Książki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
"Kfiatki" z sesji
Autor Wiadomość
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-03-30, 10:52   "Kfiatki" z sesji

Temat występujący na wielu forach, więc i tu postanowiłem go powielić.
Każdy kto gra(ł) wie, że różne śmieszne wypadki lubią chodzić po ludziach, zwłaszcza jeśli jest się w trakcie sesyjki. Opiszcie jakieś śmieszne sytuacje jakie wam się przydarzyły podczas grania. Może ktoś coś porąbanego powiedział? Drużyna idiotycznie się zachowała? Jakaś śmieszna sytuacja? A może babcia wskoczyła do pokoju krzycząc "Nie otwieraj tych drzwi!!!"?
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Lesij 
Paladyn Tajgi


Posty: 329
Skąd: z Rzeczypospolitej
Wysłany: 2008-04-01, 13:16   

OK. To ja zacznę.
U mnie w sesjach sporo było łamigłówek i jak koleś był tępy to odpadał...
Więc dałem ziomkowi przez szamana kamień, który miał mu pomóc w zostaniu wilkołakiem. Musiał tylko się domyślić co z tym kamieniem zrobić.
Poszedł do jaskini czym mnie zaskoczył, jednak po to by pomysleć czym mnie nieco rozbroił.
Siedział, myslał, myslał, myślał ( za cholerę nie przyszło mu do głowy żeby się po jaskini rozejrzeć :P ), aż w końcu, co mógł zrobić?
Podciął se żyły ostrą krawedzią kamienia...
Zakończenia nie muszę chyba pisać :P

Rozwiązaniem było wpasowanie kamienia w odpowiednie miejsce co bym mu podpowiedział gdyby się trochę rozejrzał :P
_________________
 
 
Tyraela 
Femme Fatale


Posty: 652
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2008-04-01, 20:55   

Kwiatki z sesji powinno się nakręcać, a nie spisywać, efekt milion razy lepszy ;P
Z ostatnich, które pamiętam:

Kumpel wypełnia sobie kartę postaci, jest półorkiem: "Hm, oczy, niebieskie, włosy, blond, cera, jasna... o kurwa, jestem aryjczykiem!".
Ciekawe było również to, jak dwaj kumple próbowali udowodnić nam, że są rodzeństwem (jeden to półork, drugi to półelf xD), naprawdę fascynujące były wywody, w których matka półorka zgwałcona przez jego ojca rzuciła się w ramiona elfa, aby się pocieszyć i tak powstał półelf.
Lub odnośnie umiejętności czytania z ruchu warg: "Zaznaczcie, z których warg, w mojej przygodzie będzie to istotne." (zgadnijcie, kto prowadził : D).
_________________
"Jaka jest lepsza nagroda niż ta, kiedy unosimy broń nad pokonanym wrogiem, którym pogardzamy, a potem ją opuszczamy? O tak, szlachetność to najcenniejsza rzecz na świecie."
H. Duncan "Atrament"
 
 
Lesij 
Paladyn Tajgi


Posty: 329
Skąd: z Rzeczypospolitej
Wysłany: 2008-04-24, 21:41   

Całkiem świeży kfiatek, który jak się zarejestrujecie znajdziecie tutaj.
Otóż MG chyba nie bardzo wiedział co zrobić zatem przerzucił ciężar na gracza (mnie) słowami (cytuję):
" Jednak gdy słońce podjęło powolną wspinaczkę na niebo, zdecydowałeś że leżenie i rozmyślanie nie poprawi Twojej sytuacji. Postanowiłeś przedsięwziąć jakąś akcję. "

Na co ja odpisałem:
" Wyszedłem więc przed namiot.
Rozejrzałem się. Ziewnąłem i wróciłem do środka. "

To tyle :P

Dla wyjaśnienia, sytuacja jest podbramkowa ździebko. A jaka dokładnie? O.O
Nie powiem :P
_________________
 
 
Arlzermo 
Dorsz Marienburski


Posty: 402
Skąd: Chrzanów/Wrocław
Wysłany: 2008-04-27, 09:59   

Hm... Obecnie mam chwilową przerwę od RPG, więc większość "kfiatuszkuf" jest stara - żeby nie powiedzieć bardzo stara. Ale i tak są ciągle żywe. ^^
No to jedziem z tym śledziem!
1. Nasz poprzedni MG bardzo zacinał się gdy mówił. Ogólnie jego dykcja pozostawiała wiele do życzenia. Z tego powodu wynikła pewna sytuacja:
MG: Wchodzicie i widzicie wielką... sześcienną...
Ja: Smoczycę?
Ów MG miał również bardzo "oryginalne" pomysły:
MG: Jesteś w lesie. Stoisz przed starą, drewnianą chatką. Co robisz?
Ja: Wychodzę z lasu.
MG: Wychodząc z lasu natknąłeś się na niedźwiedzia, który wepchnął cię z powrotem przed chatkę.

