Zaginiona Biblioteka

Film - TARANTINO

Ł - 2010-01-09, 18:58
: Temat postu: TARANTINO
Implus do założenia tematu poszedł z odkrycia że takiego tematu jeszcze nie ma. Nie chce mi się za wiele pisac bo wszyscy pewnie z Tarantino się zetkneli więc zrobie ankiete dając dwa głosy na ulubiony film ww. rezysera. Dałem same filmy, opuszczając koprodukcje i odcinki seriali. A dwa ulubione bo wiadomo że jeden z głosów pójhdzie na Pulp Fiction więc walka będziesię toczyć o II miejsce. A po ankietce jeśli łaska to wyjaśnic czemu to a nie tamto.
MarcinusRomanus - 2010-01-09, 19:13
:
Wybrałem takie filmy jak "Wściekłe psy" oraz "Kill Bill" całość. A dlaczego? już piszę....

"Wściekłe psy"- Film który widziałem jako pierwszy... Po za tym Film "Wściekłe psy" otworzyły Tarantino drogę do kariery. Co jeszcze mogę dodać... Chyba to że w tym filmie jest dużo śmiesznych dialogów między bohaterami, oraz dużo akcji... Gdybym miał oceniać to 8/10.

"Kill Bill"- film który mogę oglądać w kółko. Świetnie wyszły momenty w anime, oprócz tego
Uma Thurman. Tarantino stworzył wiele ciekawych postaci . Ogólnie całość czyli dwie części uważam za zajebiste. Sztuki walki, muzyka, Uma Thurman(jako główna bohaterka) oraz Samuel L. Jackon ( w roli organisty).
Z tego co zdążyłem zauważyć to chyba to, że filmy Tarantino nawiązują do filmów samurajskich
Jander - 2010-01-09, 19:22
:
Pulp Fiction i Bękarty Wojny.
Rozważałem jeszcze Death Proof (zamiast Bastardów), ale widziałem to już dość dawno, a jestem w miarę świeżo po Bękartach i wygrała nowość. Poza tym jak dla mnie wygrywa tematyka (taki już ze mnie naziofil). Dialogi, jak pamiętam Death Proof, podobnie na wysokim poziomie.
Gdyby podzielić obydwa Kill Bille to wybrałbym do ankiety samą dwójkę. Jedynka z jakiegoś względu mi nie podeszła (krew, szpital, krew, miecz, krew, podróż, krew, krew, krew, dziecko), za to dwójka to najczęściej przeze mnie widziany film Tarantino.
pozdrawiam
Romulus - 2010-01-09, 20:51
:
Wściekłe psy i Bękarty wojny
Death Proof nie widziałem.

Wściekłe psy - pierwszy mój film tego reżysera. Najmocniej wrył mi się w pamięć. Imponowała mi zajebistość głównych bohaterów, choć mało rozumiałem, dopiero po paru latach oglądałem ten film na nowo i jakbym go pierwszy raz oglądał.

"Bękarty wojny" - majstersztyk. Kilka tych scen oglądałem z dziką fascynacją (rozmowa Landy na początku), oczywiście scena w piwnicy i - jako wisienka na torcie - włoski akcent Brada Pitta. Muszę jeszcze raz obejrzeć, bo nie doceniłem sceny rozwalania głowy niemieckiemu żołnierzowi. A niby niknie przy powyższych, lecz niesłusznie, bo jest w niej coś takiego... Nagle ci "dobrzy" okazują się prostymi bydlakami. Żeby nie było - nie dorabiam tu mitologii do tego filmu.
Ł - 2010-01-09, 20:55
:
Ja oprócz oczywistego Pulp Fiction zaznaczyłem zajebistego Death Proof - po nim Bękarty wypadała tylko dobrze. Uwielbiam ten film oglądać pojedyńczymi zajebistymi scenami i całą zajebistą całością. Niby potrafię wymieniać w nim masę zajebistych elementów np:
ii jeszcze mnóstwo zajebistych rzeczy którytch nie pamiętam, bo było ich tam mnóstwo i były zajebiste.
wred - 2010-01-09, 21:08
:
Aha, ofcoz PulpFiction - za dużo nie ma o czym mówić, a 2 podobnie jak Łakoć - Death Proof - który dosyć długo zalegał mi anonimowo na dysku aż w końcu od niechcenia sobie pooglądałem nie wiedząc czym jest, po czym zachwycony nie mogłem się oderwać, żeby na koniec utwierdzić się w tym o czym przypuszczałem - Tarantino was here :D - fajowy filmik. W niewielu filmach podoba mi się wielokrotne powtarzanie tych samych scen, w tym jest genialne, kapitalne teksty, super dobrana muzyk, cudnie twarde kobitki :) , no i same sekwencje samochodowe - czyli nie sztuka rozwalić 100 aut podczas filmu, sztuka rozwalić ich parę ale z klasą :D. Generalnie QT - klasa sama w sobie.
New Era - 2010-01-09, 22:43
:
A ja się wypowiem w inną stronę.
Nie trawię Tarantino. Po prostu jest przesadzony i nie rozumiem kompletnie fascynacji nim.
Żeby nie było, że negatywną wypowiedź opieram na jakichś urywkach filmów.
Oglądałem "Pulp Fiction", "Kill Bill" vol. I i II oraz ostatnio "Inglorious Basterds"(a nie jak ktoś wyżej napisał Bastards :P ). Myślę, że po tych czterech filmach mogę już ocenić to czy prace danego reżysera mi się podobają czy też nie.
Tu stwierdzam z całą pewnością: NIE.
Ok, zgoda "Pulp Fiction" miał niezłe sceny i teksty, ale zaczynał momentami denerwować, powiedzmy, że PF to jedyny film Tarantino, który jestem w stanie znieść.
"Kill Bill" to żenada po całości dla mnie. Najgorsze sceną, imo, jest siekanina na koniec vol. I Dla mnie profanacja katany //mur
Obejrzałem raz i mi starczy, nie zamierzam wracać do tego filmu, chyba że naprawdę zostanę przymuszony. No i Uma Thurman... jeszcze w PF byłem w stanie znieść, ale generalnie jej nie lubię.
IB obejrzałem, ale o fascynacji to ciężko tu mówić. Parę niezłych tekstów, ale bez porywu. Jasne alternatywa jakaś wśród filmów wojennych, ale nie porywa. Śmieszy Brad Pitt z tym swoim akcentem.

