Zaginiona Biblioteka

Fantastyczny zamtuz - Moje pierwsze zetknięcie z literaturą fantastyczną.

Nabu Nezzar - 2007-11-12, 23:59
: Temat postu: Moje pierwsze zetknięcie z literaturą fantastyczną.
Nie wierzę, forum zrzeszające tylu fantastów, a nie posiadające takiego tematu? Wstydźcie się :-P
No, ale do rzeczy...
Chciałbym abyście w tym temacie opisali swój pierwszy raz... Swój początek przygody z literaturą fantastyczną. Co was skusiło/zmusiło do sięgnięcia po ten rodzaj książek, jakie były tego przyczyny, oraz od czego zaczynaliście.
Dhuaine - 2007-11-13, 00:58
:
Można powiedzieć, że trzy razy podchodziłam do fantastyki. Pierwszy był (o ile dobrze pamiętam, równie dobrze może być zamieniony miejscami z HP) "Hobbit" Tolkiena. Przeczytałam książeczkę jako szczyl, spodobało mi się, ale uznałam za bajkę i nie działałam dalej w tym kierunku.
Niedługo potem dostałam od mamy pierwszy tom Harry'ego Pottera. Cykl był tak popularny, że od razu nastawiłam się do niego negatywnie :P Po pewnym czasie jednak przeczytałam, łącznie z tomem drugim i trzecim. Czekałam w miarę niecierpliwie na czwarty tom, ale żeby sięgnąć po inną fantastykę... niee. Harry Potter to też bajka była. :P
Prawdziwą przygodę z fantastyką zaczęłam dzięki szurniętej polonistce :mrgreen: Dziewczyna przepadała za fantasy i przeforsowała "Ostatnie życzenie" Sapkowskiego jako lekturę. Wypożyczyłam ksiązkę z biblioteki... i wsiąkłam. Taki powiew świeżości! Zupełnie inny niż te skostniałe lektury i moralizatorskie powieści dla młodzieży :P
Miałam wtedy 13 lat. xD

Po Sapku wzięłam się za kanon, czyli Tolkien (urgh), Andre Norton, Ursula K. Le Guin itp. Chyba przez rok nadrabiałam te obowiązkowe pozycje. ^^'
Nefren - 2007-11-13, 09:10
:
Mój pierwszy raz... Jak dawno to było. Na początku musze zaznaczyć, że jeszcze tak w podstawówce i gimnazjum praktycznie wogóle nie czytałam, ale jeśli już to była to jakaś fantastyka. Najpierw był cykl "Szkoła przy cmentarzu", jakieś książeczki na podstawie "Z archiwum X", jednak mogłabym je policzyć na palcach. Dorosłe dzieła zaczęły się pod koniec gimnazjum. "Zwierciadło piekieł" Mastertona. Nie jestem pewna, czy rzeczywiście to była moja pierwsza tego typu książka, ale najbardziej ją pamiętam. Do fantasy musiałam długo sie przekonywać. Dla mnie to wciąż były bajki o królewnach i księciach zaklętych w zabę ;) . Sięgnęłam za namową mojej koleżanki po Andre Nrton, ale prawdziwe, pełnokrwiste fantasy, bez słodzenia, przyszło z Wiedźminem. Potem był Tolkien i tak jakoś wyszło, że nie potrafie czytać niczego co nie ma wątków fantastycznych.
Dabliu - 2007-11-13, 11:13
:
Ciężko sobie przypomnieć takie zamierzchłe dzieje, ale chyba najpierw było takie pisemko dla dzieci, co się zwało "Fantazja", o ile dobrze pamiętam. Znalazłem tam obszerny artykuł o elfach w folklorze (z dwoma pięknymi ilustracjami) i mnie zauroczyło. W drugiej klasie podstawówki przeczytałem swoją pierwszą pełnowymiarową powieść, a był to "Robin Hood", czyli rzecz niemal ocierająca się o fantastykę. Później było na wpół przypadkowe zetknięcie z fantastyką, w postaci pewnego zbiorku z amerykańskimi opowiadaniami SF. Zbiorek malutki, zatytułowany "Serial", a był to rok '89, więc miałem 9 lat i umysł wprost spragniony takich odjechanych wizji. W międzyczasie pochłaniałem różne Sienkiewicze i temu podobne, a w '91 do księgarń trafił pierwszy bodaj oficjalnie wydany "Conan" wydawnictwa Pik. No i wsiąkłem na amen. Rok później, jako dwunastolatek, przeczytałem "Władcę Pierścieni" i to był cios w potylicę. Od tego momentu byłem już uzależniony od literatury fantastycznej, a literatura fantastyczna była skazana na mnie :-)
MadMill - 2007-11-13, 11:32
:
Ciężko stwierdzić. Bo jeśli chodzi o książki to było dość niedawno, tak w wieku 14-15 lat czyli 6-7 lat temu. Jeśli jednak mówić o samej fantastyce to byłoby to może i 14 lat temu, chyba w wieku 7 lat pierwszy raz w ręku miałem Thorgala - piękne czasy, eh... ;) Thorgal i Szninkiel to chyba od czego się zaczęło. Zawsze lubiłem fantastykę i to w różnym wydaniu czy literatury czy filmu - ile ja kreskówek i filmów fantastyczny za młodu oglądałem. :D NO ale wracając do literatury to pierwszy był "Hobbit, czyli tam i z powrotem". Książka którą do dziś darzę ogromnym sentymentem i uważam za najlepsze dzieło Tolkiena. Potem był... Harry Potter. :mrgreen: No co? Coś trzeba było czytać. ;P Następnie fascynacja grami BG i IWD, a więc przygoda z literaturą spod FR, którą się strasznie zachwycałem aż do wieku 19 lat? o_O No i chyba tak to wyglądało. ;)
Dabliu - 2007-11-13, 11:37
:
O, jeśli do literatury dodać komiksy spod znaku Thorgala i Szninkla, to tym też się za młodu zachwycałem na maxa :)
Nevi - 2007-11-13, 18:33
:
Kradłem matce "Krew elfów", "Czas pogardy" i "Chrzest Ognia", potem brałem wielką latarkę, właziłem pod kołdrę i czytałem do późnych godzin nocnych. Miałem chyba z 9 czy 10 lat.
Potem poleciało szybko, niemiły mi WP, bardziej miły Silmarillion i setki innych.
Shadowrunner - 2007-11-13, 20:26
:
Ja zacząłem od klasyki klasyk - jak jeszcze miałem chyba z 9 lat - czyli od Conana Bilbiotekarza ;-) i potem całej "ligi lovercraftowskiej", oraz samego HPL - i tak to się mniej więcej zaczęło. Potem jednocześnie zacząłem się interesować grami fabularnymi i oba te zainteresowania zaczęły się intensywnie podsycać, tak, że zacząłem sięgać po coraz bardziej ambitne pozycje. Do WP też podchodziłem chyba ze dwa razu - o dziwo ale sięgnąłem po niego znowu dopiero w I klasie ogólniaka, chociaż Hobbita miałem już dawno za sobą.
Tigana - 2007-11-13, 20:33
:
Shadowrunner napisał/a:
Ja zacząłem od klasyki klasyk - jak jeszcze miałem chyba z 9 lat - czyli od Conana Bilbiotekarza ;-)