2. MG: Woły są dość dobrze zamordowane... (komentarz: nie, są niedokładnie zamordowane, więc jeszcze żyją....)

3. Druid, wyznający Mielikki, nazwał ją Melitele. (świat - FR)

4. Po walce, 2 osoby zostały nieprzytomne, a druidowi skończyły się czary. Więc ów druidziak(wraz z wojem) przystąpili do ratowania bez użycia magii.
Druid do woja: Podrzyj magowi szatę i opatrz rany.
Mag: TYLKO NIE MOJA SZATA!!!

5. W ogóle to kiedyś dużo graliśmy w DnD w realiach FR. Niestety, jedna osoba była kompletnie nieobeznana z tym światem...
Pogadanka poza grą, na temat Tyra.
- Tyra?
- Nie, Tura.
- Bosh, Tyr, nie Tyra.
- Tyr.
- Tyr.
- Tyr.
- Tyr...

Zabiliśmy przywódcę jakiejś sekty, kapłana Cyrica, i poszliśmy powiedzieć o tym kapłanowi Tyra (i załatwić leczenie, bo cienko z nami było...).
Druid: Zabiliśmy przywódcę sekty, kapłana Celulita...
MG: AGHR.......
Druid: Cyrulika?
MG: CYRICA!!!

Ranny druid podbiega do kapłana Tyra:
D: Tyrze, uzdrów mnie!!!!
K:<lekko skonsternowany> Może "kapłanie Tyra"?

6. Szukaliśmy sekty, więc rozdzieliliśmy się i szukaliśmy jakiś informacji. MG mówił, że ukrywa się w budynku, w górnej części miasta. Budynek ma okna zasłonięte czarnymi płachtami. Ale są trzy takie.
- A ma jakieś znaki szczególne?
- Okna zasłonięte czarnymi płachtami.
- A po czym można go rozpoznać?
- Po tym, że ma okna zasłonięte czarnymi płachtami.
W końcu dowiedzieliśmy się, który to dokładnie budynek. Idziemy tam, a MG opisuje:
- Budynek ten ma okna zasłonięte czarnymi płachtami.

7. Gracz, jako druid Mielikki, raz na miesiąc musi przyzwać driadę lub drzewca i służyć im przez dzień.
druid: Przywołuję driadę.
MG: Ale wiesz, to nie będzie żadna napalona driada....
druid: Ale ja... A dobra, przywołuję drzewca!
MG: No widzisz.... Ale.... To będzie napalony drzewiec.
Z tego co pamiętam, poprzestał na driadzie...

8. Nowy MG... Nie znał naszych postaci, więc pozapisywał sobie wszystkie nasze imiona... Lecz nie napisał kto kim gra. I z tego wynikła taka sytuacja:
MG: A więc, spotykasz Dolwena.
G: Ja się nazywam Dolwen...
_________________
"Wycinamy pędy i drzewa rąbiemy,
Depczemy korzenie, nasiona palimy,
Nadchodzi ulewa i gleba odpływa,
Pozostaje kamień oraz ciężka glina.
W zielonych łańcuchach nasze ciała gniją.
Ciała wciąż ruchome, chociaż już nie żyją."
 
 
Asuryan 
Król Bogów

Posty: 3322
Skąd: Łódź
Wysłany: 2008-04-27, 12:24   

Stare, zresztą już kiedyś przeze mnie napisane na innym forum, ale chyba wciąż jare:

Sesja AD&D:
MG opisują graczom z początkującymi postaciami (poziomy 1-3) widziany górski krajobraz i przelatującą w oddali mantikorę. Gracze jednomyślnie oczywiście wyruszyli na łowy na dojrzanego potwora. Po masakrze drużyny pretensjom graczy, że dał za silnego potwora, MG odpowiedział:
- a nie widzieliście wielkiej kartki przyczepionej do łap potwora :?:
- jakiej kartki :?: :!: :shock: - jednogłośnie odpowiedzieli gracze.
- nie ruszać dekoracji :!: :devil:

------------------------------------------

Sesja w WFRP 1 edycję - grałem pasterzem. Podczas wypasu owiec pojawił się smok i zaczął pożerać mi moje podopieczne. Po odlocie gada zagoniłem resztę stada do wioski i podniosłem alarm. Nikt jednak nie chciał mi uwierzyć - stwierdzili że zapiłem pewno i zgubiłem część owiec. Wkurzony zagoniłem owce do korralu, u kowala zamówiłem wielką kratę z dużymi ostrymi szpikulcami na łączeniach prętów i umieściłem ją nad zagrodą. pomalowałem całość na biało by smok nie zauważył pułapki, a następnie od myśliwego wziąłem wszystkie jego pułapki na niedźwiedzie i rozmieściłem je przed korralem ukrywając je w gęstej trawie - na wypadek gdyby smok atakował me owce z ziemi. Po tym wszystkim pojawiła się reszta drużyny - jakiś zabójca trolli, mag i paru innych ludzi. Gdy odpoczywałem uspokojony swymi zabezpieczeniami gad przyleciał do wioski. Wylądował w pewnej odległości od zagrody. Od korralu odgradzała go drużyna poszukiwaczy przygód, oprócz krasnoluda który zachlał w gospodzie. Smok zaryczał i nagle wszystko potoczyło się błyskawicznie i zupełnie inaczej niż planował sobie MG. Zabójca trolli wybiegł z wrzaskiem z gospody próbując zaatakować potwora od tyłu - po ciosie ogonem już się nie podniósł. Ja dobiegłszy ze swej chaty na miejsce puściłem w smoka strzałę z mego krótkiego łuku. Po kolejnych przerzutach MG robił się coraz bledszy - zadałem w sumie ponad 40 obrażeń, zostawiając gada na paru pkt żywki :D Jako że strzelałem z tyłu MG stwierdził że wcelowałem smokowi prosto w rzyć, gdy odsłonił ją podnosząc ogon w celu zmasakrowania nieprzytomnego krasnoluda :mrgreen: Smok się wściekł... a reszta drużyny zadeklarowała iż ucieka do korralu skryć się między owieczkami... z tym że nic nie wiedzieli o rozłożonych wcześniej przeze mnie potrzaskach na gada. Pułapki oczywiście zadziały na poszukiwaczach przychód, a mi udało się zwiać z wioski przed gniewem smoka, który systematycznie obracał ją w perzynę.

A pomysł MG na przygodę był taki że smok przyleci do wioski i da nam zadanie, które wytłumaczy nam drużynowy mag po rzuceniu czaru "dar języków". Jak widać MG nie powinien zakładać z góry zachowania graczy :lol:
_________________
"Sometimes known as the Phoenix King, Asuryan was the king and the most powerful deity of the pantheon of Eldar gods. He was believed to be the psychic might of the whole universe."
 
 
Tixon 
Ukryty Smok


Posty: 6271
Skąd: Piła
Wysłany: 2008-10-29, 13:03   

Sesja WFRP 2 edycja.

Zostaliśmy najęci przez człowieka zwącego się Dymitr Iwanowna do ochrony jego osoby oraz - pośrednio - jego brata Iwana Iwanowna (Kuba, lat 11) i krasnoluda (Jonasz, 18) - głównie przed nimi samymi. Podczas wędrówki odkryłem, że koleś jest magiem ale nikomu o tym nie powiedziałem. Po wielu licznych przygodach, Dymitr przedstawił nam się jako Hans Zimmer - czarnoksiężnik ścigany kiedyś przez połowę Imperium, stwierdził, że już nas nie potrzebuje i nie zapłaci i mamy sobie iść. To samo tyczy sie jego brata.
A winien nam był łącznie 240 koron - czyli półroczny przychód arystokraty (masa szmalu!)
Powstał problem - co zrobić. Ja byłem za tym, aby znikać jak najprędzej (czarnoksiężnik!). Brat chciał iść i dostać kasę (zbierał na płytówkę). Krasnolud (jednoręki) uważał, że przez Dymitra stracił łapę i chciał sie zemścić. Iwan uważał, że jego brat go zdradził i musi go zabić (pamiętaj, kto nim grał). Zdecydowali się udać do siedziby maga i go zabić...
Ruszają... Poszedłem z nimi, bo co miałem robić? :> Rozwiązałem za nich zagadkę blokującą wejście, weszliśmy do środka i stoimy w wielkiej komnacie pełnej ruchomych schodów (jak w Hogwarcie) - utrudniają one celowanie :> . Na górnej platformie stoi Dymitr. Jest telekinetykiem, czyli wokół niego w powietrzu wisi kilka mieczy, mających odbijać nadlatujące strzały. W dodatku obok niego jest panel do uruchomienia broni - błyskawic bijących w nas.
Ja rozmawiam z nim w sposób kulturalny i z dystansem, reszta jest bardzo natarczywa. W końcu dochodzi do jednego - strzelają do niego z kuszy. Pamiętaj o dużej odległości i schodach - strzelanie w takich warunkach jest bardzo trudne. Mimo to strzelili. Byli bez szans.