Nie mogę zaprzeczyć, że Tarantino jest reżyserem charakterystycznym(idzie poznać, że to jego film po kilku minutach wyświetlania), ale czy jest genialny to bym polemizował. Nie trafia do mnie jego sztuka i tyle.

Co do ankiety zaznaczam PF i IB, ale tylko dlatego, żeby poza postem coś wnieść do tematu ^^
Fenrir - 2010-01-09, 23:14
:
Ja rozczarowałem się na "Bękartach wojny" Po pierwszej scenie, rozmowie Pułkownik Hans z francuskim wieśniakiem spodziewałem się świetnego filmu tak samo spodziewałem się więcej scen z tytułowymi bękartami. Dla mnie film psują zbyt częste rozmowy Shosannie i adoracyjnym ją Niemcem które są mało ciekawe i nic nie wnoszą.
Romulus - 2010-01-09, 23:35
:
Nie doceniacie tego, że to inteligentny reżyser, który bawi się kinem, przetwarza motywy, urozmaica absurdem. Amator, który stał się jednym z najważniejszych reżyserów ostatniego dziesięciolecia.

Cóż zatem z tego, że wam się nie podoba, skoro jest fenomenalny? //kas
Ł - 2010-01-09, 23:47
:
New Era napisał/a:
A ja się wypowiem w inną stronę.
Nie trawię Tarantino. Po prostu jest przesadzony i nie rozumiem kompletnie fascynacji nim.
Żeby nie było, że negatywną wypowiedź opieram na jakichś urywkach filmów.
Oglądałem "Pulp Fiction", "Kill Bill" vol. I i II oraz ostatnio "Inglorious Basterds"(a nie jak ktoś wyżej napisał Bastards :P ). Myślę, że po tych czterech filmach mogę już ocenić to czy prace danego reżysera mi się podobają czy też nie.
Tu stwierdzam z całą pewnością: NIE.
Ok, zgoda "Pulp Fiction" miał niezłe sceny i teksty, ale zaczynał momentami denerwować, powiedzmy, że PF to jedyny film Tarantino, który jestem w stanie znieść.
"Kill Bill" to żenada po całości dla mnie. Najgorsze sceną, imo, jest siekanina na koniec vol. I Dla mnie profanacja katany //mur
Obejrzałem raz i mi starczy, nie zamierzam wracać do tego filmu, chyba że naprawdę zostanę przymuszony. No i Uma Thurman... jeszcze w PF byłem w stanie znieść, ale generalnie jej nie lubię.
IB obejrzałem, ale o fascynacji to ciężko tu mówić. Parę niezłych tekstów, ale bez porywu. Jasne alternatywa jakaś wśród filmów wojennych, ale nie porywa. Śmieszy Brad Pitt z tym swoim akcentem.

Nie mogę zaprzeczyć, że Tarantino jest reżyserem charakterystycznym(idzie poznać, że to jego film po kilku minutach wyświetlania), ale czy jest genialny to bym polemizował. Nie trafia do mnie jego sztuka i tyle.

Co do ankiety zaznaczam PF i IB, ale tylko dlatego, żeby poza postem coś wnieść do tematu ^^

Romulus napisał/a:
Nie doceniacie tego, że to inteligentny reżyser, który bawi się kinem, przetwarza motywy, urozmaica absurdem. Amator, który stał się jednym z najważniejszych reżyserów ostatniego dziesięciolecia.

Cóż zatem z tego, że wam się nie podoba, skoro jest fenomenalny? //kas


Podsumowując ten wątek: http://www.youtube.com/watch?v=tfX86TDhl44
Jander - 2010-01-10, 02:05
:
Włoski akcent Pitta to dla mnie jedynie wisienka na torcie jakim się Basterdzi. Mogłaby istnieć tylko scena w barze (akcenty!) i byłby to dla mnie świetny film. I bardzo zadowoliło mnie to, że nie zrobił kolejnego Kill Billa, w którym Basterdzi mordowali by kolejnych Niemców. O czym mówił sam Quentin, że nakręcił film inny, niż ludzie się spodziewali.
A tak w ogóle to wybieranie jedynie dwóch filmów jest popieprzone jak demokracja. Tarantino można oglądać, ale nie głosować. Jutro mogę być bardziej przekonany do Psów lub Death Proof, a głosu już nie zmienię.
pozdrawiak
Sammael - 2010-01-10, 02:20
:
Dla mnie Pupl Fiction - wiadomo, i Death Proof - świetnie się bawiłem. Reszta też jest dobra, jednak jeśli miałbym wybrać dwa, to wybór jest właśnie taki.
Ł - 2010-01-10, 02:27
:
Myślę że jednak jeśli by założyć podwójny seans tarantinowski Death Proof i Basterdów, to przekonacie że Death Proof wygrywa. Ten film po prostu najpierw wprowadza Cię w dobry nastrój a później gra na adrenalinie. Myślę że aktualne odkrzywienie na korzyść IB w ankiecie wychodzi z tego że był to poprostu ostatni film Tarantino jaki większośc z was oglądała i dobrze pamięta, pozatym grał na nieco kontrowersyjnej nucie, wiadomo patos II wś + do tego magiczne słowo "żydzi".


Ps. Scena tańca z Deathproofa bije scęnę tańca z Pulp Fiction.
Jander - 2010-01-10, 03:10
:
Ł napisał/a:
Myślę że aktualne odkrzywienie na korzyść IB w ankiecie wychodzi z tego że był to poprostu ostatni film Tarantino jaki większośc z was oglądała i dobrze pamięta, pozatym grał na nieco kontrowersyjnej nucie, wiadomo patos II wś + do tego magiczne słowo "żydzi".