Miałem identyczni. Najpierw "Conan" w wydaniu "Alfy", a potem był Tolkien (podstawówka) i pierwsze Moorcocki. Po Tolkiena sięgnąłem zaciekawiony opowiadaniami starszego brata i renomą tej książki. Pamiętam, że za wydanie z CIA Books trzeba było dużo zapłacić. "Conan" książkowy ukazał się u nas niedługo po premierze filmowej i wszyscy wielbiciele Arnolda chcieli mieć tą książkę. Cóż to były za piękne czasy.
Raziel - 2007-11-13, 20:35
:
Zacząłem od Władysława Pierścienicy jak pewnie wiele innych osób, a zachęciły mnie do tego trailery Drużyny Pierścienia, jako że jestem z natury niecierpliwym człowiekiem to nie chciałem czekać aż na moim zadupiu będzie to w kinie i czym prędzej pognałem do brata ciotecznego i pożyczyłem sobie wszystkie 3 części ;]
grubshy - 2007-11-14, 01:46
:
Tigana napisał/a:
Miałem identyczni. Najpierw "Conan" w wydaniu "Alfy"

To ten, w ktorym tlumacz poszalal i bohaterowie mowili archaicznym polskim? Jak dales rade to zmeczyc? : )

Ja zaczalem od wydawanego przez Iskry cyku 'Magia Mieczem' czy jako tak. - pierwsze bylo opowiadanie o Connanie 'Ludzie Czarnego Kregu' potem jakies o Solomonie Kane i troche innych.
Nastepnie trafilem na 'Pajeczyne utkana z ciemnosci' Wagnera i polecialo dalej...
andy - 2007-11-14, 10:51
:
To było bardzo dawno temu. Ale chyba zacząłem od Lema i Niezwyciężonego. A później? Większość co można było w tamtych czasach kupić (lata 60-te) ze wskazaniem na hard SF. Co z resztą do tej pory mi zostało
Tigana - 2007-11-14, 12:42
:
grubshy napisał/a:
To ten, w którym tłomacz poszalał i bohaterowie mówili archaicznym polskim? Jak dałeś radę to zmęczyć? : )

Powiem szczerze, ze akurat tej staropolszczyzny nie pamiętam, a czytało się bardzo fajnie. to było coś świeżego, nowego. Mój ulubiony tom to "Droga do tronu" - świetne są "Czerwone ćwieki" i to opowiadanie o Piktach. W swoim czasie znałem też na pamięć wiersz otwierający "Godzinę smoka"
fdv - 2007-11-18, 22:41
:
Tigana napisał/a:
[Najpierw "Conan" w wydaniu "Alfy"


Heh dziwna sprawa ta sama mala ksiazeczka wpadla mi w reke kiedy dawno temu przekopywalem strych w poszukiwaniu czegos nowego.(Zawsze sie pozniej zastanawialem jak takie rzeczy mogly wyladowac na strychu w pudle, a Słowacki dalej okupuje polki w mieszkaniu rodzicow) Pozniej odziedziczylem biblioteczke po znajomym i tam byly cykle "Ziemiomorze" Le Guin, "Diuna" Herberta, "Eden" Harego Harissona oraz "Żołnierz Arete" ,"Żołnierz z mgly" Gene Wolfe'a wszystko z wyawnictwa Phantom Press. O Thorgalu nie bede nawet wspominal chociaz z zalem stwierdzilem ze pierwsze czesci z KAW rozlatuja juz sie :(
Haeive - 2008-01-07, 20:30
:
No oczywiście, że "Władca Pierścieni" w wieku lat dziesięciu.
Elektra - 2008-01-07, 21:50
:
Haeive napisał/a:
No oczywiście, że "Władca Pierścieni"

Że tak zapytam, dlaczego to oczywiste? Jest jakiś wymóg, żeby od tego zaczynać? ;P
Regissa - 2008-01-07, 21:57
:
Elektra napisał/a:
Jest jakiś wymóg, żeby od tego zaczynać? ;P

Uupss... To ja źle zaczęłam, bo od Wiedźmina... Albo od Thorgala //mysli Nie wiem, czy to się liczy, bo wtedy nie miałam świadomości, że to jest fantastyka :mrgreen:
A "Władca Pierścieni" nie jest oczywisty, oczywisty byłby "Hobbit" :-PP
Elektra - 2008-01-07, 22:00
:
Regissa napisał/a:
A "Władca Pierścieni" nie jest oczywisty, oczywisty byłby "Hobbit"

No to ja oczywiście źle zaczęłam. ;) Bo to był Thorgal. Albo, jeśli nie liczyć komiksu, Andre Norton z trylogią o Kryształowym gryfie, a potem Sapkowski i Eddings... Cholera, a Tolkien dopiero po skończeniu 21 lat...
Tyraela - 2008-01-07, 22:11
:
Wybiję się, ja zaczęłam od Shadowruna ;P nie wiem, jak to się stało, że sięgnęłam po fantastykę, bo z "Nigdy nie ufaj smokom" nie zrozumiałam niczego. Oprócz tego, że było dużo techniki i smok lecący obok samolotu xD
Potem czytałam różne rzeczy z biblioteki, ale to się już nie liczy ;)
Elektro - ja Hobbita tknęłam dopiero w 6 klasie a WP nie przeczytałam do dziś XD
Haeive - 2008-01-13, 23:56
:
Elektra napisał/a:
Haeive napisał/a:
No oczywiście, że "Władca Pierścieni"

Że tak zapytam, dlaczego to oczywiste? Jest jakiś wymóg, żeby od tego zaczynać? ;P


Faktycznie Czepialska. :-> :-P Nie ma takiego wymogu, ale "Władca" na zawsze pozostanie dla mnie symbolem potęgi fantastyki. :badgrin:

Tyraela - to rzeczywiście jesteś oryginalna. Popieram oryginalność. //piwo
Ale i tak przeczytaj, bo "Nie ma ignorancji, jest wiedza". 8) ;)
wob001 - 2008-02-01, 20:23
:
Około 1990 - Larry Niven "Pierścień" - moja pierwsza książka z fantastyki. Do dzisiaj uważam, że trafiłem świetnie - ta książka tak rozpalała wyobraźnię, tyle czasu spędziłem dumając o tym co nie zostało wyjaśnione i opisane, a jedynie zasygnalizowane. Potem poszło już gładko.
mrtobi - 2008-05-04, 23:24
:
A ja zacząłem kilka miesięcy temu od Pana Lodowego Ogrodu, niestety... niestety bo teraz jestem strasznie wybredny i ciężko mi trafić na coś o zbliżonym poziomie...
Utopiste - 2008-06-26, 18:42
:
Jako kilkuletni brzdąc dostałam do przeczytania Bajki robotów Lema. Liczyłam, że będzie to coś w klimacie braci Grimm i mocno się rozczarowałm. Później był Powrót króla - książkę przeczytałam nie znając poprzednich części, nie bardzo więc rozumiałam co jest grane :-) Szybko jednak sięgnęłam po Drużynę pierścienia i wszystko stało się jasne.
W zeszłym roku na nowo odkryłam Lema i pokochałam jego książki.
Tanit - 2008-06-27, 08:56
:
I ja się tu nie wypowiadałam o.o?

