Zaginiona Biblioteka

Kulinaria - Żarcie to nie wszystko, ale ...

You Know My Name - 2011-08-07, 01:49
: Temat postu: Żarcie to nie wszystko, ale ...
Urlopy trwają a my, gdzie byśmy nie byli, szukamy miejsc, w których warto śniadać, obiadować, wieczerzać oraz chlać.

Na start:
Byłem 5 dni na Mazurach, w Mikołajkach. Pogoda dopisywała bez przerwy. Podczas wypadu do Mrągowa byłem w knajpie Fama przy jeziorze Magistrackim.
Niby nic specjalnego, makarony, gyros zapiekany z serem, ale porcje duże za rozsądną cenę oraz wyśmienita pizza (podpatrzony u innych klientów kebab też był obiecujący).
W samych Mikołajkach natomiast jest jedno magiczne miejsce. Smażalnia, grill, wędzarnia ryb przy zachodnim krańcu kładki wiszącej (kto był ten wie, kto będzie nie pomyli się). Miejsce gdzie ceny są słone, ale muzyka serwowana do ryb... Smażony filet z sandacza przy dźwiękach Johnny'ego Lee Hooker'a miał moc. Jedyne miejsce w całych Mikołajkach gdzie bez względu na porę dnia rozbrzmiewał blues, lub jazz. A do tego stolik na mikropomoście nad wodą. Obiad tam uważam za wartość samą w sobie.

Mając przed sobą Polcon proszę o info gdzie można dobrze (i tanio) zjeść w Poznaniu.
Romulus - 2011-08-07, 10:02
:
Każdy wyjazd bez dobrej kuchni uważam za stracony. Wpaść gdzieś do lokalnej restauracji, spróbować lokalnych specjałów. Czy to w Polsce, czy za granicą - mus jest :) Co więcej, najlepiej wspominam te miejsca, gdzie dobrze zjadłem. Wilno - kuchnia litewska taka sobie. Najlepsze wspomnienia stamtąd mam związane z miodami. Ukraina - w ogóle nie chce pamiętać. Żarcie słabe. Praga - żarcie bardzo dobre, smacznie można zjeść w małych restauracyjkach poukrywanych w bocznych uliczkach. Zupa cebulowa, jakieś obłędne knedliki i "deser" w postaci kufla "Czarnego Kozła" - i wiesz, że byłeś w Pradze :) W Polsce rzadko wypuszczam się w trasy. Najdalej do Torunia :) żeby się powzruszać nad piękną przeszłością :) I tam zawsze wpadam na naleśniki. Toruńskie pierniki (z różą lub malinami) - wartość sama w sobie.

Włochy - to jest to. Warto poświęcać czas nie na szwendanie się po ulicach, ale na przycupnięcie w jakiejś małej trattorii i próbowanie - a jest czego próbować. I tak jednak najlepiej jadałem na Południu (z wyjątkiem Manaroli - jednego z miast Cinque Terre, gdzie sałatki wzbudziły we mnie ekstazę) - nie wiem, z czego się to bierze. Ale żarcie tak smakowało mi najlepiej. Zupa z ośmiorniczek - ślinotoku dostaję na wspomnienie, choć - generalnie - wszelkie owoce morza mnie odrzucają. Do tego pyszna mieszanka sałatkowa - te wszystkie suszone pomidory i papryki marynowane w occie i oliwie, przesiąknięte przyprawami aromatycznymi. Na deser chleb, oliwa i ocet. 8)