Z pierwszą częścią wypowiedzi się zgodzę, ale z drugą już tylko w części - dla mnie magiczne słowo to "naziści". Bo bądźmy szczerzy, Basterdzi to Żydzi jedynie z nazwy. Jakby zrobili z Brada Pitta ortodoksyjnego Żyda ścinającego pejsy dla misji (+ jeszcze jakaś scena z koszernością) dawałoby to większą frajdę. Pozostał jedynie koncept mszczących się Żydów, ale równie dobrze mogliby to być cyganie czy Polacy (był jakiś? mogłem zapomnieć), choć mniej medialnie.
A Soup Nazi zgarnia całą pulę.
Odnośnie tańca - wątpię, żeby taniec z Death Proof wszedł do, nazwijmy to, kultury popularnej, jak taniec z Pulp Fiction. To imprezowo-taneczna klasyka, a tańca DP raczej się nie ogląda w takich miejscach. Aczkolwiek Lap Dance wygrywa wizualnie o kilka długości.
pozdrawiam
ASX76 - 2010-01-10, 08:09
:
Romulus napisał/a:
Nie doceniacie tego, że to inteligentny reżyser, który bawi się kinem, przetwarza motywy, urozmaica absurdem. (..)



Nie rozumiesz tego, że te jego zabawy i przetwarzanie motywów nie każdemu się podobają? :-P Oceniam tylko film(y), bez przydzielania dodatkowych punktów za: inteligencję twórcy, jego pochodzenie, płeć, rozmiar buta, sexualne preferencje... :-P

Moje ulubione filmy Tarantino to: "Wściekłe psy" i "Pulp fiction". Podobała mi się również "Jackie Brown".
MrSpellu - 2010-01-10, 10:19
:
Zaznaczyłem kultowy dla mnie Pulp Fiction, ale z drugą pozycją miałem lekkiego zgryza. Dać Bękarty czy Wściekłe Psy? (Death Proof oceniam jako dobry, ale wcale nie taki rewelacyjny, ot - widocznie nie rozszyfrowałem wszystkich intertekstów ;) ) W końcu dałem Bękarty, ale pewnie dlatego, że jestem teraz trochę podjarany tym filmem. Co do DP, film jest osadzony w australijskim modelu kina sensacyjnego, gdzie drugim fiutem i jednocześnie bronią (w przeciwieństwie do sensacyjnego kina amerykańskiego, może z wyjątkiem Bullita ;) ) jest samochód, a nie pistolet czy inne arużio ;) Tak był też zrobiony pierwszy Mad Max :)

Z cech szczególnych Tarantino najbardziej lubię specyficzne dialogi (tak, to była mocna strona Death Proof), groteskową przemoc i momentami absurdalny humor. Reżysera tego nigdy dość i do kolekcji moich prywatnych DVD brakuje tylko Death Proof i nowiutkich Bękartów.

Co do wątku tanecznego. Popieram wypowiedź Jandera, że lap dance wizualnie ciekawszy, ale brakuje mu tej otoczki popkultowości z tańca Vincenta z Mią. Bo taniec w PF był tylko elementem większej układanki, historii w której była kokaina, taniec, dialogi, Urge Overkill, heroina i strzał adrenaliny prosto w serce :mrgreen: Tego nie da się tak łatwo przebić.

Quentin Tarantino jest moim ulubionym reżyserem i jednym z ulubionych aktorów drugiego planu //spell Jego epizodyczne role są niezapomniane; jak w Desperado, Sukiyaki Western Django, Planet Terror, Wściekłych psach, Pulp Fiction czy w Od zmierzchu do świtu. No i autor scenariusza Natural Born Killers //spell Lubię też muzykę z jego filmów, zwłaszcza z PF :)

Ł napisał/a:
Myślę że aktualne odkrzywienie na korzyść IB w ankiecie wychodzi z tego że był to poprostu ostatni film Tarantino jaki większośc z was oglądała i dobrze pamięta,

To zdanie popieram. Zwyczajnie jestem zauroczony tym filmem.

Romulus napisał/a:
Cóż zatem z tego, że wam się nie podoba, skoro jest fenomenalny?

Z Tarantino jest tak trochę jak z Monty Pythoonem. Jest się zwolennikiem, albo nie ;)
ASX76 - 2010-01-10, 10:32
:
"Death Proof", "Planet Terror" i "Kill Bill" to filmy całkowicie nie w moim guście. Do końca obejrzałem tylko ten pierwszy, a i to z wielkim bólem. :-P
MrSpellu - 2010-01-10, 11:09
:
ASX76 napisał/a:
"Death Proof", "Planet Terror" i "Kill Bill" to filmy całkowicie nie w moim guście. Do końca obejrzałem tylko ten pierwszy, a i to z wielkim bólem.

O gustach niby się nie dyskutuje, ale...

:arrow: Death Proof: Świetne dialogi, największy plus tego filmu. Kilka fajnych scen, chociażby finałowa. Faktycznie sporo odniesień do innych tekstów/kontekstów, a to mnie tak trochę rajcuje. Mimo, że nie jest to jeden z moich ulubionych filmów Tarantino, to uważam, że jest to film dobry.

:arrow: Kill Bill (oba): Ten obraz akurat mi nie podszedł, ale też nie był do końca zły. Ot, pastisz anime i kina samurajskiego (i kopanego, a raczej ciachanego klasy B). Urzekła mnie w tej historii wyjątkowa groteskowość i intensyfikacja przemocy, ale dziwnym trafem - o ile "mangowość" (także przemocy) w Sukiyaki była dla mnie atutem, to w Kill Billu mi trochę zgrzytała. Film niezły, ale niechętnie wracam.