Większe czytanie zaczęło się dopiero w Gimnazjum... a wcześniejszego okresu nie pamiętam za bardzo. Wiem że zawsze fascynowały mnie elementy fantastyczne w bajkach braci Grimm i Andersena. W gimnazjum sięgnęłam po Sagę o Ludziach Lodu, a zaraz potem po 'Władcę Pierścieni".... i chyba tak się zaczęło o_O
Mogget - 2008-06-27, 13:57
:
Ja zacząłem w podstawówce od przeczytania Hobbita.Później chciałem przeczytać WP ale jakoś to odłożyłem (z czego się niezmiernie cieszę, bo czytając WP jeszcze w podstawówce mogłem nie do końca zrozumieć i przyswoić sobie ten cykl co mogłoby mnie zrazić do dalszego czytania gatunku).Następnie przyszedł okres gdy czytałem Kinga, Agathę Christie i takie tam ;) Dopiero gdzieś w drugiej klasie gimnazjum wziąłem się za cykl o Kupcach i żywostatkach a potem już jakoś poszło z górki :)
Jander - 2008-06-27, 15:44
:
Nie pamiętam co było pierwsze i w jakim wieku. Wiem, że bardzo lubiłem Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy, wiem, że czytałem Thorgale od kuzyna i wieku 10 lat zacząłem grać w RPGi. Gdzieś tam przewinął się Hobbit, którego nie skończyłem, Wampir z Mgieł gdy miałem może 13 lat (dalej jedna z moich ulubionych książek, jednocześnie najbardziej zniszczona), parę książek z Gwiezdnych Wojen, coś z Warhammera, opowiadania Lovecrafta.
Jak kończyłem gimnazjum spytałem Vampdeya (red. nacz. Katedry jeśli ktoś nie kojarzy ; ) ) co by polecał z fantastyki, poleciałem na zakupy, wróciłem m.in. z Eriksonem, Dukajem i Kearneyem. Tak zacząłem porządnie kupować i czytać fantastykę, od tego czasu uzbierało się tego trochę.
A kanonu (Tolkien, Le Guin, Herbert, Sapkowski etc.) nigdy nie przeczytałem.
pozdrawiam
Terrapodian - 2008-06-29, 13:19
:
Ja dobrze nie pamiętam.

Z fantastyką ogólnie miałem styczność przy okazji filmów - Gwiezdne Wojny, Willow, Ostatni Smok. A z literaturą... W sumie to dla mnie czarna plama.

Czy "Pinokio" Collodiego się liczy? ;P No to zgłaszam, że pierwszy kontakt z fantastyką miałem w wieku 7 lat.

Pamiętam, że byłem wtedy w przedziale 10-12 lat, gdy zetknąłem się z Władcą Pierścieni. Jednak nie przebrnąłem książki do końca - zatrzymawszy się w drugim rozdziale. Przeczytałem za to taką mało znaną powieść "Spłacony dług" Zbigniewa Prostaka, co zaraziło mnie fascynacją literaturą SF. Potem był klasycznie Harry Potter, jakieś miesiąc-dwa po premierze książki. Niedługo minęło, gdy zacząłem czytać trylogię Tolkiena. Tak to się zaczęło...
Nieznany - 2008-06-29, 20:21
:
Cóż, ja dziecięciem będąc nie przyjaźniłem się wogóle z fantastyką. Wolałem raczej książki przygofowe i nieco historyczne, te wszyswtkie Samochodziki i Tomki, bardzo podobały mi się też opowieści o przygodach Starościca Wolskiego, autorstwa pana Hena, o ile mnie pamięć nie myli. Jeśli miałbym szukać w pamięci wyodrębnioną, jedną powieść fantastyczną, to pewnie byłby to "Mały książę". :) Natomiast na poważnie bakcylem fantastyki zaraził mnie kolega ze stancji, na pierwszym roku studiów i to dzięki "Nowej Fantastyce". I ponieważ szukałem raczej ucieczki od wysokiej abstrakcji myślenia, którą serwowano mi na studiach (matematyka //mur ), to SF traktowałem od początku z nieufnością i ciągnęło mnie do fantasy. Oczywiście czytywałem wszystko, co ów kolega posiadał, ale do dziś nie jestem wielkim sympatykiem fantastyki naukowej. Hmm... to w sumie paradoks, bo jeszcze wtedy (połowa lat 90-tych) "fantastyka" automatycznie była kojarzona z tą naukową. Wkrótce się to zmieniło, ale to już inny temat... acha, dopiero wtedy, w wieku 20 lat, pierwszy raz przeczytałem LOTRa. :badgrin:
Filipinkaa - 2008-07-04, 19:39
:
Cóż, za pierwszą książkę można chyba uznać Hobbita - czwarta klasa podstawówki, ale wtedy czytałam to bardziej jako książkę niźli fantastykę. Fantastyka zaczęła się na dobre dopiero jak miałam lat 12 - na wakacjach brat czytał jakąś książkę i pokładał się ze śmiechu. Pytam co tam takiego czyta. Jak myślcie, co to mogło być? Oczywiście Pratchett i "Kolor magii" pierwsza część Świata Dysku. Przeczytał mi parę fragmentów i śmiałam się razem z nim. Potem poleciało szybko: Wiedźmin i Władca. Oraz oczywista reszta świata Dysku, który wciąż czytuję z uwielbieniem :-)
derbullaw - 2008-07-07, 00:53
:
Nieznany napisał/a:
Cóż, ja dziecięciem będąc nie przyjaźniłem się wogóle z fantastyką. Wolałem raczej książki przygofowe i nieco historyczne, te wszyswtkie Samochodziki i Tomki

Miałem bardzo podobnie i właściwie można powiedzieć, że fantastykę na poważnie czytuję od czterech lat.
Wcześniej były kilkuletnie czytania przygodówek i książek podróżniczych jako, potem kryminały, sensacje. Tak gdzieś w liceum. Wtedy też trochę fantastyki liznąłem. Zarówno wyższych jak i niższych lotów. Pamiętam Wagnera, Kinga, Coontza, był Dick. Coś Andre Norton także.

Ale jaka była pierwsza książka fantastyczna?
Mój ojciec choć też czytelnik, fantastyki jakoś szczególnie nie miał na stanie, więc pewnie czytałem to co było w domu. Mógł być to "Conan" Howarda, a Może "Wojna światów"? Wellsa
Procella - 2008-07-25, 20:10
:
Pominę może okres dzieciństwa.

Nigdy nie interesowałam się fantastyką, ale kiedyś (całkiem niedawno) postanowiłam sprawdzic kilka klasycznych pozycji, po pierwsze uważam, że klasyję należy znac, nawet, jeżeli nas niespecjalnie zachwyca, a po drugie chiałam trochę się zapoznac z gatunkiem, żeby lepiej odczytywac zabawy konwencją u Pratchetta, którego już wtedy namiętnie czytałam (ale ze względu na specyficzny charakter jego książek nie chcę mówic, że moja przygoda z fantastyką zaczęła się od niego ;) ). Sięgnęłam więc po cykl o Ziemiomorzu, po "Władcę..." i okazało się, że jednak nie są to takie bezsensowne bajeczki, jak wcześniej myślałam.

Za sf jeszcze się nie zabrałam. Ciągle walczę ze szkolną traumą po Pirxie.
Toudisław - 2008-08-06, 07:59
:
To już dość dawno było. Ale prawie na pewno to był "Hobbit". Dostałem książkę na urodziny, a po dłuższym czasie zdecydowałem się ją przeczytać. Spodobał mi się, więc sięgnąłem po "WP" i tak już poszło z górki. Potem miałem okres fascynacji "Gwiezdnymi Wojnami" i podobną literaturą. Za coś bardziej ambitnego wziąłem się chyba dopiero na studiach, a już na pewno po pojawieniu się na Forum MAGa.
Shalimar - 2008-08-06, 11:04
:
Ja zaczęłam od "Niekończącej się historii" M. Ende. Było to gdzieś w trzeciej albo czwartej klasie podstawówki. W szóstej jako obowiązkową lekturę miałam "Hobbita". Gdyby nie to, że zaciekawił mnie opis, chyba nigdy bym nie przeczytała (no bo lektur się nie czyta^^'). W każdym razie po "Hobbicie" przyszedł czas na WP, a potem to już z górki.
Uriel - 2008-08-06, 12:35
:
Pamiętam że jak byłem naprawdę berbeciem (3-4 latka), to tata wziął mnie do kina na Niekończącą się opowieść. Z tym że jedyne co pamiętam to ten śmieszny drzewiec podczas wyrębu lasu. ;)