W ogóle - podróżowanie i żywienie się (w przypadku zorganizowanych wyjazdów) kuchnią hotelową dla turystów, to jakaś pomyłka. Lepiej w ogóle z domu nie wyjeżdżać :)
Tomasz - 2011-08-07, 11:14
:
Oj tak. Italia i jedzenie to jakby jedno słowo. Jesienią byłem w Rzymie i po prostu śliniłem się na każdym rogu. Ot siadasz w jakiejś małej restauracyjce gdzie podają pizzę, kawałek z krewetkami zjadasz i już w Polsce na żadną pizzę spojrzeć nawet nie możesz, bo tylko tamtą pamiętasz.
Zupy, mięsa, sałatki, szynki a przede wszystkim OLIWA!!!!!.
Takie śniadanko na Piazza Navone zawsze będę mile wspominał, pewnie jeszcze nie raz na nie popędzę. Chleb czy bułki maczane w oliwie, do tego pomidory i bazylia i prosciutto i nie wiesz jak się nazywasz.
Romulus - 2011-08-07, 13:07
:
Tomasz napisał/a:
Zupy, mięsa, sałatki, szynki a przede wszystkim OLIWA!!!!!.

O żesz w mordę TAK!!! :P
W domu często teraz odzywiam się samym chlebem (albo jakąś bagietką na zakwasie) maczanym w "roztworze" posałatkowym z pomidorów, oliwy i octu.
Tomasz napisał/a:
Takie śniadanko na Piazza Navone zawsze będę mile wspominał, pewnie jeszcze nie raz na nie popędzę. Chleb czy bułki maczane w oliwie, do tego pomidory i bazylia i prosciutto i nie wiesz jak się nazywasz.

Weszliśmy tam do wypasionej lodziarni. W zasadzie nie chcieliśmy, ale zagadał nas kelner a był tak miły i sympatyczny, że żal było odmówić :) Lody na Piazza Navona - spróbować i umrzeć. Z racji pory roku często je konsumowaliśmy, jest we Włoszech zachwalana sieć lodziarni GROM (przynajmniej w kilku miastach można je spotkać: Como, Florencja, Rzym, Neapol). Rzeczywiście są pyszne. Ale te z lodziarni na Piazza Navona były naprawdę czymś niespotykanym. To była jakaś prosta mieszanka migdałowo - śmietankowa w jakimś delikatnym likierze. Ale, niestety, drogo tam :)
You Know My Name - 2011-08-24, 18:07
:
Poznań, ul. Żydowska. Czeska Gospoda.
MOC, SMAK, CZECHY.
Zimny, niepasteryzowany Bernard tak jasny jak i ciemny z kija, z butelki Modra Luna z Kutnej Hory (kto pił ten wie).
Do piw zakąski: utopence (znane w Żiżkowie jako chujki), smażone bądź marynowane.
A do tego nazwy, jak np. becherowka z tonikiem znana ponoć powszechnie w Czechach jako Beton... Tiaaa, sęk w tym, by odpowiednie dać rzeczy słowo.
Zapraszam, bo warto!
Romulus - 2011-08-24, 18:35
:
O widzisz, będę w sobotę w Poznaniu :) Jadę do teściów a do Poznania ruszam na ślub :) To sobie po mszy zakąszę, oj zakąszę :)
You Know My Name - 2011-08-24, 18:42
:
daj znać, to wpadnę uścisnąć prawicę i wypić piwo.
Polecam też Brovarię na rynku. najlepsze piwo na zachód od Browarmi Królewskiej w Wawie i na północ od Wrocławia.
MrSpellu - 2011-10-01, 16:43
:
To ja trochę z innej strony, sentymentalnej. Na uczelni zamknęli mi pewien kultowy bar (pierogi ruskie z cebulką, barszczyk, buła z szynką...) i otworzyli jakąś japiszońską melinę, która mnie urzekła jedną pozycją w menu. Nie wiem czy pamiętacie, ale po transformacji, w latach 90' wysypało pełno podejrzanych budek z ulicznym żarciem... kto pamięta...

Otóż tak, to prawda. Nie inaczej. Zjadłem dziś Hamburgera. Ale jakiego! Wielkości... w dwie łapy ledwo mi się mieścił... o zawartości... dwa placki uformowane z mielonych krowich odbytów, multum rożnych dodatków, których zliczyć nawet nie potrafię. W tym cebula ostra jak skurwysyńska brzytwa oraz koper, który tu pasuje jak murzyn do białego domu.
I sos, czyli wymieszana podła musztarda z podłym ketchupem (smak dzieciństwa!) w ilości takiej, że po konsumpcji musiałem iść po szmatę do podłogi...