A co się stało? Zarówno Iwan, jak i Turpin[Krzysiek - 15] mieli po dwa trafienia krytyczne - 001. Krytyczne szczęście, całkowite trafienie. Turpin władował mu bełt w brzuch za około 20, potem Iwan w pietę (wystawała ponad platformę, gdy Dymitr upadł), potem jeszcze raz, następnie Turpin strzelił w platformę, przebił ją i jeszcze go trafił. Wyobraź to sobie - cztery trafienia krytyczne.


Sesja młotka- dawno temu, początkowe postacie
Akcja dzieje się w mieście, w którym trwa festyn. Liczne atrakcje, a że drużyna sprzedała łupy (znaczy ja i krasnolud, w tym krasnolud naprawdę łupów natargał), idziemy zaszaleć (złodziej rozgląda się za sakiewkami, bo sam ma złotą koronę, sztuk jeden, łowca pierwszy raz w mieście). Widzimy ring, na którym stoi Łamacz - bysio jakich mało. Walka z nim to 3 szylingi, do wygrania 5 złotych koron. Namawiamy krasnoluda (zawsze taki agresywny i skory do bitki), aby się z nim zmierzył.
I tu pierwszy numer - złodziej pół sesji czaił sie na jego łup - rusznicę (krasnolud z nią spał nawet :D ), a po sprzedaży na kupiony ekwipunek i resztę złota.
Krasnolud wchodzi na ring (pancerz, rękawice...), prowadzący każe mu zostawić ekwipunek. Gdzie? pyta się Gotri. Towarzysze ci popilnują odpowiada BN - na co cała drużyna w śmiech :D
Krasnolud zostawił jednak EQ pod dozorem strażnika, staje naprzeciw bysia (156cm, 90 kg VS 2 metry, 120 kg).
Pytanie Leo (czyli ja) do MG - Są gdzieś tu obstawiane zakłady? Negatywna odpowiedź, to zwracam się do łowcy szeptem "Koron na Łamacza. Wchodzisz?". :D
Przebieg walki - Krasnolud dostał z kolana, potem podniesiony i rzucony o ziemię, następnie schwycony i zduszony w pół, aż mu żebro pękło. Sam zadał z trzy średnie ciosy, które niewiele zdziałały. Po pomocy medyka miał jeden punkt żywotności i mógł ustać na nogach.
Teraz chciał się odwdzięczyć - nakłonił (a raczej postawił przed faktem dokonanym) do wzięcia udziału w pojedynku z Łamaczem. Leo wychodzi (i słyszy głos krasnoluda "No to się go teraz pozbyliśmy"). Płaci za udział, zdejmuje osprzęt, staje naprzeciw Łamacza. Głosy tłumu - "Łamacz złam go jak tego pierwszego", zapaśnik tylko mruczy.
Rzut na inicjatywę (wysokie), doskok do wroga, pierwszy lewy prosty - trafiony, ale słabo w rękę. Zaraz po nim drugi atak - prawy z lekkiego skrętu biodra, trafiony za całe 9 pkt w drugą rękę. Łamacz ma złamaną rękę i się poddaje. Leo dostaje 5 koron, Gotri zbiera szczękę z ziemi.

Później motyw taki - krasnolud kupił dwa rodzaje ziółek - do parzenia na rany i do palenia. Zapomniał które są które, a sprawdzać się bał (1 pkt ż). Miał jednak towarzysza również krasnoluda (żebrak, zapłacił za niego karę i dał trochę kasy, potem poszli pić), dał więc mu "macha" - po pierwszym zaciągnięciu miał wątpliwości, czy to się aby na pewno pali; potem dał łowcy, któremu pomimo rzutu na kondychę zakręciło się w głowie. W efekcie nikt już nie chciał testować, to dał ponownie żebrakowi. Ten zaciągnął się i... padł nieprzytomny. Przez 5 minut próbowaliśmy go ocucić - wylane piwo nie zadziałało, złodziej się na niego... zwrócił jedzenie, a potem nikt nie mógł go chociaż dotknąć.
To go tak zostawiliśmy :)