:arrow: Planet Terror: Pastisz doskonały. Rodriguez odwalił kawał solidnego rzemiosła. Czy można jeszcze bardziej groteskowo przedstawić same w sobie groteskowe filmy grozy typu gore (klasy B)? Da się. Nadpaloną taśmą urywającą się w bardzo ważnym momencie, najlepszym teksańskim grillem, kołkowaniem, miażdżeniem, cięciem zombiaków (kosiarka w Martwicy Mózgu wysiada) i odpadającym fiutem Zombie-Tarantino :mrgreen: Ten film jest delikatnie mówiąc soczysty. O ile traktuje się go jako pastisz ;)
Ł - 2010-01-10, 13:04
:
Jander napisał/a:

Z pierwszą częścią wypowiedzi się zgodzę, ale z drugą już tylko w części - dla mnie magiczne słowo to "naziści". Bo bądźmy szczerzy, Basterdzi to Żydzi jedynie z nazwy. Jakby zrobili z Brada Pitta ortodoksyjnego Żyda ścinającego pejsy dla misji (+ jeszcze jakaś scena z koszernością) dawałoby to większą frajdę. Pozostał jedynie koncept mszczących się Żydów, ale równie dobrze mogliby to być cyganie czy Polacy (był jakiś? mogłem zapomnieć), choć mniej medialnie.

1. Nieeee, taki manerw to byłoby to czego każdy człowieczek z małą wyobraxnią spodziewał się tylko jak usłyszał plotki o żydach mordujących nazistów.
2. Nie wiem czemu ale nawet wiele osób które obejrzało Bękartów, myśli że Aldo Raine, był w ogóle Żydem... to był typowy wsiur z środka stanów, najlepiej świadczy o tym jego zajebity włoski. :mrgreen: W ogóle Tarantino uwilebia śmiać się z amerykańskiego wiesniactwa (ma dystans do siebie :mrgreen: ).

Ej panowie, czy wy rozważyliście zasadniczośc sceny tańca w Death Proofie - przecież to jest główna oś pierwszej połowy filmu. To dosłownie seks taniec z śmiercią, ponieważ Motylek przeczuwa kim jest kaskader Mike, a mimo to prowokuje go i nakręca - być może gdyby spławiła kaskadera, nie doszłoby do arcyzajebistej sceny wypadku samochodowego z całą jego seksualną konotacją. Dla tego Spellu, ja jednak bardziej lubię ten taniec, nie tylko wizualnie ale jako część fabuły.

A propo muzyki to Death Proof faktycznie ma najlepszą - gdyby nie Tarantino mógł bym nie poznać tak genialnego zespołu jak:
- Co chcesz usłyszeć?
- "Dave Dee, Dozy, Beaky, Mick & Tich".
- Kogo?
- "Dave Dee, Dozy, Beaky, Mick & Tich".
- Kim oni są, do cholery?
- Dla twojej informacji,
- Pete Townshend kiedyś omal nie opuścił "The Who",
- a gdyby to zrobił, wstąpiłby do tej grupy.
- I wtedy byłoby "Dave Dee, Dozy,|Beaky, Mick, Tich & Pete".
- Według mnie, powinien to zrobić.


http://www.youtube.com/wa...feature=related :mrgreen:


Dla mnie Planet Terror stoi poziom niżej od Death Proofa - to świetny pastisz ale Death Proof to kino klasy B klasy A. Chociaż pamiętam że Rodriguez zniszczył mnie całkiem jedną sceną, która była niesamowitym knurskim żartem z przeciwników brutalności w filmach/grach komputerowych - tą scena gdy matka daje synkowi spluwe i karze mu strzelać do zombiych jak w grach komputerowych tylko nie celować sobie w głowe i 5 sekund później dzieciak strzela sobie w łeb. Facet całkowicie zjadł, przetrawił i postawił na głowie główną teze przeciwników brutalności w filmach/grach i uczynił z niej kolejny element de facto krwawej rozrywki - tak dobre kino potrafi mielić swoich przeciwników.
MrSpellu - 2010-01-10, 13:14
:
Ł napisał/a:
Nie wiem czemu ale nawet wiele osób które obejrzało Bękartów, myśli że Aldo Raine, był w ogóle Żydem... to był typowy wsiur z środka stanów, najlepiej świadczy o tym jego zajebity włoski.

No właśnie, przecież to był typowy, chamski redneck, taki bliżej południa //spell

Ł napisał/a:
To dosłownie seks taniec z śmiercią, ponieważ Motylek przeczuwa kim jest kaskader Mike, a mimo to prowokuje go i nakręca - być może gdyby spławiła kaskadera, nie doszłoby do arcyzajebistej sceny wypadku samochodowego z całą jego seksualną konotacją. Dla tego Spellu, ja jednak bardziej lubię ten taniec, nie tylko wizualnie ale jako część fabuły.

Zgoda, jest to misterniej utkane, ale nie wywołuje we mnie takich emocji jak scena z PF (jakby na to nie patrzeć randka Vincenta i Mii także kończy się 'penetracją' :badgrin: ) :) Wiesz co, chyba jeszcze raz sobie obejrzę Death Proof, bo mnie rozwaliłeś tą seksualną konotacją kraksy. Bo z tym nakręcaniem Mike'a, to jakoś sam na to wpadłem :P
Ł napisał/a:
Dla mnie Planet Terror stoi poziom niżej od Death Proofa - to świetny pastisz ale Death Proof to kino klasy B klasy A.