Sentymenty poszły precz. Już ich lubię.
Jander - 2011-10-01, 16:51
:
W okolicach Augustowa, w wiosce Płaska zatrzymaliśmy się w trakcie spływu kajakowego po Czarnej Hańczy. Tak, były tam hamburgery, za 5zł i były zajebiste. Dalej - znajomy przeprowadził się do Sosnowca, za oknem ma budkę z kebabem i hamburgerami - hamburgery zajebiste. Ostatnio robiliśmy w akademiku 10 hamburgerów - też jak wyżej. Wszystko sporo lepsze od tego co otrzymywałem w McDonaldzie.
You Know My Name - 2011-10-01, 21:12
:
Jander napisał/a:
Wszystko sporo lepsze od tego co otrzymywałem w McDonaldzie.
Ech, taki niby duży i nie wie, że po hambugsy należy chodzić do Burdel Kinga...
Asuryan - 2011-10-01, 21:48
:
A do Mac Śmiecia to co najwyżej tylko po sheaki, choć ponoć w icelandach przy kfc lepsze...
Jander - 2011-10-02, 11:07
:
Jedyny Burger King jest w we Wrocku w Magnolii, dla mnie to trochę daleko na spontaniczne "zjadłbym hamacza". Poza tym whooper tani nie jest.
batou - 2011-10-03, 21:52
:
Jander napisał/a:
Poza tym whooper tani nie jest.

Ale czujesz, że jesz coś z ubitego zwierza. W Maku pracowała kiedyś kumpela. Ponoć te wkłady do kanapek (nie mylić z mięsem) nazywali tam 1/3, 1/4 i 1/5... Zresztą w Maku oprócz shake'ów to się nie da zjeść niczego. Tam nawet sałatki i jabłka są niejadalne.
Sammael - 2011-10-03, 22:00
:
Jander napisał/a:
Jedyny Burger King jest w we Wrocku w Magnolii, dla mnie to trochę daleko na spontaniczne "zjadłbym hamacza". Poza tym whooper tani nie jest.


Jest jeszcze na Bielanach. Ale obecnie jak ktoś szuka we Wrocku pysznego burgera, to Burger Kinga przebił BLT & Flatbreads (ul. Ruska 58/59) - fantastyczne żarło, polecam.
MarcinusRomanus - 2011-10-22, 22:51
:
Karpacz... co do Karpacza to mogę polecić bardzo fajną knajpę "Aurora". Kuchnia, jaka jest tam serwowana to oczywiście głównie dania kuchni rosyjskiej, propos browaru jedynie czeski.. Restauracyjka ma swój klimacik który nawiązuje do starszej Rosji... muzyka, wystrój-obrazy ze Stalinem i innymi... Co do degustacji to zakąsiłem sobie pielmieni do tego oczywiście czeskie knedliki i to wszystko popite czeskim piwem normalnie pychota :) jak ktoś chce namiary... ulica Konstytucji 3-go Maja 45.
Jander - 2011-10-25, 17:11
:
Sammael napisał/a:
Jest jeszcze na Bielanach. Ale obecnie jak ktoś szuka we Wrocku pysznego burgera, to Burger Kinga przebił BLT & Flatbreads (ul. Ruska 58/59) - fantastyczne żarło, polecam.

W sumie burger nie był zły, chociaż mi się od razu rozpadł. Za to miejsce straszliwie hipsterskie - ludzie z macami, zjadający całą pizzę podczas jednej rozmowy telefonicznej i o zgrozo - rodziny z dziećmi, mówiące w obcym języku.
Za to nad Pizza Hut w mojej okolicy odkryłem bar Przekręt gdzie jest Koźlak za 4,5 (jasny bądź ciemny).
Sammael - 2011-10-25, 17:48
:
Koźlak jasny? :shock: cóż to za marka? To już w Przekręcie nie ma tylko Piasta/Żywca itd? Przyznam że nie byłem już tam kilka lat, zbyt... studencko ;) tam było na mój gust.