Pierwszym świadomym spotkaniem z fantastyką był Jakub Wędrowycz i Siedmiu Krasnoludków przeczytany bodajże pod koniec podstawówki w specjalnym wydaniu Clicka. Pamiętam debatę rodziców "czy pozwolić młodemu to czytać"... Problem tkwił w tym, że ja już dawno opowiadanko miałem od dechy do dechy przerobione. Potem podczas zakupów w Empiku wpadł mi w ręce Zapach Szkła Ziemiańskiego... No i poleciało :)
elTadziko - 2008-08-06, 19:34
:
Ja niestety za bardzo nie pamiętam jak zaczęła się moja przygoda z fantasy, ale chyba było mniej więcej tak, że zacząłem od Harry'ego Pottera :) Słyszałem różne pochwały o nim i chciałem kupić, ale mama się coś nie chciała zgodzić :P No co, chodziłem wtedy do podstawówki ^^ Ale jako, że bardzo chciałem to przeczytać, to sobie załatwiłem te książki i pożyczyłem od koleżanki z klasy. Wtedy w Polsce były wydane już 3 tomy. Harry mi się bardzo spodobał. Jak wyszedł czwarty tom, wujek przywiózł mi go jako prezent, więc miałem wymówkę, by kupić wcześniejsze tomy :P
Potem chyba było "Miasteczko Dry Water". Będąc na wycieczce klasowej w Koronie (1 gimnazjum) nie mogłem oprzeć sie pokusie, by kupić coś na stoisku taniej książki :P Kupiłem więc "Miasteczko..." i "Shadowrun: Znajdź własną drogę". "Miasteczko..." przeczytałem i bardzo mi się spodobało (teraz jestem pod wrażeniem, ze w tak młodym wieku taką książkę przeczytałem ^^). Shadowrun to był trzeci tom cyklu, więc nie mogłem się połapać i dałem sobie z nim spokój (do tej pory leży gdzieś na półce ;) Może czas do niego wrócić?).
Potem był "Władca Pierścieni". Nie mam pojęcia, czy Hobbita przeczytałem przed, czy po nim. Samą książką chyba zainteresowałem się zanim film wyszedł, ale nie dam sobie głowy uciąć.
A później, szczególnie po gimnazjum, poleciało już z górki :) Teraz czytuję co raz więcej książek fantastycznych i staram się sięgać na wyższe półki :)

Jeśli chodzi o moja przygodę z science fiction, jest ona o wiele prostsza :P Zaczęła się od "Przygód pilota Pirxa" Lema, które były lektura w podstawówce. Książka ta skutecznie mnie odrzuciła od tego gatunku na długo. W sumie nawet do tej pory mam po niej lekki uraz ^^ Po dłuuugim czasie przeczytałem zbiór opowiadań "Coś się kończy, coś się zaczyna" Sapkowskiego ze względu na opowiadanie wiedźmińskie. W zbiorze tym było tez trochę sf, ale ogólnie cała ksiązka nie przypadła mi do gustu... Potem był Martin i jego "Retrospektywa" t. I. Tu po raz pierwszy spodobało mi się sf, ale tylko umiarkowanie. A co było później? Za namową kuzyna obejrzałem wszystkie części Star Warsów xD I spodobały mi się. Dalej to "Retkrospektywa" t. II, "Hyperion" i "Światło się mroczy". Teraz w miarę możliwości będę starać się rozwijać swoje horyzonty w tym gatunku :) Na pewno przeczytam "Zagładę Hyperiona" i dylogię "Endymion", a co będzie potem, to się zobaczy :P
Jardan - 2008-09-10, 18:49
:
Jeśli chodzi o literature fantastyczna to oczywiście "Władca Pierścieni", ale wczesniej był (pewnie niektorzy sie obruszą) komiks "Thorgal" i "Szninkiel" Rosińskiego i VanHamme'a. No i filmy Willow i "niekończąca sie opowieść" :D
Elektra - 2008-09-10, 19:09
:
Jardan napisał/a:
(pewnie niektorzy sie obruszą)

A dlaczego mieliby to robić? :> Tutaj nie jeden (i nie jedna) od Thorgala zaczynał. ;P
Jardan - 2008-09-10, 19:13
:
No wiesz... literaci.. znam takich co nie uważają komiksów zupełnie... ach głupcy
Elektra - 2008-09-10, 20:51
:
Znasz takich, co nie uważają komiksów za co?
Swoją drogą, zaczynasz od obrażania niektórych, zupełnie nieznanych. Zakładasz, że się ktoś obruszy, a potem nazywasz go głupcem.
Jardan - 2008-09-10, 21:06
:
Elektro... znam osobiście takich dla których komiks to kaczory donaldy z kiosku za 5 zł lub bzdurne obrazki dla małych dzieci.. Nie potrafią przemysleć ile pracy kosztuje i jaki warsztat musi posiadać autor (mowa o rysowniku) by zilustrować scenariusz. Powstanie komiksu to długi proces i wymaga wielkiego wkładu pracy i czasu.

Arcy pieknie jest narysowany BLACKSAD (jak kto nie zna to polecam). Ten komiks to mistrzostwo. Kryminał jakich mało..

czy zaspokoiłem Twoja ciekawość?
red91 - 2008-09-11, 09:22
:
Jardan pewnie w zamyśle chciał wklepać słowo "uznają", a nie "uważają" ;)
Beata - 2008-09-11, 09:51
:
red91 napisał/a:
Jardan pewnie w zamyśle chciał wklepać słowo "uznają", a nie "uważają" ;)

Nieważne, co chciał - ważne, co mu wyszło...

Jardan napisał/a:
literaci.. znam takich co nie uważają komiksów zupełnie... ach głupcy

Mam prośbę, Jardan - wpisz mnie na swoją listę... głupców. Bo nieważne jest, czy ja komiksy uważam, czy nie - ważne, że poczułam się dotknięta epitetem. Choćby ten epitet kogoś obcego dotyczył.
You Know My Name - 2008-09-11, 10:24
:
Beata, to nie obelga, z jego ust to komplement :mrgreen: tak jak w rozmowie Merry'ego z Frodo'em po wyproszeniu Lobelii spod Pagorka.

Zeby nie bylo OT, to ja takze z komiksem sie zetknalem jako pierwszym, z pierwsza fala polskiego komiksu w latach 79-80. Co prawda bardzo mnie jeszcze wtedy proces czytania meczyl, ale walczylem bo chcialem wiedziec "o co cho" w tych fajnych obrazkach.
wred - 2008-09-11, 11:52
:
oczywiście komiksy - jakaś połowa lat siedemdziesiątych, Świat Młodych i ostatnia strona z różnościami :P , miałem takich ostatnich stron cały wielki segregator a potem (co za głupiec ze mnie) wyrzuciłem //pacnij , jak się nauczyłem czytać to chyba pierwszą stricte fantastyczną książką była Cyberiada (kocham ją do dziś pierwszą miłością) notabene komiksy nałogowo zbieram i oglądać uwielbiam nadal ;p
Procella - 2008-09-11, 19:02
:
Ja osobiście za komiksami nie przepadam, bo jestem ogólnie nastawiona "antywizualnie" (filmów też oglądam bardzo mało) i nigdy nie odegrały jakiejś specjalnej roli w moim "życiu czytelniczym". Jestem jednak daleka od stwierdzenia, że nie mogą być ciekawe i ambitne.
Jardan - 2008-09-11, 23:32
:
No i zaczęło się..
Krucjata co poniektórych przeciw komiksowi jako formie artystycznej. Cóż, każdy ma swoje zdanie, widocznie "przeciwnicy" nie zetknęli sie z pozycjami, które by sprawiły że docenia komiks i autorów komiksów. Nie mówie oczywiście tylko o rysownikach. Wszyscy widza że np. pozycje wydawane przez Fabrykę, maja świetne layouty. Tworzą je plastycy etc. tacy sami artyści jak Ci którzy tworzą to co kryje komiks, jego historia oprawiona "zawodowymi" ilustracjami.. cóż.. nikogo na siłę nie będę przecież nawracał... :)
a co do stwierdzenia "głupcy"
Nie wycofuje sie z niego, gdyż za takich uważam (nie za debili - bo to zupełnie co innego) tych którzy permanentnie negują komiks jako coś nie wartego ZUPEŁNIE uwagi...
takie mam zdanie, ot co..