Zwiedzamy kanały. Krasnoluda musieliśmy niemalże siłą zaciągnąć, bo tak się bał (Skeveni, Skeveni!). Idziemy przewiązani liną (na wszelki wypadek), Leo prowadzi. Po lewej stronie jakaś narośl, nie wydaje się groźna, wiec krok naprzód. I jak nie pierdutnie... Chmura oparów, Leo pada na ziemię nieprzytomny. Reszta wycofując się wyciąga niejako i jego. Czekają aż chmura opadnie, dyskutują o tym czymś przez chwilę.
Tix: A może byście mnie już ocucili?
_________________
Stary Ork napisał/a:
Żelki to prawda, dobro i piękno skondensowane w łatwej do przełknięcia formie żelatynowych zwierzątek. Wyobraź sobie świat bez żelków - byłbyś w stanie żyć pośród tego niegościnnego, jałowego pustkowia wiedząc, że znikąd nadzieje?

MORT napisał/a:
Romulus, Tix właśnie cię pobił w redneckowaniu.

Romulus - nie decydujemy o losach świata.
Ł - CHYBA TY
MrSpellu - Rebe, czego nie rozumiesz w zdaniu:
ŻYDOMASONERIA JEST TAJNA, psiakrew? :/
 
 
Kruk 
Rotmistrz


Posty: 64
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-11-30, 21:44   

Razem z kumplami gramy w WFRP i jest wiele kfiatków i tekstów które zcinaja z nóg.

Gram nadal kapłanem Ulryka który za pomoc moim kompanom w odbiciu artefaktów danych im przez Drachenfelsa (tak..pracujemy dla niego) jest ścigany.
Mieliśmy złapać jednego z wafli naszego wroga na trakcie ale to na drugi dzień.Wbijamy do zajazdu i wynajmujemy pokój.Byłem Ja jako kapłam,druid,zabijaka,elf łucznik i dopellganger.
Zabrakło łóżek i moja postać miała spać z dopellem.A ja na to "Nie mówcie mi że z takim kosmitom mam spać"

"Miasto jest zabarykadowane bo wstawili palisadę"
"Nie mogło być za dobrze teraz się wszystko pokomplikuje jak w tych serialach" gdy szło nam za dobrze i nagle jedna rzecz poszła nie tak
"Szliśmy lasem i zobaczyliśmy potop"
"Daj mi moje regimenty do czarów" miało być komponenty


Inna sytuacja.Gonimy za goblinami co napadły w nocy na zajazd.Dobiegamy i gobliny atakują nas (wtedy grałem fanatykiem i miałem sporą buławę).Wyskakuje na mnie goblin
MG: Co robisz?
Ja: Uderzam z obucha [rzucam kościami.. wynik na obrażenia wysoki] Trafiłem!
MG: Goblin nie zdążył sparować twego ciosu i pod wpływem mocarnego ciosu który niszczy mu twarz odlatuje na 5 metrów!
Kumpel: Jesteśmy przy 18 dołku a oto i kolejny goblin..
_________________
I'm not Jesus,
I'll not forgive!
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17265
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2008-12-03, 17:05   

Humor zrozumiały dla tych, którym rozsypała się drużyna.
Pytanie do MG zadane przez jednego z graczy (mnie):
- to kiedy gramy? :mrgreen:

A teraz kontekst. MG siedzi we Wrocławiu, ja w Krakowie, inny członek drużyny kawałek na południe od Katowic, a dwóch innych na samym północno-zachodnim krańcu Szkocji.
_________________
Siamo con clavi, siamo con dio
Siamo con il nostro dio scuro
 
 
Ranald 


Posty: 9
Skąd: Chorzów
Wysłany: 2009-01-07, 22:38   

Myślę że mogę się podzielić moimi ciekawymi gagami z starych sesji w końcu śmiech to zdrowie ;)

D&D :
Nasza drożyna dostała za zadanie napadniecie w lesie karocy hrabiego który był tyranem i zdzierał ostatnie grosze z biednych wieśniaków jako danina , obstawa 4 strażników myślicie zapewne nic trudnego lecz zadanie musiało zostać wykonane po cichu i miało wyglądać jak wypadek , Postanowiliśmy wiec zastawić pułapkę tylko jaka...? kolega (Tropiciel) opisał nam swój genialny plan wciągnięcia gigantycznego kamienia ku konarom drzew i spuszczenie go na przejeżdżającą karoce... reszta drużyny popatrzała na niego i orzekła że ma być to wykonane po cichu a tropiciel na to :To obtoczymy go w gąbce :)