No ja właśnie bardziej cenię Planet Terror, za co mi się oberwało 'w towarzystwie', ale ja zwyczajnie lubię chłonąć absurdalne obrazy, a Planet Terror to prawdziwy wulkan absurdu.
Ł napisał/a:
Chociaż pamiętam że Rodriguez zniszczył mnie całkiem jedną sceną, która była niesamowitym knurskim żartem z przeciwników brutalności w filmach/grach komputerowych - tą scena gdy matka daje synkowi spluwe i karze mu strzelać do zombiych jak w grach komputerowych tylko nie celować sobie w głowe i 5 sekund później dzieciak strzela sobie w łeb. Facet całkowicie zjadł, przetrawił i postawił na głowie główną teze przeciwników brutalności w filmach/grach i uczynił z niej kolejny element de facto krwawej rozrywki

Mistrzostwo :mrgreen:

EDIT:
No i w krwi tego wsiura płynęła indiańska krew :mrgreen:

EDIT2:
A ktoś widziała wersję z 1978? //panda
Ł - 2010-01-10, 13:39
:
Spellsinger napisał/a:

Zgoda, jest to misterniej utkane, ale nie wywołuje we mnie takich emocji jak scena z PF (jakby na to nie patrzeć randka Vincenta i Mii także kończy się 'penetracją' :badgrin: ) :) Wiesz co, chyba jeszcze raz sobie obejrzę Death Proof, bo mnie rozwaliłeś tą seksualną konotacją kraksy. Bo z tym nakręcaniem Mike'a, to jakoś sam na to wpadłem :P

Chyba u Ciebie nie wywołuje. :P Pozatym tym razem oglądaj ten film z oczyma sam wiesz nie w którym miejscu, i zobacz że akurat ta seksualna intepretacja to nie mój wymysł tylko fraza która pada w samym filmie, w dialogu szeryfa i jego syna (naczelnych wieśniaków tego filmu :mrgreen: ) A później jak już przekonasz się że Death Proof jest najbardziej ok z wszystkich filmów QT, to w ramach pokuty zakładaj dwa subkonta i fałszuj wyniki ankiety.
MrSpellu - 2010-01-10, 13:46
:
Ł napisał/a:
Pozatym tym razem oglądaj ten film z oczyma sam wiesz nie w którym miejscu, i zobacz że akurat ta seksualna intepretacja to nie mój wymysł tylko fraza która pada w samym filmie, w dialogu szeryfa i jego syna (naczelnych wieśniaków tego filmu :mrgreen: ) A później jak już przekonasz się że Death Proof jest najbardziej ok z wszystkich filmów QT, to w ramach pokuty zakładaj dwa subkonta i fałszuj wyniki ankiety.

Death Proof lepszy od Pulp Fiction? Nigdy w życiu. Akurat Pulp Fiction będę bronił mężnie do ostatniej linijki dialogu (jako mój ulubiony film ever - nie mogę więc być obiektywny) :P Zwyczajnie Death Proof mnie nie porwał i choćbym obejrzał jeszcze ze dwa razy, to zdania nie zmienię (a starałem się wyłapywać 'smaczki') :) A dialogu z szeryfem i z jego synem nie pamiętam bo film widziałem jakoś zaraz po premierze i nie wgłębiałem się więcej w jego treść - zwyczajnie bardziej mi podszedł Planet Terror, ale kiedyś nadrobię ;)

EDIT:
No i napisałem, że we mnie nie wywołuje :P
MarcinusRomanus - 2010-01-10, 15:36
:
Obejrzałem sobie właśnie przed chwilką "Death Proof". Jak dla mnie taki sobie luźny film w którym Tarantino pokazał jak zajebiste mogą być relację między dobrymi znajomymi. Oprócz tego taniec, który wykonywała Butterfly naprawdę wgniata w fotel, do tego znowu zajebista muzyka, zajebiste dialogi, popisy kaskaderskie no i czaderskie samochody.
Teraz dla przy pomnienia będzie trzeba obejrzeć "Pulp Fickion" bo dawno się oglądało.

A teraz takie moje pytanie które dziewczyny uważacie za seksowniejsze jeśli chodzi o "Death Proof"? Jungle Julia ; Arlene "Butterfly" ; Shanna czy... Abernathy ; Pam ;Lee ?
MrSpellu - 2010-01-10, 15:59
:
MarcinusRomanus napisał/a:
Obejrzałem sobie właśnie przed chwilką "Death Proof". Jak dla mnie taki sobie luźny film w którym Tarantino pokazał jak zajebiste mogą być relację między dobrymi znajomymi.

Nie uważasz, że dookreślając film poprzez jego otoczkę, to tym samym lekko go spłycasz? To trochę tak jakbyś napisał, że Spielbergowi udało się w luźnym obrazie, pt. Szeregowiec Ryan, pokazać jak zajebiście żołnierze potrafią strzelać. Albo, jadąc po bandzie, Kurosavie w Siedmiu samurajach udało się pokazać jak zajebiście samuraje potrafią machać mieczem ;)

MarcinusRomanus napisał/a:
A teraz takie moje pytanie które dziewczyny uważacie za seksowniejsze jeśli chodzi o "Death Proof"?

Chyba Arlene :P
Ł - 2010-01-10, 20:50
:
W obu Grindhousach najładniejsza jest Rose McGowan, wybacz Motylku.* I to zarówno w Death Proof w stylizacji na hippie, jak w Planet Terror jako pin-up girl. Jak wszystko pójdzie dobrze to zobaczymy ją w nowej wersji Barbarelli jako następczynie Fondy, również w reżyserii Rodrigueza. Już sam pierwowzór był ostro odjechany, to nie chcę myśleć co będzie aż zabierze się za to Rodriguez i podobno Tarantino w asyście. :DD

* - swoją drogą to widze teraz dodatkowy wątek - teza robocza- czy Mike czasem jej nie zabił tylko dlatego że w barze przyćmiewała Motylka?

Spellsinger napisał/a:
cięciem zombiaków (kosiarka w Martwicy Mózgu wysiada)

Domniemam że chodzi Ci o patent z śmigłowcem - jako ciekawostkę dodam że parę miesięcy wcześniej przed Grindhouse IDENTYCZNA scena pojawiła się w filmie "28 tygodni później" czyli słabym "poważnym" filmie o zombiakach. Ciekawe czy to było niezależne od siebie.
MarcinusRomanus - 2010-01-10, 21:16
:
W sumie mozna by tu polemizować bo taka "Butterfly" może się bić o miano najpiękniejszej dziewczyny w "Death Proof z Jungle Julia ta również niczego sobie ;) A co do sceny która mi się najbardziej podobała oprócz tańca... To chyba masakra jaką za sponsorował Mike tym trzem niewinnym niewiastom... Dość fajnie wyglądało gdy opona samochodu Mike przejechała po twarzy motylka...
Fidel-F2 - 2010-01-10, 23:21
:
Widziałem:
Wściekłe psy
Pulp Fiction
Jackie Brown
Kill Bill
Bękarty wojny