Co do BLT, to nie obwiniajmy lokalu za jego klientelę, wątpię żeby tworzyli go z hipsterami jako grupą docelową ;)
Jander - 2011-10-25, 18:03
:
Sorry, Kozel, czeski. xD
Sammael napisał/a:
Co do BLT, to nie obwiniajmy lokalu za jego klientelę, wątpię żeby tworzyli go z hipsterami jako grupą docelową

Dla mnie lokal nierozerwalnie łączy się z klientelą. To nie tylko menu czy obsługa, ale też wystrój, menu i tym podobne, które wpływa na obecność określonych klientów.
Romulus - 2013-04-10, 06:50
:
W weekend byłem w Warsiawie u przyjaciół i nieopodal ich mieszkania, niemal rzut beretem, znajduje się urocza... coś jakby restauracja. Nazywa się Vincent Boulangerie Patisserie. Mieści się przy Nowym Świecie, tuż za "Starbucksem". Wejście przeszklone, łatwo ją przegapić. Zwłaszcza że to niewielki lokal. W środku można zjeść naprawdę wyborne kanapeczki francuskie, lekkie lunche itp. Jednak mnie najbardziej w niej spodobały się wypieki: bułki, bagietki (niesamowita), wszelki wypieki, jakie tam sprzedają. W tym cudowne, mega kaloryczne ciastko z orzechami polanymi karmelem. Rozpływa się w gębie i niszczy efekty najbardziej wymagającego treningu na siłowni Ale warte grzechu. Nazywa się chyba Sable.

Niestety nie ma strony internetowej. Na brak klientów nie narzekają.

Bosz... Ta bagietka...
utrivv - 2013-08-27, 12:31
:
Szukam w Wawie jakiejś dobrej pizzerii i być może znalazłem - Mąka i Woda.
Pytanie czy ktoś tam był i jadł? A może polecacie coś innego (ale tylko w centrum)

Druga sprawa meksykańskie knajpki - na ulicy Zgody są dwie obok siebie ale znowu: warto?
You Know My Name - 2013-08-27, 13:08
:
Szczerze mówiąc w Wawie znam się tylko na piwiarniach nieco...
utrivv - 2013-08-27, 13:51
:
A co zjadasz na tzw lunch?
Trójca MC - kebab - frytki już mi obrzydła
Jezebel - 2013-08-27, 14:03
:
Ani to pizza, ani knajpa meksykańska, ale jeśli chodzi o stolycę, polecam Naleśnikarnię (naleśniki owszem, pyszne, ale asortyment, wbrew nazwie, o wiele szerszy) Kopernika 25 :)
Romulus - 2013-08-27, 14:03
:
utrivv napisał/a:
Szukam w Wawie jakiejś dobrej pizzerii i być może znalazłem - Mąka i Woda.
Pytanie czy ktoś tam był i jadł? A może polecacie coś innego (ale tylko w centrum)

Druga sprawa meksykańskie knajpki - na ulicy Zgody są dwie obok siebie ale znowu: warto?

Hmmm... Ostatnio szamałem w "Koszykach" na Koszykowej, tylko nie wiem, czy to się łapie na centrum. Na górze jest hala targowa, na dole bar i dają też jeść. Wołowina po burgundzku - pyszna i tania. Bo porcje małe :) Ale to takie żarełko bardziej na lancz, niż na wyżerkę. Bardziej polecałbym zimne prosecco :) (podobno to teraz w Wawie modny do picia alkohol)

W samym centrum, kiedy bywam u przyjaciół do stołuję się u nich, ale na ul. Foksal są fajne knajpki i można tam dobrze zjeść. Chyba nawet pizzę, ale nie pamiętam ich nazw. Ale na pewno jak skręcisz w Foksal w prawo z Nowego Świata (hmmm, chyba tylko tak można tam skręcić, bo w lewo jest Chmielna jeśli sie nie mylę), to znajdziesz. Są koło siebie, jadłem we wszystkich, w których jeść się dało. Smacznie, różnorodnie, przyjemnie, ale też nie są tanie (ale i najdroższe - jak na Wawę - też nie).
Fidel-F2 - 2013-08-30, 07:10
:
www.agromagura.pl.
Na południe od Jasła. Świątkowa Wielka.
Zdecydowanie polecam spożywanie w tej jadłodajni. Lodzio miodzio.