Pozdrawiam serdecznie
Gadający koń :P
Jander - 2008-09-11, 23:59
:
Ktoś tu jest przeciwny komiksowi jako formie artystycznej?
Chyba nie, więc nie rozumiem po co ta tarcza antykrucjatowa.
Elektra - 2008-09-12, 08:01
:
Jardan napisał/a:
Krucjata co poniektórych przeciw komiksowi jako formie artystycznej.

Gdzie ta krucjata? Na pewno na tym forum? Chyba jesteś przewrażliwiony. Albo awanturniczy. ;)

Dyskusję o komiksach proszę kontynuować tutaj.
Procella - 2008-09-12, 09:01
:
Przepraszam, ale po prostu muszę to napisać:

Aż przeczytałam jeszcze raz dwie ostatnie strony... nie ma ani jednej wypowiedzi "antykomiksowej" - chyba najradykalniejsze było moje "nie interesują mnie, ale nie twierdzę, że są złe", co chyba trudno uznać za "krucjatę przeciwko komiksom", jako że wyraźnie zaznaczyłam moje "niebycie anty" :shock:

Ktoś tu chyba nie widzi tego, co jest napisane, a to, co chciałby zobaczyć, żeby mieć okazję do SWOJEJ krucjaty...
Jachu - 2008-10-24, 08:56
:
Mój pierwszy raz? Taak... Pamiętam. Wypiliśmy za dużo, a ona była taka piękna... :mrgreen: Ups. To nie o tym miało być :P
Moje pierwsze spotkanie z fantastyką miało miejsce około 10 lat temu. Był to deszczowy dzień wakacji anno domini 1998. Nudząc się setnie sięgnąłem po "Planetę Zła" Roberta Sheckley’a, a potem po powieścinkę "Conan i Bóg-Pająk" L. Sprague de Campa. Obie mnie pochłonęły i tak już zostałem, choć zawsze lawirowałem pomiędzy gatunkami literackimi, sięgając po thrillery, horrory, czy ostatnio po powieści historyczne oraz literaturę scricte naukową...
KreoL - 2008-11-02, 17:16
:
Troche późno pisze tutaj ale ale lepiej późno niż wcale ;) mój pierwszy odnotowany w kronikach i pamięci raz z LF to piewszy dzień liceum. Poznaje się ludzi nowych, którzy w jakiś sposób determinują kolejne 4 lata Twojego środowiska. Pierwszą osobą jaką poznałem był mój kolega, który wtedy podszedł do mnie i na otwarciu zadał standardową serie pytań:

Q:Masz komputer?
A:Nie
Q:A w starcrafta grałeś?
A:Tak

jak przełamały się pierwsze lody i było widać, żę można jakoś będzie się przez te 4 lata trzymać razem zadał kolejne:

Q: A Tolkiena czytałeś?
A: Nie
Q: A chcesz pożyczyć?
A: Pewnie

Dostałem w ręce "Władce pierścieni" i tak to się wszystko zaczął się początek sagi jeśli chodzi o czytanie literatury typowo fantastycznej, bo z fantastyką wcześniej miałem styczność przy sesjach RPG, planszówkach itp ale czytałem głównie przygodowe np Szklarskiego,możę były wcześniej jakieś wypożyczone z biblioteki jak byłem chory ale nie pamiętam w tym momęcie :)
Tifa Lockhart - 2008-11-04, 20:43
:
Co by tu nie myśleć Harry Potter. ;D A zaraz po nim Hobbit. ;D
PonuryTropiciel - 2008-11-09, 11:40
:
Moja przygoda z fantastyką jak i literaturą w ogóle, zaczęła się od… kina.

Gdy byłem małym szkrabem, często zabierano mnie do kina. Zwykle szedłem z jednym z rodziców. W zasadzie nie pamiętam żadnych bajek, gdzieś tam kołacze mi się jakiś Kleks, Bolek i Lolek ale to by było na tyle. Z tatą oglądaliśmy sensacje i westerny, natomiast z mamą to była jazda – Terminator, Conan, Indiana Jones, Nieśmiertelny (do niego jeszcze wrócę), Czerwona Sonja, potem jeszcze Niekończąca się opowieść i Wilow.

Niby fajna rzecz, tyle że jaszcze wtedy nie potrafiłem czytać… Na seansach z ojcem prawie zawsze zasypiałem. Raz, że mało tam się działo (znaczy dużo gadali), dwa – co chwile kazano mi zasłaniać oczy ze względu na goliznę . Inaczej było z matką. Filmy które wybierała intuicyjnie wciągały, szarpałem ją za rękaw pytając o dialogi, a ona – wciągnięta w fabułę – tylko mnie uciszała. Miarka się przebrała właśnie po Nieśmiertelnym, po powrocie do domu zażądałem by nauczono mnie czytać. Potem już samo jakoś poszło…

Nie pamiętam swoich pierwszych lektur, korzystałem z biblioteki mamy i byłem zdecydowanie za młody na to co czytałem. Pierwszy kontakt z literaturą stricte fantastyczną to „Wojna Światów” Wells’a.
Kennedy - 2008-11-09, 15:59
:
Ciekawy temat.
Właściwie to nie bardzo pamiętam, co było na samym początku, ale pamiętam jak w wieku lat sześciu matka zaprowadziła mnie do biblioteki i zacząłem sobie na jej konto pozyczać książki. Na początku pożyczałem z działu przygodowego i literatury dziecięcej/młodzieżowej. Katowałem Szklarskiego, "Szkołe przy Cmentarzu", jakieś takie książeczki z cyklu "Mroczny Krąg" (?) i przede wszyystkim Verne'a, którego polecił mi ojciec (fanatyk science fiction, notabene). Verne'a uwielbiam do dzisiaj.
Później (około siódemgo roku życia) zawędrowałem na dział z fantastyką. Ten przygodowy mnie znudził, bo nic tam nie było już cierkawego, a na fantastyce wszystkie ksiązki miały kolorowe okładki, ciekawe ilustracje na nich i fajne tytuły :mrgreen: Pożyczyłem "Szalonego Demona" Lyona Sprague de Campa i to była moja pierwsza prawdziwa powieść fantasy, na którą notabene byłem zdecydowanie za mały, hehe. Straszna szmira, ale to tak na marginesie.