Wciekłe psy nie zrobiły na mnie wrażenia, taki przerost formy nad treścią. Więcej nie pamiętam, widziałem sto lat temu, nie czuje potrzeby odświerzania.
Pulp Fiction To był coś jak obuch siekiery z zaskoczenia. Film mnie zachwycił i trzyma tak do dziś.
Jackie Brown Widziałem ale nic nie pamiętam, wydaje mi się, że to najgorszy punkt u Tarantino.
Kill Bill Należy oglądać wyłącznie w całości. Oddzielnie, części zupełnie nie robią wrażenia. W całości uzupełniają się genialnie, rodzi się jakaś metafizyka. 2nd best, minimalnie za Pulp Fiction.
Bękarty wojny Najwięcej mogę napisać bo świerzo oglądane.
Podobało mi się: Pitt parodiujacy Brando (dobra rola choć nieprzesadnie) i nawiązania w obrazowaniu do Sergio Leone szkoda tylko, że w tym drugim przypadku to tylko wzmianka, sygnalizacja, nie zaś mocnieszy akcent. Początkowa scena kończąca sie wymordowaniem Zydów pod podłogą oraz ta w piwnicznej knajpie, świetne. Doskonała rola Christophera Waltza, majstersztyk po prostu.
Nie podobało mi sie: błędy logiczne i sprzeczności scenariusza. Zupełne nie wykorzystanie potencjału samych Bękartów, można było z tego sporo wycisnąć a wyszło blado. Drażniące też było schematyczne wykorzystnie dekoracji, brak tła i szerszego przedstawienia rzeczywistości. Jakby Tarantino musiał na wszystkim ciąć koszty, niemal jak w polskiej kinematogrfii. To nie jest film, to teatr telewizji podretuszowany tak by udawał film. To samo dotyczy większości ról, są schematyczne, komiksowe niemal, bez głębi. To że stosunek do prawdy historycznej w każdym niemal aspekcie jest olany totalnie można odpuścić bo nie o film historyczny przecież chodziło ale powodu do radości też nie ma. Kiepskie zaś całkiem jest spojrzenie na faszyzm, amerykańsko-hollywoodzkie, płytkie jak potoczek. Czuć, że to film Tarantino ale Tarantino podstarzały, wypalony; leci swoim standardem nie zdobywając się na jakiś specjalny wysiłek.
Podsumowując, można film obejrzeć, nie zmęczy się człowiek, trochę ubawi. Ale to tyle, na nic więcej nie można liczyć.
Crimson - 2010-01-11, 17:07
:
U mnie kolejność jest prosta:
1. Grindhouse: Death Proof (mam słabość do takich scen, ZWŁASZCZA, że jestem kobietą = potrafię docenić kobiecy seksapil :P )
2. Bękarty wojny
3. Pulp Fiction - być może na trzecim miejscu dlatego, że widziałam kawał czasu temu. Yes, wypadałoby sobie powtórzyć.

Ot, Quentin Tarantino = dobra zabawa. Mogłabym się rozpisać, ale lepiej by chyba było, jakbym dzisiejszy wieczór poświęciła jednak na takie Pulp Fiction.
Romulus - 2010-02-03, 22:55
:
Przeczytałem sobie dziś na Esensji:
Cytat:
– nowy film Quentina Tarantino rozgrywać się ma w średniowieczu, a rolę królowej (na razie nie wiadomo jakiej) zagrać ma Helen Mirren

Jedno zdanie, nie za wiele szczegółów, a mnie raduje się już dusza.
Beata - 2010-03-10, 08:41
:
W czasie porannej prasówki znalazłam takie coś . Podoba mi się podejście Tarantino do życia - jak mu się zachce, to nakręci film, a jak nie - to nie. :)
ASX76 - 2010-03-10, 13:52
:
Beata napisał/a:
W czasie porannej prasówki znalazłam takie coś . Podoba mi się podejście Tarantino do życia - jak mu się zachce, to nakręci film, a jak nie - to nie. :)


Mając tyle na koncie (również filmów), uznanie widzów i krytyki, może sobie pozwolić na wiele, także eksperymenty z filmową materią ("Kill Bill", "Grindhouse"...). O wiele bardziej wolę jego wcześniejsze dokonania ("Wściekłe psy", "Pulp fiction", "Jackie Brown"), bo te nowsze projekty ("Bękartów..." jeszczem nie widział) nie są w moim guście. --_-
Romulus - 2010-03-10, 14:15
:
Ja liczę tylko na powstanie filmu o średniowiecznej Anglii, jak zapowiadano, chyba że był to tylko luźny pomysł...
MrSpellu - 2010-04-01, 10:53
:
Romulus napisał/a:
Ja liczę tylko na powstanie filmu o średniowiecznej Anglii, jak zapowiadano, chyba że był to tylko luźny pomysł...

Gdzieś doczytałem, że to z Helen Mirren to plotka, a sam Tarantino myśli raczej o nakręceniu filmu przygodowego w konwencji spaghetti westernu, który miałby się dziać w czasach przed zniesieniem niewolnictwa. Szczerze mówiąc ten projekt bardziej mnie by interesował. Bardziej niż średniowiecze.
Saika - 2010-04-01, 21:35
:
Cóż, i powiedział to człowiek, który stwierdził, że film bez krwi i przemocy jest nudny. :mrgreen:
MrSpellu - 2010-04-01, 23:42
:
No i co z tego? Zwyczajnie bardziej interesuje mnie konwencja westernu niż wieków średnich. Zwłaszcza jeżeli Tarantino podejmie się bardziej krwawej wersji spaghetti westernu (a miodem już będzie intertekstualna polemika z Cosmatosem i/lub Peckinpahem) Próbkę miałem w Sukiyaki Western Django (który powstał pod patronatem Tarantino). Zwyczajnie średnie wieki u tego reżysera wydają mi się chwilowo zbyt egzotyczne. Ogólnie to pomyśl, zanim coś napiszesz :P
Saika - 2010-04-02, 11:01
:
Moja wina- ten post odnosił się do pierwszej wypowiedzi w tym wątku.
Przepraszam, nie zaznaczyłam tego. :oops:
BitterSweet - 2010-04-02, 11:23
:
Zaznaczone: Wściekłe psy i Bękarty.