D&D(Ponownie :) ):Drużynowy Krasnolud postanowił że w karczmie naje sie Grochówki OK... po posiłku MP mówi że musi iść za potrzebą i to szybko albo zaraz narobi w gacie krasiek leci na zaplecze na to zaklinacz że idzie za nim i ze jak zacznie rzuca jakiś(chyba 1 pozimowy czar płonący pocisk czy coś) Mp nakazał rzut ... wyszedł taki rzut że krasnolud eksplodował wszyscy po usłyszeniu huku wyszli na zaplecze i pytamy co sie stało a zaklinacz na to: życie uszło smród został xD

Warhammer:
Nasza wspaniała ekipa staje na przeciw zamku von Wittgenstein(Kampania wewnętrzny wróg)Mistrz opisuje mroczny i przytłaczający klimat napięcie rośnie nagle obraca sie hallfing i pyta czy mamy pochwy (chodziło mu do mieczy ) mistrzunio rzucił całą garścią kości w niego xD

Earthdawn:
Środek przygody w wielkim mieście złapaliśmy trolla który napadł na nas w uliczce i zabraliśmy go na spytki... Ja jako ork wojownik probowałem go zastraszyć lecz nie wyszło na to nasza koleżanka (wietrzniak władca zwierząt)dziarsko rzekła "Ja wam pokaże jak to się robi używam pazurków" okazało się że pokroiła trolla i ścianę za nim
(dla tych co nie grali w "Eda" wietrzniak to coś w rodzaju wróżki 25-35 cm skrzydełka ...Troll maszyna do zabijania 2-2,5 m :P )
_________________
http://www.kon-bajn.pl/ - Przybądź na Najwspanialszy Konwent naszych czasów i weź udział w niezliczonej ilości atrakcji, I nie zapomnij zabrać znajomych :)
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17265
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2009-01-07, 23:22   

Ranald napisał/a:
(dla tych co nie grali w "Eda" wietrzniak to coś w rodzaju wróżki 25-35 cm skrzydełka ...Troll maszyna do zabijania 2-2,5 m :P )

Ta, tylko wietrzniak był adeptem co WIELE zmienia :P
_________________
Siamo con clavi, siamo con dio
Siamo con il nostro dio scuro
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17265
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2010-06-28, 11:13   

Wczoraj była bardzo fajna, sympatyczna sesja w Warhammera. Gramy złą drużyną, która już trochę przeszła i w pełnym składzie jest to cztery osoby podzielone na dwie "rodzinne" frakcje: Braci Vogel (banita -> guślarz, porywacz zwłok -> włamywacz) i "Braci bez nazwisk" (włóczykij -> zwiadowca, cyrkowiec -> chujwico).

Wczoraj graliśmy w trojkę. Kilka fajnych sytuacji: UWAGA WULGARYZMY

By wrócić do swojej bandy banitów, musieliśmy ponownie wykazać się przydatnością dla bandyckiej braci, gdyż nie było nas osiem miesięcy, a w tym czasie "zmieniła się" obozowa władza. Nowy szef nie przepadał za nami, gdyż za poprzedniego szefa wyrobiliśmy sobie całkiem przyjemną pozycję, dokonując kilka spektakularnych kradzieży i rozbojów. Nowy szef miał na imię Collin. A drużyna to grupa aroganckich skurwieli.

Dieter (zwiadowca): No Collin, weź przestań... (na nutę ostatnio popularnej piosenki) "weź nie pierdol, bejbe"...
Otto (mój mocarny guślarz, ex banita): Zamknij się i nie wkurwiaj go! On jest tu szefem! Czyli nie mów mu Collin, tylko Szefie Collin! A więc Szefie Collin, weź przestań...
Cała drużyna: ..."weź nie pierdol, bejbe" XD

Stanęło na tym, że go lekko zdenerwowaliśmy i za karę musieliśmy spacyfikować wioskę, którą rok wcześniej zmusiliśmy do płacenia... e... dowolnej, miesięcznej daniny. Jakiś czas temu wioska przestała płacić. Udaliśmy się na rekonesans, zobaczyć co i jak i były tam aż trzy ciekawe kwiatki. Aha, by dopełnić kontekst: Za Dieterem puszczono list gończy, w którym oskarżano go o herezję (chwilowo niesłusznie).