Później nie pamiętam jak to szło, w wieku lat 7 czy 8 poznałem Crichtona i jego "Jurassic Park", później Lewisa, Lema, Douglasa Adamsa (Autostop) i jeszcze parę innych rzeczy z zakresu okołofantastycznego. W czwartej klasie poznałem ""Hobbita", a w piątej - "Władcę Pierścieni". I od tego momentu poleciałem już w fantasykę na amen.
Estel - 2008-11-10, 11:14
:
W sumie to ciężko mi określić co było najpierw... Może Harry(HP)... A może nie... W każdym razie rozkwitła wieelka miłość. :-> Następnie to już poszło szybko... Wszystko jak leci z miejscowej biblioteki... Niektórych tytułów nawet nie pamiętam już, choć moja przygoda rozpoczęła się stosunkowo niedawno... ;) Tolkien... Colfer... Paolino.... Różnie to bywało...
nastka - 2008-11-10, 14:53
:
Moja przygoda z fantastyką zaczęła się od Tolkiena. W sumie całe czytanie się od niego zaczęło. Nie żałuję, a fantastyka wciąga mnie coraz bardziej do swojego pokręconego, magicznego świata ;)
Black - 2008-11-11, 12:14
:
Mało oryginalne, ale ja również zaczynałem od Tolkiena. W gruncie rzeczy odpowiedzialność za moje zainteresowanie fantastyką ponosi mój ojciec. Kiedyś, kiedy jeszcze zabierał mnie na narty opowiedział mi o Tolkienie, o wykreowanym przez niego świecie i cóż... po prostu kazał mi przeczytać Hobbita. Pamiętam jak czytałem tą książkę w samochodzie podczas jednej z licznych podróży... no i wsiąkłem. Przeczytałem to w jakieś trzy godziny i pamiętam jaki zaskoczony byłem, kiedy okazało się, że jest tego więcej ;) . Na następny wyjazd na narty ojciec miał już przygotowaną "Drużynę Pierścienia" i do dziś pamiętam moje pierwze spotkanie z tą książką - cholerne zimno, samochód trząsł się i niemiłosiernie hałasował a ja siedziałem skulony na przednim siedzeniu i nie mogłem się oderwać od lektury. Potem były "Dwie Wieże" i "Powrót Króla"... co ciekawe, pierwszą część przeczytałem w tłumaczeniu Skibniewskiej, dwie kolejne zaś - w tłumaczeniu Łozińskiego. Wtedy mi to nie przeszkadzało, co dowodzi, że jak się ma siedem lat to ma się dużo bardziej pozytywne podejście do życia ;) Potem znalazłem w szkolnej bibliotece "Morta" Pratchetta i... to już samo poszło. Teraz wprawdzie fantastyki już nie czytam (z wyjątkiem Świata Dysku i paru książek które są lekturą obowiązkową), ale w zasadzie, gdyby nie ten Władca Pierścieni jedenaście lat temu to nie wiem, czy byłbym tą samą osobą którą jestem teraz.
Zireael - 2008-11-11, 15:28
:
A ja jestem oryginalna i nie zaczęłam od Tolkiena. :P
Dziewięć lat temu, myszkując wśród książek rodziców, natknęłam się na Bajki robotów pióra S. Lema. Kniga wyglądała niegroźnie(ledwo 200 stron, kieszonkowy format), ale poddałam się chyba po pierwszym opowiadaniu. Niezbyt mnie to dziwi, w końcu byłam szkrabem z drugiej albo trzeciej klasy.
Teraz jestem poważną licealistką i co jakiś czas zabieram się kończenie tego zbioru. Powiadają, że wytrwałość jest nagradzana. :P
Pierwszą fantastyczną pozycją, którą połknęłam od początku do końca jest pierwsza część Opowieści z Narnii C.S. Lewisa. Miałam wtedy 9 lub 10 lat. Do dziś darzę ten cykl ogromną sympatią i sentymentem i nie zanosi się, abym prędko zaniechała odwiedzin w starej szafie. : )
Kilka lat później zaczęła szaleć moda na Pottera. Bardzo długo się jej opierałam, w związku z tym, kiedy do księgarń w Polsce wchodził czwarty tom przygód młodego czarodzieja, ja dopiero zabierałam się za pierwszy. Fascynacja Hogawartem(na szczęście) bezpowrotnie minęła pod koniec gimnazjum. Natomiast w pierwszej klasie tego przybytku na liście lektur obowiązkowych miałam Hobbita. Zabrałam się za niego i... Wsiąknęłam bezpowrotnie.
Natychmiast po skończeniu opowieści o Bagginsie seniorze pognałam do biblioteki po Władcę Pierścieni. Świat stworzony przez Tolkiena wywarł na mnie ogromne wrażenie, urzekł i nie dawał porównać się z niczym, z czym zetknęłam się wcześniej. Pewien zgrzyt w poznawaniu twórczości Mistrza spowodował fakt, że poszczególne części cyklu czytałam w różnych tłumaczeniach(Dwie wieże Łozińskiego), co powodowało daleko idącą niespójność stylistyczną, później jednak przeczytałam trylogię raz jeszcze, tym razem w całości przekład Skibniewskiej. :)
Pomijając epizod z Lemem dość długo nie miałam do czynienia z rodzimą fantastyką. Przełomem okazał się Wiedźmin, którego poznałam w drugiej gimnazjum i od pierwszego opowiadania zaczęłam uwielbiać.
Będzie tego dobrego, bo się robi nazbyt sentymentalnie i wspominkowo. : P
Pozdrawiam.
Sunshine - 2008-11-11, 20:39
:
Ja też nie zaczęłam od Tokiena, ha. :P
Jeśli za fantastykę uznać lekkostrawne powieścidełka Sandemo "Saga o Ludziach Lodu" to właśnie od nich zaczęłam. A jeśli je pominąć litościwym milczeniem, to zaczęłam od... "Wiedźmina" :mrgreen: potem był Tolkien. Utknęłam w połowie "Dwóch wież" (czytałam tłumaczenie Łozińskiego - niestety, wersji Skibniewskiej nie czytałam) i od... <liczy> 5 lat obiecuję sobie skończyć, bo to klasyk, a klasyka wstyd nie znać. :P Niemniej póki co na obiecywaniu sobie się kończy. Potem była długa przerwa. Na studiach, za sprawa przyjaciółki, wróciłam do czytania fantastyki i tu poszły w magiel czytadła FS, takie jak "Achaja", "Siewca wiatru" czy trylogia o kuzynkach Kruszewskich. ale nie czytałam wszystkiego jak leci. Z czasem poznałam MAG-a. Niestety, w chwili obecnej w porównaniu z niektórymi tutaj, jestem w krzakach. Moje zaległości sa ogromne. --_-
PonuryTropiciel - 2008-11-13, 01:18
:
Sunshine napisał/a:
Niestety, w chwili obecnej w porównaniu z niektórymi tutaj, jestem w krzakach. Moje zaległości sa ogromne. --_-


Nie masz się czym przejmować. Można być miłośnikiem fantasy nie znając Tolkiena, tak samo, jak można kochać teatr, nie będąc na żadnej sztuce Szekspira.
Vemona - 2008-11-15, 19:35
:
Zaczynałam przygodę z fantastyką na kolanach Ojca, który czytał mi rozmaite książki. Pierwszy był Bułyczow i jego "Przygody Alicji", potem poszedł Broszkiewicz "Ci z dziesiątego tysiąca", "Oko Centaura", "Mój księżycowy pech", potem Strugaccy, Zajdel, Lem, Boruń&Trepka... I tak poszło. :-o
Maeg - 2008-11-20, 16:25
:
Pamiętam że moją pierwszą fantastyczną książką to Świat Magii Czarownic Andre Norton. Moja rodzicielka wygrała tę książkę w jakimś konkursie ale po przeczytaniu kilku stron stwierdziła, że to nie dla niej i tak książka trafiła do mnie. Nie pamiętam zbytnio czy mi się podobało, dawno to było. Później w podstawówce miałem styczność z Opowieściami o pilocie Pirxie Lema (wtedy nie dałem rady przeczytać) ale w zamian przeczytałem Bajki Robotów. W liceum zaś na dobre zaczęła się przygoda z literaturą fantastyczną. Wpierw Hobbit, oraz Władca Pierścieni i Silmarillion Tolkiena oraz saga o Wiedźminie Sapkowskiego. A później to się już potoczyło...
Agu - 2008-11-24, 20:34
:
Odkąd pamiętam często czytam to co mój starszy brat i zazwyczj mamy inne poglądy co do danej książki. Kiedy byłam jakoś tak w 5 klasie podstawówki strasznie chciałam przeczytać Wiedźmina ale w zamian dostałam Hobbita "tak na początek"... no i się wciągnęłam. Przeczytałam Hobbita, Wiedźmina, Władcę pierścieni, Silmalirion... i to tyle jeśli chodzi o początki.
beldin - 2009-02-01, 16:56
:
U mnie zaczęło się od Edenu Lema, a później przerzuciłem się na coś lżejszego w stylu Broszkiewicz (pamięta ktoś jeszcze?). Następnie poszło hurtem. Z reguły polscy pisarze: Lem, Zajdel, Boruń, Oramus. Z zagranicznych Strugaccy, Bułyczow, Norton, Le Guin.
W każdym razie pierwszy był Lem.