Wściekłe za błyskotliwe dialogi (Like a Virgin :P ) i błyskotliwych bohaterów.

Bękarty za nieprawdopodobną wizję historii, cudowne kulminowanie napięcia, równie zabawne dialogi i Tarantinowość ;)

Z chęcią obejrzę jego kolejne filmy, ale to nie jest tak, że czekam na nie z niecierpliwością. To naprawdę zacna rozrywka, ale tylko rozrywka.
Romulus - 2010-04-02, 18:55
:
BitterSweet napisał/a:
Zaznaczone: Wściekłe psy i Bękarty.

Królowo złota... //piwo
Gratuluję wyboru. Jest taki sam, jak mój :mrgreen:
MrSpellu - 2010-04-26, 08:32
:
A co sądzicie o Natural Born Killers? (Polsat przypomniał w sobotę). Nakręcił Oliver Stone, ale scenariusz był Tarantino (co widać niemal na każdym kroku, film jest mocno w tarantinowskim stylu). Przyznam, że jeden z moich ulubionych obrazów :)
Max Werner - 2010-04-26, 17:46
:
Po pierwsze to oczywiście bardzo dobry film, świetny scenariusz, doskonała reżyseria i wyborne aktorstwo, słowem - chyba nie ma ten film słabych stron. Super ciekawy "reporterski" sposób pokazania opowieści. Po drugie to obraz kontrowersyjny, bardzo amerykański ale zarazem uniwersalny, pozostający w pamięci na długo, a właściwie na zawsze. Zdecydowanie zajmuje wysokie miejsce na mojej prywatnej liście arcydzieł kinematografii. Kto nie widział - marsz do wypożyczalni DVD 8)
Frey'a - 2010-04-29, 09:16
:
Quentin Tarantino - temat rzeka. O jego filmach i o samym reżyserze można mówić godzinami. W moim osobistym rankingu wygrywa oczywiście "Pulp fiction" i "Wściekłe psy", chociaż muszę przyznać, że "Bękartów wojny" jeszcze nie widziałam. Ale znając Tarantino to film i tak warty jest obejrzenia!!! :)
MrSpellu - 2011-09-06, 11:24
:
Po czterech latach ponownie obejrzałem Death Proof. Filmu wówczas nie doceniłem (bo oglądałem jednocześnie z Planet Terror i Rodriguezem bardziej się wówczas podjarałem), ale teraz przeceniał też nie będę. Zdecydowanie jest teraz mniej białych plam w odczytywaniu intertekstualnych kontekstów (zwłaszcza, że jakiś czas temu odświeżyłem sobie Vanishing Point, stąd ponowna chęć obejrzenia DP) i w sumie dopiero teraz zauważyłem jak zajebiste w tym filmie są ujęcia (czarno białe ujęcie gdy Abernathy ubiera buty i pali papierosa opierając się o samochód, orgazm) i ogólnie operowanie kamerą. A finał i egzekucja to miód.



A scena wcześniej, majstersztyk:


Tixon - 2011-12-31, 15:21
:
Na fali zombiaków postanowiłem sobie obejrzeć Planet Terror. I szok - to jest film o zombie, parodiujący konwencję, a do połowy trzyma w cholernym napięciu. Potem spada i jest już tylko zabawnie, ale wykręcić taki numer z takiej konwencji? Genialne.

W ankiecie jeszcze udziału nie wezmę, bo oglądałem tylko Kill Bille (świetne), Bękarty (znakomite sceny, dialogi) i Fulp Fiction (rewelacja).
MrSpellu - 2011-12-31, 15:35
:
Dla mnie ten film to pastisz totalny. Perełka.
Jander - 2011-12-31, 15:43
:
Zobacz Death Proof. 8)
MrSpellu - 2011-12-31, 16:17
:
Inna liga. I najlepiej obejrzyj najpierw takie filmy jak Vanishing Point, Easy Rider, Bullit, Mad Max oraz Kill Bille (widziałeś, to ok) i Wściekłe Psy.
Bo Tarantino chamsko nawiązuje tutaj do swoich filmów też //spell
Beata - 2014-08-01, 13:57
:
Się mię do ócz taka zapowiedź rzuciła: http://film.wp.pl/id,1444...,wiadomosc.html
Plakat jest świetny. :)
ASX76 - 2014-08-01, 14:33
:
Very nice. :-)
Plakat jak plakat, news świetny! :-P
Romulus - 2014-08-01, 16:17
:
To w końcu powstanie ten film? Bo kiedy wyciekł scenariusz, to Tarantino się wziął i obraził i miało filmu nie być. Łyknął dumę, czy napisał go na nowo?
Jander - 2014-08-01, 16:34
:
Romulus napisał/a:
Tarantino się wziął i obraził i miało filmu nie być.

Chwyt marketingowy?
BG - 2014-08-04, 23:09
:
Trudno wybrać, bo jak dla mnie świetne są wszystkie oprócz "Death Proof" i "Jackiego Browna".

"Death Proof" ma zajebiste laski i parę scen z pościgiem samochodowym, ale co z tego, skoro przez 2/3 trwania niemiłosiernie katuje widzów rozwlekłymi, niepotrzebnymi, nudnymi jak nie wiem co dialogami. Zdecydowanie za bardzo przegadany film, i tyle. Może i pojedynczo oglądane sceny są świetne. Gdyby oglądać po 5 minut filmu dziennie i potem 5 minut dalszego ciągu. Ale jako całość ciągnie się nieprawdopodobnie i jest ciężkostrawna. Po 50 minutach ma się dość.