Przede wszystkim knajpa pstrągowa. Można łowić pstrągi samemu. Przyrządzają je na kilka sposobów, wszystkie rewelacyjne (oprócz 'po bałkańsku', który mi nie podszedł). Poza tym super zupy, pierogi (np z pokrzywą), naleśniki i jakieś inne drobiazgi na których się nie skupiałem.

I bardzo sympatyczna obsługa (Gabrysia!!). Gdybyście przyszli a przypadkiem nikogo by nie było to trzeba chwilę poczekać aż obsługa przyjdzie z domu po drugiej stronie drogi. :-P
nosiwoda - 2013-08-30, 11:03
:
utrivv napisał/a:
Szukam w Wawie jakiejś dobrej pizzerii i być może znalazłem - Mąka i Woda.
Pytanie czy ktoś tam był i jadł? A może polecacie coś innego (ale tylko w centrum)
Czy Ochota to dla Ciebie jeszcze centrum? Bo jeśli tak, to Non Solo i A modo mio na Grójeckiej (dwie lokalizacje, ta sama boska pizza), Non Solo jest niecały przystanek od ronda Zawiszy. Rusticana jest pycha i bodajże Lacrima, a najlepsza jest ta z szynką i karczochami. Do tego prosisz o oliwę czosnkową i o parmezan (ostatnio się zdziwiliśmy, bo dopłaciliśmy za parmezan, wcześniej od nas nie brali za niego). Warto.
utrivv napisał/a:

Druga sprawa meksykańskie knajpki - na ulicy Zgody są dwie obok siebie ale znowu: warto?
Jadłem w "The Mexican", ale to było kilka lat temu. Wtedy fajitas były bardzo dobre.
utrivv - 2013-08-30, 11:34
:
nosiwoda napisał/a:
utrivv napisał/a:
Szukam w Wawie jakiejś dobrej pizzerii i być może znalazłem - Mąka i Woda.
Pytanie czy ktoś tam był i jadł? A może polecacie coś innego (ale tylko w centrum)
Czy Ochota to dla Ciebie jeszcze centrum?

Niestety nie, chodzi o to by wyjść z pracy i wrócić w ciągu pół godziny, powiedzmy teren od Świętokrzyskiej do Alej Jerozolimskich, od Nowego Świata do Al. Jana Pawła II