Dieter postanowił sprawdzić poziom zastraszenia wieśniaków. Wszedł do nowiutkiej karczmy (stara miała... e... wypadek :mrgreen: ), widać, że ktoś wyłożył sporą gotówkę. W sali pusto. Zwiadowca zamówił piwo i zmusił karczmarza by je "skosztował", dość brutalnie. Po czym sam dopił resztę. Gdy skończył zobaczył, że karczmarz celuje do niego z kuszy i mówi:
Karczmarz: Wynoś się.
Dieter: Dopiję.
Karczmarz: <Składając się do strzału> Wynoś się!
Dieter: Wal.
Ja jako gracz: Ja jako MG bym strzelił.
Drugi gracz: Ja też.
Mistrz Gry: <bardzo widocznie bije się z myślami, w końcu sięga po kostkę obrażeń>
Dieter: No to wychodzę XD

Po czasie gracz od Dietera: Ha, są zastraszeni. Jakby się nie bał, to by wystrzelił :mrgreen:

W czasie gdy Dieter odwalał fuszerkę w karczmie, Otto i jego brat Siegfried przepytywali kowala i udało im się dowiedzieć, że za sprawą "opóźnień" stoi nowy właściciel wioski, dziany kapłan Sigmara z solidną obstawą najemników. Wychodząc z wioski, całkowicie zapomnieliśmy o akcji Dietara. A uwagę na nas zwróciło trzech zbrojnych na koniach, którzy wskazali na Dietera wyraźnie zainteresowani jego osobą. Pierwsza myśl: O kurważ, list gończy :/

Wywiązał się dialog:
Strażnik: Co tu robicie.
Ja: Właśnie opuszczamy wioskę, ruszamy w szlak
Strażnik złowieszczo: Tia, dopilnujemy tego, odprowadzimy was.
Ja: Dobsz.

Gdy nas odprowadzali to GM kazał nam rzucać za spostrzegawczość, Siegfriedowi nie wyszło i dostał pałka w głowę (ogłuszenie nie weszło), a że szybkie i krewkie z nas chłopaki, to dobyliśmy broni ostrej i w dwie rundy było po krzyku (same krytyki nam wchodziły), zwłaszcza, ze jednego gościa spacyfikowałem poprzez rzucenie porażenia na jego konia (spadł z konia, a w następnej rundzie był traktowany jako cel nieruchomy, zarżnąłem jak żabę). Chwila refleksji.

GM: gratuluję potrójnego morderstwa w biały dzień.
My: <konsternacja>
Ja: Te, faktycznie, zapomnieliśmy, że Dieter w karczmie karczmarza wnerwił, temu go wskazali, a ja byłem święcie przekonany, że chcą nas spętać za list gończy :mrgreen:
GM: //facepalm
Ja: Ale w sumie to oni zaczęli, to była samoobrona :mrgreen:
GM: //facepalm

Następnie poczekaliśmy do nocy i stwierdziliśmy, że spacyfikujemy kapłana. Do dyspozycji mieliśmy ośmiu banitów z łukami, przeciwnik obwarował się w solidnej chacie, gdzie krążyło siedmiu najemników (tylko jeden miał broń miotaną). Ustaliliśmy plan, że dziesięciu strzelców ściąga ochronę. Siegfried zakrada się do tyłu domu i płonącą oliwą podpala strzechę, a my celujemy w drzwi i kto wyjdzie, tego z łuków bęc. Wcześniej oczywiście dyskusja, kto może być w środku oprócz kapłana. Padło, że na 100% tylko młodziutki kleryk :mrgreen: Akcja poszła niemal wzorcowo, podpalono dach, ściągnęliśmy ochronę, celujemy w drzwi i nagle mówię do MG:

Ja: Te, ale zapomniałem im powiedzieć, że jak wyjdzie dziecko, to by nie strzelali...
<Wszyscy w śmiech>
MG: Za późno, otworzyły się drzwi, spuściliście cięciwy... mały chłopczyk...
Ja: Hmm... Jeżyk? XD

Akcja skończyła się oderżnięciem kapłanowi głowy, pacyfikacją i spaleniem wioski (padło trzydziestu wieśniaków) i powrotem na łono dzikiej bandy. Hell Yeach :badgrin:
_________________
Siamo con clavi, siamo con dio
Siamo con il nostro dio scuro
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17265
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2010-07-22, 12:28   

Z ostatniej chwili:

Otto puścili po bandzie wredną plotkę, że Szymon, zastępca Szefa Collina jest pedałem. Brat Ottona, Siegfried, puścił zaś dodatkową plotkę, że wspomniany Szymon jest nie tylko pedałem, ale także kobietą. Oczywiście to wszystko wróciło wołem... i Szymon mało subtelnie pragnął nas pobić za nasze zuchwalstwo. Efekt tego był taki, że my jeszcze mniej subtelnie oblaliśmy go oliwą i podpaliliśmy (zszedł na krytyka, ale przeżył) po czym, salwowaliśmy się ucieczką. Mściwe z nas sukinsyny.