Byłbym zapomniał o Verne i Wellsie.
Carloesa - 2009-03-11, 15:47
:
Moja pierwsza książka fantasy to "Hobbit" czytany przez ojca jeszcze w przedszkolu, potem juz samo poszło...
Taschon - 2009-03-11, 16:15
:
Ja też zacząłem od Hobbita, ale dopiero w piątej klasie. Jak tylko skończyłem, to - pamiętam jak dziś - dowiedziałem się, że istnieje kontynuacja, i udałem się do szkolnej biblioteki po WP... w przekładzie Łozińskiego (wtedy nie wiedziałem, że on taki straszny i w ogóle), przeczytałem i się nawet, jak widać, nie zraziłem ;) .
sumiregusa - 2009-03-23, 20:19
:
W podstawówce zaczytywałam się w Harrym Potterze. Tak naprawdę inne książki z fantastyki mnie wtedy nie interesowały.
Odkąd nauczyłam się łączyć literki, wciąż coś czytałam. W I gimnazjum (3 lata temu) z ciekawości zajrzałam do działu z fantastyką. Moja Przyjaciółka czytała, więc postanowiłam sprawdzić. Wybór padł na Jacka Komudę i jego "Imię Bestii". Książka bardzo mnie wciągnęła, więc zaczęłam czytać więcej.
I tak już sobie czytam 3 lata...
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-03-24, 07:50
:
Taką prawdziwą pasję fantastyczną obudziło we mnie przeczytanie Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena. Zbiegło się to jakoś w czasie z kinową premierą Drużyny Pierścienia. Ale to nie było tak, że obejrzałem film i to mnie skłoniło do przeczytania książki. Już kilka miesięcy wcześniej bywając w bibliotece zapytywałem o Władcę Pierścieni. Niestety, albo był wypożyczony, albo brakowało, któregoś tomu. Tak się złożyło, że kupiłem swój egzemplarz Władcy tego samego dnia, w którym poszedłem do kina na Drużynę. To jeszcze w liceum było, akurat po lekcjach, szedłem do kina z podręcznikami i trzytomowym Władcą w plecaku. Ledwo się wszystko pomieściło.
Mimo, że jednak najpierw film a potem książka, to jednak uważam, że bez Jacksona też bym Tolkiena poznał i pokochał jego powieści.

Natomiast jeśli chciałbym odpowiedzieć na pytanie w temacie tak arcyprawdziwie to oczywiście zetknąłem się z fantastyką nieco wcześniej. W podstawówce czytało się przecież Lema np. Opowieści o pilocie Pirxie. :)
Fidel-F2 - 2009-03-24, 16:33
:
Przypadkiem wpadł mi w ręce numer Fantastyki, opowiadań nie pamiętam. Jednakże w owych czasach Fantastyka drukowała powieści do samodzielnego montażu. W tym numerze był Świat Czarownic A. Norton. Odleciałem. Zaraz potem jeszcze były tumitaki i opowiadania w Problemach, zwłaszcza Kuttnera. I tak to się dalej jakoś potoczyło.
MarcinusRomanus - 2009-10-31, 13:40
:
A zaczęło się od wypożyczonego "Wiedźmina" A.Sapkowskiego- zbiór opowiadań.Miałem gdzieś 17 lat. Potem obejrzałem sobie "Władce Pierścieni: Drużyna Pierścienia", i potem poszło z górki.Po jakimś czasie zacząłem kupować sobie książki różnych autorów, fantastyka stała się moja pasją.
kurrrak - 2009-11-27, 15:00
:
Wczesna podstawówka, mama zawołała mnie do kuchni i pomachała przed oczami jakąś książką. Były to "Narodziny Stalowego Szczura" Harry'ego Harrisona, a że ówczesne okładki SF Ambera były piękne i kolorowe, długo nie trzeba było mnie zachęcać do przeczytania. :) Potem poszło już z górki, cały cykl SS, Clifford D. Simak i kilka innych klasyków, których nie pamiętam.
Mały_czołg - 2009-11-28, 00:57
:
kurrrak napisał/a:
(...)"Narodziny Stalowego Szczura" Harry'ego Harrisona, a że ówczesne okładki SF Ambera były piękne i kolorowe, (...)


Hell, man. Kolorowe, ok. Ale p i ę k n e ?
kurrrak - 2009-11-28, 01:08
:
Mały_czołg napisał/a:
Hell, man. Kolorowe, ok. Ale p i ę k n e ?


Tak, i zdania nie zmienię.
MrSpellu - 2009-11-28, 19:08
:
Mały_czołg napisał/a:
Hell, man. Kolorowe, ok. Ale p i ę k n e ?
kurrrak napisał/a:
Tak, i zdania nie zmienię.

I słusznie. Te okładki były tak kiczowate, że aż zaczadziste :mrgreen: Pamiętam, ze mój kontakt ze Stalowym Szczurem to była jakoś pierwsza klasa liceum, od kumpla pożyczyłem cały stosik takiej "pulpy". Były tam jeszcze śjakieś Robocopy i inne podobne, ale dominował Harrison. Heh, to były czasy...
Tixon - 2009-11-29, 12:52
:
Jak sięgam pamięcią, to pierwszy był Conan (czemu to nikogo nie dziwi? :D). Wcześniej, później i w trakcie komiksy (Thorgal, Kajko i Kokosz, Kajtek i Koko, Asteriks i Obeliks, Marvel). Po Conaniemały romans z ambitnym SF - Odyseję Kosmiczną, potem była droga do gwiazd, a potem mało ambitny Stalowy Szczur. Potem cykl Kane. Potem Władca Pierścieni i to była nowa jakość. Potem Wiedźmin, pod koniec gimnazjum i to było coś, co wyznacza nowe standardy i poszerza horyzonty. A później już nałogowo.
Zamorano - 2010-01-25, 22:58
:
Moja przygoda z fantastyką jako taką (jeśli nie liczyć baśni, bajek etc.) zaczęła się od któregoś z wczesnych numerów kwartalnika "Mała Fantastyka" (ten z embrionem na okładce, chyba trzeci).To był rok mniej więcej 1988 (ja miałem wtedy niecałe 10 lat). W środku m.in. Maciej Parowski objaśniał dzieciakom "Odyseję kosmiczną 2001" Kubricka, był felieton ś.p. Adama Hollanka, niesamowite (no tak wtedy odbierałem) opowiadanie Bradbury'ego i chyba Wojtyszki, oraz coś co nazywało się bodaj "Katalizator". Wessało mnie;) Jakoś pół roku później dostałem w prezencie zbiór opowiadań "Conan z Cimmerii" Howarda wydany przez Alfę w serii bodaj "Magia i Miecz". Potem sam kupiłem sobie zeszyty Iskier. Był tam "Klucz do zapory" Sturgeona i też takie zeszyty ze starą old schoolową fantastyką ("Wehikuł czasu", "Diabeł i Daniel Webster"). Polubiłem i jestem z fantastyką do dziś;)
Fidel-F2 - 2010-01-25, 23:57
:
Zamorano napisał/a:
Potem sam kupiłem sobie zeszyty Iskier.
fajne to było, leży kupka spora gdzieś u rodziców, będę musiaał sobie chyba odświeżyć, Tumitaka zwłaszcz, chociąż weryfikacja może byc bolesna po 20 latach
Saika - 2010-03-31, 21:56
:
A więc i ja się pochwalę. (w końcu)
Zaczęło się późno, bo pod koniec gimnazjum.
Wówczas zostałam zainfekowana szmelcem typu elfy i wróżki...
Wówczas też byłam w stanie przebić się przez Lema.
Mimo to nic praktycznie nie ruszyło się do czasów licealnych-poza Władcą Pierścieni czy HP niewiele tego było... W liceum się poprawiło, aczkolwiek nie skupiałam się na klasyce czytając to, co mi się podoba. Dopiero pod koniec liceum i już na studiach zaczęłam w miarę systematyczną eksplorację, która trwa do dziś.
A więc w porównaniu z Wami staż mam niewielki.
MrSpellu - 2010-04-01, 09:42
:
U mnie pierwszy był Tolkien, później Sapkowski. I tak jakoś poszło...
Sammael - 2010-04-01, 17:11
:
U mnie zaczęło się od fascynacji Gwiezdnymi wojnami, jakoś w końcówce podstawówki/początku gimnazjum mama przyniosła mi pierwszą książkę z tego uniwersum no i tak wsiąkłem. Pierwszą książką nie-SW fantasy były Kroniki Jakuba Wędrowycza które dostałem od kolegi na mikołajki w 2 gimnazjum. i jakoś się potoczyło ;)
Tomasz - 2010-04-01, 18:57
:
Spellsinger napisał/a:
U mnie pierwszy był Tolkien, później Sapkowski. I tak jakoś poszło...


