnętrza mieszkania mijając osłupiałego Bajkopisarza. Ten w dalszym ciągu nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
- Co powiedziałeś? Po co przyszedłeś? Pomóc mi? – wyszeptał.
- Nie za dużo pytań? – odparł mężczyzna. Szkoda czasu, bierzemy się za robotę. Takich jak ty jest jeszcze dziś kilku, więc się trochę spieszę.
Wziął go za rękę i poprowadził do jak się wyraził „miejsca kaźni”. Wtedy Bajkopisarza obleciał paniczny strach. Ja nie chce… Może zaraz ze szkoły wróci syn i nie będę musiał zdychać – pomyślał. Jak wróci to przerwie ten koszmar.
- Co, tchórzu, boisz się – mężczyzna popatrzył z obrzydzeniem. Nie ma to jak trafić na niezdecydowanego – westchnął i machnął ręką.
- Zatem co, rezygnujesz? – spytał unosząc brwi do góry.
- Skąd znasz moje myśli? – wybełkotał Bajkopisarz. Kim ty jesteś?
- Ehhh, znowu te pytania. Na co ci to wiedzieć jak i tak masz zdechnąć? – zaśmiał się mężczyzna i podał mu zawiązaną pętle.
- Znalazłeś sobie miejsce już prawda.? Bardzo ładnie tu będziesz wyglądał. Syn na pewno się ucieszy jak wróci ze szkoły i znajdzie „tatusia” w swoim pokoju. Pomyśl sobie jak wszyscy się ucieszą ty pierdolony samolubie. To jest dla Ciebie rozwiązanie? – zaczął krzyczeć. Jak zwykle myślisz tylko o swojej dupie. A nie pomyślałeś popaprańcu jeden, że Oni Cię może potrzebują? Ale nie tej zachlanej mordy. Twój syn chciał mieć ojca a żona męża. A Ty dajesz im co? Śmierdzącego, zaszczanego trupa we własnym mieszkaniu – wysapał patrząc z obrzydzeniem. No dalej… - podsunął sznur pod twarz. Zdecyduj teraz kurwa czy dalej potrzebujesz mojej pomocy.
- Nie, idź już. Już nie będziesz mi potrzebny – odpowiedział oddychając bardzo szybko. Ja… Ja nie mogę nic obiecać, ale chcę to naprawić i będę próbował – szeptał do mężczyzny idącego w stronę drzwi prowadzących na korytarz. Powoli otworzył drzwi i spytał:
- Jesteś pewny, że tak ma być? Bajkopisarz kiwnął głową uśmiechając się smutno.
- Tak, dziękuję Ci za pomoc. I do niewidzenia…
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Fahrenheit 451


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Wydawnictwo Solaris | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 12