Jeszcze druga lokalizacja: okolice Teatru na Woli/Skierniewickiej, podobno tam jest sporo knajpek?
Romulus - 2013-08-30, 11:35
:
No to ul. Foksal jak znalazł :)
nosiwoda - 2013-08-30, 12:49
:
Trochę w bok od Vauxhall jest właśnie "The Mexican" (a przynajmniej był).
Romulus - 2014-04-30, 20:44
:
Kiedy bywam w Toruniu (a będę teraz w piątek 2 maja), to stołuję się w kreolskiej restauracji "Luizjana". Od kiedy dokonałem jej odkrycia, nie ma dla mnie innego żarcia w Piernikowie. http://restauracjaluizjana.pl/torun,menu,pl Nie znam się na kuchni kreolskiej i pojęcia nie mam, czy szef kuchni się zna. Ale stejka tam dają takiego, że lepszego jeszcze nie jadłem. Numer 6 w "Daniach głównych". Soczysty, sycący, lekko pikantny z domieszką jakichś niesamowitych przypraw, czy ich mieszanek. W piątek pewnie się nażrę tak, że cały miesiąc siłowni i biegania pójdzie w zapomnienie. A jak się podkręcę, to resztę drogi autem kieruje małżonka, bo ja będę zaprawiony jakimś trunkiem. Menu na każdą kieszeń. Polecam.
Stary Ork - 2014-04-30, 20:52
:
Nie znają się, skoro jest nowoangielski chowder, a nie ma gumbo //orc
Fidel-F2 - 2015-06-07, 14:48
:
W Sandomierzu zdecydowanie Bistro na Podwalu. Re-we-la-cy-jne! żarcie. Nie najtaniej ale też nie bardzo drogo. za 90 zł nafutrowaliśmy sie we dwoje jak mopsy. I piwka nieoczywiste (trzeba pójść do kontuaru i sobie wybrać bo w karcie nie są wyszczególnione - są częste zmiany)
Romulus - 2019-01-01, 19:28
:
Kiszenie warzyw. Coraz bardziej się rozkręcamy. Kiszona marchew - bomba. A teraz kiszona cytryna. Do tego trochę mięty, pomidorki, ogórki i pyszna sałateczka do świętowania w kilka minut gotowa. Po pierwszych próbach, idziemy w zawodowstwo. W tym tygodniu zaczniemy je kisić w całości. Do tej pory plasterkami, aby było szybciej, a poza tym nie wiedzieliśmy, czy posmakuje. Ale posmakowało, więc trzeba zainwestować w pięć całych. Książka kucharska z przepisami kuchni izraelskiej okazała się bardzo przydatna.
MrSpellu - 2019-01-22, 13:20
:
Za jakiś czas dołączę do grona miłośników kiszonek, bo żona się zajawia.
Romulus - 2019-06-29, 20:43
:
Byłem dziś w stolicy na Weekendzie Portugalskim w Hali Gwardii. Taki tam, w sumie rozczarowujący event. Z Portugalii były wina do spróbowania i kupienia, ale kolejka do tego była zbyt duża i nie można było w spokoju tych win popróbować. Skończyło się kupieniem dwóch butelek, bo akurat trafiliśmy na niezłe. Ale to dzięki aplikacji. :)

Anyway, jest tam street foodowy "kącik" a w nim Tel Aviv Urban Food. Taka sieciówka. Sprawdziłem, że ma punktu w Łodzi i Warszawie. Wegańska. Mam słabość do izraelskiej kuchni i od razu po przeżytym rozczarowaniu skierowaliśmy tam swoje kroki.

Na "strzał" poszedł u mnie Ave Seitan Burger. W zestawie z pieczonymi batatami i kiszoną marchewką. Do tego woda z ogórkiem i miętą.

I to był jeden z najlepszych burgerów, jakie jadłem w swoim życiu. Najśmieszniejsze jest to, że był tak przyrządzony, że nie poczułem braku mięsa. Upchany pysznymi warzywami, przyprawiony tak, że po każdym kęsie dostawałem ślinotoku. Oczywiście - pardon my French - ujebałem sobie całą brodę sosem. A do tego te równie smakowicie przyrządzone bataty i pyszne marcheweczki.

Zniszczyło mnie to dokumentnie. :)
toto - 2019-06-29, 21:42
:
Co jest izraelskiego w sieciówkowej burgerowni? Co jest izraelskiego w seitanie i batatach? Chyba tylko brak wieprzowiny w ofercie...

Żeby nie było, najlepsze burgery, jakie jadłem w życiu to te wegańskie. Po prostu lubię wegańskie/wegetariańskie dania i uważam, że dobrze przyrządzone są rewelacyjne, choć nie jestem weganinem ani nawet wegetarianinem.
Romulus - 2019-06-29, 21:46
:
Podejrzewam, że izraelski to był tam tylko smak przypraw. :) I kiszone warzywa. Wybrałem ten punkt tylko z uwagi na nazwę i słabość do izraelskiej kuchni. Ale nie szukałem jej w tym burgerze. Mógł być rdzennie polski, smakował obłędnie.