U mnie podobnie, tylko jeszcze gdzieś pomiędzy wpasować trzeba Howarda. A potem już wszystko co tylko się dało.
Asuryan - 2010-04-01, 20:02
:
Ja po fantastykę, a dokładniej po fantasy, sięgnąłem po raz pierwszy ponad 20 lat temu. Była to któraś z książek o Conanie Roberta E. Howarda. Do przeczytania jej nakłonił mnie obejrzany podczas kolonii film "Conan Barbarzyńca" (zresztą w objazdowym kinie). Później zaczęło się kupowanie miesięcznika Fantastyka (z którego nawyku nie wyrosłem do dziś), zapisanie się do biblioteki rejonowej i wypożyczanie książek o tej tematyce w bibliotece szkolnej. Niestety ambitniejsze dzieła fantasy w tym okresie czasu było dość trudno dostać (przynajmniej w Łodzi) :/ - na "Władcę Pierścieni" J.R.R. Tolkiena polowałem całymi latami. Pierwszą bardziej ambitną pozycją z tego gatunku, którą udało się mi przeczytać, był cykl o Ziemiomorzu Ursuli le Guin. W fantasy jestem zakochany po dzisiejszy dzień //amor

Z horrorów moim pierwszym był "Zew Cthulu", zresztą nie czytałem ich zbyt dużo, pamiętam tylko jeszcze że czytałem "Manitou" i "Zemstę Manitou".

Z science fiction opowiadanie "Piaseczniki" było tym pierwszym. Z tego podgatunku fantastyki też nie czytałem zbyt dużo pozycji (pamiętam jeszcze tylko "Diunę" i "Grę Endera" w "Fantastyce").
Martie07 - 2010-04-06, 11:11
:
Ja szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy dokładniej się wciągnęłam w fantastykę. Chyba jakoś na początku podstawówki? Pamiętam, że tata mi czytał 1 część Harry'ego Pottera ^^ Potem jakoś po filmach przeczytałam Władcę Pierścieni, a na 11 urodziny od kolegi dostałam Eragona i to chyba tyle w podstawówce. Potem w gimnazjum zaczęłam wypożyczać z biblioteki szkolnej całą fantastykę - jakiegoś Wiedźmina i co tam jeszcze było.
A potem zaczęłam naciągać mamę, żeby mi kupowała książki ^^ Tylko czemu ta fantastyka jest taka droga... :/
MrSpellu - 2010-04-06, 11:13
:
Cytat:
U mnie pierwszy był Tolkien, później Sapkowski. I tak jakoś poszło...

Okłamałem Was. Pierwsze były bajki braci Grimm :->
MORT - 2010-04-06, 11:22
:
U mnie Kubuś Puchatek :->
Audiobook... na płycie winylowej. :-)

Ponoć budziłem rodziców w nocy, żeby mi puścili, bo inaczej spać nie mogłem. Jednak, jak tylko płyta się kończyła budziłem ich znowu. :badgrin: Aż wreszcie płyta zacinała się (igła przeskakiwała) przez całą noc powtarzając wciąż jeden fragment i wszyscy byli szczęśliwi //spell

EDIT: A propos Kubusia Puchatka ...
radosiewka - 2010-04-08, 11:33
:
Moja przygoda z literatyurą fantastyczną zaczęła się od Hobbita Tolkiena - byłam w 6 klasie podstawówki ale książka nie przypadła mi do gustu. Kolejne podejście było z "Non stop" Briana Aldissa - polecił mi tą książkę mój tata i do tej pory należy do moich ulubionych :mrgreen:
Dalej przeczytałam sagę o Wiedźminie, Władcę Pierścieni i książki Piekary;)
Fruneman - 2010-04-08, 12:30
:
Pierwsze były bajki, które czytał mi tata (chyba bracia Grimm). Jak już czytałem sam to czytałem wszystko, a pierwszą fantastyką, taką poważniejszą, był Hobbit i Trylogia Tolkiena.
Jakiś Harry Potter też się napatoczył ;)
MoniaKociara - 2010-04-09, 23:04
:
Pierwsza ksiazka jaka przeczytałam to Hobbit - byłam zachwycona. Władca średnio mi szedł, tak naprawde to nie dałam rady przeczytac :( Piewszy tom zaczynałam dwa razy i nie skończyłam, a zachecona Hobbitem kupiłam wszystkie 3 części :D Czytałam też Sapkowskiego, już tutaj dużo lepiej. Za to podeszła mi le Guin z Ziemiomorzem, ten cykl akurat polecił mi kolega z liceum, za co moge mu podziękować. Zabierałam się też za Jordana, ale nic z tego.
Fantastyka zainteresowałam się dlatego, że mój TZ to wielki fan, nie czyta prawie nic innego, no moze sf i czasami jakis kryminał. Najczęsciej kieruje się jego radami w wyborze f, ale najczesciej polegaja one na tym, zebym nie kupowała czegos, bo mi się opis podoba, bo to moze byc wielkie gówno, a jest tego podobno cala masa :D Z jednej strony jestem zachecana a z drugiej wręcz odwrotnie...
Shireen - 2010-04-13, 15:11
:
Pierwszy był 'Hobbit', potem chyba 'Sirmarillion' ... i parę innych książek Tokiena.

Następnego autora, po którego sięgnęłam niestety juz nie pamiętam.
Urshana - 2010-04-14, 09:49
:
Hmm, nie pamiętam, co było pierwsze tak dokładnie, bo to dawno temu było ;) , ale pamiętam, że jako smarkata nastolatka kupiłam sobie cykl Edingsa i kilka książek Norton w wydaniu Amberu, bo mnie okładki zachwyciły.... i od tego czasu datuje się czytanie fantasy. Ojciec próbował zachęcić mnie do sf, ale mu się nie udawało, dopiero dziś doceniam ten gatunek i żałuję, że podkradłam mu tak mało książek z półki, bo miał tam klasykę. Oczywiście był na poczatku "Hobbit", "Władca pierścieni" zdecydowanie później, był cykl Amberu, Ziemiomorze i takie różne, w sumie zaczynałam klasycznie, zapewne jak inne osoby, które dziś są po trzydziestce.