Po drodze zrobiliśmy sobie wroga w postaci inkwizytora Sigmarytów w Altdorfie oraz przyjaciół w pomniejszej gildii złodziei w Marienburgu (dokąd, łatwo zrozumieć, salwowaliśmy się ucieczką). Co dalej będzie? Czas pokaże, bo gramy regularnie raz w tygodniu najmniej //spell
_________________
Siamo con clavi, siamo con dio
Siamo con il nostro dio scuro
 
 
MrSpellu 
Waltornista amator


Posty: 17265
Skąd: Milfgaard
Wysłany: 2010-08-12, 09:02   

Ostatnio udało mi się zagiąć arcymaga kolegium złota, który był jednocześnie szefem gildii alchemików w Marienburgu. Facet prowadził ciemne interesy, chciał mianowicie otworzyć kryptę z trzystuletnim liczem by łyknąć trochę mrocznej wiedzy. W tym celu wynajął sporą grupę ludzi w tym górników i krasnoludzkiego inżyniera (komnata była ukryta w kompleksie zasypanych jaskiń). Wydarzenia fabularne sprawiły, że musieliśmy zabić krasnoluda by ten przestał kopać. Pech chciał, że tego dnia z wizytacją miał przyjechać szef wszystkich szefów czyli sam arcymag. Krasnolud zginął w "wypadku", codziennie robił dwa wybuchy w jaskiniach przy pomocy materiałów wybuchowych, to podpieprzyliśmy mu lonty i lekko zmodyfikowaliśmy magicznym ogniem w miksturce (lont zamiast w 30s, to spalał się w 2s). Łatwo się domyśleć po eksplozji w kopalni była masakra, górnicy nie zdołali się ukryć. Jednym słowem rzeź.

Arcymag mnie przyzwał, gdyż w obozie robiłem za konowała (czarownik z +20 leczenia, tyleż aptekarstwa i +10 zielarstwa). Poprosił bym obejrzał zwłoki krasnoluda i stwierdził, czy jest możliwe, że został zabity przed wybuchem. Udanym rzutem na leczenie stwierdziłem, że nie ma bata. Następnie rzucił na mnie zaklęcie (coś tam żelaznej logiki), które dodawało +20 do rzutu na jakąkolwiek umiejętność. Kolejny udany rzut.

Ja: Nie ma bata, zginął w trakcie wybuchu. To był albo nieszczęśliwy wypadek, albo sabotaż.
Mag: Sabotaż? Ciekawe, że o tym wspominasz...
Ja: Tak. Logika podpowiada, że to są dwa najbardziej prawdopodobne wydarzenia. Pech lub celowe działanie.
Mag: Widzisz, krasnoludzki inżynier kazał sobie płacić krocie i był wart swej ceny...
Ja: Za przeproszeniem. O ile dobrze słyszałem, to jesteś panie szefem gildii alchemików w Marienburgu. Arcymagiem kolegium złota na dodatek. Racja? Czyli osobą doświadczoną o ponadprzeciętnych umiejętnościach?
Mag: <kiwa głową, że tak>
Ja: Zakładam, że zanim miał pan tych wszystkich ludzi do pracy, to dnie i noce spędzał pan w laboratorium przy aparaturze.
Mag: Owszem, nawet teraz mi się to zdarza...
Ja: To ile razy zdarzyło się Panu coś zwyczajnie SPIERDOLIĆ?

Konsternacja. Chwila ciszy, MG zatkało.

Mag <z uznaniem w głosie>: Zajebiste jest to zaklęcie XD
_________________
Siamo con clavi, siamo con dio
Siamo con il nostro dio scuro
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Qfant


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Nasze bannery

Współpracujemy:
[ Wydawnictwo MAG | Katedra | Geniusze fantastyki | Nagroda im. Żuławskiego ]

Zaprzyjaźnione strony:
[ Fahrenheit451 | FantastaPL | Neil Gaiman blog | Ogień i Lód | Qfant ]

Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 12