"Kill Bill" to chyba mój ulubiony - sceny akcji, szkolenia Umy, anime, orientalna otoczka, smakowita Lucy Liu i jeszcze smakowitsza Chiaki Kuriyama, reszta obsady też świetna. I do tego hektolitry krwi.

Drugie w kolejności byłyby albo "Bękarty", albo "Psy", albo "Pulp Fiction", albo późniejszy niż ankieta "Django". Nie mogę się zdecydować. Choć "Pulp Fiction" jest momentami ciężkostrawna przez nadmiar dialogów.

"Planet terror" jest z jednej strony świetny, z drugiej obrzydliwy i niesmaczny. Ale w sumie po co się tu wypowiadać, skoro to film Rodrigueza. Generalnie filmy Rodrigueza są dla mnie lżej strawne niż Tarantino, przy nie mniej umiejętnej zabawie konwencją i żonglowaniu schematami przez Rodrigueza jak przez Tarantino. Może to dzięki nie przesadzeniu z ilością dialogów przez Rodrigueza i przez tworzenie dla każdego filmu głównego bohatera, z którym widz może się utożsamiać i mu kibicować, kiedy musi pokonać przeszkody i podjąć walkę - tzw. protagonisty.

Trochę podobnie jak David Lynch, Stanley Kubrick, bracia Coen, Lars von Trier, Werner Herzog, Alfred Hitchcock, Gus Van Sant, David Cronenberg, Paul Thomas Anderson, Wes Anderson, John Waters, Martin Scorsese, Sam Peckinpah i Sergio Leone, Tarantino odbiegł od tej formuły i nakręcił filmy, które takiej postaci nie mają.
Stary Ork - 2014-08-04, 23:15
:
Jackie Brown była kobietą //panda
sanatok - 2014-08-05, 03:32
:
Cytat:
2/3 trwania niemiłosiernie katuje widzów rozwlekłymi, niepotrzebnymi, nudnymi jak nie wiem co dialogami.


W główniej mierze dla tego oglądam filmy Tarantino.
You Know My Name - 2014-08-05, 16:00
:
BG napisał/a:
Choć "Pulp Fiction" jest momentami ciężkostrawna przez nadmiar dialogów
Tiaaa, jak nie pasuje Tarrantino z Allenem to zapewne filmy gonzo będą Ci pasować: sama akcja a dialogi ograniczone do naprawdę niezbędnych wykrzykników.
Romulus - 2016-07-31, 20:25
:
Obejrzałem "The Hateful Eight" i to była czysta przyjemność. Pod każdym względem. Nie wiem, czy reżyser jest w formie, czy nie. Ale nie mogę się doczekać jego kolejnego filmu. Mam nadzieję, że zmieni gatunek. Choć jeśli znowu będzie coś w klimacie westernu, przeżyję. :-P
Heos - 2016-08-04, 14:40
:
Żaden z wymienionych nie zalicza się do top 3.
Fidel-F2 - 2016-08-04, 16:45
:
Zwłaszcza Kaczor Donald
Plejbek - 2016-08-04, 22:54
:
Heos napisał/a:
Żaden z wymienionych nie zalicza się do top 3.

Musisz rozwinąć. Ja nic nie kapuję.
bio - 2016-08-05, 19:19
:
Ja też nie. Ale to znaczy, że pijemy.
Romulus - 2019-08-17, 19:35
:
"Once Upon A Time... in Hollywood" - nie wiem, czy to najlepszy film Quentina Tarantino, ani czy najgorszy lub średni. Mnie się podobał. Szczególnie jako hołd złożony "staremu" Hollywood. I to tej klasyce nieznanej w Polsce. Przez to zgadzam się, że pod tym względem może być nieco hermetyczny dla polskiego widza. Choć może niekoniecznie. Wprawdzie znawcą kina nie jestem, ale przyznaję się, że lepiej znam dorobek filmowy Edwarda G. Robinsona niż Gustawa Holoubka. Nie żywię z tego powodu żadnych uczuć względem siebie. 🙂

Nie miałem zatem problemu z odbiorem filmu, choć zapewne trochę smaczków mi umknęło. Obsada jest znakomita. Zdjęcia i muzyka również, ale w tym konkretnym filmie musiały takie być, aby ten hołd miał smak. I na Wiadomej Scenie ryczałem że śmiechu, choć czy powinienem? Ale wyrzutów sumienia z tego powodu też nie miałem.
Bibi King - 2019-08-17, 21:16
:
QT to dla mnie najbardziej przereklamowany reżyser na świecie, chociaż dobrze widziane jest docenianie go. Taki... Zlatan Ibrahimović świata filmu ;) Hateful 8 nie zmogłem, zanudzili mnie gadaniem dla gadania - Mamoń z Rejsu z opinią o polskich filmach do nich najlepiej pasuje. Bękarty Wojny przewidywalne do wyrzygania. Pulp F to był ponoć jakiś powiew świeżości - nie dla mnie, chociaż byłem młodszy i jarałem się Bruce'em Willisem sięgającym po katanę. Django - taki sprawniejszy warsztatowo Peckinpah, historia bez szczególnej oryginalności. Najlepiej wypadł chyba Kill Bill - świetnie nakręcony film o niczym. Death Proof wart obejrzenia tylko dla Kurta Russella, chociaż i tak bez przesady. Poczucie humoru QT - bolesna niby-sinusoida, która częściej dołuje, niż szczytuje. Tak że teraz na Once Upon a Time zupełnie nie czekam - będzie w TV czy innym VoD, się obejrzy.
m_m - 2019-08-17, 22:33
:
Nie no, Pulp fiction to spoko film, Jackie Brown również.
Reszta...cóż, jest różna. Django za długie, Nienawistna ósemka za długa, przegadana i najnormalniej w świecie nudno.
Tak, Tarantino jest przereklamowany.
Fidel-F2 - 2019-08-18, 03:00
:
Pulp fiction to wpytongowy majstersztyk. Z resztą jest różnie.
bio - 2019-08-18, 13:24
:
Fidel dobrze gada.
Trojan - 2019-08-18, 14:44
:
Pulp Fiction jest wybitne

Pod każdym względem